Odpowiedź na pytanie: „Czym jest dorosłość?”, może okazać się zdecydowanie trudniejsza, niż by się z początku wydawało. Już sam tytuł książki „Podobno dorośli” szwedzkiego duetu – Anniki Hedin i Hanny Klinthage – otwiera szerokie pole do interpretacji. Zawarte w nim słowo „podobno” wprowadza dodatkowy element niepewności i dystansu wobec tego, czym właściwie jest dorosłość i jakie cechy powinna ona obejmować. Tytuł książki dla dzieci podważa oczywistość kategorii, które w codziennym dyskursie traktowane są jako jednoznaczne. „Dorośli” w ujęciu Hedin i Klinthage nie są bowiem figurą normy czy wzorca, lecz przedmiotem obserwacji, refleksji, a momentami także subtelnej ironii. Dorosłość jawi się tu jako zbiór domniemań: dotyczących tego, co wypada, co należy, a czego nie wolno – jakby była raczej rolą społeczną niż realnym stanem istnienia. Książka skłania tym samym do postawienia pytania, czy dorosłość nie jest w dużej mierze konstruktem kulturowym, analogicznym do pojęcia dzieciństwa, choć zdecydowanie rzadziej poddawanym krytycznemu namysłowi, zwłaszcza w literaturze adresowanej do młodszych odbiorców.


Dorośli przedstawieni przez Hedin i Klinthage są postaciami złożonymi, niejednoznacznymi i zaskakująco bliskimi dziecięcej wrażliwości. Jak czytamy już na początku książki, są oni „wyjątkowi, zdolni i intrygujący, choć czasem trudno ich zrozumieć” [s. 3]. Autorki zaglądają dorosłym do głowy, a wnioski płynące z tej obserwacji są jednocześnie zabawne i trafne. Dorośli uwikłani w relacje międzyludzkie przypominają wręcz dzieci – z tą różnicą, że swoje wątpliwości i lęki rzadko wypowiadają na głos. Zastanawiają się, czy sięgnięcie po kolejny deser to już przesada, czy osoba stojąca obok nie aby jest robotem, albo czy puszczenie bąka w danej sytuacji będzie społecznie akceptowalne. Rezygnują ze słodyczy z rozmaitych, często błahych powodów, ale niekoniecznie dlatego, że naprawdę nie mają na nie ochoty. Powstrzymują łzy, ponieważ nauczyli się, że „dorosłym nie wypada płakać”, choć z perspektywy emocjonalnej wydaje się to całkowicie niedorzeczne.

Ten portret dorosłości dopełniają drobne, codzienne szczegóły: szybkie i nieuważne jedzenie, picie „obrzydliwej” kawy, zamiłowanie do spacerów i ciemności, co ostatecznie może prowadzić czytelnika, szczególnie dorosłego, do dość ponurych wniosków. Jednak i te cechy zostają opatrzone znakiem zapytania. Czy dorośli naprawdę tacy są, czy tylko „podobno”? Powracające w książce pytanie podważa oczywistość dorosłych zachowań i ujawnia ich umowność. W gruncie rzeczy wiele z nich okazuje się wynikiem społecznych oczekiwań, a nie autentycznych potrzeb czy pragnień.


W szerszej perspektywie „Podobno dorośli” dotyka problemów takich jak syndrom oszusta, lęk społeczny, niepewność finansowa czy chorobliwa nieśmiałość. Dorośli bohaterowie książki funkcjonują w przekonaniu, że pewnych rzeczy „im nie wolno”, ponieważ osiągnęli określony wiek. W rezultacie często tłumią w sobie dziecięce impulsy, traktując je jako coś niepożądanego, dzikiego i niecywilizowanego. Paradoksalnie jednak taka autocenzura przynosi niekiedy efekty odwrotne do zamierzonych. Dorośli, którzy za wszelką cenę starają się uchodzić za poważnych i odpowiedzialnych, bywają karykaturalni, a ich zachowania mogą sprawiać wrażenie mniej dojrzałych niż postawy dzieci, nad którymi przecież sprawują „władzę”: mają dawać przykład, formułować nakazy i zakazy, kształtować moralność czy oczekiwania wobec życia. Autorki nie formułują jednak jednoznacznego oskarżenia – raczej subtelnie wskazują na tendencję, która ujawnia się w pojedynczych gestach i reakcjach stworzonych przez siebie, czasami nad wyraz autentycznych, bohaterów. 

Z lektury książki wyłania się zasadnicze pytanie: czy dorośli, mimo oczywistych różnic – także tych o charakterze biologicznym – nie są w gruncie rzeczy bardzo podobni do dzieci? W dominującym dyskursie na temat dorosłości i dzieciństwa takie podobieństwo bywa marginalizowane. Tymczasem zarówno dzieci, jak i dorośli pragną przede wszystkim przynależeć: do grupy rówieśników w przedszkolu, zespołu w pracy czy kręgu „fajnych ludzi” podpatrywanych w mediach społecznościowych. W książce Hedin i Klinthage szczególnie interesujące jest odwrócenie perspektywy: to dziecięcy czytelnicy zyskują swoistą władzę poznawczą nad dorosłymi. Nie są oni przedmiotem opisu, lecz obserwatorami – przyglądają się dorosłym, analizują ich zachowania, czasem się z nich śmieją, ale przede wszystkim próbują zrozumieć, czym właściwie jest dorosłość. Jest to tym bardziej istotne, że w przyszłości sami będą musieli się z nią zmierzyć.


Integralną częścią książki są ilustracje Klinthage, które dopełniają i wzmacniają przekaz tekstu. Nawet jeśli styl graficzny artystki nie odpowiada wszystkim gustom, trudno odmówić ilustracjom staranności i wysokiego poziomu warsztatowego. Już pierwsza ilustracja wizualnie potwierdza jedną z głównych tez książki: zamiast koncentrować się na różnicach między dorosłymi a dziećmi, warto dostrzec przede wszystkim to, co ich łączy. Dziecko i rodzic siedzą obok siebie, ubrani w podobny sposób, sprawiają wrażenie swobodnych i zadowolonych ze wspólnie spędzanego czasu. Ten obraz stanowi symboliczną zapowiedź dalszej narracji.

„Podobno dorośli” to książka, która przynosi czytelnikom – niezależnie od wieku – zarówno radość, jak i refleksję. Skłania do zastanowienia się nad tym, jakimi dorosłymi chcemy być: nie tylko dla dzieci, które nas obserwują i naśladują, lecz także dla samych siebie – teraz i w przyszłości.

Książka: 

Annica Hedin, Hanna Klinthage, „Podobno dorośli”, przeł. Agnieszka Stróżyk, wyd. Zakamarki, Poznań 2025.
Proponowany wiek odbiorcy: 6+ (wskazanie wydawcy)

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.