Trwa jesienna zbiórka
na działalność Kultury Liberalnej.
Weź udział!

Czego potrzebujemy?

Jesteśmy niezależni od polityków
i reklamodawców. Dlatego potrzebujemy
comiesięcznych wpłat od Darczyńców.
Aktualnie otrzymujemy od Czytelników
około 15 tys. zł miesięcznie, czyli
25 procent miesięcznego budżetu
tygodnika. Chcemy, aby do końca 2020
roku ta kwota była dwa razy większa
.

Co dostajesz w zamian?

52 numery tygodnika rocznie, publiczne
wydarzenia, najważniejsze książki
o wolności i demokracji.
Silny, wrażliwy, demokratyczny głos
w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
NOWOŚĆ! Comiesięczną informację
o naszej działalności, dodatkowe
materiały i zdjęcia.
NOWOŚĆ! Jeśli Twoja darowizna wyniesie
co najmniej 200zł miesięcznie, otrzymasz
w prezencie książki i specjalne wejściówki
na wydarzenia.
Dziękujemy za wsparcie! Jako Darczyńca wciąż możesz włączyć się w naszą kampanię:
  • Jeśli popierasz naszą działalność, poleć nas kolejnej osobie.
  • Chcemy się rozwijać. Planujemy zatrudnić więcej osób, odświeżyć naszą
    stronę internetową, rozwinąć dział audio/video. Jeśli chciałbyś / chciałabyś
    zmienić kwotę, którą przeznaczasz na wsparcie dla Kultury Liberalnej, napisz
    do nas na [email protected], a my powiem Ci, jak to zrobić.
  • Dziękujemy Ci za to, że jesteś z nami i życzymy dobrej lektury!

Kultura Liberalna jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy ukazuje
się dzięki wsparciu osób takich jak Ty. Bronimy wartości demokratycznych
i wolnościowych. Tworzymy idee dla Polski na przyszłość. Jesteśmy niezależni
od polityków i reklamodawców. Prosimy o to, abyś tworzył lub tworzyła
Kulturę Liberalną wspólnie z nami. Dołącz do grona naszych
comiesięcznych Darczyńców
.

Kultura Liberalna potrzebuje
Twojego comiesięcznego wsparcia.
Weź udział w jesiennej zbiórce
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Rekonstrukcja zbiorowej pamięci....

Rekonstrukcja zbiorowej pamięci. Recenzja filmu „Nie obchodzi mnie, czy przejdziemy do historii jako barbarzyńcy” w reżyserii Radu Judego

Mikołaj Góralik

Najnowszy film Radu Judego, to stylizowana na dokument opowieść o zapomnianej zbrodni oraz budowaniu świadomości historycznej. Wciągający esej, a zarazem rodzaj intertekstualnego wykładu, jest przystępny nawet dla widzów niezaznajomionych z historią rumuńskiego faszyzmu.

Twórczość Judego, przedstawiciela drugiego już pokolenia nowej fali kina rumuńskiego, wymyka się łatwemu zaszufladkowaniu. Po wysmakowanym estetycznie „Aferim!” [2015], który przyniósł mu Srebrnego Niedźwiedzia za najlepszą reżyserię na festiwalu w Berlinie, Jude ugruntował swoją pozycję filmowego autora europejskiego formatu. Jego najnowsze dzieło, „Nie obchodzi mnie, czy przejdziemy do historii jako barbarzyńcy”, trafia do polskich kin na fali międzynarodowych sukcesów. W zeszłym roku Jude odebrał za ten obraz między innymi główną nagrodę Kryształowego Globu w Karlowych Warach, film jest też tegorocznym rumuńskim kandydatem do Oscara. Tytuł to cytat ze wstrząsającej deklaracji marszałka Iona Antonescu, złożonej w 1941 roku przed rumuńskim rządem. W praktyce słowa te oznaczały przyzwolenie na czystki etniczne, dokonane na ludności żydowskiego pochodzenia na froncie wschodnim. Wcześniej problem rumuńskiego antysemityzmu Jude przybliżył w ciekawym formalnie dokumencie „The Dead Nation” [Țara moartă, 2017], składającym się wyłącznie z wydobytych z archiwum fotografii, uzupełnionych o pozakadrowy komentarz.

Materiały prasowe dystrybutora Aurora Films

Żywa lekcja historii

W „Nie obchodzi mnie…” podstawą fabularnego konfliktu są autentyczne zdarzenia, a Jude znów posługuje się historycznymi źródłami ze skrupulatnością archiwisty. Film rozpoczynają ujęcia pochodzące z kroniki filmowej, dokumentującej zdobycie Odessy w 1941 roku przez rumuńską armię. Fragment pokazujący scenę obalenia radzieckiej gwiazdy z fasady budynku i zamieszczenia w jej miejsce narodowej flagi, jest typową narracją pisaną przez zwycięzców. Jude chce jednak dostrzec inny wymiar tego propagandowego przekazu – w zależności od perspektywy była to zwycięska batalia rumuńskich żołnierzy lub krwawa zbrodnia wojenna dokonana na ukraińskich Żydach. Czystki etniczne przeprowadzone przez Rumunów były równie brutalne jak zbrodnie III Rzeszy. Według ostrożnych wyliczeń historyków ich ofiarami padło około 300 tysięcy osób żydowskiego pochodzenia [1], przytoczone w filmie dane mówią nawet o 380 tysiącach zamordowanych. Widz jest stopniowo zaznajamiany z kulisami tej zbrodni.

W postaci Mariany ujawnia się niezgoda na czarno-białą wizję historii, zgodnie z którą sztuka narodowa może opowiadać tylko o heroicznych czynach lub krwawych ofiarach ponoszonych przez społeczeństwo.

Mikołaj Góralik

Osią filmu jest fikcyjna historia reżyserki teatralnej Mariany (Ioana Iacob), która przygotowuje wielką rekonstrukcję odeskich wydarzeń. Dzięki żywej lekcji historii autorka usiłuje wzniecić publiczną dyskusję i podnieść świadomość na temat przeszłości wśród lokalnej społeczności. Mariana to oczytana intelektualistka, bezkompromisowo sprzeciwiająca się jakimkolwiek formom obyczajowej cenzury. W postaci tej ujawnia się niezgoda na czarno-białą wizję historii, zgodnie z którą sztuka narodowa może opowiadać tylko o heroicznych czynach lub krwawych ofiarach ponoszonych przez społeczeństwo. Przypominając, że Rumunii byli także oprawcami, Mariana walczy o swój artystyczny głos, ale także trochę prowokuje. Jej sztuka, finansowana z publicznych pieniędzy, ma stać się częścią programu oficjalnych obchodów. Gdy dochodzi do premiery, Jude filmuje nie tylko fragmenty inscenizacji, ale odwraca kamerę także na twarz Mariany, przyglądającej się reakcjom publiczności. Czy sztuka posiada moc kształtowania opinii, czy może jedynie rozsierdzić już przekonanych do swojej racji przypadkowych gapiów? Jude pozostaje w tej kwestii sceptyczny.

materiały prasowe dystrybutora Aurora Films

Obawy przed powtórką z historii

W dziele Radu Judego łatwo można dostrzec paralelę ze współczesnością, rumuński obraz znakomicie wpisuje się w nurt filmów stanowiących komentarz dla wzrastającej w Europie fali nacjonalizmu. Stawiane przez reżysera pytania, zogniskowane wokół rumuńskiej historii, dotyczą uniwersalnych kwestii, z którymi boryka się każdy naród. Czy zbiorowa pamięć o kluczowych wydarzeniach sprowadza się do konwencji ustalanej przez rządzących? W jaki sposób dotarcie do obiektywnych relacji deformuje polityka historyczna? Jude powoli rozwija narrację, w długich scenach pozwalając wybrzmieć wszystkim argumentom. Mariana prowadzi filozoficzne dysputy nad sensem rozliczeń i przywracaniem pamięci zarówno w sytuacjach intymnych, ze swoim kochankiem, jak i w pracy zawodowej – ze sztabem filmowym oraz doglądającym wszystkiego lokalnym urzędnikiem Movilą. W trwających nieraz po kilka minut ujęciach bohaterka odczytuje na głos obszerne fragmenty tekstów Isaaka Babela czy Hanny Arendt. Liczne intertekstualne nawiązania do tekstów filmowych i literackich przemycane są w dialogach lub niekiedy tylko w postaci wizualnego cytatu – na przykład, gdy w kadrze pojawia się okładka anglojęzycznego wydania książki „My z Jedwabnego” Anny Bikont.

Stawiane przez reżysera pytania, zogniskowane wokół rumuńskiej historii, dotyczą uniwersalnych kwestii, z którymi boryka się każdy naród. Czy zbiorowa pamięć o kluczowych wydarzeniach sprowadza się do konwencji ustalanej przez rządzących?

Mikołaj Góralik

Judego nie interesuje płynne rozwijanie akcji, lecz przeprowadzenie wnikliwego wykładu. W trwającym 140 minut filmie taka strategia autorska może wydawać się momentami zbyt nużąca, dlatego reżyser wprowadza także elementy humorystyczne, pokazując umowność wszelkiego rodzaju wojennych inscenizacji. Kiepskie umiejętności aktorskie zatrudnionych ochotników, mogą podważyć wiarygodność przekazu. Jude sam nie zdecydował się na dokumentalną rekonstrukcję wydarzeń z 1941 roku, ustami głównej protagonistki przekonując, że nie wierzy w taki rodzaj realizmu w kinie. Zamiast tego z satyrycznym zacięciem przygląda się przygotowaniom do spektaklu i niemocy Mariany w przekonaniu konserwatywnych członków ekipy do swojej autorskiej wizji, odbieranej jako niepotrzebny artystyczny performance. Efektem tego autotematycznego zabiegu, nie jest w tym przypadku jednak wprowadzenie typowej figury cierpiącego na niemoc twórczą reżysera, za pomocą której autorzy filmowi opowiadają o swoich kryzysach i zawodowym wypaleniu. Jeśli interpretować postać Mariany jako alter ego rumuńskiego reżysera, przedstawia ona raczej obawy przed zatarciem zbiorowej pamięci. Bez niej, jak zdaje się sugerować Jude, możemy łatwo ulec manipulacji. Krzyki ofiar, pozbawione obrazu, jawią się Marianie tylko niczym kiepski efekt dźwiękowy z kina klasy B. Jak już wielokrotnie pokazała historia, jako zbiorowość z minionych wydarzeń nie potrafimy wyciągać odpowiednich wniosków. Rolą artystów jest jednak wskazywać na te niepokojące zależności.

 

Przypis:

[1] Timothy Snyder, „Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem”, Świat Książki, Warszawa 2011, s. 243.

 

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Trwa jesienna zbiórka na działalność Kultury Liberalnej.

Czego potrzebujemy?

Co dostajesz w zamian?

  • 52 numery tygodnika rocznie, publiczne wydarzenia, najważniejsze książki o wolności i demokracji.
  • Silny, wrażliwy, demokratyczny głos w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
  • NOWOŚĆ: Comiesięczna informacja o naszej działalności, dodatkowe materiały i zdjęcia.
  • NOWOŚĆ: Jeśli Twoja darowizna wyniesie co najmniej 200 PLN miesięcznie, otrzymasz w prezencie książki i specjalne wejściówki na wydarzenia.
SKOMENTUJ

Nr 558

(38/2019)
17 września 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj