Wesprzyj Kulturę Liberalną
Przyszłość naszego tygodnika zależy od Darczyńców. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Historia niedopowiedzeń. Recenzja...

Historia niedopowiedzeń. Recenzja reportażu Remigiusza Ryzińskiego „Dziwniejsza historia”

Edyta Zbąska

„Dziwniejsze historie” to opowieść o osobach LGBTQ żyjących w czasach okupacji i tuż po wojnie. Wbrew krytykom, ten reportaż historyczny jest całkiem nieźle napisany, choć można mu zarzucić jedno. Zawarte w niej historie mają w sobie jakiś czar, jednak ich kontynuacja pozostawia pewien niedosyt. No i z całego LGBTQ tylko literka G jest naszkicowana z większym rozmachem.

Michał jest gejem i patrzy na płonące getto. Hubert, oprócz tego, że jest gejem, jest również Żydem i pięćdziesiąt lat później patrzy na gasnący Paryż. Są sobie obcy, spotkali się jedynie na kartach reportażu. Łączy ich jednak warszawskie pochodzenie i homoseksualna orientacja.

Wokół tych dwóch męskich życiorysów zbudowana jest oś „Dziwniejszej historii” Remigiusza Ryzińskiego, która wczesną jesienią zeszłego roku ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne. Książka, której okładka nieprzypadkowo zawiera różowe akcenty, opowiada przede wszystkim o sytuacji gejów w Polsce od czasów międzywojennych po współczesność. Ryziński przedstawia w niej także sytuację osób trans, lesbijek, a nawet wspomina pierwsze polskie drag queens. Przeczytamy tu i o lesbijce Krysi, która przykładnie wyszła za mąż, i o Ciotce Tomie, która, kiedy jeszcze była Tomaszem, podglądała z ukrycia Niemca. Te zróżnicowane historie, z których przebija poczucie wykluczenia i chęć odkrycia własnej tożsamości, składają się z drobnych anegdot i przeplatają się ze sobą.

Reportaż jak filmowe fotosy

To właśnie ten konstrukcyjny zabieg stał się celem krytyki w większości opublikowanych dotąd recenzji „Dziwniejszej historii”. Jedyna zachowana w książce chronologia to ciąg wydarzeń z życia Huberta i Michała. Reszta wprowadzanych wątków ma w sobie jakąś przypadkowość i rzeczywiście sprawia wrażenie zamętu, przez który zastanawiamy się, o czym w zasadzie jest ta książka.

Autor był też krytykowany za nie dość profesjonalne opracowanie dokumentów historycznych. Ryziński zagląda do odnalezionych w Milanówku teczek SB, w których opisane są zwyczaje, zwroty i życiorysy osób homoseksualnych. Wspomina także morderstwa, zniknięcia, a także przypadki nadużyć wobec nieletnich. Historie z teczek są jednak o wiele lepiej opisane w pierwszej książce autora, nominowanej zresztą do nagrody Nike – „Foucault w Warszawie”. W „Dziwniejszej historii” poza bardzo dobrze udokumentowaną historią Policji Kobiecej, zajmującej się walką z prostytucją, Ryziński opiera się głównie na bezkrytycznie cytowanych wspomnieniach bohaterów.

To wszystko prawda, lecz to, co może wydawać się wadą tej książki, z pewnego punktu widzenia jest również jej zaletą. Warto na przykład spojrzeć na ten reportaż jak na poetycki film dokumentalny. Wycięte z szerszej opowieści, przypadkowe fragmenty przypominają trochę filmowe fotosy – szczegółowe opisy przywodzą na myśl dograne kadry, a krótkie, proste zdania brzmią jak kwestie ze scenariusza. Dzięki temu, jak przez obiektyw kamery, widać pojedyncze detale.

Krytykując Ryzińskiego za historyczny warsztat, dobrze mieć również na uwadze to, że autora interesują przede wszystkim emocje i właśnie tkanka emocjonalna reportażu broni się najlepiej. Ryziński ma świetny dar oddawania na papierze języka mówionego. To sprawia, że podczas lektury można odnieść wrażenie, że z Michałem czy Krysią faktycznie jemy ciastko na spodeczku, „do którego była filiżanka, ale nie ma”. Wszyscy też znamy ludzi, którzy „zajmują się domem i wszystkim”, a o prywatnych rzeczach mówią trochę dookoła, urywanymi zdaniami: „Tam. No wiesz”.

Czytanie o drobnych zwyczajach, delikatnych gestach sprawia, że widzimy człowieka w całej jego emocjonalnej złożoności. Bohaterowie „Dziwniejszej historii” są żywi, coś widzieli, a przede wszystkim coś poczuli. Oczywiście, „poczucie czegoś” wystarcza do tego, aby zainteresować nas tematem, ale nie zapewnia faktograficznej, rzetelnej wiedzy. Jednak pomimo tego, że autor często nie dostarcza czytelnikowi wystarczającej ilości informacji, by ten wiedział, co w danej historii konkretnie się wydarzyło, mamy w „Dziwniejszej historii” trochę faktów. Mamy opisy kawiarni i klubów – Adrii, Café Clubu, Ziemiańskiej na Mazowieckiej. Mamy pokazane słynne „grzybki” – miejskie szalety, w których dochodziło do homoseksualnych zbliżeń. Mamy potwierdzenie tego, że tak, owszem, polscy chłopcy chodzili z niemieckimi żołnierzami. Opisane jest słownictwo ze światka, jego problemy i znane osobistości.

„Wojna minęła, życie zostało. Resztki, ale jednak”

Mamy też u Ryzińskiego nadzwyczaj dobrze poprowadzony wątek powojennych relacji polsko-żydowskich. Autor nie skupia się na samej Zagładzie, lecz zastanawia się, jak owe relacje wyglądają dzisiaj. Mówi, jak te kultury wciąż się przenikają, jak mimo bardzo trudnych relacji wciąż pozostają sobie bliskie:

„Było tak w tej Polsce, że każdy miał swojego Żyda.
W czasie wojny swojego Żyda się ratowało, a w 1968 swojego się żegnało.
Swój Żyd nie był taki znów do końca obcy.
Niby Żyd, ale jednak jakby Polak.
Dobrze było mieć Żyda i go ratować, a potem żegnać na dworcu.
Jak swojego”.

I podsumowanie. W punkt:

„No i doczekali się 1968 roku […] – Żydzi do Palestyny! No to mamy Polskę judenfrei. Polska zaskakuje sama siebie, antyżydowska bez Żydów, śmieje się najbardziej z żydowskich kawałów, śpiewa żydowskie piosenki i bez karpia po żydowsku nie ma prawdziwej Wigilii. Mówi się hucpa, bachor, geszeft, siksa i szmatławy. Na religii uczy się przejścia przez Morze Czerwone, święci żydowskie święta: Chanuka to Gwiazdka, a Pascha to Wielkanoc. Absurd”.

„Panie w tym guście też były”

Z „Dziwniejszymi historiami” nie jest więc znowu aż tak źle. Można im jednak zarzucić co innego. Nie tyle chaos i brak naukowego warsztatu, ile wybiórczość i zbyt dużą liczbę niedokończonych wątków. Książka Ryzińskiego jest pełna dobrych początków i wprowadzeń, wszystkie historie mają w sobie jakiś czar, dobrą zapowiedź, jednak ich kontynuacja pozostawia pewien niedosyt.

O lesbijkach powiedziane jest tylko tyle, że się o nich nie mówi, co zapewne należy docenić, bo zauważenie braku to pewien rodzaj uwagi. Są one wtłaczane w te same ramki, co kobiety heteroseksualne – mogą trwać w nieszczęśliwych małżeństwach i żyć na takim marginesie, że już nikogo nie obchodzą. Przykładne, posłuszne, rodzą dzieci, a później, kiedy już swoje odrobią, mogą zamieszkać razem. Rodzina wie, znajomi wiedzą, ale wszyscy inni nie muszą wiedzieć. Czytając reportaż Ryzińskiego, nie można oprzeć się wrażeniu, że to bycie gejem jest wciąż bardziej spektakularne, kontrowersyjne, na pokaz. To bycie gejem ma szokować, zwracać uwagę. Aż chciałoby się poprawić to zdanie: może nie bycie gejem, a bycie mężczyzną?

O drag queens autor zamieszcza w książce zaledwie kilka uwag: że chciały kolorów, szyły z zasłon, jak wówczas wszyscy. I żeby na grobie postawić czerwony but typu szpilka.

A o osobie trans czytamy już tylko tyle, że się zakochała.

 

Książka:

Remigiusz Ryziński, „Dziwniejsza historia”, wyd. Czarne, Wołowiec 2018.

SKOMENTUJ

Nr 522

(1/2019)
8 stycznia 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj