Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Sawczuk w poniedziałek]...

[Sawczuk w poniedziałek] PiS chce zmusić sędziów, by nie przestrzegali prawa

Tomasz Sawczuk

Premier Mateusz Morawiecki zasugerował w rozmowie z „Die Welt”, że Polska nie uzna wyroków TSUE oraz SN w sprawie PiS-owskich zmian w sądownictwie. Tymczasem w Warszawie w obronie praworządności protestowali sędziowie z całej Europy.

„Gazeta Wyborcza” opisała ostatnio kolejną alarmującą historię, która ujawnia naciski obozu rządzącego na wymiar sprawiedliwości. Sędzia Andrzej Żuk z Jeleniej Góry wysłał do Sądu Najwyższego pytanie w sprawie interpretacji polskiego prawa w związku z wątpliwościami co do statusu obecnej Krajowej Rady Sądownictwa, które wynikają ze wspomnianego wyroku TSUE, a także ze związanego z nim wyroku polskiego Sądu Najwyższego.

Niewiele później zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Przemysław Radzik postanowił o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego Żuka. „Gazeta Wyborcza” przypomina, że to już trzeci taki przypadek w ostatnim czasie, a podobne postępowania dyscyplinarne zostały wszczęte wobec sędziów w Katowicach i Krakowie.

Co to oznacza? Wygląda na to, że Radzik w praktyce wymaga od sędziego, żeby zignorował niewygodne wyroki TSUE oraz SN – działania rzecznika dyscyplinarnego mają zatem wymusić na sędziach, aby orzekali tak, jak chce partia rządząca.

O tym, że rząd zamierza zignorować wyrok TSUE powiedział wprost premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z „Die Welt” (polska wersja – tutaj). Jak stwierdził Morawiecki, „tamtejsi sędziowie zajmują się tym tematem tylko powierzchownie”. Odnosząc się do wyroku SN w sprawie Izby Dyscyplinarnej oraz KRS, Morawiecki powiedział: „Nie możemy w ten sposób zaakceptować tego wyroku, ponieważ reforma nominacji sędziów jest kluczowa dla obiecanych usprawnień”. Morawiecki nie mówi prawdy, ponieważ zmiany w KRS nie wiązały się z żadnymi usprawnieniami dla sądownictwa – zwiększały tylko władzę partii rządzącej.

Wypowiedź premiera jest nie tylko skandaliczna, ale i nieodpowiedzialna. Jak stwierdził ostatnio podczas debaty na Uniwersytecie Warszawskim prezes TSUE Koen Lenaerts, „nie można być członkiem Unii Europejskiej, jeżeli nie ma się niezależnych, bezstronnych sądów, które działają w zgodzie z zasadami uczciwego procesu i uznają prawo UE”.

Jak na ironię, słowa Morawieckiego oraz postępowanie rzecznika dyscyplinarnego wzmacniają tylko argument, zgodnie z którym instytucje ustanowione przez PiS nie dają gwarancji niezależności władzy sądowniczej. Także nowa KRS nie występuje przecież w obronie niezależności sądownictwa – trudno zresztą stwierdzić, jaki jest obecnie jej ustrojowy sens. Gdyby skończyć z tym teatrzykiem, odpowiednie decyzje mogłoby wydać Ministerstwo Sprawiedliwości.

W tym kontekście warto docenić postawę sędziów, którzy wzięli udział w sobotnim „Marszu Tysiąca Tóg” w Warszawie, będącym wyrazem sprzeciwu wobec ustawy kagańcowej, nad którą trwają obecnie prace w parlamencie. Po pierwsze, wystąpili w interesie polskiego państwa. Po drugie, wykazali odwagę, ponieważ narażają się na realne konsekwencje dyscyplinarne. Stowarzyszenie Sędziów Polskich „IUSTITIA” podało, że w akcie solidarności udział w marszu wzięli przedstawiciele sędziów z 22 krajów UE. Ten wyraz solidarności europejskich sędziów to znaczący sukces Polski.

Oczywiście, marsz spotkał się z krytycznymi głosami ze strony obozu władzy. Partia rządząca nie może dziś jednak powiedzieć, że sędziowie krytykujący zmiany w sądownictwie bronią własnych przywilejów, ponieważ właśnie ukręciła na nich bat – to nie protestujący sędziowie, lecz posłuszni wykonawcy poleceń partii rządzącej, dostaną za obecnej władzy awanse i nagrody.

W sprawie sytuacji w wymiarze sprawiedliwości nie brakuje i innych zdumiewających głosów. Jeszcze przed marszem zadziwiający pogląd w tej sprawie wyraził Jan Rokita. Były polityk stwierdził, że państwo polskie „stanęło wobec faktycznego aktu konfederacji sędziowskiej”. Pomijając naciągane analogie historyczne, trudno zrozumieć, dlaczego Rokita pisze w taki sposób, jakby władza sądownicza nie była częścią państwa.

W praktyce sytuacja jest dramatyczna i skomplikowana. Jest dramatyczna, ponieważ Lenaerts ma rację – trudno być członkiem UE, kiedy odmawia się przestrzegania prawa UE. Do tego PiS trwa w głupim uporze i nie chce cofnąć się ani o krok. To przybliża ustrój naszego państwa do autorytaryzmu. Niezależnie od tego, co myślą zwolennicy PiS-u oraz Jan Rokita, trudno inaczej nazwać ustrój, w którym partia rządząca bezprawnie i systemowo zmusza sędziów do wydawania wyroków określonej treści.

Sprawa jest zaś skomplikowana z kilku powodów. Po pierwsze, nie widać obecnie realistycznej drogi wyjścia z kryzysu – innej niż wyborcze zwycięstwo opozycji. Zachowanie PiS-u w sprawie sądów jest coraz bardziej kuriozalne – nie było dotąd realnych reform wymiaru sprawiedliwości, a tylko wzmacnianie władzy partii nad sądami. A mimo to żaden z posłów rządzącej koalicji nie powiedział „stop”. Jarosław Gowin chciał pójść na okrągły stół w sprawie wymiaru sprawiedliwości, który zorganizowano w Sejmie, ale najwyraźniej został spacyfikowany przez Jarosława Kaczyńskiego, ponieważ w ostatniej chwili odwołał swoją wizytę.

Po drugie, nie warto nadmiernie romantyzować postawy środowiska prawniczego. W komentarzach na temat marszu podkreślano, że prawnicy wystąpili w togach, co miało szczególne znaczenie. Można było przeczytać o tym, że toga to dla prawnika świętość, symbolizująca najwyższe wartości. Nie wiem, czy tego rodzaju postawienie sprawy sprzyja protestowi. W mediach nie brakuje przecież historii, które pokazują, że środowiska prawnicze wciąż muszą mierzyć się z patologiami, a często także z arogancją swoich przedstawicieli. Dzisiaj potrzebujemy solidarności z przedstawicielami trzeciej władzy, ponieważ jest to w interesie Polski. Jeśli jednak protest ma zyskać szersze poparcie, trzeba wiarygodnie przypominać o tym, że obrona praworządności nie oznacza tolerancji dla jakichkolwiek nieprawidłowości w wymiarze sprawiedliwości.

Wreszcie, trudno wyobrazić sobie, że Polska zostanie tak po prostu wyrzucona z UE – że nastąpi „wypierpol”, jak sugerował Donald Tusk. Warto pamiętać o tym, że partia Viktora Orbána wciąż nie została nawet wyrzucona z Europejskiej Partii Ludowej, którą kieruje obecnie właśnie Tusk. To prawda, że prawo nie lubi bałaganu, ale porządki prawny i polityczny to dwa różne porządki.

 

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Prawo i Sprawiedliwość. 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 574

(1/2020)
13 stycznia 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj