Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Jak wygrać z...

Jak wygrać z „nie-liberalizmami”?

Łukasz Kołtuniak

To nie w sferze takiej czy innej strategii gospodarczej, ale raczej w zdolności do generowania nowych idei spoczywa klucz do sukcesu Zachodu w nowym globalnym wyścigu.

Teorie o śmierci Zachodu są niemal równie stare jak jego sukces. W latach 70. całkiem powszechne było przekonanie, że Zachód przegrywa wyścig z ZSRR. Ulegli temu przekonaniu lewicowi intelektualiści, uległ antykomunista Stefan Kisielewski. Dziś Zachód i liberalizm mają przegrywać z nieliberalnymi demokracjami, nie tylko z Chinami, ale też z Rosją czy Turcją.

Wiemy jedno, „heglowskie ukąszenie”, któremu uległ między innymi Francis Fukuyama, należy już do przeszłości. Końca historii nie będzie, a Chiny i Rosja nie wejdą na ścieżkę szybkiej demokratyzacji. Czy jednak jako Zachód mamy uznać wyższość adwersarza?

Dziś śmierć liberalizmu głoszą zarówno konserwatyści, jak Viktor Orbán, jak i absolwenci Instytutów Konfucjusza. Szczególnie chiński przypadek jest zaraźliwy. Kraj środka przez 40 lat przeszedł niezwykle szybko, długą drogę modernizacyjną. Co więcej, Chiny nie wierzą już w zachodni system polityczny i prawny. Europa ma przegrywać, zaś relatywnie krótki okres dominacji półwyspu i Stanów Zjednoczonych to po prostu wybryk historii. Tak samo jak zachodni indywidualizm – rzekomo sprzeczny z ludzką naturą. To samo mówi Rosja – dziś obrońca cywilizacji zagrożonej przez liberalizm i sekularyzm. Turcja zrzuciła maskę ucznia Zachodu i otwarcie proklamuje neoosmanizm.

Państwa autorytarne przekonują, że zachodnie wzorce liberalnej demokracji nie pasują do ich kultury. To pytanie należy odwrócić. Czy wzorce z tych krajów przyjęłyby się w Europie?

Łukasz Kołtuniak

Tymczasem pojawia się zasadnicza wątpliwość: wszystkie te państwa uznały, że zachodnie wzorce nie pasują do ich kultury – czy słusznie? – i wszystkie przeszły przyspieszoną modernizację w oparciu o częściowo własny model. Pytanie należy jednak postawić następująco: czy wzorce z tych krajów przyjęłyby się w Europie? Europejski sukces budowały indywidualizm, prawa polityczne i państwo prawa. Czy faktycznie te 300, a może nawet 500 lat, w czasie których nasza cywilizacja dała światu nowy impuls, to tylko wybryk historii? Może to właśnie te elementy, tak niemiłe sercu włodarzy w Moskwie czy Pekinie, są tym, czego musimy bronić? Czy nauki chińskich mistrzów prawa zastąpią wzorce demokratycznego państwa prawnego? Oczywiście nie chodzi tu o przekonywanie o niższości tamtych cywilizacji. Mają pełne prawo stanąć do wyścigu na własnych zasadach i rzucić nam wyzwanie. Jednak w Europie nieliberalne próby budowy demokracji na wzór rosyjski czy chiński skazane są moim zdaniem na niepowodzenie. Dlaczego?

To nie szacunek dla praw jednostki, państwo prawa czy liberalizm są przyczyną europejskich problemów, ale ich kryzys. Gdy w latach 70. Zachód faktycznie zaczął przegrywać zimną wojnę, nowy impuls dały reformy skostniałego welfare state w rynkowy liberalizm. Dziś obserwujemy kryzys zarówno tak zwanego neoliberalizmu, jak i koncepcji liberalno-lewicowych. Jednak próba przeniesienia na nasz grunt rozwiązań z innych części świata prawdopodobnie zakończyłaby się takim samym niepowodzeniem jak próby odgórnego budowania demokracji w Iraku. Taki eksperyment w Europie podważyłby tak fundamenty naszego kodu kulturowego, jak i podstawy naszego sukcesu. Jedną z tych podstaw jest zdolność zastąpienia przechodzących kryzys idei innymi. Tak podziwiane za ciągłość Chiny przeżyły w ostatnich kilkudziesięciu latach rządy Kuomintangu, szaleństwa Mao, reformy Denga. Zachód w okresie powojennym zachował co do zasady ustrój demokracji parlamentarnej, a ugrupowania konkurujące o władzę w jego ramach nie zburzyły pewnego konsensusu. Dziś znów stajemy przed koniecznością poszukiwania nowych idei, ale tą ciągłość zdaje się dawać właśnie demokracja parlamentarna, która gwarantuje, że zmianie obumarłej idei na inną nie będzie towarzyszyć kilka milionów ofiar.

Państwa nieliberalne mają prawo podążać własną drogą. Być może Zachód faktycznie tę rywalizację przegra. By jednak w tym wyścigu mieć szansę, potrzebna jest duma z tego, co sprawiło, że dalej jesteśmy dla innych części świata punktem odniesienia. I próba rewitalizacji naszych idei, a nie zastępowania ich na drodze importu. Na razie z ciekawością możemy patrzeć, jak kraje o ustroju autorytarnym poradzą sobie z pułapką średniego rozwoju. Czy ograniczenia w sferze gospodarczej i brak przejrzystego systemu prawnego nie doprowadzą do zahamowania chińskiego cudu. Czas pokaże.

Zachód powinien wyciągnąć jednak lekcję z fascynacji nie-liberalizmami. Kiedy komunizm łudził ideą sprawiedliwości społecznej, odpowiedzią na tamtą fascynację było stworzenie welfare state. Kraje, które osiągnęły sukces jako nieliberalne demokracje, czy też miękkie autorytaryzmy, kuszą przede wszystkim szybką modernizacją i rzekomo lepszą zdolnością do zapewnienia swoim obywatelom bezpieczeństwa.

Tym obietnicom – niezależnie od tego, czy okażą się iluzoryczne, czy nie – zachodnie demokracje liberalne muszą w wiarygodny sposób przedstawić swoje. Nasza przewaga gospodarcza powiązana była zawsze ze zdolnością do generowania nowych idei i w tej sferze czeka nas w najbliższej przyszłości prawdziwy test.

 

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Pixabay.com.

SKOMENTUJ

Nr 496

(28/2018)
13 lipca 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE

Nie boję się autorytaryzmu



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj