Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Układanka z monad....

Układanka z monad. Recenzja filmu „Magical Girl” Carlosa Vermuta

Katarzyna Pochmara-Balcer

„Magical Girl” Carlosa Vermuta to starannie przemyślana układanka przeznaczona dla największych amatorów filmowych rebusów. Czy jednak zdołamy cokolwiek ułożyć, jeśli jej elementy okażą się wypaczone?

„Jeśli mógłbyś mieć magiczną moc, jaką byś wybrał?” – pyta córka zdezorientowanego ojca. Jeśli weźmie się pod uwagę wszystko to, co wydarzy się po zadaniu tego pytania, dar przewidywania przyszłości wydawałby się w tym przypadku najrozsądniejszą odpowiedzią. „Magical Girl” mogłaby bowiem zostać uznana za komedię pomyłek, gdyby nie ponury klimat tego filmu.

MAGICALGIRL_2K (0-24-55-15) copy

Historia zdesperowanego ojca (w rolę Luisa wcielił się Luis Bermejo), który w imię uszczęśliwienia śmiertelnie chorej córki (Lucía Pollán) decyduje się na zdobycie wymarzonej, lecz piekielnie kosztownej sukienki należącej do bohaterki japońskiej kreskówki, to raczej psychologiczny thriller. Stanowi on wariację na temat zawartej w „Kwartecie aleksandryjskim” Durrellowskiej myśli, że to sami ludzie – a nie, jak chcielibyśmy wierzyć, świat zewnętrzny – stanowią przyczynę nieszczęść [1]. Na swojej drodze Luis napotyka niezrównoważoną psychicznie Barbarę (uhonorowana za tę rolę nagrodą Goya 2014 dla Najlepszej Aktorki Bárbara Lennie), i choć początkowo to spotkanie wydaje się mężczyźnie doskonałą okazją, by osiągnąć upragniony cel, w rzeczywistości stanowi dopiero początek jego problemów, w które wikła się na własne życzenie.

Zagubione elementy, czyli reżyseria w duchu Pereca

Vermut układa swój film jak puzzle, z umiłowaniem grając na ich wdzięcznej, choć niezbyt świeżej symbolice. Ich drobne elementy potrafią się gdzieś zawieruszyć i odnaleźć w najmniej oczekiwanym miejscu. A przecież, jak pisał Georges Perec, „nie sposób odgadnąć całości ani rządzących nią praw, jeżeli zna się jedynie z osobna składające się nań fragmenty (…). Rozpatrywana osobno cząstka układanki nie znaczy nic, jest tylko jakimś mglistym wyzwaniem, pytaniem, na które nie sposób znaleźć odpowiedzi” [2]. Tym właśnie jest ta filmowa opowieść – zdaje się mówić reżyser – dla jej poszczególnych uczestników. Każda z postaci, zamknięta w świecie swoich problemów, pozostaje głucha na wszystko, co rozgrywa się wokół. Vermut łączy poszczególne wątki za pomocą drobnych szczegółów (wprowadzani do historii bohaterowie słuchają na przykład tej samej audycji radiowej, co poznane już wcześniej postaci), ale często przez długi czas nie ujawnia widzowi powodu, dla którego pojawili się w tej samej opowieści. Białe plamy, które pozostają po brakujących elementach układanki, oślepiają nie tylko widzów, ale przede wszystkim zagubionych bohaterów, i z siłą antycznego fatum popychają ich ku kolejnym błędnym decyzjom.

MAGICALGIRL_2K (0-11-51-11) copy

Damián, dawny nauczyciel Barbary, związany z nią w sposób, którego Vermut nie chce do końca wyjawiać, w ramach osobistej terapii układa skomplikowany obrazek z tysiąca części, który w chwili gwałtownego wzburzenia niszczy jednym ruchem. Na takie właśnie nieprzemyślane kroki reżyser pozwala jednak tylko swoim postaciom. Sam tymczasem bawi się w demiurga, złośliwie ukrywając i zarazem wyciągając poszczególne ogniwa zaskakującej układanki, jak króliki z kapelusza. Jego strategia, opierająca się na nieustannym podtykaniu widzowi tropów, których fałszywość z premedytacją ujawnia w kolejnych scenach, wydaje się stanowić główny pomysł budowania fabularnej oryginalność swojego obrazu.

W filmie Vermuta możemy odnaleźć dalekie echa rozważań Durrella, sugerującego, że „wydarzenia są po prostu czymś w rodzaju zwiastunów naszych stanów uczuciowych i można z jednych wydedukować drugie”. Gdyby tak było, czego możemy oczekiwać od opowieści o ludziach całkowicie rozchwianych?

Katarzyna Pochmarska-Balcer

Takie podejście odbija się również w warstwie formalnej filmu. Vermut chętnie koncentruje się na szczegółach, skupiając wzrok widza na zbliżeniach dłoni, sznurowanych butów czy twarzy odbijającej się w odłamku rozbitego lustra. Dopiero z takich fragmentów stopniowo wyłania się jego tajemnicza opowieść. Reżyser dopracowuje każdy kadr, bo choć – jak chce cytowany powyżej Perec – poszczególne elementy nie posiadają odrębnego znaczenia, to one składają się na całość, której wrażenie ma w widzu pozostać.

Latynoskie oburzenie

Pedro Almodóvar, współproducent wciąż jeszcze obecnych na kinowych afiszach „Dzikich historii” Damiana Szifrona, uznał „Magical Girl” za objawienie hiszpańskiego kina początku XXI w. Niezależnie od tego, czy uznamy trafność jego oceny, temperatura emocji w obu filmach jest podobna. Jednak podczas gdy bohaterowie Szifróna wykładają na ławę czarną jak piasek Wysp Kanaryjskich kawę swoich namiętności, siła filmu Vermuta opiera się na niepokoju, którego źródłem jest właśnie stłumienie popędów. Emocje w „Magical Girl” utkwiły gdzieś pod skórą, w polimerowej otoczce psychotropowych leków serwowanych Barbarze, czy w pogoni ojca za dziecięcym marzeniem córki. Jeśli jednak gdzieś możemy upatrywać celu tej szaleńczej gonitwy, to przede wszystkim w nieuświadomionym pragnieniu, by stłumić nieco lęk przed nieuchronną utratą dziecka. Jeżeli zamysł Szifrona opierał się na całkowitym popuszczeniu cugli drzemiącym w bohaterach instynktom i przyglądaniu się z oddali nieprzewidywalnym reakcjom swoich protagonistów, Vermut koncentruje się raczej na szkodach, które owe pęta powodują. Dramat jego bohaterów rozgrywa się tak naprawdę w ich głowach, a zło, które staje ich udziałem, w dużej mierze bierze się z tłumienia rozdzierających ich emocji.

MAGICALGIRL_2K (1-58-09-07) copy

U obu twórców silnie obecne są społeczne problemy, które wyznaczają charakter ich filmowych opowieści. Kryzys, który pogłębia tylko obecne w społeczeństwie dysproporcje i antagonizuje przedstawicieli jego poszczególnych warstw, wyziera spod niemal każdego rekwizytu i stanowi punkt zapalny niemal wszystkich wątków. Luis, bezrobotny nauczyciel literatury, z bólem serca wyprzedaje na wagę kolejne cenne pozycje ze swojej biblioteki, po czym spotyka kobietę, której głównym zajęciem jest oglądanie telewizji w pięknie urządzonym mieszkaniu. Jeżeli mamy gdzieś w kinie szukać oddźwięku obywatelskiego oburzenia, które począwszy od 2011 przetacza się przez kolejne państwa, to właśnie w kinie hiszpańskojęzycznym znajdziemy takich śladów najwięcej.

Wypaczone krawędzie

Jak przekonuje jeden z bohaterów „Magical Girl”, rozdarcie pomiędzy światem emocji i rozumu jest tym, co najlepiej charakteryzuje hiszpańskiego ducha. Carlos Vermut to reżyser oscylujący pomiędzy przemyślaną, hiperracjonalną konstrukcją a chaosem emocji, które owa precyzyjna kompozycja winna ujarzmić. Problem w tym, że afekty nie do końca dają się ująć w jakąkolwiek klasyfikację. Film krytykowany za braki w budowie racjonalnej motywacji postaci rzeczywiście zawiera w sobie pewne pęknięcia. Z jednej strony, może się wydawać, że to nie fabuła dostosowuje się do wewnętrznej logiki rządzącej decyzjami bohaterów, lecz na odwrót, stąd wrażenie, że tej logiki po prostu brakuje. Z drugiej jednak, pozostaje pytanie, czy w chorobie psychicznej albo szaleństwie, które czasem ogarnia także ludzi zdrowych, można w ogóle dopatrywać się jakiejkolwiek racjonalności? Trudno udzielić na tę wątpliwość jednoznacznej odpowiedzi. Po raz kolejny możemy odnaleźć w filmie Vermuta dalekie echa rozważań Lawrenca Durrella, sugerującego, że „wydarzenia są po prostu czymś w rodzaju zwiastunów naszych stanów uczuciowych i można z jednych wydedukować drugie” [3]. Gdyby tak było, czego możemy oczekiwać od opowieści o ludziach całkowicie rozchwianych? Być może puzzle, które się na nią składają, nie dają się układać tak, jak byśmy tego chcieli także dlatego, że ich krawędzie wypaczają się tak samo łatwo jak ludzka psychika.

MAGICALGIRL_2K (0-12-21-01) copy

Bohaterowie Vermuta strzelają, jednak ich kul nie nosi Pan Bóg, ale jakiś zły demiurg. Przyczyna naszych niepowodzeń, zdaje się mówić reżyser, leży zarówno po stronie niefortunnych decyzji, jak i w zwyczajnym braku szczęścia. Może gdybyśmy uważniej słuchali się nawzajem, moglibyśmy zminimalizować nieco chociaż ten pierwszy czynnik. Bohaterowie Vermuta żyją jednak jak pozbawione okien monady, ograniczone przez kontury określające granice elementu układanki, której część stanowią. Niby wiedzą, że nie są sami, ale nie potrafią z tej wiedzy właściwie korzystać. Luis, uwięziony przez swoje pragnienie uszczęśliwienia córki, nie słyszy prawdziwej treści jej wołania. Dlatego rzeczywistość „Magical Girl” przypomina świat, w którym niemy próbuje krzyczeć na głuchego, a głuchy na migi pokazuje coś niewidomemu. Największy bodaj atut Hiszpana leży w tym, że nie tracąc tragicznej powagi tej sytuacji, potrafi również dostrzec jej absurdalny komizm.

Przypisy:

[1] L. Durrell, „Balthazar”, przeł. M. Skibniewska, Warszawa 1972, s. 161.
[2] G. Perec, „Życie instrukcja obsługi, przeł. W. Brzozowski, Warszawa 2001, s. 11.
[3] L. Durrell, „Justyna”, przeł. M. Skibniewska, Warszawa 1971, s. 288.

 

Film:

„Magical Girl”, reż. Carlos Vermut,  Hiszpania 2014.

 

 

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 336

(24/2015)
16 czerwca 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj