Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Wakar w środę]...

[Wakar w środę] Weź to teraz zagraj! Po Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi

Jacek Wakar

„Weź to zagraj” – brzmiało hasło imprezy. Łatwo powiedzieć, ale da się zrobić. Udowodnili to uczestnicy Festiwalu Szkół Teatralnych. Warto i trzeba trzymać za nich kciuki.

Zacznijmy od oczywistości tych najbardziej oczywistych. To jest jedyny w swoim rodzaju festiwal – tak było, od kiedy pamiętam, i tak jest dziś, może jeszcze bardziej niż dawniej. Koniec szkoły teatralnej, dyplomy przygotowane, niektórzy z angażami w teatrach, inni z rolami filmowymi na koncie, ale większość jeszcze z czystą kartą, za to z nadziejami i wiarą w przyszłość. Ostatni moment, by rzeczywiście pobyć razem i poczuć się razem, podzielić się swymi dokonaniami, sprawdzić, co zaproponowali koledzy z innych miast. Chwila wolności tuż przed ostatecznym, niekoniecznie sprawiedliwie ocenianym egzaminem – zderzeniem ze światem i zawodowym rynkiem.

Naturalne zatem, że jest to festiwal nieprawdopodobnego entuzjazmu młodych ludzi. Grają tak, jakby od tego zależało życie, bo i w końcu w jakimś stopniu zależy. Dopingują innych, choć pewnie w głębi serca są za sobą i kolegami z uczelni. Takich wybuchów radości jak podczas tegorocznej inauguracji łódzkiej imprezy od lat nie słyszałem. I nie było w tym niczego udawanego – nic z tych rzeczy: że tak należy, wypada, tego się od nas oczekuje. Siedziałem na widowni Teatru Nowego z pozostałymi jurorami i mimowolnie się do siebie uśmiechaliśmy. Inaczej się po prostu nie dało.

W jury łódzkiego festiwalu byłem po raz trzeci. Dobrze pamiętam poprzednie, to rzadka okazja, by z bliska patrzeć na aktorskie nowe pokolenia. Oczywiście, bywają festiwale lepsze i gorsze, bywają roczniki olśniewające i nieco mniej spektakularne. Naturalna kolej rzeczy. Nie po stronie studentów jest jednak pełna odpowiedzialność za ewentualnie gorsze występy w Łodzi. Pamiętam taki festiwal, na który jedna ze szkół wysłała dwa spektakle z piosenkami i montaż scen z dramatów jednego z klasyków polskiej współczesności. Efekt był taki, że młodzi aktorzy nie dostali szansy zbudowania choćby jednej roli od początku do końca. Nie mogli zarysować psychologii postaci, pełnego przebiegu roli – stali na straconej pozycji nie z własnej winy, lecz tych, którzy zaplanowali przedstawienia dyplomowe, a potem wysłali je na przegląd.

Dobrze. Było – minęło. Zostawiam na boku tegoroczną imprezę i jej ocenę, bo to, co najważniejsze, zostało zawarte w werdykcie. Powiem tylko, że poziom mile rozczarował. Nagrodziliśmy i wyróżniliśmy indywidualnie i zespołowo ze ćwierć setki ludzi, co najmniej kilka spektakli zostanie w mojej pamięci wraz z poczuciem, że to był dobry rok na wszystkich uczelniach. Z Warszawy: „Każdy musi kiedyś umrzeć, Porcelanko, czyli rzecz o wojnie trojańskiej” – nowa wersja spektaklu, którym Agata Duda-Gracz zdobyła kiedyś Yoricka na Festiwalu Szekspirowskim. Przyznaję, że przyjąłem ją lepiej, gdyż autorka zachowała swój styl, a jednocześnie mocno go powściągnęła, zostawiając pole młodym wykonawcom, a ci trudną formę oswoili. Potem wielu z nich zobaczyliśmy w „Płatonowie” Czechowa w inscenizacji Moniki Strzępki – zaskakująco wiernej autorowi, a jednak jakoś wewnętrznie, poprzez emocje młodych aktorów, rozwichrzonej.

Z Łodzi: opisywane już w „Kulturze Liberalnej” olśniewające „Pomysłowe mebelki z gąbki” Mariusza Grzegorzka oraz „Anioły w Ameryce” Małgorzaty Bogajewskiej, mieniące się siłą ról i epizodów, mimo małego doświadczenia, nieprzerastających młodych wykonawców. Ten spektakl, może jak żaden inny pokazał, czym jest siła transformacji. Popatrzcie na Ksenię Tchórzko w kilku wcieleniach, a będziecie wiedzieć, o czym mówię.

Z Krakowa: „Zachodnie wybrzeże” Mai Kleczewskiej z lekcją, jak chłopak może bez dosłowności wcielić się w kobietę (brawa dla Michała Sikorskiego) oraz wspaniałe „Co gryzie Gilberta Grape’a” Marcina Czarnika, które niejeden z widzów zabrałby z sobą na bezludną wyspę. Z Wrocławia: czasem zaskakujące „Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi” Aleksandry Popławskiej, a przede wszystkim wspaniały dyplom z songami Brechta, zrealizowany przez Wojciecha Kościelniaka. Sporo tego – powtarzam, to był dobry rok.

I bardzo dobrze, że w Łodzi zobaczyliśmy „Słaby rok” w wykonaniu studentów wydziału sztuki lalkarskiej z Wrocławia. Miał ten spektakl w programie być, potem miało go nie być, koniec końców dzięki determinacji młodych aktorów się pojawił. I okazał się doświadczeniem poruszającym, bo wrocławianie doskrobują się w nim do niewygodnej prawdy o kondycji aktora w Polsce, walczą z własnym naznaczeniem, po swojemu ostro się ze sobą rozliczają. Kształt Festiwalu Szkół Teatralnych jest wypadkową chęci i możliwości, potrzebne są mu regulaminowe ramy. Jednak nie ulega wątpliwości, że wrocławski przypadek każe jeszcze raz przyjrzeć się formule imprezy, by nikt nie czuł się wyjęty za margines.

„Weź to zagraj” – brzmiało hasło imprezy. Łatwo powiedzieć, ale da się zrobić. Udowodnili to uczestnicy Festiwalu Szkół Teatralnych. Warto i trzeba trzymać za nich kciuki.

 

Fot. Adrian Jaszczak

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 541

(20/2019)
22 maja 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj