Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Banalność dobra? Recenzja...

Banalność dobra? Recenzja filmu „Po tamtej stronie” Akiego Kaurismäkiego

Grzegorz Brzozowski

Najnowszy film Akiego Kaurismäkiego wpisuje się w serię najbardziej udanych skandynawskich obrazów godzących wątek kryzysu migracyjnego z autorskim stylem komedii.

Nagrodzony za reżyserię na tegorocznym festiwalu w Berlinie film Akiego Kaurismäkiego zaprasza nas do świata, do którego zdążyliśmy się już przyzwyczaić: to krajobraz postaci doświadczonych, czy wręcz przemielonych przez los. Tym razem mierzą się z jednym z największych wyzwań współczesnej Europy – kryzysem migracyjnym. Czy jednak rozwijaną przez Kaurismäkiego opowieść o ukrytych pokładach solidarności wobec uchodźców można uznać za realistyczną?

Krajobraz po przejściach

Przestrzeń, w której rozgrywa się akcja „Po tamtej stronie”, wydaje się swojska. To niewielkie fińskie bary, pełne muzyków nieścigających się z marzeniem o światowej sławie oraz ich przykurzonych słuchaczy. Ta swoista poezja codzienności mogłaby przywodzić skojarzenie chociażby z „Patersonem” Jima Jarmuscha, tutaj jednak zdecydowanie odbiega od transcendentalnych uniesień – lokalność buduje raczej poczucie oswojenia z troskami, które odcisnęły się na twarzach gamy ulubionych, powracających tu aktorów Kaurismäkiego. Na swój sposób „Po tamtej stronie” zdaje się powtórką z historii, którą Kaurismäki opowiadał w „Człowieku z Hawru” (2011), filmie o nieoczekiwanym sojuszu między tubylcem i nielegalnym przybyszem. W ciągu sześciu lat zmieniły się tylko kraje pochodzenia migrantów i ich gospodarzy. O ile jedna z bohaterek „Człowieka z Hawru” na hasło: „Cuda się zdarzają”, odpowiadała trzeźwo: „Nie w moim sąsiedztwie”, cały film ukazywał właśnie nieoczekiwaną możliwość solidarności jako alternatywy dla cynizmu i lęku, które mogą ukrywać się pod pozorami realizmu w kontakcie z obcymi przybywającymi do Europy. O podobnej możliwości zwyczajnego, codziennego cudu zdaje się mówić Kaurismäki w „Po tamtej stronie”. Najwyraźniej opowieść ta wymagała – i wymagać może w przyszłości – jeszcze wielokrotnego przywołania.

PO TAMTEJ STRONIE IKONA WPISU

„Cuda w sąsiedztwie” oczywiście mogą mieć czasami dość pokraczny charakter. Mieszkańcy fińskich miejscowości zdają się kultywować najrozmaitsze egzotyczne pomysły na radykalną odmianę swojego losu. Jednej z bohaterek nadzieję przynoszą plany wyprowadzenia się do Meksyku w celu picia sake (sic!), główny bohater natomiast pocieszenia po kryzysie małżeńskim będzie szukał w hazardzie i niezbyt rozważnym zakupie podupadłej restauracji o nazwie Złoty Kufel. I to miejsce, mimo ewidentnych problemów z wystrojem i personelem, stanie się przykładem kolejnych cudownie nieudanych przeobrażeń – nieustających, a z góry przegranych, kuchennych rewolucji, mających przemienić je w Mekkę Smakosza. Pokazani w filmie Kaurismäkiego migranci pasują do tego krajobrazu ludzi po przejściach, chwytających się, wbrew rozpaczy, najbardziej absurdalnych rozwiązań.

Cichy heroizm postaci Kaurismäkiego realizowany jest na podstawie założenia, że tu i tak wszyscy są w kryzysie – i może właśnie dzięki świadomości wzajemnej słabości są oni w stanie sobie nawzajem pomagać.

Grzegorz Brzozowski

Finlandia z perspektywy Kaurismäkiego pełna jest postaci, których codziennością jest poczucie życiowej porażki, zdolnych jednak do niepoddawania się losowi. Oczekujący na decyzję o azylu emigranci obdarzają się nazwajem dobrymi radami dotyczącymi charakteru wyobrażonej emocjonalnej gry, do której muszą się dostosować. O ile pewna dawka udawanego optymizmu jest pożądana (bo „melancholików odsyłają najczęściej”), to obnoszenie się z uśmiechem na ulicy wskazywałoby na brak zrównoważenia. Wszyscy mają się niezbyt dobrze i być może właśnie ta świadomość umożliwia zaistnienie solidarności między bohaterami. Trudno się dziwić, że ucząc się tej osobliwej mieszanki emocjonalnej: nadziei i depresji, bohater wyznaje w pewnym momencie przyjacielowi: „Zakochałem się w Finlandii.

Ale błagam, pomóż mi stąd uciec”

O ile ulubieńcami Kaurismäkiego nie są, delikatnie mówiąc, postaci tryskające optymizmem, to w konfrontacji z wyzwaniem, jakim jest wsparcie jeszcze słabszych, mogą jednak stanąć na wysokości zadania i zorganizować się, by pomóc imigrantom. Gesty solidarności wobec przybyszów nie są wyrazem wsparcia lub sprzeciwu wobec określonej ideologii, nie biorą się też z żadnego naiwnego przekonania o nieskazitelnej naturze ludzkiej; jego miejsce zajmuje raczej niewykluczenie możliwości dobra i wiara w zdolność do fundamentalnej przyzwoitości. O ile założenie o doświadczeniu nienazwanych traum zdaje się łączyć wszystkich bohaterów, żadnego z nich nie można zredukować do związanej z tym goryczy. Ten cichy heroizm realizowany jest na podstawie założenia, że wszyscy i tak są tu w kryzysie – i może właśnie dzięki świadomości wzajemnej słabości, są oni w stanie sobie nawzajem pomagać.

Materiały prasowe Gutek Film.

Materiały prasowe Gutek Film.

Dyskretny czar realizmu

Na ile obraz Kaurismäkiego pozostaje realistyczny w kontekście doniesień o kryzysie zaufania w Europie, zwłaszcza wobec migrantów? Czy nie mamy tu do czynienia ze swoistą bajką o fińskiej gościnności?

Kaurismäki zaprasza nas do świata, w którym oprócz zła, możliwa jest przynajmniej odwaga do bezinteresownego zaangażowania się pozornie zupełnie stracone przedsięwzięcie, z nadzieją żywioną wbrew wszystkiemu, w imię samej nieusuwalnej potrzeby przyzwoitości.

Grzegorz Brzozowski

Choć „Po tamtej stronie” opisuje możliwość zaistnienia dobra i zaufania przybyszom, nie jest to wizja idealizująca czy naiwna. Tak jak nikt tu nie trywializuje swoich traum, nikt też nie wyklucza realnej obecności zła. Pozostaje ono bliskie, łatwo dostępne, codzienne – jak chociażby agresja wobec przybysza ze strony lokalnych nacjonalistów (a także nazistów z… Gdańska). Z drugiej strony zło pojawia się też w oficjalnej polityce wobec migrantów, zdolnej do szafowania ludzkimi losami i proszącej się o gesty obywatelskiego nieposłuszeństwa. Od lokalnych paradoksów doświadczanych przez bohaterów znacznie groźniejszy jest absurd obecny na poziomie polityki państwowa, zdolnego do odsyłania ubiegających się o azyl uciekinierów z Aleppo, pomimo bieżących informacji o pogłębiającym się tam kryzysie. Nie mamy tu zatem bohaterów bez skazy, a pokazane na ekranie akty agresji wobec przybyszów mają swoje realne konsekwencje: nielegalni migranci trwają w poczuciu zagrożenia.

Ukryty, nienachalny realizm filmów Kaurismäkiego zdaje się jednak polegać na tym, że jego przemieleni przez los bohaterowie pozostają doskonale świadomi nie tylko napotykanych na każdym kroku kryzysów, ale i szans na zaradzenie im. Obecność zwyczajnego zła jest tu doskonale rozpoznana i nikogo nie zaskakuje – podobnie jak grubymi nićmi szyte szachrajstwa, z jakimi spotyka się główny bohater przy zakupie restauracji. Świadomości ciemnych stron ludzkiej natury towarzyszy tu jednak gotowość do aktywnego się im przeciwstawienia – nawet za cenę pokraczności, jak w przypadku pełnej omyłek strategii konspiracji przy ukrywaniu uciekiniera w lokalnej restauracji, chwilami przypominającej sceny z „’Allo ‚Allo!”. Tym samym Kaurismäki zaprasza nas do świata, w którym oprócz zła, możliwa jest przynajmniej odwaga do bezinteresownego zaangażowania się w pozornie zupełnie stracone przedsięwzięcie, z nadzieją żywioną wbrew wszystkiemu, w imię samej nieusuwalnej potrzeby przyzwoitości.

Skandynawskie komedie imigranckie

Wątek migrantów przewija się w szeregu najciekawszych skandynawskich filmów ostatnich miesięcy. Można pokusić się o tezę, że to właśnie twórcom z Północy Europy udaje się mówić z humorem o jednym z największych wyzwań kontynentu, unikając zarówno trywializowania, jak i łatwego sentymentalizmu. W nominowanym w tym roku do Oscara filmie „Mężczyzna imieniem Ove” Hannesa Holma możemy zobaczyć postać Iranki, która jest sąsiadką tytułowego bohatera. Powoli budowana między nimi więź okazuje się ratunkiem dla Ovego popadającego w depresję i poczucie alienacji wobec swoich rodaków. To właśnie pochodzenie z innej kultury okazuje się służyć bezpardonowemu przekraczaniu emocjonalnych barier zbudowanych przez Ovego, pogrążonego w rozpamiętywaniu bolesnej przeszłości. Z drugiej strony dla samej bohaterki relacja z gospodarzem okazuje się podstawą walki o swoje – kiedy traci wiarę, że kiedyś nauczy się prowadzić auto, Ove przypomina jej, że musi jej się udać, zważywszy, że już dała sobie radę z przyjazdem z Iranu, dwoma porodami oraz mężem niedorajdą, którego makamenty Ove bez skrępowania wymienia przy każdej okazji.

Materiały prasowe Gutek Film.

Materiały prasowe Gutek Film.

Z kolei w nagrodzonym w tym roku Złotą Palmą „The Square” Rubena Östlunda niepozorny chłopiec – syn imigrantów – wyrasta na największego antagonistę głównego bohatera, świetnie radzącego sobie z tworzeniem pozorów poczucia empatii wobec obcych. Chłopiec jako jedyny sprzeciwia się zarzutowi kradzieży komórki postawionemu przez Christiana mieszkańcom całego bloku w ubogiej dzielnicy Sztokholmu. Młody bohater potrafi nie tylko namierzyć swojego oskarżyciela, ale i skonfrontować się z nim, nazywając niesprawiedliwość po imieniu. Z pozoru śmieszny przez swoją bezsilność, czupurny chłopiec obnaża łatwość, z jaką Christian pozwala sobie na stosowanie zbiorowej odpowiedzialności wobec podejrzewanych o kradzież. Ta uparcie powracająca w najmniej oczekiwanych momentach postać demaskuje krzywdę niewinnych wyrządzoną przez przekonanego do swoich racji Christiana i prowokuje jego (przynajmniej pozorną) przemianę.

Najnowszy film Kaurismäkiego świetnie wpisuje się w ten nurt kina skandynawskiego, uwrażliwionego na bieżące wyzwania, jakie kryzys migracyjny stawia wobec Europejczyków. Wszystkie te obrazy zdaje się łączyć obserwacja, że o ile spotkanie z obcym nie musi z konieczności prowadzić do wielokulturowej harmonii, to jest ono wyzwaniem, które może stać się unikalną wartością dla obu stron. O ile pomoc okazana przybyszom może zmienić losy ich i ich rodzin, dla samych goszczących może stworzyć okazję do spojrzenia na siebie w nowy sposób – wyrwać z nawyków, powstałych w utrwalonych wzorcach relacji ze swoimi rodakami. Jak wielokrotnie powtarza nam Kaurismäki, zwyczajny cud zaufania do obcego może przydarzyć się w każdym sąsiedztwie.

Film:

„Po tamtej stronie”, reż. Aki Kaurismäki, Finlandia, Niemcy 2017.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 460

(45/2017)
31 października 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj