Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Bez Boga ani...

Bez Boga ani rusz

Magdalena Środa

Ateistyczne poszukiwanie sensu, celu, ładu, kryteriów rozwoju, spełnienia, zbawiania, dobra i zła – choćby motywowane obojętnością czy nienawiścią wobec Boga – nijak od niego oderwać się nie może. Wszyscy gramy w chrześcijańskim spektaklu.

„Siedem rodzajów ateizmu”. Aż tyle? Tylko tyle? To zależy, jak rozumieć ateizm.

Szczerze powiedziawszy, gdyby nie pewne lektury, nigdy nie wiedziałabym, że ateizm jest wart filozoficznej refleksji. W końcu, jeśli ludzkość dzieli się na tych, którzy wierzą na przykład w zielone smoki, i tych, którzy tej wiary nie podzielają, to ciężar dowodu spoczywa na tych pierwszych. No bo jakże można udowadniać, że czegoś nie ma, lub zajmować się na poważnie czymś (postawą, ideą), która nie posiada swojego przedmiotu?

Nie ma Boga, tak jak nie ma zielonych smoków. Kto wierzy, niechaj przekona innych. Problem leży oczywiście w tym, że wiara w zielone smoki nie znalazła miejsca w historii ludzkiej myśli, natomiast wiara w Boga tę myśl, w zasadniczym stopniu, uformowała. I ci, którzy chcą się od niej odciąć, mają z tym niemały problem – i to problem, którego historia jest starsza niż chrześcijaństwo. W epoce nowożytnej jest to przede wszystkim (tylko?) historia buntu. Ciekawego w formach, beznadziejnego w skutkach: odbóstwienie świata jest zawsze pozorne. Francuski socjolog religii Gabriel Le Bras uważa, że „socjologia niereligijności należy do głównych i najbardziej poruszających rozdziałów socjologii religii”. John Gray powie, że ateizm to jeden z najbardziej interesujących aspektów historii filozofii. Może nawet jej istota.

Gray nazywa ateistami tych, którzy „nie potrzebują koncepcji boskiego umysłu stojącego za stworzeniem świata”. Ateistami w tym sensie są więc poganie, materialiści, agnostycy, sceptycy, deiści, panteiści, humaniści, komuniści, empirycy, naziści, transhumaniści, a także liberałowie wszelkiej maści. I tak jak historia świata jest historią wygnanych z raju, tak historia filozofii jest poniekąd historią ateizmu.

Autor „Siedmiu typów ateizmu” zabiera nas w dość ciekawą podróż po niej. Droga wiedzie zarówno przez trakty ubite przez wielkich teoretyków, jak i wąskie ścieżki wydeptane przez szalonych praktyków, bo też filozoficzno-polityczne sympatie autora są dość oryginalne. Gdybym miała powiedzieć, które z ateistycznych nazwisk i biografii opisanych przez autora szczególnie utkwiły mi w pamięci, byliby wśród nich markiz de Sade, Bertrand Russell, Joseph Conrad, Arthur Schopenhauer, jednak przede wszystkim Jan Bockelson i William Empson. Wszyscy ateiści przyporządkowani zostali do jednej z siedmiu grup. Gray nie przedstawia historii ateizmu w porządku chronologicznym, ale problematycznym. I w uporządkowaniu tym widać wyraźne preferencje autora, to znaczy: co budzi w nim odrazę, a czemu sprzyja.

Ilustracja: Max Skorwider

Mamy więc „nowy ateizm”, którego najbardziej reprezentatywnym przedstawicielem jest Auguste Comte, fundator zarówno pozytywizmu, jak i nowej wiary i nowego Kościoła. Gray wskazuje tu na niezwykłą płodność ateizmu, który na prostej negacji religii buduje wiele innych („żarliwy ateizm prowadzi do religii zastępczych i napędza politykę opartą na wierze”). W rozdziale drugim dochodzi do tego świecki humanizm, który zaprzeczając chrześcijaństwu, przejmuje od niego zarówno mit historii jako dramatu odkupienia, jak i mit postępu, opowiadający o procesie odkrywania przez ludzkość jej boskiej natury. Karol Marks (interpretowany z drugiej ręki przez Russella) jest tu zestawiony z Henrym Sidgwickiem, Friedrichem Nietzschem, Johnem Stuartem Millem oraz Ayn Rand.

Kolejny rodzaj ateizmu możemy nazwać scjentystycznym. Przedmiotem wiary jest tu nauka w jej różnych odsłonach (również „pseudo”). Na ateizm scjentystyczny, którego początki widzi autor w Oświeceniu, składa się humanizm ewolucyjny, mesmeryzm, materializm dialektyczny i transhumanizm (bardzo wąsko i z niechęcią przez autora traktowany jako „gnostycka wiara w możliwość eksportowania ludzkiego umysłu do cyberprzestrzeni”). Czwarta grupa ateizmów odnosi się do ideologii, a właściwie religii politycznych, takich jak teokracja komunistyczna Jana Bocklesona, jakobinizm, komunizm, nazizm, a także – co wielu tych, którzy nie znają myśli Graya i ślepych ścieżek jej ewolucji, może zadziwić – „żarliwy liberalizm”. Wszędzie tu tradycyjna religia zostaje zastąpiona polityką, a „Bóg” – „ludzkością”.

Piąty rodzaj to ateizm nienawistników takich jak de Sade – „może nie pierwszy, ale największy prorok mizoteizmu”, bohaterowie Dostojewskiego czy William Empson, z eseju którego autor zapożyczył notabene umieszczoną w tytule książki liczbę siedem, a który – jak pisze Gray – uważał chrześcijańskiego Boga za czyste, nagie zło, ponieważ skonstruował on „kosmiczny system udręki”, w którym żyjemy. Dlaczego to zrobił? Bo jest sadystą. Rozdział szósty poświęcony jest ateizmowi wypranemu (nareszcie!) z religijnych idei postępu, ludzkości, odkupienia, którego przedstawicielami byli George Santayana oraz Joseph Conrad – do których Gray nie kryje sympatii. Rozdział ostatni – ateizmowi milczenia Schopenhauera oraz teologiom negatywnym Spinozy i Szestowa, których wiele różni, lecz łączy satysfakcjonujące Graya przekonanie, że o Bogu nie da się praktycznie nic powiedzieć.

Klucz klasyfikacyjny różnych rodzajów ateizmu, z którego korzysta autor, nie jest do końca przejrzysty, w wielu miejscach bohaterowie się powtarzają, a prezentacja ich poglądów aż nadto wyraźnie zależna jest od autorskiej interpretacji, a zwłaszcza (chrześcijańskiej z natury) woli porządku. Zestawienie Milla w jednym szeregu z jakobinami i nazistami jest wyraźnym nadużyciem, podobnie jak wkładanie do jednego worka Trockiego i Ayn Rand czy Spinozy i Szestowa. Może się to wydawać oryginalne, ale niewątpliwie jest polemiczne.

Niemniej całość filozoficznej historii ateizmu Johna Graya zasługuje na uznanie. Wysiłek autora jest niemały, wartość poznawcza również, informacji (głównie biograficznych) co niemiara. A wszystko po to, by czytelnik podróżujący przez historię bezbożnictwa, zwanego inaczej filozofią, przekonał się, że w praktyce myślenia nie ma ucieczki od monoteizmu i wszystkich kategorii, w większości binarnych, które ciągnie on za sobą. Monoteizm nie jest co prawda koniecznym fundamentem naszego sposobu widzenia świata; jednakże jest fundamentem, który zbudowała postgrecka monoteistyczna religia i od którego właściwie nie da się uciec. Można by powiedzieć, że „wszyscy gramy w chrześcijańskim spektaklu”.

Ateistyczne poszukiwanie sensu, celu, ładu, kryteriów rozwoju, spełnienia, zbawiania, dobra i zła – choćby motywowane obojętnością czy nienawiścią wobec Boga – nijak od niego oderwać się nie może. A jeśli ktoś żywi żarliwą pewność, że znalazł ideał spełnionego człowieczeństwa – tym gorzej dla tego człowieczeństwa. Myśl ateistyczna, ateistyczne idee oraz ideologie funkcjonują jako rewers religii, jako jej cień; bez ontologicznej samoistności. Ateizm jest heretycką, rebeliancką, spekulatywną czy nihilistyczną wersją wiary. I siedem (albo i więcej) odmian ateizmu można de facto podzielić na trzy grupy: przeciw Bogu, obok Boga, mimo Boga. Ale bez Boga ani rusz.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 626

(1/2021)
5 stycznia 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj