Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Polska] Rzeczpospolita Obojga...

[Polska] Rzeczpospolita Obojga Praw

Magdalena Grzyb

Sytuacja, której doświadczamy obecnie w Polsce, pod względem prawnym zdaje się doskonale odzwierciedlać chińskie przekleństwo: „obyś żył w ciekawych czasach”.

Oto na naszych oczach doszło w demokratycznym i zachodnim stabilnym kraju europejskim (bo za taki kraj byliśmy w zasadzie uważani) do sytuacji zupełnie bez precedensu, do powstania tzw. dualizmu prawnego, czyli jednoczesnego obowiązywania dwóch alternatywnych porządków prawnych: porządku „dobrej zmiany”, narzuconego przez władzę ustawodawczą i wykonawczą, oraz porządku konstytucyjnego, respektowanego przez władzę sądowniczą i część władz samorządowych.

Sądy i samorządy w obliczu „dobrej zmiany” stanęły okoniem

Sytuacja, przed którą zaledwie miesiąc temu na łamach „Kultury Liberalnej” przestrzegali prof. Andrzej Zoll i prof. Ewa Łętowska, zaledwie kilka dni później stała się faktem.

26 kwietnia br. Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądów Najwyższego wydało uchwałę wzywającą sądy powszechne i wojskowe w całej Polsce do respektowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego, w tym wyroków nieopublikowanych.

Rzecz niby oczywista: wyroki TK są ostateczne i powszechnie obowiązujące od chwili ogłoszenia, zaś nieopublikowanie ich przez złośliwe chochliki w dzienniku urzędowym nie ma najmniejszego znaczenia dla ich ważności. Jeśli zatem sądy będą orzekały w jakiejś sprawie na podstawie przepisów prawnych, co do których TK orzeknie niekonstytucyjność, będą mogły orzekać z pominięciem tych przepisów. Co oczywiście rodzi wątpliwość, jaką normę wtedy zastosować, lecz to temat do osobnych i bardziej złożonych analiz.

Uchwała SN zbiegła się w czasie z uchwałami poszczególnych rad miasta największych miast w Polsce, m.in. Warszawy, Łodzi, Poznania, Bydgoszczy, a ostatnio też Olsztyna, o stosowaniu się władz miasta do wyroków TK. Uchwały choć nie są w żaden sposób wiążące, mają jednak, jak zauważyła dziennikarka „Gazety Wyborczej” Ewa Siedlecka, duże znaczenie moralne i symboliczne.

To oczywiście nie spodobało się wojewodom. Jako przedstawiciele władzy wykonawczej w terenie musieli zareagować. Wojewoda łódzki, Zbigniew Rau, uchwałę łódzkich radnych już uznał za nieważną, zaś łódzcy radni zapowiedzieli zaskarżenie jego decyzji do sądu administracyjnego.

Można się domyślać, po czyjej stronie opowie się sąd administracyjny. Dzień po uchwale SN i oburzającej wypowiedzi rzeczniczki PiS, Beaty Mazurek, nazywającej SN „zespołem kolesi”, Kolegium Naczelnego Sądu Administracyjnego wydało uchwałę solidaryzującą się z SN oraz wzywającą do poszanowania wyroków TK.

No pasarán!

Środowiska prawnicze, adwokatura, największe wydziały prawa, wybitne autorytety prawnicze oraz władza sądownicza sprzeciwiły się „dobrej zmianie”. W sporze o Trybunał jednoznacznie opowiedziały się po stronie TK i zasad praworządności, a tym samym odmówiły stosowania prawa uchwalanego z pogwałceniem ustawy zasadniczej i któremu nowa władza odmawia możliwości poddania kontroli konstytucyjnej. Jest to otwarte wypowiedzenie posłuszeństwa władzy, która okazuje pogardę dla fundamentalnych zasad naszego ustroju.

Ale co dokładnie ów dualizm prawny oznacza dla Polaków? Na pierwsze wyroki dotyczące zwykłych obywateli nie przyjdzie zapewne czekać długo. PiS jak z pistoletu uchwala ustawy, które w istotny sposób ingerują w sferę praw i wolności obywatelskich. Wystarczy wymienić pierwsze w brzegu nowelizacje ustawy o policji ze stycznia br., ustawę o obrocie ziemią (która znacząco ogranicza prawo własności), czy ustawę antyterrorystyczną, która ma zostać uchwalona w najbliższych dniach.

Pomimo że w przypadku każdej ustawy istnieje domniemanie konstytucyjności, nie będziemy prawdopodobnie musieli czekać aż Trybunał orzeknie o niekonstytucyjności wybranych przepisów. Same sądy, rozpatrując sprawy na podstawie tych przepisów, w razie wątpliwości też przecież mogą zwrócić się do TK z pytaniem prawnym. Dla zwykłych obywateli w jakimś stopniu poszkodowanych przez kontrowersyjne ustawy to dobra wiadomość. Jeśli tak się stanie, będziemy mogli z tryumfem zawołać: „są jeszcze sądy w Rzeczpospolitej!”.

Pytanie jednak, jakie konsekwencje taki „rokosz” władzy sądowniczej może mieć dla całej Rzeczpospolitej i całego systemu państwa. W perspektywie najbliższych trzech lat, do kolejnych wyborów parlamentarnych być może nic wielkiego się nie wydarzy. Jak zaznacza prof. Łętowska, taki dualizm może w zasadzie funkcjonować. O ile oczywiście PiS nie „unieszkodliwi” władzy sądowniczej, jak to już zapowiada.

Jednak nawet taki zabieg może nie przynieść spodziewanego efektu, a tylko wzmocnić opór środowisk sędziowskich. Im PiS ostrzej atakuje sędziów i pokazuje swoje prawdziwe intencje, tym opór środowiska staje się wyraźniejszy. Trudno też wyobrazić sobie sytuację, że wyroki wydawane przez sądy w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej nagle zostaną pozbawione sankcji przymusu państwowego, bo ci, którzy ewentualny przymus zapewniają, obrażą się na sądy. Albo może rząd odetnie sądy i wymiar sprawiedliwości od pieniędzy i przestanie niepokornym sędziom wypłacać pensje? Czy może wyśle wszystkich niepokornych na wcześniejszą emeryturę?

Wymiar sprawiedliwości to gigantyczna machina, załatwiająca miliony spraw, której tryby może mielą wolno i opornie, ale są absolutnie niezbędne do funkcjonowania społeczeństwa i aparatu państwowego. Nie można jej sparaliżować ani „wygasić”, jak to próbuje zrobić władza w przypadku Trybunału Konstytucyjnego.

Praktycznie niemożliwa wydaje się sytuacja, by PiS, w odwecie za niepodporządkowanie się władzy sądowniczej swoim porządkom, stworzył jakiś alternatywny wymiar sprawiedliwości lub obsadził wszystkie kluczowe stanowiska sędziowskie nowymi dyspozycyjnymi ludźmi. Z drugiej strony „niemożliwe” wydawało się też wiele innych działań już podjętych przez PiS-owską większość sejmową.

Najciekawsze dopiero przed nami?

Jednakże naprawdę ciekawe czasy mogą nastać dopiero za trzy lata, przy okazji kolejnych wyborów parlamentarnych. PiS już zapowiada prace nad nową ordynacją wyborczą [http://www.rp.pl/Rzad-PiS/301189825-PiS-chce-nowej-ordynacji-wyborczej.html], która zagwarantowałaby mu zwycięstwo w następnych wyborach. W normalnych warunkach zmiany w ordynacji wchodzą w życie nie od najbliższych wyborów, ale dopiero od kolejnych (czyli w tym wypadku w roku 2023 r.), aby uniknąć niebezpieczeństwa, które wiąże się z takimi działaniami, jakie planuje PiS.

Jeśli jednak wybory w 2019 r. zostaną przeprowadzone według nowej ordynacji wyborczej, pojawi się problem stwierdzenia ich ważności. A jak wiadomo, o ważności wyborów orzeka Sąd Najwyższy, czyli… „zespół kolesi”.

No i co wtedy? Co jeśli SN za trzy lata nie uzna ważności wyborów parlamentarnych? O ile oczywiście będziemy jeszcze wtedy mieli tę instytucję.

 

* Ikona wpisu: Fot. Spens03 (CC BY-SA 3.0); Źródło: Wikimedia Commons.

SKOMENTUJ

Nr 385

(21/2016)
27 maja 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj