Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Uczłowieczanie przyszłości? Werner...

Uczłowieczanie przyszłości? Werner Herzog: „Lo i stało się: zaduma nad światem w sieci” na festiwalu Millenium Docs Against Gravity

Helena Chmielewska-Szlajfer

Werner Herzog w swoim najnowszym dokumentalnym eseju bierze na warsztat nowoczesne technologie oraz internet. Autorska wizja reżysera to jednak nie tylko rozprawa o przyszłości społeczeństwa cyfrowego, lecz przede wszystkim opowieść o emocjach, które w dobie bezdusznej technologizacji są dla Herzoga nadal najważniejsze.

Najnowszy dokument Wernera Herzoga „Lo i stało się: zaduma nad światem w sieci” (w oryginale „Lo and Behold: Reveries of the Connected World”) to zaskakująco ludzkie ujęcie tego, dokąd zmierza świat przyszłości nieludzkiego technocenu – czyli epoki, w której nad naturą dominować będą nie homo sapiens, jak to ma miejsce w obecnym antropocenie, ale technologie [1].

Zamiast zachwycać się kolejnymi technologicznymi fetyszami i podążać za rozbudzającym masową wyobraźnię człowiekiem jako policzalnym – a co za tym idzie podlegającym kontroli – rozszerzeniu dla technologii (widocznym np. w ruchach quantified self ), Herzog zza kamery rozmawia z naukowcami, z ludźmi inwestującymi w technologie przyszłości, a także z tymi, na których technologie bezpośrednio wpływają. Z nieskrywaną fascynacją pyta o podstawowe ludzkie emocje i wartości w nadchodzącym świecie dominacji maszyn. Czy w przyszłości sensory mózgowe zasygnalizują, że przechodząca obok dziewczyna zaraz się we mnie zakocha? – pyta Herzog.

fot. Docs Against Gravity

fot. Docs Against Gravity

Od internetu do Marsa

„Lo i stało się” to seria wywiadów, w której reżyser prowadzi widza po wizjach robotycznej przyszłości, a także nieodległej przeszłości ARPANET-u, która ustanowiła podwaliny naszej obecnej komunikacji. Jednak to, co Herzoga interesuje najbardziej, to człowiek jako byt społeczny. Jak będą wyglądać relacje międzyludzkie i wspólnoty, kiedy technologie wywrócą do góry nogami nasze dotychczasowe funkcje w społeczeństwie? Jeżeli teraz jesteśmy w środku przemian na rynku pracy wywołanych postępującą automatyzacją, co stanie się, kiedy roboty faktycznie przejmą większość zadań? Czy będziemy w ogóle pracować? I w jaki sposób poukładany będzie świat ludzi niepodporządkowanych pracy, jak będziemy określać naszą użyteczność?

Choć Herzog nie przedstawia pomysłów na nowy porządek społeczny, z wypowiedzi jego rozmówców można wywnioskować, że technologie istnieją na obraz i podobieństwo społeczeństw, które je wykorzystują. Na pierwszy ogień idzie internet, obecnie podstawowa i oczywista przestrzeń komunikacji, choć narodziła się ledwie 45 lat temu. Leonard Kleinrock z UCLA opowiada o tym, w jaki sposób pierwszy internet, ARPANET, został zaprogramowany dla anonimowych użytkowników – we wspólnocie naukowców ważna była nie identyfikacja, ale treść przekazu. Wraz z rozwojem sieci i pojawieniem się specyficznych dla internetu bytów – trolli – okazało się, jak naiwne było to myślenie. Szokującym przykładem przywołanym przez Herzoga jest pośmiertna historia nastolatki, która zginęła w wypadku samochodowym. Jej rodzina opowiada o tym, jak makabryczne zdjęcie roztrzaskanej głowy dziewczyny natychmiast pojawiło się w sieci, a następnie w ich skrzynkach mailowych, razem z nienawistnymi komentarzami. Trudno dziwić się matce, kiedy mówi, że jej zdaniem internet to wcielenie Antychrysta. Z kolei Kevin Mitnick, jeden z najsłynniejszych hackerów, wyjaśnia, że do tego, by włamać się nie tylko do policyjnych danych, ale i do innych najpilniej strzeżonych systemów bezpieczeństwa, bardziej niż internet przydały mu się dar przekonywania oraz umiejętność korzystania z dostępnych metadanych i geolokalizacji – w końcu policja też sobie jakoś radziła z przestępstwami przed dzisiejszą skalą big data [2].

Obecna rzeczywistość technologiczna zgrzyta jednak nie z tylko powodu bezkarnej anonimowości i zagrożeń czyhających w internecie. Na poziomie systemowym jesteśmy coraz bardziej bezbronni również wtedy, kiedy technologia zawodzi. Herzog przypomina gigantyczną awarię elektryczności w Nowym Jorku w wyniku huraganu Sandy w 2012 r., który pozbawił prądu niemal całe miasto. W obliczu katastrof naturalnych paraliżujących całą infrastrukturę technologiczną, marzenie Kleinrocka o internecie rzeczy – fizycznych przedmiotów podłączonych do wirtualnej sieci – który byłby prosty i niewidoczny niczym prąd, nieco blednie. Są też i nowe choroby cywilizacyjne: nie tylko alergie na pyłki i gluten, ale i na wszechobecne fale elektrostatyczne, które wyganiają ludzi do klatek Faradaya albo po prostu w głuszę. Dlatego w SpaceX Elon Musk pracuje nad lotami na Marsa (najlepiej w dwie strony, nie tak jak w głośnym projekcie Mars One), w razie gdyby na Ziemi coś poszło nie tak. Jednak astronomka Lucianne Walkowicz dopowiada przytomnie, że sami konsekwentnie niszczymy planetę i nie ma żadnej gwarancji, że na Marsie ludzie będą się zachowywać lepiej – za to na pewno nie będą mieli naturalnego tlenu.

fot. Docs Against Gravity

fot. Docs Against Gravity

Miłość (do) robotów

A co w międzyczasie? Reżyser powtarza rozmówcom swoje ulubione pytanie: czy internet śni o sobie? Na to pytanie usiłuje od jakiegoś czasu odpowiedzieć m.in. Google. Herzog pokazuje uczące się roboty, które są w stanie dzielić się wiedzą ze sobą nawzajem. Można je znaleźć już nie tylko w filmie o systemie operacyjnym „Her” czy w serialu o robotach „Humans”, ale w faktycznie istniejącym laboratorium w Pittsburghu. W najbliższej perspektywie mamy samoprowadzące się samochody, które trzeba nauczyć, że jeżeli mają się z czymś zderzyć, to lepiej z drzewem niż z innym samochodem. Rozwijana jest także sztuczna inteligencja zaprzęgnięta m.in. do operacji giełdowych. Choć jej zadaniem jest zapewnić maksymalny zysk akcjonariuszom, warto – jak dyskretnie sugeruje Elon Musk – być może powstrzymać AI przed wywołaniem wojny, by osiągnąć ten cel. Innymi słowy racjonalne działanie maszyny nijak się ma do ludzkich systemów etycznych. Ale nawet z inteligencją słabo – jeden z naukowców pracujących nad robotami marzy o tym, by miały one w sobie intelekt choćby karalucha.

Jak będą wyglądać relacje międzyludzkie i wspólnoty, kiedy technologie wywrócą do góry nogami nasze dotychczasowe funkcje w społeczeństwie? Jeżeli teraz jesteśmy w środku przemian na rynku pracy wywołanych postępującą automatyzacją, co stanie się, kiedy roboty faktycznie przejmą większość zadań? Czy będziemy w ogóle pracować? I w jaki sposób poukładany będzie świat ludzi niepodporządkowanych pracy, jak będziemy określać naszą użyteczność?

Helena Chmielewska-Szlajfer

Póki co, czarne pudełko wielkości garnka jeżdżące na kółkach po minipolu piłkarskim to namiastka przyszłego Cristiano Ronaldo, a twórca robota, Joydeep Biswas z uniwersytetu UMass w Amherst, darzy go niewątpliwym uczuciem. Zapytany przez Herzoga potwierdza: „tak, kocham Robota 8”.

Naukowcy kochają swoje roboty, ale co z emocjonalnością tych naukowych wytworów? Sebastian Thrun z uniwersytetu Stanford studzi zapał do programowania emocji na ludzką modłę: czy chcemy, by zmywarka zakochała się w lodówce i z tego powodu odmawiała zmyć naczynia? Z innej jednak strony, jeżeli technologie przyszłości mają być pozbawione uczuć, a ich „moralność” sprowadzać się do algorytmu, będą one i tak w sposób zasadniczy wpływać na nasz własny, ludzki system wartości. W jaki sposób będziemy sobie nawzajem potrzebni? Już teraz głośno jest o graczach, którzy umierają z wycieńczenia po kilkudziesięciu godzinach gry bez przerw. Herzog przywołuje południowokoreańską parę, która przez gry zagłodziła swoje małe dziecko, ale rozmawia też z byłą graczką na detoksie w malowniczym ośrodku w lesie, która stara się nie myśleć o swoich licznych awatarach. Powroty na łono społeczeństwa z wirtualnego świata są możliwe, ale u Herzoga są one zapośredniczone przez powrót do natury. Sądząc po filmie, wygląda na to, że w nadchodzącym technocenie najważniejszym medium podtrzymującym ludzkie wspólnoty będzie środowisko naturalne, niczym powrót do natury Rousseau.

Również dlatego w opowieści o technocenie Herzog uparcie wraca do natury człowieka. Naukowcy zajmujący się sensorami fal mózgowych opowiadają o telepatii, tweetowaniu myśli, zbieraniu danych o emocjach. Ale Herzoga interesują przede wszystkim ludzkie uczucia: czy dzięki sensorom łatwiej będzie znaleźć miłość?

 

Przypisy:

[1] Ciekawie piszą na ten temat m.in. Alison Guy i Koert van Mensvoort w książce towarzyszącej wystawie „Welcome to the Anthropocene” w Deutsches Museum w Monachium (wystawa jest czynna do końca września).

[2] Np. Mattathias Schwartz w „The New Yorker” przedstawia krytyczną analizę skuteczności amerykańskiej policji, która w swoich metodach operacyjnych zbyt ochoczo przerzuciła się na analizę masowych danych.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 385

(21/2016)
24 maja 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj