Szanowni Państwo!
Kiedy amerykańskie służby specjalne porwały dyktatora Wenezueli Nicolasa Maduro, jednym z poważniejszych pytań było to o granice. Nie wyłącznie te państwowe, ale granice postępowania w polityce międzynarodowej. Donald Trump pokazał, że możliwe jest w niej prawo silniejszego, stosowane także przez zachodnie demokracje odwołujące się do ustalonych zasad i wartości. O postępującej dezaktualizacji tych zasad pisze tu Mateusz Mazzini.
Warto jednak również zastanowić się, dlaczego to, co do czego wydawała się panować niekwestionowana zgoda, stało się nieaktualne. Z zastrzeżeniem, że dochodziło wcześniej do łamania prawa międzynarodowego czy jego nadużywania. Jak na przykład podczas interwencji w Iraku w 2003 roku w celu obalenia reżimu Saddama Husajna – gdy zarzuty, na podstawie których wojska sojusznicze, głównie USA i Wielkiej Brytanii, dokonały inwazji, okazały się nieprawdziwe. Jednak nawet w przypadku takich nadużyć USA musiały znaleźć jakieś poparcie międzynarodowe dla swoich działań. Tymczasem Trump porwał Maduro, nie starając się o to.
Czy uniknął oburzenia? Nie. Ale zrobił to i pozostał bezkarny, co oznacza, że nieformalne prawo silniejszego działa. Pytanie brzmi, co do tego doprowadziło.
Trauma na straży porządku
Być może jedną z odpowiedzi jest siła oddziaływania traumy. To trauma po wojnach prowadziła do ustanawiania różnych współczesnych zasad w porządku międzynarodowym. Na przykład po pierwszej wojnie światowej, zobowiązano się do nieużywania broni chemicznej i biologicznej. Z kolei po drugiej wojnie światowej powstała ONZ, która miała zapobiec kolejnym wojnom, szczególnie światowym.
Porządek międzynarodowy został więc zbudowany także na lęku przed powtórką traumatycznych wydarzeń. Lęk ten zmobilizował państwa do stworzenia niepodważalnych zasad, takich jak suwerenność czy nienaruszalność granic.
Dlaczego więc wraca porządek, w którym prawo dyktują mocarstwa? W Europie Środkowo-Wschodniej lęk przed Rosją jest wciąż, przez nią samą, ożywiany. O historycznym lęku przed utratą państwa pisze w swojej książce „Strach o suwerenność. Nowa polska polityka” Jarosław Kuisz.
Dziś wspólnota europejska ma prawo czuć się niepewna gwarancji bezpieczeństwa, które mają jej dawać USA. Natomiast w Ameryce wzmacniana jest trauma przed poświęceniem amerykańskich „chłopców” dla bezpieczeństwa międzynarodowego. A w jej imię kwestionowana jest rola Stanów Zjednoczonych jako globalnego strażnika. Partykularny interes Ameryki jest wystarczającym uzasadnieniem jej działań. W tej sytuacji porwanie Maduro można uznać za uzasadnione.
Trauma Polaków, trauma Niemców
W nowym numerze „Kultury Liberalnej” piszemy o traumie narodowej Polaków i Niemców w nowym porządku międzynarodowym. Trauma może nie tylko podświadomie kształtować narody, lecz także stanowić dla nich źródło nauki. Publikujemy rozmowę, jaką poprowadziła Katharina Blumberg-Stankiewicz z Karoliną Wigurą z „Kultury Liberalnej” i Asal Dardan, autorkami książek o traumie i wybaczeniu.
Rozmawiają o traumie w społeczeństwach niemieckim i polskim. Nie tylko o traumie sprawcy i ofiary, lecz także obserwatora.
Karolina Wigura, wspólnie z Jarosławem Kuiszem, współautorka książki „Suwerenność posttraumatyczna. Esej o Europie Środkowo-Wschodniej”, opowiada o tym, jak obserwowała niemiecką debatę publiczną po pełnoskalowym ataku Rosji na Ukrainę. Była zdumiona szokiem i niedowierzaniem Niemców, że to się stało. Mówi: „Patrzyłam na nich i myślałam: «Dajcie spokój, to było takie oczywiste. Wiedzieliśmy od dawna, że tak się stanie». Chcieliśmy zatem z Jarosławem Kuiszem wnieść coś do niemieckiej dyskusji, podzielić się swoją wiedzą. Zrozumieliśmy bowiem, że trauma jest doświadczeniem cielesnym, indywidualnym, ale także wiedzą. Trauma może pomóc nam lepiej zrozumieć społeczeństwa. Słuchając naszych rozmówców w Berlinie i prowadząc dalsze badania w Europie Środkowej i Wschodniej, zrozumieliśmy, że Polacy, Ukraińcy, Bałtowie i wielu mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej nie rozumie Europy Zachodniej. A w szczególności Niemiec. I vice versa, ponieważ ich traumy są różne”.
Asal Dardan, autorka książki „Traumaland. Eine Spurensuche in deutscher Vergangenheit und Gegenwart”, mówi: „Z perspektywy imigrantki rok 1989 był w pewnym sensie momentem, w którym można się było naprawdę bać, ponieważ Niemcy próbowali na nowo odpowiedzieć sobie na pytanie: kim jesteśmy? I wiele wykluczających, rasistowskich idei powróciło. […] To wszystko powróciło, ponieważ nie zostało przepracowane. Na zachodzie coraz częściej byli atakowani tak zwani gastarbeiterzy, przybyli tu pracownicy migrujący. Na wschodzie to samo dotykało tak zwanych vertragsarbeiterów, czyli pracowników kontraktowych z krajów komunistycznych, Mozambiku, Wietnamu i tak dalej. To był przerażający czas. […] Trauma często wymaga czasu. Nie można uporać się z nią, gdy trwają traumatyczne wydarzenia. Potrzeba na to jednego, a nawet dwóch pokoleń”.
Zapraszamy państwa do czytania zapisu z tej rozmowy, zorganizowanej przez „Kulturę Liberalną” oraz Zentrum Liberale Moderne. A także do czytania pozostałych tekstów w nowym numerze.
Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin, zastępczyni redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”