Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > [Sorry, taki mamy...

[Sorry, taki mamy klimat] Przeciwko ekomodernizmowi i straszeniu apokalipsą

Kacper Szulecki

Niemal wszyscy napisali już coś o netflixowym hicie „Nie patrz w górę”. Jednak to, co najbardziej rzuciło mi się w oczy w tym niezłym filmie, słabo wybrzmiało w recenzjach.

[Uwaga dla czytelników: tekst może zawierać spoilery]

Na pierwszy rzut oka i pewnie w zamierzeniu autorów film Adama McKaya to alegoria zmagań ludzkości ze zmianami klimatu. I rzeczywiście – wiele sytuacji, scen, nawet standardowych wymian zdań znamy z dyskusji w tym temacie. Problem w tym, że przedstawiona na ekranie historia nie jest alegorią, lecz hiperbolą, przesadnią. Kometa pędząca w kierunku Ziemi, co do której mamy pewność, że ją zniszczy za pół roku, to po prostu bardzo przerysowana metafora. Na poziomie tego, co mnie najbardziej zajmuje – polityki i politycznych uwarunkowań wspólnego działania – trudno o dwie bardziej odmienne sytuacje.

W przypadku zmian klimatu nie mamy do czynienia ani z takimi poziomami pewności, ani z groźbą fizycznego zniszczenia i planety, i ludzkości. Mamy zupełnie inny horyzont czasowy – co wcale nie pomaga – i wreszcie: zdecydowanie wyższy koszt działania, nieporównywalny z wysłaniem paru używanych rakiet w kosmos.

Wieszcze zagłady i listek figowy dla ego miliarderów

Ciekawsze rzeczy w tym filmie dzieją się w skali mikro, w poszczególnych scenach. Celne są pojedyncze dialogi i postacie oraz satyra o wiele węższa niż oklepane „patrzcie, tak wyglądają dziś nasze media!” albo „no tak, do czego to doszedł świat”.

Pierwszy raz w kinie w roli tak ekscentrycznego szwarccharakteru pojawia się ulepiony ze skrawków Steve’a Jobsa, Billa Gatesa, Elona Muska i Jeffreya Bezosa miliarder, który węszy w katastrofie interes, jednocześnie uwodząc samego siebie i polityczne elity wizjami prostego techno-fixu. Miliarderzy, którzy wzbogacili się na sprzedawaniu nam postępu technologicznego jako realizacji naszych rzekomych marzeń i którzy coraz silniej i coraz skuteczniej wpływają na politykę poszczególnych rządów, a nawet globalną, by móc realizować swoje megaprojekty, w których dobro ludzkości jest często listkiem figowym dla ego? Znamy to aż za dobrze.

Postać grana przez Petera Isherwella to celna satyra na technooptymistyczne nurty jak ekomodernizm, a plan wysłania hipernowoczesnych dronów, które szybko i łatwo zmienią śmiertelnie groźną kometę w materiał dla rozwoju w kierunku świetlanej przyszłości, od razu przywodzi na myśl wiarę w geoinżynierię (Bill Gates) albo popularne ostatnio wśród światowych i polskich bogaczy techno-fixy w stylu „małych reaktorów jądrowych” – SMR-ów (to akurat też Gates).

Czy Greta Thunberg jest populistką?

Ale nauce też się w filmie mocno dostaje i nie chodzi tylko o często przytaczany problem nieprzeniknionego żargonu, który utrudnia komunikację ze społeczeństwem. „Nie patrz w górę” to na początku niestety także parodia czegoś, co klimatolog Michael Mann nazywa doomism lub doom-mongering – straszenia zagładą, którego dopuszczają się zarówno naukowcy, jak i część ruchu klimatycznego.

Dlaczego na początku nikt nie chce słuchać tego, co mają do powiedzenia Dibiasky i Mindy? Dlatego, że już tyle razy słyszeli od naukowców, że jeśli nie zrobimy zaraz tego i tego, to czeka nas koniec świata – który ostatecznie nie następował (często dlatego, że horyzonty czasowe kryzysów planetarnych są zbyt odległe do ogarnięcia i przekucia w działanie, o czym wspomniałem wcześniej).

Słyszeli to tyle razy, że kolejne śmiertelne zagrożenie nie zostaje rozpoznane jako to najbardziej realne, pewne i nieuchronne. Jak w bajce Ezopa, w której pastuszek tyle razy nabierał mieszkańców wioski, krzycząc „wilk!”, że kiedy pojawił się prawdziwy wilk – nikt nie zareagował.

Toporna satyra przysłania istotne szczegóły

W prawdziwym świecie naukowcy zderzający się z decydentami o zdolności koncentracji na poziomie trzylatka i alergii na niuanse oraz liczby często używają coraz bardziej katastroficznych argumentów, by przykuć uwagę, by uświadomić możliwe zagrożenia w sposób, który daje nadzieję na reakcję. Wszystko to prowadzi do inflacji katastrofizmu.

Chciałbym, żeby „Nie patrz w górę” zostawiło jakiś pozytywny ślad w umysłach widzów, żeby zaszczepiło im w głowie myśl, iż rzeczywiście stoimy przed ogromnym wyzwaniem i musimy działać. Boję się, że dość toporna satyra na wszystko i wszystkich, powielająca wyraźnie amerykańskie podziały polityczne, nie będzie miała jednak żadnego długotrwałego wpływu. Dlatego powinniśmy chociaż wziąć sobie do serca fragmenty, które dotyczą naszej codzienności.

 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 679

(2/2022)
13 stycznia 2022

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj