Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Czytając > O tym, co...

O tym, co Michalina odkryła po drugiej stronie snu. Recenzja książki „Oczy Michaliny” [KL dzieciom]

Anna Mik

Najnowsza powieść Marcina Szczygielskiego, czołowego twórcy literatury dziecięcej w Polsce, wpisuje się we współczesne trendy kultury popularnej. We współczesnych opowieściach o przygodach dziewczynek te ostatnie niekoniecznie dbają o swoje złote włosy.

Marcin Szczygielski uchodzi dziś za czołowego twórcę literatury dziecięcej w Polsce. Rok po roku zdobywa prestiżowe nagrody lub nominacje. W 2019 otrzymał Nagrodę Specjalną „Dziecko jest najważniejsze” w konkursie Polskiej Sekcji IBBY za „Teatr Niewidzialnych Dzieci”, w 2018 wyróżnienie za „Leo i Czerwony Automat” w tym samym konkursie. W zasadzie od momentu wydania swojej pierwszej „dziecięcej” książki („Omega”, 2009), proza Szczygielskiego utrzymuje wysoki poziom popularności, a oczekiwania wobec autora wydają się coraz większe. Czy „Oczy Michaliny”, nominowane w tym roku do nagrody Książka Roku PS IBBY, pozwolą ten poziom utrzymać?

Wieloryb nad szkołą

Akcja powieści rozgrywa się w Mieście Czterech Wiatrów – lokacji znanej już fanom i fankom „Leo i Czerwonego Automatu”. Jednak „Oczu Michaliny” nie trzeba traktować jako kolejnej części serii. Jest to odrębna historia, niezobowiązująco przeplatająca się z poprzednią powieścią Szczygielskiego jedynie w kilku momentach. Tytułowa Michalina, dwunastolatka o wyjątkowych zdolnościach, mieszka w innej niż Leo, bogatszej dzielnicy miasta, co pozwala autorowi rozwijać swój świat w odmiennej konwencji. Tym, co z pewnością łączy te dwie historie, jest tradycja antyczna, na której została zbudowana – dosłownie i w przenośni – metropolia słynąca z zaawansowanych technologii.

Wyjątkowa zdolność Michaliny polega na widzeniu niezwykłych Rzeczy Specjalnych: bladozielonego ogromnego wieloryba płynącego nad szkołą, chodzących budynków, pochodów trębaczy ze złota itd. W zależności od emocji, jakie towarzyszą wizjom, dziewczynka przypisuje Rzeczy Specjalne do odpowiednich kategorii. Tak stara się porządkować świat dostępny tylko jej wyjątkowym oczom. Inni ludzie nie widzą Rzeczy Specjalnych, a one same przenikają przez świat, nie wchodząc z nim w interakcje. Dar Michaliny jest uznawany za dziwactwo – zarówno przez jej rodzinę, jak i rówieśników ze szkoły. Sama bohaterka nie postrzega Rzeczy Specjalnych jako szczególnego obciążenia i niechętnie poddaje się kolejnym testom i badaniom. Wielokrotne wizyty u psychiatry czy psychologa nie przynoszą wymiernych efektów czy rozwiązań. Podczas badania wzroku lekarka uznaje, że Michalina w ogóle nie powinna widzieć, co zasadniczo nie rozstrzyga dylematu dziewczynki. Bohaterka, niczym dojrzewająca humanistka z dobrego domu, postanawia szukać odpowiedzi w miejskim muzeum.

Niebezpieczna moc

Wraz z przyjaciółkami dowiaduje się, że Miasto Czterech Wiatrów zostało wybudowane na starożytnych ruinach (o tym wiemy już z „Leo i Czerwonego Automatu”). Podczas wykopalisk prowadzonych przez korporację Kratos (nazwa pochodzi od imienia greckiego boga utożsamianego z przemocą) odkryto między innymi sanktuarium Fobetora, starożytnego brata Morfeusza, boga sennych koszmarów, znanego między innymi z „Metamorfoz” Owidiusza. Co więcej, Michalina odkrywa, że podczas wykopalisk doszło do wybuchu gazu, czego w pewnym sensie była świadkiem. Tuż przed porodem, Michalina będąca jeszcze w brzuchu matki, miała bezwolnie odziedziczyć starożytną moc, która sprowadzi na nią nie lada kłopoty. Łamiąc starożytne tabu, zwraca na siebie uwagę naukowców zajmujących się genetyką. Takie oczy to wszak gratka dla ambitnych i żądnych krwi uczonych.

Dziwactwa Alicji i kuzyn Aslana

Pomysł przedstawienia „widzącego dziecka”, nawet jeśli nie do końca oryginalny, okazuje się niezwykle ekscytujący. Michalina dostrzega wokół siebie rzeczy zarówno niewyobrażalnie piękne, jak i przerażające, a granica między nimi nieustannie się zaciera. Do powieści wyjątkowo przystaje również kategoria intertekstualności. Podążając tym tropem, w wizjach Michaliny możemy dostrzec dziwactwa „Alicji w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla, książki często interpretowanej w kluczu onirycznym. Plastyczne stwory z ulic Miasta Czterech Wiatrów przywodzą również na myśl ilustracje Shauna Tana, australijskiego pisarza i artysty, tworzącego surrealistyczne światy nie tylko dla dzieci (między innymi „Zgubione, znalezione”, „Opowieści z najdalszych przedmieść”). Wreszcie, nie można nie wspomnieć o „Opowieściach z Narnii” C.S. Lewisa, cyklu jednoznacznie kojarzącym się z postacią boskiego lwa Aslana, którego „kuzyna” poznajemy w „Oczach Michaliny”. Nie jest to z pewnością pełna lista możliwych odniesień. Być może dlatego Rzeczy Specjalne wydają się znajome, a obcowanie z nimi staje się jednoznaczną zapowiedzią niezwykłej przygody – nie tylko dla głównej bohaterki.

Ścieżki dystopijnej metropolii

To „intertekstualne napięcie” emanujące z „Oczu Michaliny” zdaje się idealnie wpisywać w ideę, wokół której zostało skonstruowane Miasto Czterech Wiatrów. Szczygielski sprawnie porusza się ścieżkami dystopijnej metropolii, w której tradycja starożytna i nowe technologie współgrają ze sobą. W Mieście odnajdziemy również ślady istnienia wielu grup etnicznych. Choć nie jest to wyrażone przez autora wprost, mamy najprawdopodobniej do czynienia z polskim miastem o wielokulturowym charakterze: główni bohaterowie mają polskie imiona (choć być może nie są biali), ale spotykają na swojej drodze osoby pochodzące z innych krajów lub grup etnicznych. Można się zatem zastanowić, czy obsadzenie w roli antagonistki czarnej kobiety wychowanej na terenach rolniczych było dobrym pomysłem. Co więcej, trauma tej postaci, której uleczeniem postanawia się zająć Michalina (przypomnę – dwunastoletnia, prawdopodobnie biała dziewczynka), może być uznane za pewnego rodzaju nadużycie.

Pozostawiając kwestię rozwiązania akcji namysłowi czytelników i czytelniczek, można uznać, że najnowsza książka Marcina Szczygielskiego wyraźnie wpisuje się we współczesne trendy kultury popularnej. Ta coraz częściej opowiada przygody rezolutnych dziewczynek niekoniecznie dbających o swoje złote włosy i marzących o różowym kucyku, a być może nawet białym koniu w pakiecie z przystojnym księciem. Zresztą Szczygielski bardzo chętnie obsadza w głównych rolach właśnie dziewczynki, co zdecydowanie można uznać za duży plus jego twórczości. „Oczy Michaliny” nie są pozbawione wad, niemniej jednak warto po nie sięgnąć – choćby po to, by nauczyć się widzieć Rzeczy Specjalne również i w naszym świecie.

 

Książka:

Marcin Szczygielski, „Oczy Michaliny”, wyd. Instytut Wydawniczy Latarnik, Warszawa 2020.
Proponowany wiek odbiorcy: 9+

 

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 626

(1/2021)
5 stycznia 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj