Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Polska] Czego nie...

[Polska] Czego nie robić 13 grudnia

Łukasz Pawłowski

Błędnie zaplanowany marsz opozycji z 13 grudnia nie tylko nie zaszkodzi PiS-owi, lecz także utrudni zadanie przeciwnikom tej partii.

„Wrogowie Kaczyńskiego są w niego zapatrzeni jak zając w kobrę, są autentycznie przerażeni, rozhisteryzowani, na granicy amoku. I to oni stanowią jego prawdziwą armię – ludzie, którzy sieją strach przed Kaczyńskim. Każdy, kto ma dość aktualnego establishmentu, zagłosuje na niego, bo czuje, że establishment panicznie się go boi”. Te słowa byłego redaktora naczelnego „Dziennika” Roberta Krasowskiego – wypowiedziane zaraz po wygranej PiS-u w październiku zeszłego roku – każdy przedstawiciel opozycji powinien mieć zawsze w pamięci.

Podobną myśl chciał chyba przekazać Donald Tusk, kiedy w wywiadzie dla tygodnika „Polityka” udzielonym już po wygranej Jarosława Kaczyńskiego uspokajał, że „to tylko PiS”. Tusk wie, co mówi, bo z Prawem i Sprawiedliwością wygrywał wielokrotnie, choć akurat w ustach przewodniczącego Rady Europejskiej słowa te brzmią dość cynicznie. To przecież były lider PO był przez lata mistrzem w „zarządzaniu” strachem przed Jarosławem Kaczyńskim. O ile jednak wtedy strategia straszenia PiS-em przynosiła korzyści Platformie, dziś zdaje się wywoływać skutki odwrotne. Jak każdy model działania politycznego, także ten ma ograniczoną datę przydatności.

Widzi to również Aleksander Smolar, który w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” ostrzega, że popularne (również w „Wyborczej”) porównania Kaczyńskiego do Hitlera, Stalina czy nawet Putina „tylko osłabiają siłę argumentów krytyków rządów PiS”, a to dlatego że „jak mawiał Talleyrand, «To, co przesadne, nie ma znaczenia»”. W rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Permanentne uderzanie w najwyższe tony nie tylko osłabia przekaz opozycji, lecz dodatkowo daje liderowi PiS-u do ręki znakomitą broń.

Widać to było doskonale w wywiadzie Kaczyńskiego z radiową Trójką wyemitowanym o poranku 13 grudnia. Pytany o marsz Komitetu Obrony Demokracji – którego trasa biegnie od dawnej siedziby Komitetu Centralnego PZPR pod siedzibę PiS-u i w założeniu ma pokazać, że obecny rząd jest podobnym zagrożeniem dla wolności jak generał Jaruzelski – Kaczyński uznał protest za pomieszanie „burleski z chorobą”. A dopytywany ironicznie przez Pawła Lisickiego – który specjalnie zadania prezesowi nie utrudniał – czy na pewno nie zamierza wprowadzić w najbliższym czasie stanu wojennego, mógł tym lepiej wykorzystać niemądre hasła opozycji przeciwko niej samej.

Zamiast punktować rażącą amatorszczyznę tego rządu i chaos panujący w niemal każdej dziedzinie – od spraw zagranicznych, przez system podatkowy, emerytury, edukację, po służbę zdrowia – Komitet Obrony Demokracji wolał porównywać Kaczyńskiego z Jaruzelskim. Skutek jest taki, że lider PiS-u w porannym wywiadzie wypadł jak zatroskany losem kraju stary, poczciwy przywódca, który chce jak najlepiej dla wszystkich, ale może tylko bezradnie rozłożyć ręce, mówiąc: „po drugiej stronie sami idioci”.

Jakby tego było mało, kilka godzin później minister obrony, Antoni Macierewicz, ogłosił zamiar odebrania Wojciechowi Jaruzelskiemu i Czesławowi Kiszczakowi stopni generalskich. I tak oto okazało się, że KOD maszeruje po ulicach Warszawy, strasząc Kaczyńskim jako nowym Jaruzelskim, a jednocześnie jego zwolennicy protestują w mediach przeciwko odebraniu byłemu prezydentowi stopnia generała. Kilkoma prostymi ruchami prezes PiS-u skompromitował historyczno-polityczną narrację uczestników marszu opozycji na długo przed jego rozpoczęciem.

To wszystko nie oznacza oczywiście, że przeciwko rządom PiS-u nie należy protestować. Chodzi jedynie o to, by ich ocenę oraz związaną z tym strategię działania dobierać stosownie do okoliczności. W rozmowie z „Kulturą Liberalną” słynny amerykański politolog, intelektualista i liberał Mark Lilla w ten sposób ocenił postawę bliskich mu środowisk politycznych:

„Lewica i liberałowie uwielbiają szlachetne porażki. «Przynajmniej nie poszliśmy na kompromis! – mówią z dumą. – Mogę dalej walczyć, opublikuję kolejny artykuł w ‘Gazecie Wyborczej’, a wszyscy przyjaciele mi przyklasną, bo pozostałem czysty»”.

Kilka tygodni temu Lilla opublikował na łamach „The New York Times” artykuł pt. „Koniec liberalizmu tożsamościowego”, w którym zachęca amerykańskich liberałów, załamanych sukcesem Donalda Trumpa, do zmiany politycznej strategii. Robi to, bo jak mówi w „Kulturze Liberalnej”: „Mam dość szlachetnych przegranych. Chcę wygrywać”.

Polska opozycja powinna wziąć sobie te słowa do serca. Od czego zacząć? Na początek przestańmy mówić językiem Jarosława Kaczyńskiego. Jak pisze Tomasz Sawczuk: „Populiści posługują się trwałymi schematami, wytwarzają własną nowomowę i nie radzą sobie ze słowami, które nie pochodzą z ich repertuaru”. A PiS to modelowa wręcz partia populistyczna. Zamiast więc licytować się z Jarosławem Kaczyńskim, kto bardziej przypomina Wojciech Jaruzelskiego, opozycja „musi wypracować własny, autentyczny i przekonujący język mówienia o Polsce”. Wpadka z 13 grudnia po raz kolejny pokazuje, że bez zrobienia tego kroku pokonanie PiS-u będzie znacznie trudniejsze.

 

* Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Piotr Drabik [CC BY 2.0]; Źródło: Wikimedia Commons

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 414

(50/2016)
13 grudnia 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj