Na świątecznym spotkaniu „Kultury Liberalnej” spytano mnie o perspektywy na rok 2026 i o to, czy może on być lepszy niż 2025. Nie miałem innej odpowiedzi: będzie jeszcze gorzej i trudniej.

I nie dlatego, że wyniki badań pokazują w Polsce takie, a nie inne preferencje polityczne wyborców, w tym wzrost poparcia dla faszyzmu, choć równocześnie przewagę Koalicji Obywatelskiej nad PiS-em. Nie dlatego, że Donald Trump wystosowuje kręcące się wkoło idiotyczne oświadczenia o tym, czego chce, a czego nie. Włącznie z możliwością przehandlowania zgody na usunięcie Maduro w zamian za akceptację rosyjskich żądań dotyczących Ukrainy.

W kontekście głębokich zmian kulturowych, jakich doświadczamy, wszystkie te bieżące oceny, rekomendacje, hipotezy, analizy i prognozy okazują się niewiele warte. Naznaczone są piętnem krótkowzroczności – albo i ślepoty czasu. A mamy obecnie czas prymitywizmu poznawczego.

Co nie oznacza, że należy unieważnić bieżące wysiłki polityki – ani te ratujące demokrację, ani budujące bezpieczeństwo Europy i kraju. Bez względu na wszystko, wciąż musimy nadawać europejskiej konkurencyjności nowe impulsy, usuwając zmory nadregulacji, inwestować w Europie na wielką skalę w nowe technologie, by przyspieszyć nasze szanse rozwoju. To oczywiste i obowiązkowe. Tak jak oczywistą w wielu krajach (na pewno w Polsce) stanie się za chwilę wymiana generacyjna na scenie politycznej, która może przebiegać spokojnie albo w stylu szekspirowskim – z ojcobójstwem starych liderów.

Jakie to jednak zmiany i trendy wpychają świat w największe, może nieuniknione zagrożenia, których waga jest kluczowa dla przyszłości? Co jest prawdziwym „silnikiem” współczesnego świata?

Polityka będzie coraz gorsza

Po pierwsze, powszechna dzisiaj polityka, definiowana jako populistyczna, stała się całkowicie prymitywna. Nie jest jednak żadnym wytłumaczeniem, że skoro tak żeglują umysły w społeczeństwie, to polityka musi się dostosować, by móc jeszcze jakoś oddziaływać. Prymitywizm polega na wejściu w schematy nienawiści i walki, uproszczeń w ocenach. Tylko dlatego, że stają się lepszym orężem batalii o polityczną pozycję. Tymczasem batalie niosą tylko zniszczenia i rosnące emocje – w żaden sposób nie dotyczą rozwiązywania problemów. Tak jak pytanie o to, czy Wenezuela odzyska demokrację, nie znajduje odpowiedzi mimo interwencji Trumpa i porwania Maduro.

Walka stała się ważniejsza niż służba publiczna.

Rzekoma tożsamość własnej grupy (narodu) w przekazach polskich faszystów każe nienawidzić innych: Niemców i Ukraińców; osób LGBT+, niosących wymyślone zło i rzekome zbrukanie grzechem; czy migrantów, którzy podobno zagrażają stabilności rodzin i miejsc pracy. Wydumane, ale pełne emocji narracje zła nie tylko zwyciężają, ale całkowicie monopolizują język publiczny.

Także u tych, którzy, wywodząc się z pnia wartości demokratycznych, powinni unikać bakcyla prymitywizmu. Niestety, jest on coraz bardziej zaraźliwy.

Potęgujący się kryzys poznawczy

Po drugie, zarażeni prymitywizmem politycy (już niemal z wszystkich obozów –  prawie każdy z nich wchodzi w kostium narcyza, byle tylko budować siłę klikalności) potęgują poznawcze zagrożenia w społeczeństwie ogarniętym presją gospodarki uwagi (konsumpcja, przymus koncentracji na tym, co niosą algorytmy, szybka zmienność reklam i przekazów). Wzorce te łączą się z wszechogarniającą w informacyjnej przestrzeni mediów chwilowością, prowadzącą do mózgowego wypalenia [brain rot], dominacji pomyj poznawczych [slopeconomics].

Dzisiejszy człowiek rzadko kiedy wie, gdzie są jego granice (bo myśli, że mu wszystko wolno – pochodna dziecięcego indywidualizmu), i rzadko kiedy wie, jak zaszczepić w sobie odporność na bycie zredukowanym, uprzedmiotowionym, zalgorytmizowanym poznawczo. W efekcie sam się zniewala. Zamiast wolnego obywatela powstaje uległa, kontrolowana społecznie maszyna.

Bokserski ring jako wzór zachowań

Po trzecie, w takim środowisku dynamicznie rozwija się przemocowy model życia i kult przemocy w ogóle. Ludzie zachwycają się agresywnym językiem Trumpa. Dziesiątki tysięcy młodych Polaków zaczynają się fascynować boksem, bo ten niesie ze sobą prostotę walki jako samorealizacji ludzkiej. W wersji rozpowszechniającej się coraz bardziej – utwierdza w przekonaniu, że panowanie nad innymi poprzez siłę to wartość sama w sobie.

Zapatrzony w Trumpa Nawrocki – robi to samo. To jedno z największych zagrożeń dla życia społecznego oraz demokracji. W końcu jej istotą jest dialog, rozmowa równych z równymi w celu znalezienia wspólnych rozwiązań dla trudnych problemów.

Tymczasem przemoc rozprzestrzenia się w szkołach, miejscach pracy, widać jej algorytmiczne stymulacje na Tik Toku – skupia uwagę w internetowych odsłonach patotreści, języku influencerów. Ogarnęła także politykę – jak w narcystycznej wypowiedzi ministra Żurka mówiącego o możliwości, z której nie skorzystał: czyli porwania Zbigniewa Ziobry i załadowania go do bagażnika. Pewnie tylko moje pokolenie słuchało tego z niesmakiem, mając skojarzenie z porwanym w 1983 roku księdzem Popiełuszką.

Dezinformacja i kryzys zaufania

Po czwarte, życie społeczne toczy się w więzieniu dezinformacji. Naloty fałszywych informacji zaciemniają obraz rzeczywistości. Za prawdę bierzemy sugestie przedstawiane nam przez rosyjską propagandę (w całej Europie) albo pomyje poznawcze, jakie rozlewają po świecie Elon Musk i J.D. Vance, wiceprezydent USA. Ich kłamstwa są równie bezwartościowe. Jednak wspierane dobrze ustawionymi algorytmami – budują na masową skalę określone rozumienie rzeczywistości.

Już prawie wierzymy, że Europa upada i jest we wszystkim gorsza, choć dane pokazują, w jak wielu dziedzinach życie Europejczyków ma się lepiej niż Amerykanów.

Część przedsiębiorców w Europie już uległa mistyfikacji, że każda regulacja jest zabójcza. Mimo że w Kalifornii jest osiem regulacji nowych technologii, a innowacyjność kwitnie, to wyciągają z internetu raporcik pokazujący, że w ostatnich dziesięciu latach ileś tech headquaters przeniosło się do innych amerykańskich stanów – gdy w rzeczywistości jest to jedynie niecałe dwa procent!

Problemem nie jest wyłącznie dezinformacja, lecz społeczna podatność na nią, wykorzystywana do maksimum, czego w ogóle nie dostrzegają służące do walki z nią instytucje i mechanizmy. Prostujemy fałsz zagnieżdżający się w umysłach ludzkich, wskazując harcowników dezinformacji. Ale nie dbamy o osłabienie podatności umysłów na łatwe przyjmowanie złych narracji, nic nie robimy ze złożami ksenofobii, antysemityzmu, dyskryminacji, zachwytu nad mocą agresji, nazywanej skutecznością.

Dezinformacja nie tylko polaryzuje społeczeństwa. W takiej skali, obecna w codziennym życiu publicznym i w każdej sferze naszej egzystencji – dzieli nas, ale też dezintegruje. Niszczy jakiekolwiek zaufanie. Jesteśmy rozpraszani każdego dnia – i tym łatwiej stajemy się przedmiotem manipulacji. Czy zdezintegrowane społeczeństwo jest jeszcze społeczeństwem?

Przegapiona szansa

Po piąte, wszystko opisane powyżej – koszmarna dystopia obecnych czasów, nakłada na nas ograniczenia, paraliżuje w dostrzeganiu i pełnym wykorzystywaniu niebywałych szans, jakie nowe technologie niosą współczesnemu światu. Obecnie wiedza medyczna podwaja się co 73 dni. AI może zmienić nasze życie w każdej dziedzinie na lepsze: zapewnić wysokiej jakości edukację poprzez dostępność wielu zweryfikowanych źródeł wiedzy oraz przyspieszyć badania naukowe poprzez integrację danych czy superprecyzyjne urządzenia, na przykład do badania głębi w oceanach. Może umożliwiać wszechstronne diagnozy medyczne, kontrolowane terapie i w pełni personalizowane leczenie. Pomóc dokładnie monitorować procesy przemysłowe i prowadzić efektywną ochronę przed niszczeniem środowiska. A nawet precyzyjnie przewidywać zmiany pogodowe, by reagować na zbliżające się katastrofy. AI może być pomocna jeszcze w wielu innych sprawach, na sprawności zarządzania łańcuchami dostaw kończąc.

Świat korzyści jest bardzo bogaty, ale zdominowani przemocą, prymitywizmem, dezinformacją, redukcją poznawczą, brakiem zaufania i kapitału społecznego, brutalizacją języka – patrzymy nań jakby zza szyby. Z wymuszonego dystansu, który nie pozwala na pełne i twórcze stosowanie dostępnych innowacji. Fascynujemy się narzędziami nowych technologii, ale nie potrafimy ich oswoić dla siebie, bo od ich istoty oddziela nas nasze pełne rozregulowanie receptorów poznawczych.

Dla twórczego i sprawnego stosowania AI potrzebna jest zatem rozumna kontrola człowieka nad technologiami. Ale również wyznaczenie granic i sygnałów ostrzegawczych, których nie wolno przekraczać i lekceważyć – tak, by uniknąć łamania naszej podmiotowości oraz chronić się przed niebezpieczną autonomią działania AI czy innych technologii. Część biznesu to rozumie, akceptuje to świat nauki, promują to organizacje konsumenckie i obywatelskie. Jednak presja amerykańskiego turbotechkapitalizmu rośnie i staje się niszczycielska. A tak zwany konserwatyzm współczesnego świata, bliski właściwie faszyzmowi, upaja się smakiem władzy turbotechów.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą Ameryka dzisiaj czyni światu. Odchodząc od zachodniego świata wartości – mimo buńczucznego wielosłowia antychińskiego i nibydemokratycznego – zbliża się do Chin i ich świadomego pomijania praw człowieka w procesie rozwoju i gospodarczego przyspieszenia.

Egzotyczna i narcystyczna Siła i Wielkość wyparły z amerykańskiego słownika prawdziwe wartości: Wolność i Demokrację.

Nowe ramy geopolityki – to trzy bliskie w działaniach swoiste autokracje: chińska, rosyjska, amerykańska (Xi Jinping, Putin, Trump).

Przeciwko dystopii

Po szóste więc, co można zrobić? Jak próbować przeciwdziałać już funkcjonującej w naszych społeczeństwach i umysłach pesymistycznej wizji przyszłości? Czy można w ogóle wyjść z zagrożenia dystopią, jak w starym „Black Mirror”, i szukać normalności, która może się okazać utopią naszych czasów. Normalność i zwyczajność jako utopia – jakiż to historyczny paradoks.

Nie ma innej odpowiedzi, jak skupienie uwagi na tym, co fundamentalne: człowieku w jego wszystkich wymiarach, osadzonym w przyjaznym środowisku lokalnym. A więc – lokalność!

Lokalna jest miejscowość, w której żyjemy, znając jej uliczki, sklepy, trwające żywo dziedzictwo oraz zwyczaje i opowieści mieszkających tu ludzi. Lokalna jest organizacja, w której chcemy być, dbając o własny rozwój, ale i relacje z innymi osobami. Jest też NGO podejmująca działania na rzecz innych, potrzebujących wsparcia i solidarności. Lokalne jest środowisko twórcze – redakcja, grupa dyskusyjna, znajomi spotykający się, by rozmawiać, ale i leciutko zmieniać otaczający świat. Lokalny może być zespół badawczy umiejętnie budujący więzi i współpracę, nie tylko między naukowcami, lecz także między ludźmi a AI czy jej agentami. Lokalna jest spółdzielnia czy inny mały podmiot gospodarczy, gdzie praca nie jest gonitwą konkurencji, ale mierzy się wartością służenia innym – poprzez produkty, usługi, inaczej pojmowaną siłę rynku.

Lokalne jest to środowisko, w którym nie zatracamy siebie – jak zniewoleni w mediach społecznościowych, poddani przebodźcowaniu informacyjnemu, pozornie wchodzący w interakcję z innymi ludźmi, z czasem słyszący tylko to, co dyktuje megafon populistycznego przekazu.

Wyzwanie na rok 2026

Jakie to proste: odzyskiwać samych siebie, odzyskiwać innych dla siebie i ich rozwoju, traktować świat narzędzi technologicznych jako świat narzędzi właśnie, a nie technoczarodziejstw. Wreszcie – mieć świadomość, że kluczem jest otoczenie kulturowe, w którym jesteśmy (kapitał kulturowy) zanurzeni w przeszłości, we współczesnym dzisiaj oraz z nadziejami na przyszłość.

To jest wyzwanie na 2026 i lata nadchodzące.

Bez jego podjęcia świat będzie pogrążał się w populistycznej przemocy, chaosie fałszu informacyjnego, prymitywizmie poznawczym. Żadne proste gry wyborcze nas z tego nie wyzwolą. Dopóki nie zmienimy „silnika” dzisiejszego świata, niczego nie zmienimy.