To już czwarta duża fala demonstracji w tym kraju w ostatnich kilku latach. Pod koniec grudnia 2017 roku zawrzało na wschodzie Iranu, w świętym mieście szyitów, Maszhadzie. Powody były głównie ekonomiczne: drożyzna i brak perspektyw. W tym samym czasie młoda mieszkanka stolicy, Wida Mowahed, weszła na skrzynkę z transformatorem stojącą przy jednej z głównych arterii północnego Teheranu, zdjęła swoją jasną chustę, zatknęła ją na kijku i zaczęła nim machać. Szybko została zgarnięta przez służby porządkowe, ale wkrótce jej gest zaczęły naśladować kobiety w innych częściach kraju. Demonstracje trwały kilkanaście dni, wznoszono w ich czasie zarówno hasła obyczajowe, jak i bytowe. Zginęło kilkadziesiąt osób.
W Iranie wrze od lat
Jesienią 2019 roku ludzie wyszli na ulice z powodu drastycznych podwyżek cen paliw, które przez lata w tym naftowym kraju, jakim jest Iran, było śmiesznie tanie. Jednak mający kłopoty z powodu sankcji oraz nieudolnego zarządzania i korupcji rząd stopniowo znosił subsydia, aż w końcu podniósł ceny do takiego poziomu, że wielu obywateli przestało po prostu być stać na paliwo. Protesty szybko nabrały politycznego charakteru i ogarnęły cały kraj. Rząd odłączył internet i w kilka dni zabił najprawdopodobniej ponad tysiąc osób biorących udział w manifestacjach.
We wrześniu 2022 roku pojawił się kolejny impuls, który wyprowadził Irańczyków na ulicę. Tym razem złość wywołała śmierć Mahsy Amini, dziewczyny zmarłej po aresztowaniu przez policję obyczajową, najprawdopodobniej na skutek ciężkiego pobicia przez funkcjonariuszy. Trwające wiele miesięcy protesty odbywały się pod hasłem „Kobiety – Życie – Wolność” i podobnie jak poprzednie wybuchy gniewu miały przyczyny tak obyczajowe, jak ekonomiczne.
Szacuje się, że zginęło pół tysiąca osób, większość zabito bezpośrednio w czasie demonstracji, ale na zimno wykonano także ponad 20 wyroków śmierci na osobach uznanych za wichrzycieli sprzeciwiających się islamskiemu porządkowi. Protesty po śmierci Amini, podobnie jak wszystkie poprzednie, zostały utopione we krwi. Jednak niecałe trzy lata później Iran znów wrze.
Islamska Republika już dawno straciła legitymację do rządzenia
Mało kto wierzy, że ta forma rządów jest dobra, sprawiedliwa czy nawet skuteczna. W 1979 roku, i wcześniej, tysiące Irańczyków skandowało: na szarghi, na gharbi, dżomhurije eslomi! – nie wschodnia, nie zachodnia, republika islamska! Mieli dość rządów okrutnego szacha, którego postrzegano jako marionetkę europejskich mocarstw kolonialnych. Człowieka oderwanego od irańskich obyczajów i wartości, niezainteresowanego losem ludu satrapę.
Wiosną 1979 roku, kilka tygodniu po rewolucji, która obaliła szacha, za tą formą rządów opowiedziała się większość narodu w specjalnie rozpisanym referendum. Wielu nawet nie do końca wiedziało, za czym głosuje, bo konstytucję tworzącą podstawy dla irańskiej teokracji uchwalono dopiero wiele miesięcy później. Wyniesieni do władzy ajatollahowie odrzucili forsowaną przez szacha westernizację, ale także sprawili, że wielu, zwłaszcza tych biedniejszych i bardziej tradycyjnych Irańczyków, poczuło, że ich głos się liczy.
Terror początkowo wymierzony jedynie w zwolenników starego reżimu stopniowo dosięgał dawnych rewolucjonistów i wszystkich inaczej myślących. Teokracja nigdy nie spełniła 100 procent swoich obietnic, ale latami kupowała sobie lojalność dużej części ludności obfitymi subsydiami, możliwością awansu społecznego dla najbiedniejszych i nieźle zorganizowanym państwem, powszechnie dostępną edukacją i modernizacją prowadzoną z poszanowaniem tak zwanych tradycyjnych wartości.
Jednak z biegiem lat przemoc i represje się nasilały, a korzyści materialne z teokratycznych rządów topniały w oczach. Grono beneficjentów systemu zaczynało się zawężać do najściślejszych współpracowników reżimu. Irańczycy zaczęli dostrzegać, że Gwardia Rewolucyjna, zbrojne ramię rządzących ajatollahów, staje się potężnym państwem w państwie, a wypracowany przez obywateli w pocie czoła dochód narodowy, zamiast na budowę infrastruktury czy podnoszenie stopy życiowej, idzie na realizację mocarstwowych ambicji rządzących.
Nie da się zreformować kraju bez obalenia reżimu
Dziś Islamska Republika utrzymuje się dzięki terrorowi, jaki stosuje wobec większości obywateli i przekupstwu, które pozwala znacznie mniejszej grupie bogacić się kosztem ogółu. Każda kolejna fala demonstracji, od czego by się nie zaczęła, szybko staje się protestami przeciwko całej elicie rządzącej. W 2009 roku, kiedy byłam w Iranie relacjonować wybory prezydenckie, spotykałam jeszcze na pochodach ludzi, którzy mówili, że nie chcą obalenia Islamskiej Republiki. Deklarowali, że walczą z wypaczeniami, ale nie z system jako takim.
Trudno dziś znaleźć kogoś, kto wierzy, że Iran da się zreformować bez obalenia rządzącej nim klasy politycznej. Marg bar dikator – śmierć dyktatorowi – wybrzmiewa coraz częściej nawet na demonstracjach, do których iskrę zapalną dały podwyżki cen jaj lub benzyny.
Wiosną 2020 roku prawniczka Nasrin Sotude, znana z pracy pro bono na rzecz najbiedniejszych i z obrony interesów kobiet oraz przeciwników reżimu, latami więziona przez ajatollahów i akurat przebywająca na krótkotrwałym zwolnieniu z więzienia (potem jeszcze wróciła za kraty na kilka lat) mówiła mi:
„Po fali aresztowań ludzie już przestali wychodzić na ulice, ale nadal są niezadowoleni. Demonstrowali przeciwko podwyżkom cen żywności, a jedzenie jest tak samo drogie jak było. Irańska gospodarka nadal jest przeżarta korupcją, a inflacja tak samo wysoka jak wcześniej. Powody, dla których Irańczycy wyszli na ulice, nie minęły. Protesty chwilowo ucichły, ale złość w ludziach kipi. Są jak żarzące się węgielki pod warstwą popiołu. Wystarczy jeden mocniejszy podmuch, by ogień zapłonął z nową siłą”.
Dziś ogień znów płonie w Iranie
Często dosłownie, bo demonstranci podpalają budynki administracji publicznej. Czy prostującym wystarczy determinacji? Czy przyłączą się do nich jakieś służby mundurowe? Trudno na ten moment przewidzieć. Być może dni islamskiej republiki jeszcze nie są policzone, ale na pewno po tej kolejnej fali wybuchów rządzącym będzie trudniej utrzymywać się przy władzy.
Po stłumieniu protestów „kobiety–życie–wolność” zaostrzono kary za nieprzestrzeganie obowiązkowego hidżabu, mimo to od 2022 roku na irańskich ulicach stale przybywa kobiet bez przymusowej chusty na głowie. Ludzie w Iranie nie tylko przestali ufać rządzącym. Coraz częściej przestają się ich bać. Wychodzą masowo na protesty, mimo że władza jak zawsze brutalnie traktuje oponentów. Z irańskich szpitali płyną doniesienia o setkach rannych i zabitych od strzałów. Ofiar może być już ponad tysiąc, co trudno zweryfikować, ze względu na blokadę internetu. Jednym z pierwszych zabitych był podobno emerytowany członek Gwardii Rewolucyjnej, który dołączył do demonstrantów. To pokazywałoby, że nawet członkowie zbrojnego ramienia reżimu tracą w niego wiarę.
Demonstrującym brak jednak wyraźnego lidera. W Iranie nie ma żadnej zorganizowanej politycznie siły opozycyjnej, a migracja jest podzielona. Pod protesty usiłuje się podczepić syn ostatniego szacha – Reza Pahlawi, który w internetowych rolkach zapewnia rodaków o swoim poparciu i wspólnym rychłym zwycięstwie, ale jego popularność w Iranie jest niska.
Większości Irańczyków poprzedni reżim kojarzy się równie źle, jak obecny. Ale faktycznie w czasie niektórych demonstracji daje się słyszeć rojalistyczne hasła. Znacznie częściej jednak Irańczycy mówią, że prawdziwych zmian mogą dokonać tylko ludzie obecni w kraju, bez żadnej obcej interwencji.