Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Rewolucja na obrzeżach...

Rewolucja na obrzeżach dokumentu. Wirtualna rzeczywistość na festiwalu IDFA 2015

Anna Desponds

Chociaż festiwal IDFA to wybór najlepszych filmów dokumentalnych ze świata, w programie znajdują się też produkcje eksperymentalne. Znajdziemy je w sekcji DocLab, która pokazuje w jaki sposób nowe technologie wpływają na dokumentalistykę. Czy jej przyszłość ukształtuje wirtualna rzeczywistość?

International Documentary Film Festival Amsterdam (międzynarodowy festiwal filmów dokumentalnych IDFA) odbywa się od 1988 r. W tegorocznej edycji pokazano ponad 300 filmów dokumentalnych: światowe premiery wybitnych twórców, debiuty, produkcje pełnometrażowe i krótkie, ale też projekcje dla dzieci, paradokumenty i retrospektywy. Programowi pokazów towarzyszyły targi, warsztaty, program edukacyjny i spotkania. To jeden z najważniejszych festiwali dokumentalnych na świecie i centralny punkt w jesiennym kalendarzu fanów dokumentu i przedstawicieli branży dokumentalnej.

Gościem specjalnym tegorocznej edycji był znany eksperymentator filmowy Errol Morris. W filmie zrealizowanym w tym samym roku, w którym powstała IDFA, „Cienkiej, błękitnej linii”, wykorzystał elementy fabularyzowane. Dziś weszły one do kanonu języka dokumentalistyki, ale niecałe 30 lat temu wzbudziły sprzeciw członków Amerykańskiej Akademii Filmowej. Film mimo licznych sukcesów nie został wzięty pod uwagę przez oscarowy komitet. Morris zerwał z tradycją obserwacyjnego dokumentu, a jego film przyczynił się do uniewinnienia bezpodstawnie skazanego na dożywocie bohatera. Tegoroczne przymiarki do Oscarów i program festiwalu IDFA pokazują, że próby formalne, wplatanie animacji i inscenizacji oraz polityczne zaangażowanie twórców stały się codzienną praktyką dokumentalistów. Jakie jeszcze nowe wątki wprowadza do dokumentalistyki amsterdamski festiwal?

Amsterdam, 19-11-2015, IDFA International Documentary Filmfestival Amsterdam. Photo Nichon Glerum

Amsterdam, 19-11-2015, IDFA International Documentary Filmfestival Amsterdam. Photo Nichon Glerum

DocLab: nowe granice wielu rzeczywistości

IDFA stara się śledzić płynność oraz zmiany granic gatunku. Jednym z bardziej interesujących eksperymentalnych programów festiwalu jest DocLab, prezentujący nowe formy dokumentalne, które zmieniają sposób filmowego opowiadania przez wykorzystanie nowych mediów. Hasło tegorocznej edycji DocLab to „Seamless reality”, czyli spójna, „wygładzona” rzeczywistość. „Każdy ma inną rzeczywistość, jedni wczoraj zakochali się na festiwalowej imprezie po zbyt dużej ilości alkoholu, inni właśnie przylecieli z Paryża czy z Bejrutu” – zauważył kurator sekcji, Caspar Sonnen, podczas otwarcia program parę dni po tragicznych wydarzeniach. „Każdy z nas ma inną rzeczywistość, każda z nich jest prawdziwa”. Tegoroczny DocLab to próba pokazania, jak technologia sprawdza się w dokumentowaniu i opowiadaniu tych wielu równoległych rzeczywistości.

Jednym z głównych punktów programu DocLab jest wystawa pokazująca najlepsze prace interaktywne minionego roku. Możliwość dotarcia do widzów za pomocą internetu, indywidualizacja przekazu, technologie pozwalające na nielinearne łączenie tekstu, obrazu i filmu czy oddolne tworzenie treści przez użytkowników sieci przyczyniły się do powstania osobnego gatunku – interaktywnego dokumentu, webdoc, z założenia przeznaczonego do oglądania w sieci. W ostatnich latach to właśnie webdoki stanowiły trzon wystawy DocLab.

Amsterdam, 19-11-2015, IDFA International Documentary Filmfestival Amsterdam. Opening night Doclab. Photo Nichon Glerum

Amsterdam, 19-11-2015, IDFA International Documentary Filmfestival Amsterdam. Opening night Doclab. Photo Nichon Glerum

Do klasyki webdoków można zaliczyć np. filmy z cyklu „Highrise”. Trwający od 2009 r. wielokrotnie nagradzany transmedialny eksperyment National Film Board of Canada stanowi próbę pokazania życia w miastach całego świata. Seria interaktywnych dokumentów skupia się na wertykalnej zabudowie miejskiej i z założenia ma być nie tylko diagnozą funkcjonowania blokowisk, ale też projektem badawczym, w którym mieszkańcy współuczestniczą w tworzeniu dokumentu. W tym roku na festiwalowej wystawie reżyserka Katerina Cizek pokazała kolejną część cyklu zatytułowaną „Universe Within”– opowieść o cyfrowym aspekcie życia mieszkańców miast.

Temat korzystania z sieci jest też punktem wyjścia pokazywanego na IDFA interaktywnego serialu „Do Not Track”, którego reżyserem jest Brett Gaylor, znany polskiej publiczności jako twórca dokumentu „RIP: A Remix Manifesto” o kulturze remiksu i prawach autorskich w sieci. Siedem lat po powstaniu tego filmu okazuje się, że to nie zmiana podejścia do własności intelektualnej, ale stosunek do prywatności w sieci jest jednym z największych wyzwań w internecie. Interaktywne odcinki „Do Not Track” pozyskują informacje o odbiorcy z jego komputera, wykorzystują m.in. geolokalizację i dostęp do przeglądanych wcześniej stron. Dzięki temu każdy widz oglądający serial zobaczy spersonalizowaną historię o zagrożeniach własnej prywatności w sieci.

NFB_HIGHRISE_UNIVERSE_WITHIN_screengrabs_076

Kadr z filmu interaktywnego „HIGHRISE: Universe Within”. Katerina Cizek, Kanada, 2015

Wirtualna czasoprzestrzeń

Coraz częściej narzędziem pozwalającym uchwycić złożoność dokumentowanego świata staje się wirtualna rzeczywistość, czyli VR – panoramiczne filmy, które oglądać można za pomocą specjalnych okularów. Wyczuwają one ruch głowy oglądającego – obraz zmienia się więc wraz z kierunkiem patrzenia. Widz ma poczucie, że jest w samym środku rozgrywającej się wokół niego sceny. Znaczna część prac pokazywanych na tegorocznym DocLabie korzystała z tego medium. Założenie okularów VR pozwala niemal całkowicie zanurzyć się w przedstawionej sytuacji. Dla wielu osób stanowi to graniczne doświadczenie przeniesienia się w miejscu i w czasie.

W jaki sposób filmowcy mogą tę czasoprzestrzeń budować? Jak zauważyła obecna na festiwalu Jessica Brillhart, główna twórczyni filmów VR w firmie Google, oglądanie ich jest zbliżone naszemu postrzeganiu rzeczywistego świata – z pozornie ciągłej rzeczywistości wybieramy jedynie fragmenty. W VR przedstawiony w filmie świat każdy ogląda po swojemu – odwracając głowę, wybiera interesujące go elementy. Wirtualna rzeczywistość wymaga więc wypracowania zupełnie nowego sposobu ich montażu i prowadzenia narracji.

Z tego względu wielu twórców prezentowanych prac zamiast pokazywać złożoną historię z wielością ujęć i cięć, tworzy po prostu rejestrację ciekawej sytuacji, w którą zanurza się widz. Reżyser i producent Thomas Wallner w zeszłym roku prezentował projekt stworzony dla telewizji Arte na temat Arktyki – „Polar Sea 360”. Jego celem było wywołanie w widzu poczucia, że ocieplenie klimatyczne dotyczy go osobiście. Udało się to osiągnąć dzięki wirtualnej dokumentacji podróży po Arktyce.

Podczas prezentacji na tegorocznym IDFA Wallner przedstawił projekt realizowany we współpracy z Kanadyjską Agencją Kosmiczną, która wypuściła do stratosfery olbrzymi balon o 300-metrowej średnicy. Podczas wirtualnej podróży w okularach można obserwować „z perspektywy pierwszej osoby”, jak balon unosi się na wysokość 50 km ponad Ziemię. Siłę tej produkcji stanowią przede wszystkim piękny, poruszający obraz i poczucie zanurzenia, chętnie w środowisku teoretyków mediów nazywane imersją. Film dostępny będzie w aplikacji Arte przeznaczonej do oglądania produkcji w wirtualnej rzeczywistości.

do Not Track 5

Kadr z serialu internetowego „Do Not Track”. Brett Gaylor, Francja / Niemcy / Kanada, 2015

Poczucie przeniesienia się w miejscu i w czasie daje też „RecoVR: Mosul, a Collective Reconstruction”. Praca ta jest próbą niematerialnej rekonstrukcji zabytków z irackiego Mosulu, brutalnie zniszczonych po zajęciu miasta przez ISIS w czerwcu 2014 r. Za pomocą pozyskanych przez crowdsourcing obrazów udało się cyfrowo zrekonstruować niektóre ze zniszczonych obiektów. Widz po założeniu okularów VR przechadza się po wirtualnym muzeum, w którym eksponatami są nieistniejące już, komputerowo odtworzone dzieła. VR okazuje się więc narzędziem do uchwycenia znikających doświadczeń i ocalenia ich przed zapomnieniem (do czego nie były w takim stopniu zdolne „stare media”). Na wystawie na festiwalu IDFA wirtualnej ekspozycji towarzyszyły fizyczne wydruki 3D niektórych zniszczonych dzieł.

exterior_Mosul_still

Wirtualna instalacja RecoVR: Mosul, a Collective Reconstruction. Ziv Schneider, Laura Chen, USA, 2015

Maszyna do empatii

Choć w ostatnich latach VR podbija wyobraźnię coraz większej grupy odbiorców, a nagłówki w „The Guardian” głoszą, że wirtualna rzeczywistość to równie wielka możliwość, jak internet, zaś Facebook wydał 2 mld dolarów na zakup VR-owej technologii Oculus, próby stworzenia wirtualnej rzeczywistości mają dużo dłuższą historię. Przykładem tego niech będą choćby okulary Sega, nad którymi pracowano w latach 90., czy zakładana na oczy konsola do gier Nintendo Virtual Boy. Prekursorem balonowych eksperymentów Wallnera jest Raoul Grimoin-Sanson, który już pod koniec XIX w. stworzył sferyczną dokumentację z podróży balonem. W 1897 r. opatentował Cineoramę, która została zaprezentowana podczas wystawy światowej w 1900 r. w Paryżu. Z 10 projektorów wyświetlano w okrągłym pomieszczeniu sferyczny obraz, który został zarejestrowany podczas podróży balonem nad ogrodem Tuileries. Widzowie mogli oglądać projekcję z platformy widokowej udającej kosz prawdziwego balonu. Niestety władze zamknęły pokaz po trzech dniach, gdyż projektory zbytnio się rozgrzewały, co groziło pożarem.

Cineorama. Źródło: wikimedia_commons

Obecnie VR przeżywa renesans, sceptycy zauważają jednak, że wirtualna rzeczywistość izoluje widza, który odcina się od świata w samotnym doświadczeniu. Z kolei jego entuzjaści odpowiadają: „dobra książka też tak działa!”. Coraz częściej jednak prace VR zamiast odcinać widza od świata pozwalają mu bardziej się weń zaangażować, ponieważ opierają się na budowaniu empatii, zrozumieniu innego poprzez emocjonalne, osobiste przeżycie sytuacji, do których na co dzień nie ma się dostępu.

Na tegorocznym festiwalu w sekcji DocLab pokazany został wyprodukowany we współpracy z ONZ projekt VR „Waves of Grace”, dzięki któremu widz przenosi się do Afryki widzianej oczami Decontee Davis, mieszkanki Liberii. Podstawą narracji jest intymna opowieść bohaterki o walce o życie podczas największej epidemii eboli w dziejach. Historia konstruowana jest przede wszystkim poprzez tę ścieżkę dźwiękową, lecz emocjonujące wrażenie powstaje dopiero dzięki panoramicznym obrazom, które dają widzowi poczucie przeniesienia się wraz z Decontee do Liberii.

Waves of Grace 3

Film VR „Waves of Grace”. Chris Milk, Gabo Arora, USA, 2015

Współtwórcą projektu jest Chris Milk ze studia VRSE. W swoim wystąpieniu na TED ten artysta interaktywny nazwał VR maszyną do empatii. Milk wierzy, że VR może prowadzić do zmiany ludzkich zachowań i skutecznie wpływać na nasze decyzje. Poprzedni projekt Milka i VRSE zrealizowany z ONZ „Clouds over Sidra” jest wirtualną opowieścią 12-letniej uchodźczyni z Syrii. Z badań prowadzonych przez UNICEF w Nowej Zelandii wynika, że po obejrzeniu filmu jeden na sześciu widzów wpłacił pieniądze na rzecz pomocy uchodźcom, i to dwa razy większą kwotę niż wynosi przeciętna wpłata.

Przyszłość dokumentu?

Nicola Mendelsohn z Facebooka przepowiada, że w ciągu najbliższej dekady wirtualna rzeczywistość wejdzie do mainstreamu. Czy również w dokumentalistyce?

Coraz większą popularnością cieszą się aplikacje na telefon komórkowy, które pozwalają doświadczyć wirtualnej rzeczywistości po włożeniu aparatu w kartonowe okulary bez użycia dodatkowego sprzętu. „New York Times” uruchomił własną aplikację z materiałami dziennikarskimi w VR. Dzięki tego typu programom można też oglądać np. Google Street View w wirtualnej rzeczywistości lub wspomniane produkcje VRSE: „Clouds over Sidra” i „Waves of Grace”. Jednak VR w telefonie to technologia póki co niedoskonała, nieoferująca takiego poziomu zanurzenia, realizmu i komfortu, jak przeznaczony do tego sprzęt.

Nowe media w dokumencie to wciąż przede wszystkim pole do eksperymentów. Prace interaktywne, w szczególności te do oglądania w przeglądarkach, cieszą się dużą popularnością i mają stałą publiczność, ale brakuje modelu biznesowego, który pozwoliłby je sfinansować czy „zmonetyzować”. IDFA we współpracy z europejską siecią dokumentalną EDN przeprowadziły ankietę wśród twórców 17 kluczowych projektów interaktywnych ostatnich lat. Wynika z niej, że większość z nich była niedofinansowana. Głównym inwestorem są rozmaite fundusze filmowe, połowa środków pochodzi z tego źródła. Jedną czwartą wpływów stanowią inwestycje nadawców, takich jak telewizje oraz grupy medialne. Inne źródła to w niewielkim stopniu crowdfunding, inwestorzy czy sponsorzy prywatni. Koszty jednak znacząco przekroczyły wpływy. Nie udało się zebrać środków na pokrycie aż 25 proc. wydatków związanych z produkcją zbadanych interaktywnych formatów.

W tym roku znaczna część tradycyjnych filmów pokazywanych na IDFA odnosiła się do sytuacji politycznej na świecie (w szczególności na Ukrainie), opowiadała o uchodźcach, wiele miało osobisty charakter. W tym kontekście wirtualna „maszyna do empatii” pozwalająca na pokazywanie wielu równoległych rzeczywistości mogłaby stać się świetnym narzędziem pozwalającym zanurzyć się widzowi w przedstawiony świat. Być może wkrótce brak oscarowych nominacji dla filmów interaktywnych będziemy traktować z krytycznym dystansem, podobnie jak historię o odrzuceniu z konkursu filmu Morrisa przed trzydziestu laty?

 

Wydarzenie:

International Documentary Film Festival Amsterdam, 18–29 listopada 2015 r.

SKOMENTUJ

Nr 362

(50/2015)
15 grudnia 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj