Konflikty przebiegające przez kilka granic między państwami azjatyckimi łączy jedno. Sporne linie graniczne na mapach wykreślili przed laty dawni kolonizatorzy – Francuzi, Brytyjczycy, a także Rosjanie czy Sowieci, czyli władcy kolonialnych Indochin, skolonizowanych Indii i podbitej Azji Centralnej. Wytyczone przez nich granice wyznaczały obszary, które udało się podbić Europejczykom w latach kolonialnej ekspansji ówczesnych mocarstw – Francji, Zjednoczonego Królestwa, carskiej Rosji. Dzisiaj linie graniczne wytyczone w Azji dziesiątki lat temu są zarzewiem sporów i konfliktów. Ich sceną jest Azja Południowa, Południowo-Wschodnia i Centralna.

Konflikt graniczny pomiędzy Tajlandią i Kambodżą

W Azji Południowo-Wschodniej najgorętszy jest konflikt graniczny pomiędzy Tajlandią i Kambodżą. Co pewien czas eksplodują miny rozłożone wzdłuż linii granicznej, dochodzi tam do wymiany ognia, także ognia artyleryjskiego, a strona tajska używa wobec obiektów wojskowych Kambodży lotnictwa bojowego. Obie strony oskarżają się o prowokacje i dążenie do zbrojnej konfrontacji na dużą skalę. Co pewien czas napięcie opada, ale nie niknie przyczyna sporu, którego ofiarami pada także ludność cywilna. W ostatnich miesiącach liczba uchodźców z terenów objętych konfliktem przekroczyła już kilkaset tysięcy.

Przyczyną konfliktu jest spór o przebieg granicy i przynależność kompleksu historycznych świątyń buddyjskich do jednego lub drugiego państwa. Świątynie, do których rości sobie prawa Kambodża, znalazły się po stronie tajskiej. Organizacje międzynarodowe uznają khmerskie prawa do tych świątyń, ale jednocześnie apelują o niezmienianie granic siłą. Argumentują, iż najważniejszą sprawą jest umożliwienie wiernym z Kambodży bezproblemowego dostępu do miejsc kultu leżących na spornym terenie. Władze w Bangkoku przez długi czas respektowały porozumienie o swobodnym dostępie pielgrzymów do buddyjskich sanktuariów położonych przy linii granicznej. Z kolei władze z Phnom Penh uważają, iż tereny, na których powstały przed wiekami świątynie, powinny wejść w skład państwa Khmerów.

Strona kambodżańska odwołuje się przy tym do historii i historycznego zasięgu terytorialnego dawnego państwa Khmerów. A sięgało ono daleko na zachód i przez wieki dominowało w tym regionie Azji Południowo-Wschodniej. Wraz ze zmierzchem dawnej potęgi Królestwo Khmerów zaczęło się kurczyć i tracić swe zachodnie rubieże. Przyszedł wreszcie czas francuskich podbojów w tej części Azji. Kambodża stała się francuską kolonią, tak jak znaczna część Indochin z Wietnamem i Laosem. Ekspansję Francuzów na zachód zatrzymało jednak ówczesne Królestwo Syjamu – dzisiejsza Tajlandia. Kraj ten nigdy w swych dziejach nie był europejską kolonią.

Sporna granica pomiędzy Syjamem a Kambodżą, wówczas francuską kolonią, wytyczona została w roku 1907. Tej linii, wskazanej przez Francuzów jako granica międzypaństwowa, nie zaakceptowało Królestwo Syjamu, a później Tajlandia. Traktują ją jako narzuconą przed dziesiątkami lat przez Francuzów, którzy od połowy XIX stulecia aż do roku 1954 kolonizowali Wietnam, Laos i Kambodżę, tworząc z tych trzech państw Indochiny Francuskie. Po wycofaniu się Francji z Indochin nie doszło, jak dotąd, do jakichkolwiek korekt linii granicznej pomiędzy sąsiadami – Tajlandią i Kambodżą.

Dla obu stron konfliktu przynależność państwowa obszarów, na których znajdują się historyczne świątynie, jest dzisiaj bardziej kwestią narodowych ambicji i narodowej dumy niż rzeczywistej wartości spornych ziem. Dlatego kolonialny spadek w postaci linii granicznej wytyczonej pod presją okupantów nadal jest kością niezgody.

Spór we wschodnich Himalajach

To jednak niejedyna linia graniczna w Azji wytyczona przy udziale kolonialnego mocarstwa i stanowiąca zarzewie trwającego lata sporu i konfliktu granicznego. Spór graniczny we wschodnich Himalajach, pomiędzy Indiami i Chinami, jest kolejnym przykładem dziedzictwa kolonializmu brytyjskiego. Podobnie jak nieuznawana przez Chiny suwerenności Tybetu w okresie, który poprzedzał zawarcie porozumienia pomiędzy Indiami Brytyjskimi i Tybetem.

Porozumienie z marca 1914 roku zawarte przez wysłanników z Lhasy i przedstawicieli Indii Brytyjskich wytyczało linię graniczną pomiędzy Indiami i Tybetem we wschodnich Himalajach. Chiny, które nie władały wówczas Tybetem, nie były stroną porozumienia. Przedstawiciele Chin brali jednak udział w pracach przygotowujących Konwencję z Simli. Efektem jej prac było między innymi porozumienie o granicy we wschodnich Himalajach wynegocjowane przy udziale trzech stron – Wielkiej Brytanii, Tybetu i Chin. Granica ta określana jest często mianem linii McMahona. Henry McMahon był w początkach XX stulecia ministrem spraw zagranicznych Zjednoczonego Królestwa i głównym brytyjskim negocjatorem Konwencji z Simli.

Niepodległe Indie uznały linię McMahona za granicę oddzielającą kraj od Tybetu, a po zajęciu Wyżyny Tybetańskiej przez Chińską Republikę Ludową (ChRL), za granicę pomiędzy Indiami i Chinami. Granica ta przebiega głównym łańcuchem Himalajów i oddziela od Tybetu indyjski stan Arunachal Pradeś, do roku 1972 określany mianem NEFA (North-East Frontier Agency). Kulturowo i cywilizacyjnie ludność tego obszaru bliska jest tradycjom tybetańskim, ale nie identyfikuje się jako Tybetańczycy. Niemniej jednak władze tybetańskie na emigracji w Indiach przez wiele lat uznawały Arunachal za terytorium Tybetu. Dopiero w roku 2007 XIV Dalajlama przyznał, że na mocy porozumienia brytyjsko-tybetańskiego z roku 1914 obszar Arunachalu należy do Indii.

Linia McMahona stała się w roku 1962 sceną pierwszych walk w wojnie granicznej pomiędzy Indiami i Chińską Republiką Ludową. Walki trwały w sumie około miesiąca i zakończyły się wkroczeniem wojsk chińskich na terytorium NEFA. Indie poniosły klęskę w tej granicznej wojnie, która objęła swym zasięgiem także zachodnie Himalaje. W jej wyniku New Delhi utraciło w zachodnich Himalajach płaskowyż Aksai Chin, natomiast we wschodnich Himalajach armia chińska wycofała się z NEFA.

Mimo podpisanych porozumień, na linii McMahona dochodziło jeszcze wielokrotnie w latach późniejszych do potyczek pomiędzy indyjskimi i chińskimi patrolami granicznymi. Sprawa przebiegu granicy we wschodnich Himalajach odżywa co pewien czas i stanowi przyczynę istotnych zadrażnień pomiędzy Indiami i Chinami. Chińskie żądania, by słynny buddyjski klasztor w Tawangu znalazł się w granicach ChRL, budzą irytację w New Delhi i nie sprzyjają pełnej normalizacji stosunków chińsko-indyjskich.

Podział Kaszmiru

Jednak azjatyckie granice wytyczone jeszcze w czasach kolonialnych pomiędzy dzisiejszymi Indiami i Pakistanem oraz pomiędzy Pakistanem i Afganistanem też stają się współcześnie sceną konfliktów i potyczek zbrojnych. O ciągle nieuregulowanej granicy indyjsko-pakistańskiej i podziale Kaszmiru na dwie części pisałem już wielokrotnie na łamach „Kultury Liberalnej”.

Indie i Pakistan nie pogodziły się z podziałem Kaszmiru. Podział ten i wytyczenie niestabilnej linii rozgraniczenia to po części efekt działań dyplomatycznych Wielkiej Brytanii. W ich wyniku władca Kaszmiru, maharadża Hari Singh, zdecydował w roku 1948 o przyłączeniu swego królestwa do powstających w latach czterdziestych współczesnych Indii. Decyzja ta spotkała się ze sprzeciwem znacznej części muzułmańskich mieszkańców Kaszmiru, którzy chcieli albo niepodległości albo przyłączenia do Pakistanu, w którym dominowali wyznawcy islamu.

W tej sytuacji do działań wojennych przystąpił Pakistan. Efektem była pierwsza wojna indyjsko-pakistańska zakończona podziałem terytorium na pozostający we władaniu Pakistanu Azad Kaszmir (Wolny Kaszmir) i tereny pod władzą Indii (stan Dźammu i Dolina Śrinagarska). Podział taki nie został zaakceptowany przez żadnego z sąsiadów, a sprawa Kaszmiru nadal stanowi trwałe zarzewie konfliktu.

Warto przypomnieć, że spór o przebieg linii rozgraniczenia w Kaszmirze doprowadził do pięciu wojen indyjsko-pakistańskich (lata 1947–1948, 1965, 1971, 1999 i 2025). Były to co prawda starcia o ograniczonym zasięgu, to jednak w wyniku konfliktu trwającego od dziesięcioleci śmierć poniosło kilkadziesiąt tysięcy osób – zarówno żołnierzy, jak i ludności cywilnej.

Linia Duranda, czyli granica pomiędzy Pakistanem i Afganistanem

Kolejny przykład granic wytyczanych bez oglądania się na uwarunkowania narodowościowe, etniczne, kulturowe i obyczajowe, to współczesna granica pomiędzy Pakistanem i Afganistanem. Granica ta nie jest akceptowana przez stronę afgańską, a powstała jeszcze w czasach kolonialnych i oddzielała ówczesne Królestwo Afganistanu od Indii Brytyjskich. Granica ta przeszła do historii tej części Azji pod nazwą linii Duranda.

Jej przebieg ustalono w roku 1893, początkowo tak, by na mapie przebiegała granicami naturalnymi, czyli korytami rzek i górskimi grzbietami. Następnie przystąpiono do implementacji wytyczonej palcem na mapie linii w terenie. W rzeczywistości granica, której nazwa wzięła się od nazwiska Mortimera Duranda – brytyjskiego ministra spraw zagranicznych w Indiach Brytyjskich – wytyczyła zasięg terytorium, które udało się Brytyjczykom podbić w czasie wojen brytyjsko-afgańskich, zapoczątkowanych w trzeciej dekadzie XIX wieku i trwających do początku XX stulecia.

Z punktu widzenia kartografa przebieg linii Duranda jest logiczny. Grzbiety górskie, przełęcze, rzeki i strumienie były zawsze swoistymi barierami. Tyle tylko, że ta wytyczona przez polityków i kartografów granica kompletnie zignorowała uwarunkowania gospodarcze i cywilizacyjne ludności zamieszkującej na obszarze współczesnego pogranicza afgańsko-pakistańskiego.

Ludność ta to liczne pasterskie plemiona pasztuńskie uprawiające koczowniczy tryb życia i przemieszczające się ze swymi stadami po rozległych terytoriach. Wykreślona na mapie granica rozdzieliła obszary, które od wieków stanowiły teren pasterskich wędrówek pasztuńskich nomadów. Utrudniła im przemieszczanie trzód, które w lecie wypasane były w górach i na stepach centralnego Afganistanu, natomiast zimą na terenach położonych na południu i znajdujących się na terytorium dzisiejszego Pakistanu.

Wędrujący pasztuńscy pasterze stali się problemem dla obu państwowości. Tak jak wszyscy nomadzi wymykali się kontrolom granicznym, trudnili się przemytem, a od roku 1979, czyli od czasu sowieckiej inwazji na Afganistan, stali się bojownikami nie godzącymi się na dominację cudzoziemskich potęg nad swoim terytorium. Nie godzili się też z dominacją sowieckich okupantów czy z przybyciem Amerykanów i wojsk NATO. Wielu z nich stało się islamskimi fundamentalistami, którzy nie stronią od terroryzmu.

Z chwilą dojścia do władzy ortodoksów islamskich spod znaku Talibanu problem linii Duranda znowu odżył. Tylko w ostatnich miesiącach dochodziło kilkakrotnie do wymiany ognia na terenach przygranicznych, ginęli żołnierze i cywile. Negocjacje pokojowe pomiędzy rządem w Kabulu i władzami w Islamabadzie utknęły w martwym punkcie. Wymyślona przez Europejczyków linia Duranda może w każdej chwili zapłonąć.

Imperialne granice

Upadające imperia mają to do siebie, że zostawiają po sobie spory i konflikty graniczne. Dzieje się tak, ponieważ wytyczane przez te imperia granice zewnętrzne i wewnętrzne nie odpowiadają uwarunkowaniom kulturowym, cywilizacyjnym i gospodarczym ludów zamieszkujących ich obszary. Są sztucznie wykreślne na mapach i służą, a ściślej mówiąc: służyły, potrzebom władców tych imperiów. Nie inaczej było na obszarze Azji Centralnej, gdzie w czasach istnienia Rosji carskiej, a potem Związku Sowieckiego granice wewnętrzne pomiędzy jednostkami terytorialnymi podbitych ziem wytyczano w Petersburgu lub w Moskwie.

Skutki takiej polityki i takich działań widać dzisiaj choćby w relacjach pomiędzy Tadżykistanem, Uzbekistanem i Kirgistanem. Wymyślone granice, przesiedlenia ludności, enklawy społeczności kirgiskiej zamieszkujące Tadżykistan czy Uzbekistan i odwrotnie – to wszystko sprzyjało hegemonowi, jakim była Moskwa. Pozwalało to Moskwie rozstrzygać spory wynikające ze sztuczności tych granic i na dominację nad podbitymi terytoriami. Teraz, gdy istnieją tam niepodległe państwa, wymyślone i sztuczne granice stają się problemem. A przykładami takich problemów są powtarzające się spory, a niekiedy i graniczne walki, choćby pomiędzy Tadżykistanem i Kirgistanem czy Kirgistanem i Uzbekistanem. Często ich przyczyną jest walka o wodę, dostęp do pastwisk i zasobów naturalnych.

Upadające imperia nie zawsze zostawiają po sobie zgliszcza. Ale często zostawiają nierozwiązane problemy, które jeszcze przez długie lata wybuchają płomieniem walk, przemocy, a nawet wojen.