Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Rasizm to choroba...

Rasizm to choroba amerykańskiej demokracji

Ewa Nosarzewska

Patrząc na historię Stanów Zjednoczonych, stosunek państwa do społeczności czarnych Amerykanów można podsumować prostym hasłem: z plantacji na margines.

Opowieść pełna oszustw i przemocy

Historia instytucjonalnego rasizmu wobec czarnych w Stanach Zjednoczonych ma swój określony początek.

Po pierwsze, jest nim sierpień 1619 roku, kiedy do wybrzeży Wirginii przybił statek z pierwszym „żywym ładunkiem” z Afryki. W ten sposób powstała instytucja czarnego niewolnictwa, która przez następne 250 lat przynosiła niebagatelne zyski, najpierw koloniom, a następnie nowopowstałej amerykańskiej republice.

Po drugie, ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych, tworząc swoją demokrację, uznali, że – mimo chęci zerwania z przeszłością i dawnym ustrojem – należy utrzymać niewolnictwo. Była to pragmatyczna decyzja, równoznaczna z wykluczeniem czarnej ludności z obywatelskiej wspólnoty. Deklaracja Niepodległości z 1776 roku stwierdzała, że „wszyscy ludzie zostali stworzeni równi i wyposażeni przez swojego Stwórcę w pewne niezbywalne prawa”, nie dotyczyło to niestety osób o innym niż biały kolor skóry. Do roku 1865 – abolicji i końca wojny secesyjnej – praca przymusowa czarnych była podstawą gospodarki kraju i jego pozycji na świecie. Trzynasta poprawka do konstytucji, znosząca niewolnictwo, była wstrząsem politycznym i przełomem dla czarnej społeczności, wzmocnionym przez kolejne zmiany w amerykańskiej ustawie zasadniczej (przyznanie obywatelstwa wszystkim, niezależnie od koloru skóry, oraz zagwarantowanie im prawa wyborczego).

Zjawisko systemowego rasizmu stało się substytutem niewolnictwa. Przez dekady supremacja białych była racją stanu dla wielu polityków z Południa, a rząd federalny wykazywał się daleko idącą obojętnością wobec przemocy.

Ewa Nosarzewska

Jednak prawa były odległe od praktyki społecznej. Zjawisko systemowego rasizmu stało się substytutem niewolnictwa, a sytuacja wyzwolonych nie poprawiła się znacząco. Przez kolejne dekady supremacja białych była racją stanu dla wielu polityków z Południa, natomiast rząd federalny wykazywał się daleko idącą obojętnością wobec przemocy. Jej dowodem stało się wprowadzanie lokalnych „murzyńskich praw” [ang. Jim Crow laws] po wojnie secesyjnej, na mocy których południowe stany systematycznie ograniczały nowo nabyte prawa Afroamerykanów oraz wprowadzały segregację rasową. Z kolei władze centralne nie przeciwstawiły się tym dążeniom, czego wyrazem był wyrok Sądu Najwyższego w sprawie Plessy vs. Ferguson z 1896 roku, sankcjonujący zasadę „oddzieleni, lecz równi” [ang. separate but equal]. W zamyśle doktryna oddzielenia ras w dostępie do obiektów, dóbr i usług była sposobem na zachowanie pokoju – z dzisiejszej perspektywy należy ją jednak uznać za szczyt politycznej hipokryzji, była bowiem formalnym wybiegiem negującym prawa zagwarantowane w konstytucji i aprobatą nienawiści.

Aut. GoToVan, Flickr

Przesileniem w stosunkach rasowych w Stanach Zjednoczonych było zabójstwo 14-letniego Emmetta Tilla w latach 50. XX wieku. Czarny chłopak z Chicago, który pojechał w odwiedziny do bliskich na wieś w Missisipi, popełnił faux pas wobec białej kobiety, w nieelegancki sposób zaczepiając ją w sklepie – i został zlinczowany. Biali mężczyźni dokonali brutalnego mordu i uniknęli kary, jednak matka chłopca zdecydowała się pokazać światu jego zdeformowane przez przemoc ciało. Wydarzenie stało się symbolem, a pokazane w mediach śmierć i jawna niesprawiedliwość obudziły świadomość problemu i zwróciły uwagę opinii publicznej.

Problemów ciąg dalszy

Koniec segregacji oraz instytucjonalnego rasizmu miał przyjść wraz z działalnością ruchu praw obywatelskich, którą ukoronowało wprowadzenie serii ustaw równościowych z 1957, 1960, 1964 i 1968 roku oraz ustawy o prawie do głosowania w 1965. Wieloletnia skuteczna walka o prawa obywatelskie była dowodem niezaprzeczalnego postępu w kwestii równouprawnienia. Jednak osiągnięte wówczas sukcesy były tylko częściowe i nie zagwarantowały dyskryminowanym grupom równości oraz bezpieczeństwa w sferze publicznej.

W czarnych społecznościach nadal toczą się spory związane ze stosowaniem pokojowych bądź bardziej radykalnych metod prowadzenia walki o godność – nie zakończyły się wraz mordami politycznymi na Martinie Lutherze Kingu oraz Malcolmie X, ikonach reprezentujących oba nurty, ani wyborem Baracka Obamy na prezydenta. Wręcz przeciwnie, dyskusja na temat strategii społecznego oporu odżywa w ostatnich latach, przy okazji protestów po kolejnych zabójstwach czarnych mężczyzn, nastolatków i kobiet: Michaela Browna w Ferguson, Erica Garnera w Nowym Jorku, Trayvona Martina czy ostatnio Ahmouda Arbery’ego, George’a Floyda i Breonny Taylor. A są to tylko najgłośniejsze przypadki.

Instytucjonalny rasizm w Stanach Zjednoczonych dotyczy dziś nie tylko czarnych, ale w coraz większym stopniu również latynosów.

Ewa Nosarzewska

Także bez odpowiedzi pozostaje pytanie o to, jak pogodzić politykę opartą na dumie z tożsamości z budowaniem wspólnoty wartości i skutecznym działaniem. A warto dodać, że aż 74 procent badanych czarnych Amerykanów uważa swój kolor skóry za bardzo ważną część tożsamości (przy 15 procent wśród białych i 59 wśród latynosów).

Z plantacji do… placówki penitencjarnej

Pod koniec lat 60., wobec oczywistych zwycięstw ruchu praw obywatelskich oraz zmiany klimatu politycznego w Stanach Zjednoczonych, walka o równouprawnienie rasowe w oczach opinii publicznej zeszła na dalszy plan. Uwagę przyciągały nowe protesty społeczne: związane z kontrkulturą studencką, emancypacją społeczności LGBT, ruchem feministycznym czy powstaniem latynoskich rolniczych związków zawodowych w Kalifornii.

Były to niespokojne czasy – nie tylko obywatelskiego buntu, ale i zmiany priorytetów w samym Waszyngtonie. Wojna w Wietnamie eskalowała, a administracja Richarda Nixona, prócz zwykłej działalności, wywoływała głośne afery przykuwające uwagę opinii publicznej (takie jak Pentagon Papers i Watergate). Podejmowała także kontrowersyjne inicjatywy, tak w polityce zagranicznej, jak i wewnętrznej, pod hasłem bardzo szeroko rozumianej „wojny z narkotykami”.

Ta ostatnia strategia stała się niestety jednym z fundamentów dzisiejszej złej sytuacji czarnej społeczności w Stanach Zjednoczonych. Administracja Nixona – i kolejne – używały owej „wojny” z używkami jako pretekstu do atakowania grup, które rząd uznał za niebezpieczne. W samych Stanach długotrwałym skutkiem tych działań okazała się przede wszystkim gigantyczna liczba czarnych mężczyzn zamykanych w więzieniach, z wyrokami zazwyczaj nieadekwatnymi do popełnionych czynów. Choć w ostatnich latach sytuacja się poprawia, nadal nieproporcjonalnie wielu czarnoskórych mężczyzn trafia do zakładów karnych i są oni niezwykle narażeni są na brutalność policji. Kolejnymi ofiarami nadaktywnego wymiaru sprawiedliwości jest cała stygmatyzowana społeczność osób kolorowych, a ostatecznie – zepsuty przez tę „wojnę” wymiar sprawiedliwości oraz system penitencjarny w Stanach Zjednoczonych.

Przyszłość rasizmu

Mimo sukcesów ruchu praw człowieka z lat 60., instytucjonalny rasizm w Stanach Zjednoczonych nie dobiegł końca. A dziś dotyczy nie tylko czarnoskórych, ale w coraz większym stopniu również latynosów. Ze względu na zmiany demograficzne w społeczeństwie amerykańskim (starzenie się białej części społeczeństwa, imigracja z Ameryki Łacińskiej i Południowej), problem będzie się tylko nasilać. Wedle prognoz, około 2045 roku białych mieszkańców USA będzie mniej niż nie-białych, a niemal jedną czwartą wszystkich Amerykanów będą stanowić właśnie latynosi (dziś to 18 procent, 60 milionów osób). Jeśli w ciągu najbliższych dekad władze stanowe i federalne nie wprowadzą niezbędnych zmian, może dojść sytuacji, w której większość amerykańskiego społeczeństwa będzie dotknięta skutkami rasizmu i dyskryminacji, wynikającymi ze sposobu funkcjonowania instytucji publicznych.

Przyszłość nie-białych obywateli Stanów Zjednoczonych nie wygląda dobrze z liderem takim jak Donald Trump, który z rasizmu i dyskursu nawiązującego do idei supremacji białych uczynił swój polityczny oręż.

Ewa Nosarzewska

Jakie są konsekwencje systemowego rasizmu dla wspólnoty? Nieco danych. Jeśli chodzi o nierówności dochodowe:

mediana dochodów czarnych gospodarstw domowych wynosi zaledwie 61 procent dochodów białych gospodarstw domowych – i od lat 70. XX wieku zwiększyła się jedynie nieznacznie, o 5 procent.

– w 2019 roku, 32 procent badanych, bez względu na kolor skóry, wskazało dyskryminację wobec mniejszości rasowych oraz etnicznych jako „bardzo znaczący czynnik generujący nierówności ekonomiczne”.

W innym badaniu, dotyczącym znaczenia rasy w Ameryce:

– 63 procent badanych stwierdziło, że spuścizna po niewolnictwie nadal wpływa na pozycję czarnych w amerykańskim społeczeństwie (58 procent wśród białych respondentów; 84 wśród czarnych).

– 55 procent białych ankietowanych uważa, że czarny kolor skóry przeszkadza w osiągnięciu sukcesu (w stosunku do 68 procent czarnych badanych).

– 58 procent respondentów uważa, że stan relacji rasowych w społeczeństwie jest zły, 17 procent wszystkich respondentów stwierdziło, że się polepszają, a 69 procent stwierdza, że stają się one coraz gorsze.

Czarnoskórzy Amerykanie stanowią obecnie 13 procent populacji i póki co to na nich skupia się uwaga – jako na tych, których przede wszystkim dotyka instytucjonalny rasizm. Jednak w najbliższych dekadach to liczebność społeczności latynoskiej będzie rosnąć i coraz bardziej wpływać na nastroje w społeczeństwie amerykańskim. Warto więc śledzić badania dotyczące także latynoskiej części amerykańskiego społeczeństwa, a zwłaszcza ludzi młodych, którzy w tym roku kończą 18 lat, ponieważ w tej grupie wiekowej biali już w tym roku staną się w USA mniejszością. A w badaniach sytuacja oraz opinie latynosów wyglądają tylko nieco lepiej niż wśród Afroamerykanów.

Na dodatek przyszłość nie-białych obywateli Stanów Zjednoczonych nie wygląda dobrze z liderem takim jak Donald Trump. Nie bez powodu został on nazywany przez eseistę Ta-Nehisiego Coatesa „pierwszym prawdziwie białym prezydentem”, bowiem jako pierwszy z prezydentów tak otwarcie i cynicznie z rasizmu i dyskursu nawiązującego do idei supremacji białych uczynił swój polityczny oręż. Wszelkie konsekwencje jego prezydentury widzieliśmy jasno przy okazji protestów po śmierci George’a Floyda – Trump nie zmierza do uspokojenia i uzdrowienia sytuacji, lecz celowo podburza społeczeństwo swoimi kolejnymi wystąpieniami. Długa historia przemocy rasowej niestety wciąż nie może znaleźć swojego końca.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 596

(26/2020)
9 czerwca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj