Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Sawczuk w poniedziałek]...

[Sawczuk w poniedziałek] Błędy sceptyka. O nowej książce Roberta Krasowskiego

Tomasz Sawczuk

„Premierzy urodzili się w Polsce, ale pracowali w partii. Więc myśleli o Polsce jak wszyscy Polacy. Po pracy” – pisze w nowej książce Robert Krasowski. Właśnie wydane „O demokracji w Polsce” to teoretyczne podsumowanie publikowanych w ostatnich latach trzech części politycznej historii III RP.

Mit rządzenia

Można powiedzieć, że argument Krasowskiego składa się z trzech części. W pierwszej kolejności autor przekonuje, że musimy rozprawić się z „mitem rządzenia”. Na mit ten składają się jego zdaniem dwa najważniejsze przekonania.

Przede wszystkim, ludzie wierzą, że rządzenie jest w ogóle możliwe. Tymczasem Krasowski przygląda się historii Polski i Europy, aby przekonywać, że to złudzenie. Odciśniecie najmniejszego piętna jednostkowej woli na rzeczywistości jest niezwykle trudne, a co dopiero prowadzenie określonej polityki. Jak pisze Krasowski, nawet jeśli pamiętamy z nazwisk wielkich mężów stanu, to nie pamiętamy za bardzo, co takiego zrobili – bo też najczęściej… nie oni to zrobili. Jeśli politykom udaje się cokolwiek zrobić, to kiedy płyną z prądem, pod wpływem zewnętrznej konieczności, a nie wtedy, kiedy chcą.

Nawet maksymalna komasacja władzy – jak w dyktaturach komunistycznych – nie pozwala swobodnie kształtować rzeczywistości. Bo nie chodzi tylko o słabość naszej woli, lecz także o opór materii. Jeśli zastanowić się wraz z Krasowskim nad ideą „rządzenia”, szybko ujawni ona swoje paraliżujące konsekwencje: skoro nie możemy nawet przewidzieć, czy nasze działanie przyniesie ogółem rzecz biorąc dobre konsekwencje, to na jakiej podstawie możemy zdecydować o tym, co należy czynić?

Ponadto ludzie wierzą, że rządzenie może służyć wspólnemu dobru – i dlatego ważne jest zajmowanie się polityką. Ale politycy nie mają ani czasu, ani ochoty na rządzenie. „Premierzy urodzili się w Polsce, ale pracowali w partii. Więc myśleli o Polsce jak wszyscy Polacy. Po pracy” [s. 156] – pisze Krasowski.

Walka o koronę

W drugim kroku autor pyta o to, czym zajmują się politycy, skoro nie rządzeniem. W tej sprawie odpowiedź jest znana, ponieważ stanowiła ważną tezę jego poprzednich publikacji. Jak pisze Krasowski, w polskiej polityce najważniejsze było „dzierżenie władzy, a nie rządzenie. Poczucie własnej ważności, a nie społecznej służby” [s. 151]. Jak podsumowuje, „polityka jest własnością prywatną. Toczy się w niej walka o władzę bez większych skutków dla społecznego losu i bez większej troski o ten los” [s. 163].

Punkt trzeci to zwięzłe zakończenie książki, które łagodzi nieco wymowę całości. Według Krasowskiego fakt, że na inną politykę nie można liczyć, nie jest informacją złą: „tam, gdzie polityka zawodzi, społeczeństwo radzi sobie bez niej. Utrata wiary w politykę nie oznacza utraty wiary w to, co za pomocą polityki chcemy osiągnąć. Przy dobrej koniunkturze bez polityki można się obejść. Przy złej niewiele ona pomaga” [s. 236]. Ostatecznie najważniejsze jest zatem to, co robimy w świecie pozapolitycznym: „Sukcesy demokracji nie są triumfem polityki, lecz społeczeństwa. Sukcesy demokracji nie są owocem lepszej polityki, lecz marginalizacji polityki” [s. 237].

Powrót sceptyka

Krasowski zajmuje pozycję klasycznego filozoficznego sceptyka, który mówi, że niczego nie można wiedzieć i niczego nie da się zrobić. Załóżmy więc na chwilę, że ma rację. Co by z tego wynikało? Czy mamy zacząć udawać, że polityka jest sprawą obojętną, a rząd może sprawować choćby i sarna z krzesłem na głowie? Czy trzeba uznać, że to, w jaki sposób zorganizowana jest służba zdrowia albo jak działa system podatkowy, nie ma znaczenia dla ludzi? A przecież takie właśnie rzeczy zależą od polityki. Sceptyk, oczywiście, zawsze znajdzie nowe źródło wątpienia – powie, że to „nie decyzje premiera sprawiają, że działają szkoły a emerytury są wypłacane” [s. 165] lub coś podobnego.

Dlaczego sceptycyzm jest postawą jałową, łatwo jednak zrozumieć. Koło, które można obracać bez poruszania czegoś innego, nie należy do maszyny. Sceptyk nie wpływa w żaden sposób na naszą praktykę: przekonuje, że niczego nie można wiedzieć i niczego nie da się zrobić – a przecież ludzie w praktyce wytwarzają wiedzę i robią rzeczy. Choć argument sceptyka przez chwilę wydaje się kłopotliwy, to otwarty spór ze sceptykiem nie ma sensu. Odpowiedź, której należy mu udzielić, jest znana: trzeba go zignorować. To sceptyk robi coś źle.

Ateista na tropie aniołów

Wydaje się, że punkt widzenia Krasowskiego cechują trzy główne słabości. Po pierwsze, autor za wysoko ustawia poprzeczkę w kwestii tego, co oznacza sprawczość w polityce. Jest trochę jak ateista, który nie może ukryć zdziwienia, że nigdzie nie dostrzega aniołów. Przyjmuje perspektywę, zgodnie z którą wszystko, co się dzieje, stanowi pochodną wielkich procesów społecznych, a nie indywidualnych wysiłków wąsko pojętej grupy polityków, a potem odkrywa to, co przed chwilą założył, czyli że nie widać przykładów sytuacji, w której wola polityczna swobodnie kształtuje materię. W konsekwencji dochodzi do cynicznej konkluzji, że naszym działaniom należy odmówić znaczenia.

Po drugie zatem, Krasowski zbyt ostro zarysowuje alternatywę: albo egoistyczna walka o koronę między liderami mafii w postaci partii politycznych, albo służenie wspólnemu dobru przez magiczne kształtowanie materii siłą woli (czyli rządzenie). Zwróćmy uwagę choćby na jeden kontekst. Głównemu argumentowi Krasowskiego towarzyszy akompaniament w postaci fragmentów książki poświęconych naiwnym obywatelskim pasjom, ogłupiałemu demosowi, który kieruje się kaprysami i którego decyzji nie warto nawet poddawać racjonalnej analizie, czy butnym elitom, które poczuwają się do moralnego misjonarstwa. Ich oczekiwania względem polityki są z perspektywy Krasowskiego, rzecz jasna, bez sensu.

Ale skoro politycy walczą o utrzymanie korony, to robią to, co im się opłaca. Opłaca im się to, co zyskuje głosy. A zatem nawet jeśli politycy przez większość czasu prowadzą w swoim gronie zapasy w błocie, to od nacisku innych graczy społecznych zależy, w którym kierunku muszą, poza tym, iść. Krasowski słusznie pisze, że to nie wola (polityczna) kształtuje materię, lecz to materia kształtuje materię. Ale czyni niewiele użytku z obserwacji [s. 108], że kiedy wysuwamy żądania wobec demokratycznej polityki, stawiając politykom opór, wymuszamy realizację przez politykę przynajmniej niektórych społecznych potrzeb, a także wyznaczamy granice dopuszczalnej władzy – że to w działaniu kształtują się normy społeczne.

W związku z tym, po trzecie, Krasowski przyjmuje fałszywe założenie – które podpiera odwołaniem do Maxa Webera – że opisuje społeczeństwo i politykę w sposób wolny od wartościowania. Tymczasem postawa sceptyczna, która pod pozorem naukowości i odpowiedzialności udaje brak etycznego zaangażowania, pozostaje u swoich podstaw po prostu konserwatywna.

...czy możemy poprosić Cię o jeszcze chwilę uwagi? Mamy dla Ciebie ważną wiadomość.

„Kultura Liberalna” jest magazynem wydawanym społecznie: to znaczy, że ukazuje się dzięki osobom takim jak Ty. Patrzymy na ręce politykom wszystkich opcji. Bronimy wartości demokratycznych i wolnościowych. Pracujemy nad wizjami Polski na przyszłość. W czasach postępującej radykalizacji i rosnących podziałów politycznych tworzymy pismo, które niezmiennie idzie własną drogą.

Wspólnie tworzymy demokratyczne media. Jeśli czytasz „Kulturę Liberalną” i popierasz to, co robimy, wesprzyj nas.

SKOMENTUJ

Nr 539

(18/2019)
13 maja 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj