Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Proszę się nie...

Proszę się nie martwić, urodzi pani następne [REPORTAŻ]

Alicja Rosé i Karolina Wigura

Co roku w Polsce odnotowuje się 40 tys. poronień. Jakie historie kryją się za tą statystyką? Reportaż „Kultury Liberalnej”.

1. Baloniki

„Nadusiu, moja córeczko. Mamusia”

„Jaś, Kubuś: kocham was”

„Leoś”

Rodzice, którzy utracili swoje dzieci, spotykają się raz do roku, 15 października. To Dzień Dziecka Utraconego. Opowiadają o swoich zmarłych dzieciach. Przychodzą też ojcowie, choć rzadziej. Nieraz całe rodziny, z dziećmi. W Krakowie rodzice na białych balonikach piszą imiona swoich dzieci. Czasem rodzeństwo dorysuje aniołka. Niektórzy przyczepiają do baloników całe listy. Potem puszczają je w niebo.

Zosia jest energiczną, okrągłą brunetką. Ma czarne, świecące oczy, jest tak ładna, że trudno oderwać od niej wzrok. Przyszła z równie pulchnym jak ona, jasnowłosym niemowlęciem w nosidle, haftowanym w ludowe wzory.

– Ja roniłam dwa razy. To było trzy lata temu. Rok temu urodził się Piotruś, bez żadnych komplikacji. Kiedy poroniłam po raz drugi, chciałam nasze dziecko pochować. Mój mąż był temu przeciwny. Teraz, kiedy mamy synka, myślę, że podjęliśmy dobrą decyzję. Dzięki temu mogę te poronienia uznać za zwykłą kolej rzeczy i cieszyć się maluchem, zamiast rozpaczać po stracie dziecka i to rozpamiętywać.

Dlaczego więc tutaj przychodzi?

– Bo trzeba odbyć żałobę.

W takim razie to bardzo długa żałoba.

Maria sama ma posturę niemal dziecięcą i trudno sobie ją wyobrazić w zaawansowanej ciąży. Dziecka spodziewała się tylko raz. Właściwie dzieci – potem, w szpitalu, zobaczyła na karcie pacjenta, że miały być bliźniaki.

– Każda kobieta w mojej rodzinie roniła przynajmniej raz. Ja w ciąży nawiązałam z Jasiem i Kubusiem kontakt. Od pierwszego momentu to były dla mnie dzieci, a nie płody. Nie chcę generalizować, każda kobieta ma własny światopogląd i z nim związaną terminologię. Wiele nawet po urodzeniu mówi, że dziecko rodzi się jako obca osoba, którą dopiero z czasem uczą się kochać. Dla mnie to była olbrzymia strata.

Eliza ma wysportowaną i gibką sylwetkę. Gdyby urodziła, mogłaby być mamą sportową, zabierać dziecko w trójkołowym wózku na jogging. Marzyła o bieganiu już w ciąży. Przymierzała śmieszne sportowe ciuchy.

– Leoś umarł w 11. tygodniu ciąży. Przedtem sądziłam, że chcę rozwijać się zawodowo, a dopiero potem mieć dziecko. Zaszłam w ciążę przypadkiem, nie uważaliśmy. Dopiero, gdy go straciłam, zrozumiałam, że niczego w życiu tak nie chciałam, jak urodzić jego.

2. Forum

Rodzice utraconych dzieci spotykają się także w ramach grup wsparcia, na forach internetowych, gdzie dzielą się swoimi doświadczeniami.

Ilustracja_1

Jest też specjalne forum, na którym można swoje dziecko pożegnać. Proste brązowe tło, wypunktowane tematy rozmów.

Spotkaliśmy tam Anię, Martę i Kasię.

Ania: W moim wypadku chodziło o wczesną ciążę. Poroniłam w ósmym i dziesiątym tygodniu. Dość dawno. Dlatego mogę o tym teraz normalnie rozmawiać, ale wtedy to była dla mnie trauma.

Marta: Poroniłam trzy lata temu. Nie rozpatruję tego, jak mnie potraktowano w szpitalu. Ale myślę, że z odpowiednią pomocą mogłam przeżyć tę sytuację dużo łatwiej, lepiej.

Kasia: Jestem mamą po stracie dziecka. Minęło niewiele czasu, moje emocje są zbyt wyraziste. To co boli dodatkowo, oprócz straty dziecka, to sposób w jaki my, rodzice tych dzieci, jesteśmy traktowani przez prawo. Nie wiem, czy to prawo, czy bezprawie.

3. Żałoba

– Kobiety na ogół i tak nieźle sobie radzą. Ojcowie są całkowicie pominięci, najczęściej wycofują się emocjonalnie – mówi Eliza.

Na następne dziecko się nie zdecydowali.

– Pracujemy teraz oboje bardzo dużo. Trudno byłoby mi zresztą w tej chwili zajść w ciążę, biorę leki na depresję. Miewam ataki paniki. Nie chciałabym, żeby coś takiego przytrafiło mi się, gdy będę z dzieckiem. Muszę się najpierw wyleczyć. Kiedy to będzie? Nie wiem. Mam już 38 lat, powoli czasu zaczyna mi brakować – mówi. Potem chwilę myśli, uśmiecha się.

– Kiedy przychodzi pierwszy listopada, mój partner płacze. Gdzieś to w nim siedzi. Szczególnie zaraz po poronieniu, trudno było mu sobie z tym poradzić. Chciałby coś zrobić. Jakoś pomóc. A mógł tylko siedzieć i słuchać, jak ja płaczę – opowiada przez internetowy komunikator Marta.

Małgorzata Bronka ze Stowarzyszenia Rodziców przy Poronieniu:

– Bardzo często zapomina się o uczuciach i perspektywie ojców. Nie wynika to ze złośliwości czy umyślnej dyskryminacji, a z faktu, że poronienie to ciągle temat tabu. Społeczeństwo nie ma świadomości, jak taka tragedia oddziałuje na oboje rodziców. Nie trzeba daleko szukać. Najbliżsi znajomi zawsze pytają mężczyznę o samopoczucie jego żony, wychodząc z założenia, że jest on twardy i nie poczuł jeszcze więzi z dzieckiem. Pokutuje opinia, że ojcowie nie przeżywają żałoby lub przeżywają ją w sposób niewspółmierny do kobiet. To oni załatwiają formalności to oni dzwonią do fundacji z pytaniami. To oni planują pogrzeb. Oni chodzą do pracy, gdy ona idzie na urlop po poronieniu. Panuje brak przyzwolenia na płacz, na chwilę słabości. To wcale nie oznacza, że mężczyźni mniej cierpią.

Maria i jej mąż po poronieniu wzięli rozwód.

– Nie potrafię wskazać jednej przyczyny. Bez końca przechodziliśmy przez tę żałobę i przestaliśmy widzieć sens w kolejnej ciąży. Z nikim innym nie mogliśmy o tym porozmawiać, to było tylko w naszej intymności. I ta intymność nas przerosła. Ja wszystko zrzucałam na niego, a on nie miał z kim porozmawiać.

Bo z kim miał porozmawiać, z kolegą? Przy piwie?

Zosia szukała pomocy na forach. Koleżanki próbowały ją wspierać. Jedna opisywała, jak chodzi na cmentarz do swojej córeczki. Niektóre przysyłały jej zdjęcia drobniusieńkich zwłok swoich dzieci w trumienkach. Albo jeszcze przed śmiercią, w pieluchach tak bardzo za dużych, że zasłaniających pół ciałka.

– Łukasz, mój mąż, odciągał mnie od tego. „Co cię to obchodzi”, pytał. Każda taka opowieść napawała go niesmakiem. Jego te spazmy współczucia najbardziej dobijały. „Żyjmy swoim życiem”, mówił.

4. Szpital

Kilka lat temu pisarka Justyna Bargielska dokonała swoistego coming outu. Odważyła się przyznać, że poroniła. „Przyznać” – bo poronienie uchodzi za coś wstydliwego. O tym nie wypada mówić głośno, w towarzystwie.

– „Wiesz, ona jest taka przygnębiona, bo rozumiesz no, straciła…”, tak o mnie mówiono, kiedyś słyszałam – mówi Maria.

Bargielska swoją książką wydaną przed czterema laty w końcu wpuszcza trochę powietrza, jest czym oddychać. Mówi o sobie „obsoletka”, oswaja sytuację neologizmem, pochodzącym od terminu medycznego „gravid obsoleta”, obumarła ciąża. Słownictwo związane z cielesnością i chorobą zwykle jest w języku polskim albo techniczne, albo wulgarne. Neologizm Bargielskiej ma łaciński rodowód, ale brzmi swojsko.

Maria:

– Nikt nie bawił się w używanie „przyjaznych słów”. Nie wiem, co się stało z moimi dziećmi. Rok później ginekolog w szpitalu uniwersyteckim zapytał, nawet na mnie nie patrząc: „Łyżeczkowanie było?”.

I dodaje z naciskiem:

– Nie chciałabym narzucać swojej wrażliwości innym. Mamy prawo się różnić. Chciałabym, aby te różnice uszanowano.

– Zgodnie z definicją Światowej Organizacji Zdrowia poronienie oznacza wydalenie zarodka w jamy macicy przed upływem 22. tygodnia ciąży, gdy waga płodu nie przekracza 500 gramów. W ten sposób kończy się ok. 15 proc. ciąż. Większość z nich jeszcze przed upływem pierwszego trymestru. W wielu przypadkach do poronienia dochodzi samoistnie na wczesnym etapie ciąży, kobieta nawet o tym nie wie – tłumaczy nam ginekolog, Tomasz Leonowicz.

A w innych przypadkach?

– Jeśli przebieg przypomina naturalny tok poronienia, po otrzymaniu leków przeciwbólowych i rozkurczowych pacjentka roni samoistnie. Czyli czeka się, aż macica sama wydali jajo płodowe. W innych przypadkach dokonuje się zabiegu łyżeczkowania. Pacjentka jest znieczulana i chemicznie usuwa się zawartość jamy macicy. Zabieg nie jest niebezpieczny dla zdrowia i bardzo szybko może wrócić do domu.

A jakim językiem mówią lekarze?

Ania:

– Dowiedziałam się, że serce mojego syna przestało bić. Zaczęłam płakać. Na to lekarz, żebym przestała, bo wystraszę mu pacjentki. Położne też mówiły mi, żebym leżała spokojnie i nie panikowała. Lekarze praktycznie na mnie krzyczeli.

Pacjentki, które poroniły, powinny znaleźć się na oddziale położnictwa, a nie na patologii ciąży. Robi się jednak inaczej. Czasem tłumaczy się to rozmiarami szpitala. Czasem jest tak i w dużych placówkach.

Kasia:

– Kiedy zgłosiłam się do szpitala, wiedząc, że coś jest nie tak, skierowano mnie na ginekologiczno-położniczą izbę przyjęć. W praktyce oznacza to, że kiedy czekałam w kolejce, musiałam wysłuchiwać bicia serduszek „dzidziusiów”, których mamy zgłosiły się do porodu.

Marta:

– Zrobiono mi badanie ultrasonograficzne. W trakcie badania lekarz powiedział do kolegi: „O widzisz, tutaj chyba faktycznie nie ma akcji serca, bo szturcham, szturcham i nic się nie rusza”.

5. Otoczenie

Wiele osób nie wie, jak zachować się po stracie ciąży. Czy niedoszła mama czuje się mamą? Oczekuje wsparcia, czy woli przejść żałobę w samotności?

Ilustracja_2

W Polsce działa szereg organizacji i fundacji, pomagających kobietom po poronieniach. Wśród nich są Stowarzyszenie Rodziców po Poronieniu, które prowadzi portal: Poronienie.pl oraz Dlaczego – organizacja rodziców po stracie dziecka. Informują, które szpitale i którzy lekarze są warci polecenia, zaufania.

– Często krewni i znajomi nie są w stanie wyobrazić sobie, jaką tragedię przeżywają rodzice po poronieniu – mówi nam Małgorzata Bronka z tego stowarzyszenia. – Zwykle poklepuje się ich po ramieniu i mówi: „Lepiej, że zmarło teraz niż po urodzeniu”. Albo: „8 tygodni to nie ciąża”. Albo jeszcze: „Zrób badania i sprawdź, czy możesz starać się o kolejne dziecko”.

Wiele szpitali oferuje pomoc psychologiczną, ale nieczęsto się z niej korzysta. Niekiedy z bardzo prozaicznych powodów.

– W przypadku, gdy do poronienia dojdzie w nocy, psycholog zwykle nie jest na oddziale, bo pracuje do 15.00. Pomoc może przyjść następnego dnia. Takiej kobiety często już wtedy w szpitalu nie ma, bo chce jak najszybciej znaleźć się w domu – mówi nam Małgorzata Ostrowska-Czaja z Fundacji Przetrwać Cierpienie.

Zdarzają się sytuacje groteskowe.

–   Ten lekarz, u którego poroniłam, powiedział: „Proszę pani, to się zdarza. Moja matka roniła cztery razy, a proszę zobaczyć, jaki ja się udany urodziłem!” –  mówi nam Marta.

6. Pogrzeb

Mało kto wie, że rodzice po poronieniu mają prawo odebrać akt urodzenia dziecka, zarejestrować w Urzędzie Stanu Cywilnego, pochować je, zrobić mu zdjęcie.

– Najważniejsze w kwestii poronień jest to, aby rodzicie mieli świadomość, że mają prawo do pochówku, niezależnie od tego, kiedy nastąpiło poronienie – mówi Małgorzata Ostrowska-Czaja. – Nawet na bardzo wczesnym etapie, bo chociaż nie można odzyskać ciałka, istnieje coś takiego jak „grób dziecka utraconego”. To symboliczne miejsca. Wystarczy przyjść na cmentarz z zaświadczeniem o utraconej ciąży, które wydaje się w szpitalu i można zorganizować tam pożegnanie dziecka. To miejsce, które rodzice mogą odwiedzać.

Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana. Nie brakuje biurokratycznych absurdów.

Według kodeksu prawa cywilnego każde martwe urodzenie dziecka powinno zostać zgłoszone do Urzędu Stanu Cywilnego w ciągu trzech dni. Na tej podstawie Urząd wydaje akt urodzenia dziecka – z adnotacją, że urodziło się martwe. Najpierw jednak szpital musi stwierdzić, że ciąża faktycznie miała miejsce. W tym celu wykonuje się badanie na obecność tkanek ludzkich w materiale uzyskanym podczas zabiegu łyżeczkowania. Na wynik badań czeka się aż trzy tygodnie.

–  Chciałam tę sprawę wyjaśnić – mówi Kasia. W szpitalu usłyszałam tylko: „Urząd poczeka”.

Na tym jednak nie koniec. W zgłoszeniu do USC konieczne jest zawarcie informacji o płci dziecka. Jak określić płeć u dziecka, które zostało poronione w 5. tygodniu ciąży? Do niedawna praktykowano tzw. uprawdopodobnienie płci. Innymi słowy, płeć wpisywano „zgodnie z odczuciami matki”.

Obecnie od tej praktyki się odchodzi. Lekarze obawiają się poświadczenia nieprawdy, dlatego zalecają wykonania specjalistycznych, drogich badań. Koszty – sięgające kilkuset złotych – musi pokryć pacjentka, choć jak informuje Stowarzyszenie Rodziców po Poronieniu – nie istnieją do tego podstawy prawne.

Część kobiet po poronieniu dowiaduje się, że nigdy w ciąży nie były.

Monika też jest forumowiczką. Pisze tak:

– W 2011 r. zostałam poddana zabiegowi wyłyżeczkowania w gdańskim szpitalu. Dwa lata wcześniej w tym samym szpitalu poroniłam. Nie było szczątków do badania. Wydano mi dokumenty. Lekarz sam wpisał płeć dziecka. USC wydał akt urodzenia. Tym większe było moje zdziwienie, gdy w drugim przypadku, gdy były szczątki, wręczono mi zaświadczenie, że nie stwierdzono komórek płodu!

Rodzicom przysługuje także zasiłek pogrzebowy. Matce – nawet 8 tygodni urlopu. Ale aby otrzymać te świadczenia, trzeba przedstawić akt urodzenia z USC. I błędne koło toczy się od nowa.

A jeśli ktoś nie chce zasiłku pogrzebowego i nie chce udać się na urlop, po co mu zaświadczenie z USC?

Kasia:

– Te dokumenty to namacalny dowód na to, że moje dziecko było. I że ja jestem jego mamą. Nie kobietą, której coś się nie udało, tylko mamą, której dziecko odeszło.

7. Ostatni

Baloniki odleciały, rodzice powoli rozchodzą się do domów.

Maria przez chwilę jeszcze swój trzyma w dłoniach.

– Mam cały worek listów do syneczków. Nie mam jak go przyczepić do jednego balonika – uśmiecha się. Puszcza balonik. – W przyszłym roku już tutaj nie przyjdę. Nie będzie potrzeby – mówi.

 

Współpraca: Piotr Dudek, Justyna Karpińska, Michalina Seliga, Katarzyna Mierzejewska

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 293

(33/2014)
19 sierpnia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj