Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > O psie, który...

O psie, który porzucił swego pana. A przynajmniej tak mu się wydawało. Recenzja książki „Ptyś” [KL dzieciom]

Agnieszka Doberschuetz

„Ptyś” to urocza książeczka z sympatycznymi ilustracjami i lekkim, miejscami żartobliwym tekstem o komunie założonej przez porzucone psy. A mimo to lektura doprowadziła mnie do łez. I to nie raz.

Dlaczego niepozorny „Ptyś”, naprawdę ładna książeczka pisarki i ilustratorki Clair Lebourg, taka do „połknięcia” na raz, aż tak mocno mnie poruszyła? Sama musiałam się nad tym głębiej zastanowić – czy to przez najpiękniej patrzące na mnie oczy mojego psa, leżącego obok i spokojnie pochrapującego w poczuciu bezpieczeństwa i szczęścia? Pewnie trochę tak. Na pewno też łatwiej mi dziś o wzruszenia po kilku tygodniach izolacji i bombardowania niespójnymi komunikatami rodem z Apokalipsy… Może też wspomnienie „Lolka” – historii psa, który uciekł od ludzi-oprawców do domu Adama Wajraka. Ale czułam, że ta opowieść ma jeszcze głębsze przesłanie. I już wiem, jakie – poczytałam na psiarskich portalach, na stronach behawiorystów, aż trafiłam na witryny socjologiczne – taki pies ma syndrom dziecka porzuconego, przeżywa dokładnie tak samo!

Tak jak tytułowy Ptyś, chyba kundelek, ale uroczy, puchaty przytulas. Zakochany w swoim panu, który zabrał go na wakacje. Ale podczas postoju na parkingu niemądry pies dał się zwieść kuszącym zapachom śmietników. Ani się obejrzał i nagle został sam. Dramat – Ptyś zgubił swojego pana!!! Jak mógł być tak nierozważny, samolubny, zostawić go przy aucie i oddawać się rozrywce węszenia… Biedny pan… Pewnie go szuka, płacze za nim, na wakacje musiał pojechać sam… Takie myśli kołaczą się w głowie psa – obwinia siebie, że nie dopilnował właściciela! Odwrotny scenariusz – że to pan pozbył się jego (i to z premedytacją) absolutnie nie wchodzi w grę. Ptyś całą winę bierze na siebie, pana wybiela, usprawiedliwia.

No i pełen nadziei go szuka – biegnie kilometrami za pociągiem, którym pan miał odjechać na wakacje, aż wreszcie wyczerpany spotyka inne psy. One wiedzą, co czuje Ptyś – przeszły kiedyś przez to samo piekło. Rozumieją się bez słów i wyciągają do biedaka pomocną łapę. Smutny pies trafia na swoisty squat, w którym urządziły się samotne zwierzęta domowe. I to jak! Mają osobne, umeblowane pokoje, wygodne łóżka, wspólną kuchnię i jadalnię. Przyjaźnią się, troszczą o siebie i wspierają. Tworzą pełną ciepła i zrozumienia rodzinę zastępczą.

Mimo serdecznego przyjęcia Ptyś cierpi. Przechodzi typowe etapy żałoby – wyparcie, złudną nadzieję na szczęśliwy zwrot sytuacji, chorobę po części wywołaną przez tęsknotę, a po trochu przez regularne wycieczki na peron, z którego odjechał ukochany pan. Wreszcie przeszłość zaczyna się nieco zacierać, Ptyś dostrzega coraz więcej pozytywów nowego życia wśród przyjaciół. Przełomem staje się moment, w którym odwracają się niedawne role psa-ofiary i psów-ratowników: Ptyś znajduje porzuconą suczkę. W okamgnieniu wie, co robić. Ma nową misję, nowy sens życia, tym razem on pomaga komuś, kogo aż nazbyt dobrze rozumie.

Czy Ptyś kiedykolwiek zapomni swojego pana? Nigdy. Czy mu wybaczy? Nie, bo przecież nie ma żalu. Być może wreszcie uwierzy, że to nie była wina jego, Ptysia. Że takie okrutne historie się zdarzają – ludziom, nie psom. Pies kocha i pozostaje wierny na zawsze. Bezwarunkowo. A porzucony, cierpi jak człowiek, który traci bliską osobę, przyjaciela, członka rodziny.

Mam ogromną nadzieję, że informacje o rzekomym porzucaniu zwierząt w obawie przez zarażeniem się od nich koronawirusem (bo takie swego czasu pojawiały się w mediach) były fake newsami. Że ludzie nie są aż tak okrutni, by pozbywać się swoich czworonożnych domowników. Równie mocno trzymam kciuki za utrzymanie się spadkowych statystyk w polskich schroniskach – od czasu wybuchu pandemii trafia do nich mniej psów i kotów. Ale najbardziej życzę wszystkim, żeby po powrocie do normalności pamiętali o zbawiennej roli psa, dzięki któremu niczym wybrańcy mogli wychodzić na spacery w czasie kwarantanny. W nowojorskich schroniskach podobno zabrakło psów do adopcji. To wspaniale – pod warunkiem, że nie wrócą one do klatek po wygaśnięciu pandemii. Jeśli znacie kogoś, komu taka niecna myśl mogłaby przyjść do głowy, sprezentujcie mu „Ptysia”. Jeżeli ma serce i sumienie, inaczej spojrzy po tej lekturze na czującego, kochającego, oddanego przyjaciela.

 

Książka:

Clair Lebourg, „Ptyś”, przeł. Sylwia Sawicka, wyd. Polarny Lis, Warszawa 2020.

 

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.

 

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 588

(17/2020)
14 kwietnia 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj