Wesprzyj Kulturę Liberalną
Przyszłość naszego tygodnika zależy od Darczyńców. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > 21 książek na...

21 książek na Dzień Dziecka [KL dzieciom]

Marta Baszewska, Agnieszka Doberschuetz, Anna Kaszuba-Dębska, Piotr Miller, Anna Olmińska, Krzysztof Rybak, Paulina Zaborek

Jedne dzieci wolą klasyczne opowieści, inne wiersze, picturebooki albo książki non-fiction. Jaką książkę wybrać, by trafiła w dziecięce upodobania? Mamy dla Was podpowiedź! Z okazji Dnia Dziecka przygotowaliśmy specjalne wydanie rubryki „KL dzieciom”.

„Mój przyjaciel niedźwiedź” Katarzyny Minasowicz


Nie widać go, a jednak nam towarzyszy. Łączy nas nierozerwalna więź. Kim jest ten stwór, który mieszka w naszym wnętrzu i dostarcza energii do działania, byśmy każdego dnia szli przed siebie? Ten, z którym możemy góry przenosić, i ten, który szepce nam do ucha zagrzewające do walki: „Nie poddawaj się!”, „Dasz radę!”, „Wiem, że potrafisz!”? To wytwór dziecięcej wyobraźni, wewnętrzny głos, który pielęgnowany, pozostaje z nami również w dorosłym życiu.

Duży kosmaty niedźwiedź – anioł stróż i trener personalny w jednym. Poznajemy go z perspektywy dwojga dzieci, Felka i Felki, przeżywających te same emocje, jednak w nieco innych sytuacjach. Książka w rozbrajający sposób pokazuje, że bycie chłopcem i dziewczynką nie jest łatwe. Choć raz po raz ucieka się do stereotypów różnicujących obie płcie, nie to zdaje się być w niej kluczowe. Ta krótka historia, podzielona na dwie części – chłopięcą i dziewczęcą, dowodzi, że nic nie jest niemożliwe, jeśli wspiera nas ktoś taki jak niewidzialny przyjaciel, na którego zawsze można liczyć.

Książka:
Katarzyna Minasowicz „Mój przyjaciel niedźwiedź”, wyd. Bajka, Warszawa 2018.

 


 

„Co mi powiedział tata” Astrid Desbordes

Ciekawy świata, ale niepozbawiony obaw Archibald zasypuje swojego tatę pytaniami dotyczącymi życia. Traf chce, że ojciec na wszystkie z tych pytań zna odpowiedź i potrafi rozwiać wątpliwości syna. To ambasador pozytywnego myślenia, który z każdej, nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji znajdzie wyjście, zazwyczaj dość kontrowersyjne i zaskakujące. W książce skonfrontowane zostają dwa podejścia – dziecięce, pełne niepewności, domagające się wyjaśnień i wsparcia; oraz dorosłe – zawierające życiowe rady.

Przestraszony malec małymi krokami poznaje rzeczywistość i prawa nią rządzące, wielu rzeczy nie rozumie, wielu się boi. Niezachwiana rodzicielska wiara w to, że szklanka zawsze jest do połowy pełna, a każdy problem można rozwiązać z odrobiną kreatywności, sprawia jednak, że w dziecku rodzi się ciekawość świata. W życiu spotka je wiele przykrości, z wieloma rzeczami będzie sobie musiało poradzić, liczy się jednak to, by w tunelu zawsze dostrzegało światło i szybko odbijało się od dna. „Co mi powiedział tata” to opowieść pełna metafor, dobrze znanych z poprzednich książek z serii, ucząca cierpliwości i wiary w siebie poprzez szukanie rozwiązań, a nie wyolbrzymianie przeszkód.

Książka:
Astrid Desbordes, „Co mi powiedział tata”, il. Pauline Martin, tłum. Paweł Łapiński, wyd. Entliczek, Warszawa 2018.

 


 

„Super M” Dawida Ryskiego

Spiderman, Batman, Odlotowe Agentki, Iniemamocni – słynne postaci z kreskówek ratujące świat – nie sposób ich nie kojarzyć. Kto z nas w dzieciństwie nie marzył o tym, by zostać jednym z superbohaterów i ratować świat przed złem lub chociażby poznać którąś z tych postaci? Dawid Ryski w swojej autorskiej książce pokazuje, że nie trzeba daleko szukać, bo współcześni herosi żyją wśród nas. Jedną z superbohaterek zna niemal każdy, a jest nią nie kto inny, jak właśnie mama.

„Super M” to dziecięca laurka w postaci książki. Ukazuje mamę jako postać zjawiskową, bo potrafiącą godzić wiele aktywności, zawsze czujną i pomocną. Magiczne zdolności rodzicielki nie pozostawiają wyboru – w oczach dzieci jawi się bez dwóch zdań jako superbohaterka. Niczego się nie boi, złe moce jej niestraszne (pająki też!). To do niej można się zwrócić z każdym problemem i liczyć na pomoc w każdej sytuacji, z której mama zawsze znajdzie jakieś wyjście. Czy można wyobrazić sobie lepszego superbohatera i to w dodatku takiego, którego możemy mieć niemal na wyłączność?

Książka:
Dawid Ryski, „Super M”, wyd. Babaryba, Warszawa 2018.

 


„Alpha, Bravo, Charlie. O kodach na morzu” Sary Gillingham

UNIFORM – SIERRA – MIKE – INDIA – ECHO – CHARLIE – HOTEL – UNIFORM! „Alpha, Bravo, Charlie…”, czyli co? Czyli kody stosowane na morzu. W sposób przedstawiony wyżej marynarz mógłby życzyć wszystkim dzieciom „UŚMIECHU!” – w tym przypadku za pomocą tzw. alfabetu fonetycznego. Każde z powyższych słów, symbolizujące jednocześnie poszczególne litery, ma przypisane konkretne znaczenie (np. „O” aka „Oscar” alarmuje o człowieku za burtą), a także flagę sygnałową. Do tego stosuje się między innymi kody dźwiękowe (w razie mgły utrudniającej widoczność sygnalizacji), alfabet Morse’a lub semafory, czyli chorągiewki unoszone oburącz przez sygnalistę w określonej sekwencji. Skomplikowane? Pozornie tak, ale tego typu szyfry mają za zadanie uprościć, a czasami wręcz umożliwić komunikację między najróżniejszymi jednostkami na morzach. Bo gdy pojawia się niebezpieczeństwo i konieczność wzajemnej pomocy, bariera językowa nie może stanąć na przeszkodzie – zrozumienie musi być zagwarantowane. W końcu, choć ludzie od dawna przesiedli się głównie do samolotów, to transport morski do dziś stanowi jedną z najważniejszych metod dostarczania towarów w odległe zakątki świata. Ten przepięknie wydany przez wydawnictwo Art Egmont „morski elementarz” (oraz komplementarny zeszyt ćwiczeń) wzbudza ciekawość zawodem marynarza i zachęca do opanowania tajnego języka porozumiewania się poprzez poznanie kodów nautycznych.

Książka:
Sara Gillingham, „Alpha, Bravo, Charlie. O kodach na morzu”, tłum. Katarzyna Dłużniewska-Łoś, Ane Piżl, wyd. Art Egmont, Warszawa 2018.

 


 

„Podręcznik dla poszukiwaczy przygód i piratów” Andrei Schwendemann

„Podręcznik dla poszukiwaczy przygód” przypomina: podróżując przez oceany, natknąć się można także na piratów! Tak, tak, do dziś piraci grasują po wodach całego świata! Mają wprawdzie zazwyczaj niecne zamiary, ale jednego im na pewno nie brak – kunsztu marynarskiego, umiejętności nawigacji, radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Doskonale znają budowę swojego statku (gdzie rufa, reja czy fokmaszt), potrafią zorganizować abordaż, zawiązać węzeł ratowniczy, krzesać ogień, pozbyć się szkodników na statku czy wreszcie wymachiwać kordelasem. Dzięki temu piraci są skuteczni i mało kto im podskoczy – czyż nie fajnie byłoby być takim starym wygą jak pirat? Znać te wszystkie pojęcia, sztuczki, triki, szyfry… „Podręcznik…” zadanie to znacznie ułatwia, przemycając w zabawnej i ciekawie ilustrowanej formie solidną porcję wiedzy historycznej i praktycznej.

Książka:
Andrea Schwendemann „Podręcznik dla poszukiwaczy przygód i piratów”, il. Dorina Tessmann, tłum. Krystyna Bratkowska, wyd. Bajka, Warszawa 2018.

 


 

„Chiny dla dociekliwych” Izabelli Kaluty

A może by tak do Chin? Ale „Man zou! Spiesz się powoli!”, ostrzega autorka książki „Chiny dla dociekliwych”. Przygotuj się nie tylko do podróży, ale i do odwiedzin w innym państwie, do spotkania z inną kulturą. Żeby wizyta okazała się ciekawa i bezpieczna, żeby nikogo nie urazić, żeby więcej zrozumieć. Zwłaszcza jeśli naszym celem jest państwo bardzo odmienne od naszego. W Państwie Środka wiele może nas zadziwić – począwszy od języka symbolicznego, poprzez wierzenia, wychowanie, po tryb życia Chińczyków… Nawet chińskie znaki zodiaku różnią się od naszych, podobnie jak stosowany w Chinach kalendarz. Jedzenie wydaje się egzotyczne, posiłki spożywa się pałeczkami… Potrawy najczęściej smażone są w woku w głębokim oleju, a mimo to Chińczycy nie mają nadwagi! Być może dlatego, że codziennie się gimnastykują… na ulicy! Co jeszcze ważne dla tych, którzy wybierają się do Chin? Aha, nie ma tam dostępu do Facebooka, Twittera i YouTubea. Zatem powodzenia i 再见 (dzajdzien)!

Książka:
Izabella Kaluta, „Man zou. Chiny dla dociekliwych”, il. Jacek Ambrożewski, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2018.

 


„A niech to gęś kopnie” Marty Guśniowskiej

Tytułowa „Gęś, jaka jest, każdy widzi: zwykle domowa, bo gęsi to wielkie domatorki. Szalenie cenią sobie ciepło domowych pieleszy i wieczory spędzane na kanapie z książką i miseczką parującej owsianki”. Tak zaczyna się pierwszy rozdział tej niebanalnej opowieści o gęsi innej niż wszystkie. Dlaczego innej? Bo, po pierwsze, jest strasznie chuda. Po drugie, ma nietypowy jak na gęś charakter. Po trzecie „jakby tego było mało – ma olbrzymią, pierzastą, okrągłą i czarną… depresję”.

Ta właśnie przypadłość czyni naszą bohaterkę kimś zupełnie wyjątkowym, kimś o dużym dystansie do siebie, ciekawym poczuciu humoru i autoironii. Poza tym jest z krwi i kości poetką, co sprawia, że patrzy na świat z innej niż większość gęsi perspektywy.

Pewnej nocy staje się świadkiem niecnego czynu chytrego lisa, który zamierza wynieść z kurnika pogrążoną w głębokim śnie kurę. Gęś staje w jej obronie i wdaje się z lisem w dysputę, odradzając schwytaną zdobycz: „ja bym tej nie brała… wiem, co jadła. I wdepnęła dzisiaj. I się poślizgnęła… I wpadła pupą w to całe…” W zamian proponuje siebie jako danie do skonsumowania: „Ja bym reflektowała na to pożarcie”.

Historia zaskakująca, podobnie jak szata graficzna w wykonaniu Roberta Romanowicza, która prowadzi czytelnika przez kolejne zabawne przygody Gęsi i Lisa.

Książka:
Marta Guśniowska, „A niech to gęś kopnie”, il. Robert Romanowicz, wyd. Tashka, Warszawa 2017.

 


 

„Pułapka czasu” Madeleine L’Engle

Opowieść zaczyna się dość zwyczajnie. Samotna dziewczynka myśli, że nikt jej nie lubi i że zupełnie nie przystaje ani wyglądem, ani charakterem do szkolnego otoczenia. I choć to w dużej mierze racja, to jednak prawda o niej, choć sama niczego jeszcze nie podejrzewa, jest o wiele ciekawsza i zaskakująca.

Meg to bohaterka słynnej amerykańskiej powieści dla młodzieży „Pułapka czasu” autorstwa Madeleine L’Engle, którą Hope Larson w tym wydaniu przeniosła na zupełnie inny, wizualny poziom, czyniąc z niej opowieść graficzną. Razem z braćmi bliźniakami, mamą naukowcem, doktorem biologii i bakteriologii, oraz najmłodszym bratem Charlesem Wallace’em mieszka na odludziu w starym skrzypiącym domu. Okazuje się, że Charles i Meg posiadają rzadki nadprzyrodzony dar, ale przez zwykłych śmiertelników postrzegani są niestety jako osoby gorsze i głupsze.

Rodzinie towarzyszy jeszcze jedna mroczna tajemnica związana ze zniknięciem ukochanego ojca. Pewnego razu dzieci zaprzyjaźniają się z mieszkankami sąsiedniego domu, znanego jako „dom strachów”. Te trzy tajemnicze kobiety to wróżki, które w odpowiednim momencie zabiorą Meg, Charlesa Wallace’a i ich przyjaciela Calvina w inną czasoprzestrzeń. Tam okaże się, że światu zagraża wielkie niebezpieczeństwo, rozprzestrzeniający się Czarny Cień.

Polecam tę ponadczasową historię opowiedzianą w formie komiksowych rysunków.

Książka:
Madeleine L’Engle, „Pułapka czasu”, il. Hope Larson, tłum. Grażyna Chamielec, wyd. Mamania, Warszawa 2018.

 


 

„Kazik mieszka w mieście” Joanny Rzezak

Na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej pozycji dla dzieci i dorosłych angażujących je we wspólne tworzenie treści. „Kazik mieszka w mieście” to czarno-biała rysunkowa opowieść o uniwersalnym mieście, w którym wszystko jest dokładnie zaplanowane przez urbanistów i architektów. Autorka pozwala również czytelnikowi współtworzyć przestrzenie, projektować wieżowce, ogrody, bilbordy czy reklamy.

Nie jest to zwykła kolorowanka, a raczej powieść graficzna z elementami edukacyjnymi i dużym polem dla rysunkowej wyobraźni. Opowieść rozgrywa się w kilku planach. Jednym z nich jest codzienna podróż tytułowego Kazika z domu do szkoły i z powrotem, podczas której może jechać metrem, tramwajem lub iść pieszo, przy okazji poznając strukturę dużego miasta. Innym planem są informacje o wybitnych czy popularnych wytworach architektonicznych rąk ludzkich, takich jak Muzeum Guggenheima w Nowym Yorku, plac Tiananmen w stolicy Chin, Pekinie, najwyższy budynek świata w Burdż Chalifa w Dubaju czy filharmonia w Szczecinie.

Kolejnym planem i dodatkowo atutem książki są treści pisane i rysowane przez jej młodego czytelnika, dzięki czemu każdy egzemplarz stanie się autorski i absolutnie wyjątkowy.

Kto dotrze do końca tej fantastycznej miejskiej przygody, może wysłać do autorki własną kartkę pocztową. Autorzy dziesięciu najciekawszych kartek otrzymają odpowiedź – pocztówkę narysowaną osobiście przez autorkę z jej autografem!

Książka:
Joanna Rzezak, „Kazik mieszka w mieście”, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2018.

 


„Wszystkie dżinsy M.” Teresy Moniki Rudzkiej

Jedenastoletnią Michasię poznajemy na pogrzebie jej mamy, która przegrała walkę z rakiem. Śmierć ukochanej matki to dla dziewczynki początek trudnej drogi. Choć – zgodnie z życzeniem zmarłej – rodzina usiłuje cieszyć się życiem, nie jest to łatwe. Próbując sobie poradzić z emocjami, Michasia przejdzie fazę buntu, w której zrani wiele osób i popełni wiele błędów, ale otrzyma wsparcie także od tych, od których wcale się go nie spodziewa.

Cieszy mnie, że autorzy literatury dla dzieci podejmują trudne tematy. Jeszcze bardziej doceniam, że młodego czytelnika traktują z uwagą i szacunkiem. Teresa Monika Rudzka nie daje w swojej książce łatwych recept, nie bagatelizuje cierpienia po stracie najbliższej osoby – zamiast tego z sympatią obserwuje swoją bohaterkę i opisuje jej rozterki.

Historia Michasi jest paradoksalnie optymistyczna i pozytywna. Mnóstwo w niej ciepła, rodzinnej miłości i czułości, mało łez i rozpaczy. Jednak w połączeniu z językiem, nieco zbyt wyrafinowanym jak na wiek narratorki, momentami miałem wrażenie, że pozytywnomyśleniowy lukier za mocno oblepia całkiem smakowitą lekturę.

Ale za to oprawa graficzna autorstwa studia Neus jest na medal!

Książka:
Teresa Monika Rudzka, „Wszystkie dżinsy M.”, il. studio Neus, wyd. Poławiacze Pereł, Warszawa 2017.

 


 

„Ostatni Namsara” Kristen Ciccarelli

Młoda zabójczyni smoków, tajemnicza kraina, zakazane opowieści i niechciane zaręczyny – z takich składników stworzona została debiutancka powieść kanadyjskiej pisarki, która, jak sama twierdzi, „szukała bohaterek, które wyłamywały się ze schematów kulturowych określających ich rolę w społeczeństwie”. A jednak tylko jedna z bohaterek jej powieści (i to nie Asha – zabójczyni smoków) jest w stanie zmienić swój status na lepszy, na dodatek – z wydatną pomocą kuzyna… króla.

„Ostatni Namsara” to sprawnie napisane fantasy dla młodzieży. Powieść, która poza dobrze znanymi schematami gatunku wykorzystuje kilka pięknych pomysłów autorki. To książka o sile opowieści, które są w stanie zwabić smoki, zabić opowiadaczy lub zmienić losy państwa. O tym, jak bardzo różnić się może to, co myślimy o sobie, od tego, co myślą o nas inni. Książka, którą lekko się czyta.

Ale to także książka, w której autorka bardziej dba o opisy fryzur i strojów, niż uwiarygodnienie psychologiczne postaci, i w której mocno rozbudowany wątek romansowy przybliża dzieło raczej do „Igrzysk śmierci” niż „Gry o tron”.

Na wrzesień zapowiadana jest premiera drugiego tomu cyklu. Wtedy będzie można zweryfikować, czy Ciccarelli – zgodnie ze swą deklaracją – tworzyć będzie opowieści o silnych kobietach, czy wybierze łatwiejszą drogę i sprawdzoną receptę: „miłość w świecie rozdartym konfliktem”.

I tysiąc słoni…

Książka:
Kristen Ciccarelli, „Ostatni Namsara”, tłum. Dorota Dziewońska, wyd. IUVI, Kraków 2018.

 


 

„Robin Graficiarz” Muriel Zürcher

Co jakiś czas mam przyjemność trafić na książkę, która mnie porwie i oczaruje, wzbudzi refleksję i poruszy emocje. Taki jest właśnie „Robin Graficiarz”.

Sam nocami realizuje projekt swojego życia – cykl wielkich graffiti ze zwierzętami na budynkach Paryża – dnie spędza na grze w szachy z samotną bogatą emerytką i śpiewa z cmentarnym chórem bezdomnych. Pięcioletnia Lilibelle ucieka z domu dziecka w poszukiwaniu rodziny i sprytnie wymyka się z posterunku policji przed przybyciem wychowawcy. Spotkanie tych dwojga zapoczątkuje cykl niezwykłych wydarzeń, które skończyć się mogą albo bardzo źle, albo… całkiem inaczej.

Zürcher z niezwykłym wyczuciem porusza delikatne problemy śmierci i samotności, zaufania i potrzeby bliskości. Tworzy przy tym barwną galerię postaci – na pozór zupełnie różnych, ale połączonych siecią wzajemnych powiązań i zależności. Nie ma tutaj nikogo faktycznie złego, są ludzie zranieni lub zagubieni, którzy w innych mogą odnaleźć to, czego najbardziej potrzebują.

„Robin Graficiarz” ma moc przypowieści – tworzy mikroświat, w którym prezentuje całe bogactwo człowieczeństwa. To mądra, piękna, wzruszająca i bardzo zabawna książka. Pozycja obowiązkowa – niezależnie od wieku czytelnika.

Książka:
Muriel Zürcher, „Robin Graficiarz”, tłum. Monika Szewc-Osiecka, il. Marta Krzywicka, wyd. Polarny Lis, Warszawa 2018.

 


„Wiosenne obrazki” Stanisława i Piotra Młodożeńców

W rodzinie Młodożeńców zdolności artystyczne są chyba dziedziczne. Nie dziwi zatem, że „Wiosenne obrazki” powstały dzięki dwóm osobom z tej jednej rodziny – znany przede wszystkim jako futurystyczny poeta Stanisław Młodożeniec jest autorem tekstu, a jego wnuk Piotr przygotował do niego ilustracje. Wyszła z tego książka bardzo nietypowa.

Tytuł bardzo dobrze oddaje jej treść – składają się na nią powiązane ze sobą scenki rodzajowe przedstawiające świat budzący się do życia na wiosnę. Co ciekawe, „Wiosenne obrazki” to właściwie poemat i choć można go czytać na wyrywki, zdecydowanie lepiej robić to po kolei. Przeczytamy w nim choćby o roztopach, ubłoconej drodze dzieci do szkoły czy sianiu kwiatów na grządkach. Najciekawszy jest w tym wszystkim język opisu – świeży i bardzo dynamiczny. Młodożeniec nie boi się eksperymentów formalnych, z dużą swobodą używa neologizmów („brzydziele”), wyrazów dźwiękonaśladowczych, myślników („kichu, kichu ka – ta – ry, / bóle gardła i fe – bry”) czy wielokropków. Któż inny w ten sposób napisałby o ogrodniczkach: „Rózia Gzymsik, Mania Grzywka / obie Jadzie w warkoczykach… / ………………………….. / Cóż powiedzieć o nich?… Nic”?

Temu wszystkiemu towarzyszą bardzo mocne, szalenie kolorowe, kanciaste i jakby rozpikselowane ilustracje Piotra Młodożeńca. Dopasowany do nich krój pisma jest równie wyrazisty – gruby, prosty i czarny. W tym szaleństwie nadmiaru jest jednak metoda i to właśnie dzięki niemu „Wiosenne obrazki” to jedna z tych książek, które naprawdę warto obejrzeć i przeczytać.

Książka:
Stanisław Młodożeniec, „Wiosenne obrazki”, il. Piotr Młodożeniec, wyd. Warstwy, Wrocław 2018.

 


 

„Bajki, bajki, bajki” Ludwika Jerzego Kerna

Na początku lat 50. Eile postanowił opublikować w Polsce bajki La Fontaine’a. Na tłumacza wybrał Ludwika Jerzego Kerna. Ten wcale jednak nie miał ochoty ich tłumaczyć i mierzyć się z takimi poprzednikami jak Mickiewicz czy Krasicki. Zamiast tego napisał więc parafrazy klasycznych francuskich bajek. W ten sposób w 1953 roku zadebiutował na rynku literatury [1].

Zainspirowane La Fontaine’em bajki Kerna są przezabawne i napisane z bardzo dużą swadą. Na pewno będą też dla polskiego czytelnika łatwiejsze w odbiorze niż ich francuskie pierwowzory sprzed kilkuset lat, bo doskonale odzwierciedlają współczesne autorowi realia. Przy tym utwory Kerna są miejscami purnonsensowe i groteskowe. Czytamy w nich na przykład o tym, jak „[z]drowemu rozsądkowi wbrew / zakochał się w kociaku lew”, o dwóch rękach, które „jak dwie siostry, / żyły sobie w zgodzie […]” i pewnego dnia uznały, że to nonsens, by stale pracowały obie, albo o tym, jak dywan miał do trzepaczki pretensje, że ta źle go traktuje.

Styl pisania Kerna i jego surrealistyczna wyobraźnia sprawiają, że „Bajki…” otacza mgiełka niesamowitości. Tę atmosferę potęgują jeszcze charakterystyczne ilustracje Daniela Mroza – narysowane bardzo precyzyjną kreską, przypominające średniowieczne przedstawienia przeróżnych stworzeń.

Między innymi dzięki temu „Bajki…” to książka wyjątkowa, którą każdy powinien mieć w swojej biblioteczce. I to niekoniecznie dziecięcej.

Książka:
Ludwik Jerzy Kern, „Bajki, bajki, bajki”, il. Daniel Mróz, wyd. Warstwy, Wrocław 2018.

[1] „Ja se piszę wierszyki”, rozmowa Ludwika Jerzego Kerna z Anną Żebrowską, „Duży Format” nr 223, 23 września 2010 r.

 


 

„Piraci dobrej roboty i strofy o innych stworach” Joanny Mueller

Choć dedykowana dzieciom, w części razem z nimi napisana, a w całości – dzięki nim, książka Joanny Mueller „Piraci dobrej roboty i strofy o innych stworach” wcale nie jest pozycją wyłącznie dla najmłodszych. Wręcz przeciwnie – pisana jest zarówno z myślą o dzieciach, jak i o dorosłych. Należy więc czytać ją nie tylko jako pierwszą książkę dla dzieci tej autorki, ale też jako jej piąty tomik poetycki.

Mueller nie porzuca w nim wypracowanej przez siebie poetyki. Przede wszystkim bawi się więc formą (ale z umiarem), rytmem i słowami. Tworzy wymyślne nazwy i powołuje do życia tytułowe stwory. Pisze o ZARAZACH, ZACHWILACH i Bojakach, o Pyskbooku, czyli Facebooku dla hien, o Wychucholu, największym plotkarzu w królestwie zwierząt („Też masz takiego w przedszkolu?” – pyta w końcowej frazie), o Wielorybie, który postanowił zmienić imię na „Niedoryb”, o matce-manatce znad Bałtyku, która wybiera się nad ciepłe morze i wybrać się tam nie może…

Znajdziemy przy tym w tej książce nawiązania do klasyki polskiej poezji i to nie tylko dziecięcej, a więc do Brzechwy, Tuwima czy Różewicza. I choć „Piratom…” do klasyki literatury jeszcze trochę brakuje, to z pewnością warto po tę książkę sięgnąć – by przekonać się, że, jak pisze autorka, „[…] po to służą słowa okręty, / by je od nudy dnia odcumować / i pożeglować w pełnym zachwycie / zanim się zrzuci w dno snu kotwicę”. Trudno się z tym nie zgodzić.

Książka:
Joanna Mueller, „Piraci dobrej roboty i strofy o innych stworach”, il. Marianna Sztyma, wyd. Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017.

 


„Innymi słowy” Yee-Lum Mak

W dzisiejszym świecie ekspresowa nauka nie jednego, a wielu języków obcych staje się nierzadko normą. Warto więc na chwilę się zatrzymać i wziąć do ręki książkę „Innymi słowy”, wspaniale zilustrowaną przez Kelsey Garrity-Riley. W środku znajdziemy – zgodnie z podtytułem – „niezwykłe słowa z różnych stron świata”, a więc takie, które nie mają swoich odpowiedników w innych językach na przykład angielskie bibliothecary („ktoś, kto zbiera książki i troszczy się o nie”) czy japońskie tsundoku („kupowanie książek i nieczytanie ich; gromadzenie nieprzeczytanych książek na półkach, szafkach nocnych lub podłodze”). Imponująco ze swojego zadania wybrnęła ilustratorka, snując na kanwie z pozoru przypadkowych słów wielowątkową, ale spójną opowieść. Strona graficzna książki to zdecydowanie jej atut, w warstwie językowej zabrakło mi bowiem choćby jednego rodzimego słówka, które specjalnie do polskiego wydania mogli zaproponować tłumacze: Michał Rusinek i jego czternastoletni syn Kuba. Mimo to zdecydowanie warto sięgnąć po tę pięknie przygotowaną publikację!

Książka:
Yee-Lum Mak, „Innymi słowy. Niezwykłe słowa z różnych stron świata”, il. Kelsey Garrity-Riley, tłum. Michał Rusinek, współpraca Kuba Rusinek, wyd. Egmont, Warszawa 2018.

 


 

„Zwierzokracja” Oli Woldańskiej-Płocińskiej

Człowiek wykorzystuje zwierzęta na wiele sposobów: je ich mięso, testuje na nich kosmetyki, czasem nawet dla rozrywki chodzi na nie polować. O tej nierównej ludzko-zwierzęcej relacji jest „Zwierzokracja”. Ola Woldańska-Płocińska w atrakcyjnej formie porusza wiele spraw związanych z traktowaniem (niestety najczęściej nieetycznym) naszych „braci mniejszych”, wskazując przy tym, jak można ulżyć psom, kotom, karpiom i innym zwierzakom, na przykład rezygnując z fajerwerków w sylwestrową noc i jednej z wigilijnych potraw! Ponadto współczesne problemy uzupełniają ciekawostki historyczne, takie jak poglądy greckich filozofów Arystotelesa i Pitagorasa na wegetarianizm, czy średniowieczne procesy zwierząt, a także prezentacja postaci Jane Goodall, żyjącej legendy ruchu prozwierzęcego. „Zwierzokracja” jest więc wyjątkowo atrakcyjną pozycją, którą warto zaproponować młodemu czytelnikowi jak najwcześniej, by pokazać, z jakimi konsekwencjami wiążą się jego życiowe wybory.

Książka:
Ola Woldańska-Płocińska, „Zwierzokracja”, wyd. Papilon, Poznań 2018.

 


 

„Co widzimy w gwiazdach” Kelsey Oseid

„To, co widzimy w gwiazdach, bardzo wiele mówi o nas samych” – to jedno z pierwszych zdań, na które natrafia czytelnik książki Kelsey Oseid. Na ponad stu stronach autorka przytacza dowody na prawdziwość tego stwierdzenia, prezentując nocne niebo obserwowane przez ludzi od tysięcy lat. Na kolejnych kartach prezentowane są inspirowane mitologią gwiazdozbiory Ptolemeusza (m.in. Andromeda, Herkules, Orion czy Wielka Niedźwiedzica), opisane wiele wieków później gwiazdozbiory nowożytne (np. kompas, cyrylica, feniks, jednorożec), a także inne ciała niebieskie, w tym Księżyc, Słońce i planety. Skupiając się na antycznych źródłach oraz historii astronomii, autorka proponuje inne niż zwykle spojrzenie na kosmos w literaturze dla młodego odbiorcy – kulturowa i historyczna perspektywa Oseid będzie zarówno świetnym wprowadzeniem w tajemnice wszechświata, jak i uzupełnieniem wiedzy astronomicznej zdobytej dzięki lekturze innych publikacji. Lekturę uprzyjemni warstwa wizualna książki, która zwyczajnie zachwyca.

Książka:
Kelsey Oseid, „Co widzimy w gwiazdach. Ilustrowany przewodnik po nocnym niebie”, tłum. M. Korobkiewicz, konsultacja nauk. K. Bąkowska, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2018.

 


 

„Sznurówka, ptak i ja” Ellen Karlsson

„Czego się nie dotkniesz, knocisz!”, „Nawet się nie odzywaj, nikt cię nie słucha!” – szepcze do Selmy drwiący głos. W jej wnętrzu mieszka ptak. Ptak, który gani, dziobiąc od środka, za każdy błąd, za najdrobniejsze potknięcie. Selma czuje, że nie potrafi być taką dziewczynką, jak jej rówieśniczki. Tęskni za prawdziwą przyjaźnią, ale nie odnalazła się w klasowej społeczności, właśnie zmienia szkołę. Ptak dziobie prosto w serce, kpiąc z Selmy i powtarzając, że to i tak niczego nie zmieni.

Ale są wakacje, które Selma spędza na wyspie u troskliwych dziadków. I to właśnie tu przydarzy jej się Sznurówka. Też inna, też skupiona na sobie, chadzająca własnymi drogami, a jednak pewna siebie, przebojowa. Przyjaźń między dziewczynkami, choć niełatwa, dla każdej z nich okaże się cennym czasem szlifowania umiejętności bycia w relacji. Selmie pozwoli odkryć i uruchomić zasoby sił, o których posiadanie nawet siebie nie podejrzewała.

Ellen Karlsson stworzyła w tej niewielkiej książeczce ciekawe psychologicznie portrety, i to nie tylko pierwszoplanowych bohaterów. Bardzo jestem ciekawa, jak wakacyjne doświadczenia wpłyną na losy Selmy w nowej szkole. Dobrze, że wydawnictwo Zakamarki już zapowiedziało wydanie kolejnych dwóch części serii.

Książka:
Ellen Karlsson, „Sznurówka, ptak i ja”, il. Eva Lindström, tłum. Katarzyna Skalska, wyd. Zakamarki, Poznań 2018.

 


 

„Królik i Misia. Sposób na przekąskę” Julian Gough

Trzytomowa jak dotąd seria opowiadająca o przygodach Królika i niedźwiedzicy zwanej Misią, robi furorę zarówno wśród brytyjskich, jak i polskich dzieci. Każdy tom to jedna przygoda dwojga bardzo różniących się od siebie, nie tylko wyglądem, zwierząt, zamieszkujących gęsty las, otoczony górami. Być może tych dwoje nigdy by się nie spotkało, gdyby Misia nie obudziła się za wcześnie z zimowego snu. A pewnie by się nie zbudziła, gdyby Królik nie ukradł jej zapasów jedzenia i nie nadepnął na nos, uciekając. Nietypowo rozpoczęta przyjaźń bywa burzliwa, ale tocząc zażarte dyskusje i głośno dziwiąc się postawom drugiego, bohaterowie wiele uczą się o samych sobie i o świecie. A wraz z nimi młody czytelnik. W najnowszej części do lasu trafia tajemniczy przybysz o nieznanych innym zwyczajach. Spotkanie z nim będzie dla wszystkich wymowną lekcją tolerancji. Szybkie, ale nie chaotyczne tempo zdarzeń, liczne ciekawostki przyrodnicze, zgrabnie poprowadzone dialogi, zabawni i wyraziści bohaterowie, a przede wszystkim słynny już dla serii humor skatologiczny, uwielbiany przez większość dzieci, sprawia, że każdy kolejny tomik opowieści o Króliku i Misi jest przez nie niecierpliwie wypatrywany na długo przed premierą.

Książka:
Julian Gough, „Królik i Misia. Sposób na przekąskę”, il. Jim Field, wyd. Zielona Sowa, Warszawa 2018.

 


 

„Milenka” Agnieszki Suchowierskiej

Milenka ma dopiero dziewięć lat, a już obsesyjnie koncentruje się na swoim ciele i jego niedoskonałościach. Boleje nad tym, że przezywa się ją Kluską. W marzeniach jest smukła i wysoka jak ukochana lalka Rita. Kiedy więc w ręce dziewczynki wpada mikrofon z napisem: „Zaśpiewaj […] swoje marzenie, a ono stanie się prawdą”, nie waha się ani chwili. Czy może jednak przypuszczać, że marzenie naprawdę się ziści, pociągając za sobą lawinę niewesołych zdarzeń?

Opowieść o dziewczynce, która zmieniła się w żywą lalkę Barbie zaskakuje, bawi oraz trochę przeraża – i bardzo dobrze. Jest to bowiem mocny, choć ubrany w prościutką fikcję, przekaz kierowany do młodych czytelniczek: istnieją ważniejsze sprawy niż uroda. Tytułowa Milenka przekonuje się, że można być kimś atrakcyjnym i interesującym, nie zostając modelką czy piosenkarką. Poznaje sylwetki słynnych kobiet, takich jak Walentyna Tiereszkowa, Wanda Rutkiewicz, Wisława Szymborska, Frida Kahlo i zafascynowana ich życiową drogą i dokonaniami zaczyna zastanawiać się nad własnymi przyszłymi wyborami. Bo… „Nie wystarczy wiedzieć, czego się nie chce. Trzeba jeszcze wiedzieć, czego chcemy”.

W mnogości książek o byciu dziewczynką i kobietą głos Agnieszki Suchowierskiej wybrzmiewa ciekawym tonem, opowiadając historię, która niejednej dziewczynce zapadnie w pamięć.

Książka:
Agnieszka Suchowierska, „Milenka”, il. Anita Głowińska, wyd. Media Rodzina, Poznań 2018.

SKOMENTUJ

Nr 490

(22/2018)
29 maja 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj