Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Poza granicą prywatności....

Poza granicą prywatności. Recenzja filmu „Obrazy bez autora” Floriana Henckela von Donnersmarcka

Magdalena Saryusz-Wolska

„Obrazy bez autora” to opowieść o artyście tworzącym w III Rzeszy, NRD i RFN. Nie o pracę w różnych systemach politycznych tu jednak chodzi, lecz o intymne szczegóły z życia znanej postaci współczesnej sztuki.

Florian Henckel von Donnersmarck, reprezentant jednego z najstarszych europejskich rodów arystokratycznych, znany jest jako reżyser kasowego i nagrodzonego Oscarem „Życia na podsłuchu” [2006] oraz „Turysty” [2010] – hollywoodzkiej produkcji z Angeliną Jolie i Johnnym Deppem, która okazała się artystycznym fiaskiem. Jego trzeci pełnometrażowy film „Obrazy bez autora” [2018] można od tego tygodnia – z prawie dwuletnim opóźnieniem – oglądać w Polsce. Mimo że również nominowany był do Oscara w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego oraz za zdjęcia Caleba Deschanela, daleko mu do debiutu von Donnersmarcka sprzed czternastu lat. Ciekawa jest jednak historia, która stoi za produkcją „Obrazów bez autora”.

07_BetaCinema_Work_Without_Author_copyright__2018_BUENA_VISTA_INTERNATIONAL_Pergamon_Film_Wiedemann_Berg_Film

Dwa w jednym

Główny bohater nazywa się Kurt Barnert, ale film jest biografią jednego z najbardziej znanych malarzy współczesnych: Gerharda Richtera. Wszystko się zgadza: dzieciństwo w Saksonii, wykształcenie w Dreźnie, ucieczka na Zachód tuż przed budową muru berlińskiego, studia w Akademii Sztuk Pięknych w Düsseldorfie. Na pierwszej wystawie Kurta, która zamyka film, widzimy znane obrazy Richtera: wielkoformatowe, ale pozbawione ostrości reprodukcje prywatnych fotografii.

Konfrontacja z wcielonym złem, spojrzenie mu w oczy, pomaga artyście odnaleźć własny język w sztuce. Emocje związane z przeszłością teścia, cały czas obecnego w życiu Kurta, pozwalają mu przełamać kryzys twórczy.

Magdalena Saryusz-Wolska

Twórczość artysty jest jednak wątkiem niejako pobocznym. Na pierwszym planie stoi jego życie prywatne: choroba psychiczna ciotki, która została przez nazistów przymusowo wysterylizowana i poddana eutanazji, samobójstwo ojca, małżeństwo z Ellie – jak się później okazuje, córką SS-mana, który nadzorował sterylizację ukochanej ciotki. Diaboliczny teść potrafi zrobić karierę w każdym systemie: w III Rzeszy leczy żony Göringa i Goebbelsa, w NRD kieruje dużą kliniką i odbiera ważne odznaczenia, po wyjeździe do RFN jest cenionym konsultantem w swojej dziedzinie. Konfrontacja z wcielonym złem, spojrzenie mu w oczy, pomaga artyście odnaleźć własny język w sztuce. Emocje związane z przeszłością teścia, cały czas obecnego w życiu Kurta, pozwalają mu przełamać kryzys twórczy.

Film trwa ponad trzy godziny i w istocie zawiera materiał na dwa filmy – jeden o rozwoju twórczym artysty, a drugi o ciągłości karier nazistowskich dygnitarzy. Wszystko się wprawdzie zgrabnie przeplata, ale trudno nie odnieść wrażenia, że von Donnersmarck nie mógł się zdecydować, z którego wątku zrezygnować. Ta niekonsekwencja cechuje też środki formalne. Długie ujęcia, które pokazują nam świat widziany oczami bohatera: saksońskie landszafty czy zbliżenia na nagą kobiecą pierś, spotykają się z banalną symboliką, która ma objaśnić zawiłości niemieckiej historii: zbliżenia na trupią czaszkę na mundurze SS, stopy bohaterów przekraczających niemiecko-niemiecką granicę czy płonące plakaty wyborcze dwóch największych zachodnioniemieckich partii w latach 60. W takich momentach von Donnersmarck przekracza granicę kiczu.

Między fikcją a rzeczywistością

Recenzje „Obrazów bez autora” w Niemczech i Stanach Zjednoczonych były chłodne, ale kwestie scenariuszowe czy estetyczne zeszły na dalszy plan dyskusji, gdy okazało się, że Gerhard Richter nie chce nawet zobaczyć filmu. Von Donnersmack tymczasem zapewniał, że miał od malarza zgodę, by wykorzystać szczegóły z jego życia prywatnego. Sprawa była o tyle zawiła, że w 2005 roku ukazała się biografia artysty autorstwa Jürgena Schreibera, który opowiedział historię ciotki poddanej eutanazji oraz teścia, współodpowiedzialnego za ten proceder. Także w tym wypadku Richter skrytykował autora, mimo że sam najpierw podzielił się z nim wspomnieniami.

08_BetaCinema_Work_Without_Author_copyright__2018_BUENA_VISTA_INTERNATIONAL_Pergamon_Film_Wiedemann_Berg_Film

Sprawę postanowiła prześwietlić Dana Goodyear z „New Yorkera”. Von Donnersmarck twierdzi, że Gerhard Richter długo i ze szczegółami opowiadał mu o swoim życiu, wiedząc, że reżyser pracuje nad scenariuszem. Podobno miał nawet zaproponować, że namaluje obrazy specjalnie do filmu, ale von Donnersmarck obawiał się problemów z terminami i kosztami – dzieła Richtera należą do najdroższych na międzynarodowym rynku sztuki współczesnej. Malarz z kolei napisał w liście do Goodyear, że nigdy nie wyrażał zgody na film o sobie, ale proponował, by opowiedzieć o życiu innego artysty: pisarza lub muzyka, bo związki sztuki i historii Niemiec można pokazać na dowolnym przykładzie. Taki zabieg von Donnersmarck już raz zastosował w „Życiu na podsłuchu”, które inspirowane było biografią enerdowskiego barda, Wolfa Biermanna, w scenariuszu zamienionego na literata. Najnowszy film nie pozostawia natomiast żadnych wątpliwości co do tożsamości bohatera. Richter nazwał więc film nadużyciem, ale nie podjął żadnych działań prawnych przeciw twórcom. Case closed – pisze Goodyear.

Długie ujęcia, które pokazują nam świat widziany oczami bohatera: saksońskie landszafty czy zbliżenia na nagą kobiecą pierś, spotykają się z banalną symboliką, która ma objaśnić zawiłości niemieckiej historii. W takich momentach von Donnersmarck przekracza granicę kiczu.

Magdalena Saryusz-Wolska

Sprawa wywołała duże dyskusje po obu stronach Oceanu. Krytycy spierali się na temat etyki sztuki i prawa osób publicznych do własnych biografii, stając przeważnie po stronie Richtera. Przedmiotem ich zarzutów wobec von Donnersmarcka była przede wszystkim dosłowność, z jaką film traktuje życiorys malarza. Mimo że producenci „Obrazów bez autora” wyszli z całej historii z umiarkowanym zyskiem, to reżyser stracił wśród krytyków reputację, którą wypracował „Życiem na podsłuchu”. Słowo stało przeciwko słowu, a Richter i von Donnersmarck zostali przy swoich wersjach. Do konfrontacji nie doszło, gdyż malarz odmawiał dalszych komentarzy, twierdząc, że sprawa jest dla niego zbyt bolesna. Trudno powiedzieć, czy Richter, rozmawiając z von Donnersmarckiem o przyszłym filmie, wykazał się naiwnością czy raczej próżnością. Wygląda jednak na to, że naprzeciw siebie stanęło dwóch artystów z dużym ego. I być może byłby to lepszy materiał na film.

Trailer:

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 596

(26/2020)
9 czerwca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj