Nowy nie-wspaniały świat

Akcja debiutanckiej powieści Boczkowskiego – zawodowego dyplomaty i „chłopaka z Woli”, zaczyna się zimą 1945 roku. Na wieść o wyswobodzeniu Warszawy przez Sowietów piętnastoletni Maciek wraz z rodzicami powraca z Sochaczewa do zrujnowanego miasta. To właśnie tam, w domu dalekiego krewnego, przeczekał najbardziej burzliwe wydarzenia wojenne. Na miejscu błyskawicznie okazuje się, że dawnego życia już nie ma. Przestronne mieszkanie zamieniło się w wydzieloną parcelę. Marzenie ojca – pracownika sanacyjnego Ministerstwa Skarbu Państwa – o awansie na naczelnika oraz jego żony o zostaniu żoną naczelnika pogrzebały gruzy Śródmieścia. Rodzinie pozostaje próba adaptacji w skrajnie niebezpiecznym środowisku, w którym trzeba uważać na pułapki hitlerowców, gruzowiska =grożące zawaleniem, pijanych Rosjan i innych bandytów, a także przemierzać kilometry w poszukiwaniu działających pomp wody i pożywienia. W tych dramatycznych okolicznościach próbuje odnaleźć się Maciek. Pomagając dozorcy-szklarzowi, przypadkowo odkrywa w sobie zamiłowanie do chemii. Wkrótce jego pasja i zdobywana na kursach wiedza mają okazać się przydatne przy… produkcji mydła.

To właśnie fabryka mydła „Wolność” łączy głównych bohaterów powieści. Szefem przedsięwzięcia jest ekscentryczny Puternicki, który wszedł w posiadanie znacznej sumy dolarów. Jak się okazuje, mężczyzna jest w rzeczywistości kimś innym, niż się wydaje. Przybrał tożsamość zmarłego towarzysza okupacyjnej niedoli. Ten, umierając, zdradził mu, gdzie ukrył pieniądze, które miały trafić do Narodowych Sił Zbrojnych. „Nowy” Puternicki cudem przeżył wojnę i bogatszy o zdobyty skarb pragnie wykorzystać daną mu przez los okazję. O pieniądze ktoś jednak z pewnością się upomni.

Irena jest młodą kelnerką pracująca w restauracji Kongo. W powstaniu straciła oko i ukochanego Tadzia. Z Puternickim łączy ją właśnie Kongo (w które ten inwestował) oraz dodatkowa praca – dziewczyna dorabia u niedowidzącego mężczyzny, czytając mu gazety. W jego mieszkaniu poznaje rezolutnego ulicznika – apasza – Ksandra. Pewnego dnia ta trójka postanawia ubić interes. A skoro młody sąsiad Puternickiego jest zapalonym chemikiem – pada pomysł produkcji mydła, przyjęty przez aklamację. To towar deficytowy i bardzo potrzebny ze względu na widmo duru brzusznego. Gdy zjednoczeni wspólną wizją rozbitkowie życiowi z zapałem Borowieckiego, Welta i Bauma, otwierają fabrykę, rozpoczyna się wielka przygoda, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji. Kapitalistyczna inicjatywa w Polsce, w której umacnia się władza socjalistyczna, nie ma prawa przetrwać. Pozwoli jednak bohaterom nie tylko dobrze zarobić i czerpać hedonistyczną radość z życia, ale też nawiązać wiele niecodziennych znajomości. 

„Prequel «Złego»”

„Nowy świat” to powieść pod każdym względem warszawska. Ale Boczkowski nie jest przecież pierwszym, który uczynił Warszawę nie tyle tłem wydarzeń, ile bohaterką swojej wielkiej (mowa o ponad 600 stronach) powieści. W latach pięćdziesiątych XX wieku zrobił to Tyrmand. W legendarnym „Złym” wszystko w stolicy było wyjątkowe – warszawskie tramwaje, knajpy, moda, fryzjerzy, a nawet śnieg, który „nigdzie nie potrafi tak szybko i tak beznadziejnie zmieniać się w brudne, dręczące błoto, ale też nigdzie nie pada z takim wdziękiem jak w tym mieście” [1]. Bohaterowie Boczkowskiego poznają oczywiście zaledwie osmalone ruiny metropolii. Mimo to w niedobitej Warszawie kiełkuje nowe życie, obficie podlewane alkoholem.

„Wszędzie niepodzielnie panowała wódka. W ogóle – była królową Warszawy. Wódkę pili milicjanci i pospolici bandyci. Pili ją koźlarze, których plecy pękały pod ciężarem cegieł […] pili architekci z BOS-u, którzy śnili o swoim mieście idealnym. Pili partyjni i antykomuniści, pił Bierut i Mikołajczyk. Pili nędzarze i pili eleganccy dyplomaci. Wódka dawała odwagę trwożliwym i wytchnienie bezsennym, była rozejmem dla zmęczonych wojną i dawną iskrą dla tych, którzy nie potrafili odnaleźć się w czasach pokoju. Była przy narodzinach i śmierci. Wódka była eliksirem miłosnym i pocieszeniem samotnych, nagrodą i odpuszczeniem grzechów. […] [Warszawiacy – przyp. JA] dzięki niej żyli, bo dzięki niej mogli zapomnieć o swoim życiu. Być może bez wódki nie byłoby Warszawy” [2].

Ten fragment, który z pewnością poruszyłby Jana Śpiewaka, mówi wiele o polskiej kulturze picia, nierozerwalnie związanej z traumami narodowymi. Widzimy to u Boczkowskiego, widzimy też u Tyrmanda, u którego pojawiają się już oznaki wyniszczenia społeczeństwa przez alkohol. Niemniej to właśnie on w czasach, gdy nikt jeszcze nawet nie mógł marzyć o terapii, leczył „dusze”, mimo że często miało to opłakane skutki uboczne. 

Tym, co łączy Boczkowskiego i Tyrmanda, jest też fascynacja obszarem z wódką ściśle powiązanym, czyli warszawskim półświatkiem. W „Nowym świecie” łącznikiem między społeczeństwem a ferajną jest Ksander – wytatuowany, mówiący slangiem apasz rodem z książek Grzesiuka, który podczas powstania na własną rękę wymierzał nożem sprawiedliwość. Warszawa Boczkowskiego pełna jest sierot, „półdzikich” dzieci wspinających się po niestabilnych szkieletach budynków (np. Prudentiala), które tragiczna sytuacja egzystencjalna pcha w odmęty przestępczego świata. I to właśnie z takich dzieci i nastolatków, „bezprizornych”, wyrastali późniejsi żołnierze Merynosa i Kruszyny, zasiedlający karty „Złego”.

Zdążyć przed stalinizmem

Akcja powieści w większości [3] rozgrywa się w krótkim okresie powojennej swobody kulturalnej. Liczne okna otwarte są na Zachód, socrealizm miał przecież zostać narzucony dopiero w 1949 roku na zjeździe Związku Literatów Polskich w Szczecinie. Jerzy Borejsza, z którym powiązany jest jeden z bohaterów, za sprawą „Czytelnika” chce promować w kraju światową literaturę, planuje organizację Światowego Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju. Nikt jeszcze nie wie, jak poważne skutki geopolityczne będzie miało sowieckie „wyzwolenie”, bohaterowie zawieszeni są w historycznym „pomiędzy”, wśród niedopowiedzeń. W powietrzu wisi trzecia wojna światowa, dzwoni głuchy telefon – jednego dnia umiera Mikołajczyk, drugiego Gomułka. UB nie jest jeszcze tak groźne jak w latach pięćdziesiątych. W knajpach gra jazz – muzyka kojarzona z „obrzydliwym Zachodem”, która choć oficjalnie nigdy nie został zakazana, w mrocznych latach stalinizmu zeszła do piwnic. Sztandar rewolucji jazzowej w Warszawie Boczkowskiego niesie między innymi August Agbola O’Brown – jedyny czarnoskóry powstaniec [4], a także zapalony perkusista, lider ośmioosobowej kapeli jazzowej. Dla głównego bohatera książki – Maćka – kontakt z tą muzyką jest doznaniem mistycznym, ekstatycznym:

„Jazz szeptał imię bóstwa, którego świątynią było Piekiełko, nocny klub w piwnicy spalonej kamienicy na rogu Hożej i Poznańskiej […] Świeckie nawrócenie dokonało się za sprawą błyszczących puzonów, dwóch trąbek, saksofonu, klarnetu, a przede wszystkim perkusji, która wibrowała, która nadawała rytm muzyce, dyktowała rytm sercom, hipnotyzowała” [5].

Bezprecedensowa rola czarnej muzyki w powojennym świecie to kolejny wątek, który podczas lektury „Nowego świata” przypomina nam o Tyrmandzie – szczególnie jego świetnym eseju „U źródeł jazzu” z roku 1956. Pisarz twierdził, że „jazz i jego skutki społeczne wyprowadza się z odrodzenia pierwiastka bachiczno-dionizyjskiego w kulturze współczesnej i obyczaju”. Zwracał uwagę, że popularność tej folkowej muzyki wypływa również z „potrzeby ekstatyczności tkwiącej głęboko w człowieku współczesnym”, a także, że jazz był „odpowiedzią na jakąś bliżej nieznaną potrzebę współczesności” [6]. Ta nieokiełznana, ludyczna (i ludowa) energia do dziś przenika różne gatunki muzyki rozrywkowej, które pewnie nigdy by nie zaistniały, gdyby nie wirtuozeria czarnoskórych instrumentalistów z Nowego Orleanu.

Bohater dynamiczny

„Nowy świat” realizuje wiele znanych schematów fabularnych, w tym powieści inicjacyjnej. Maciek w powojennej Warszawie dojrzewa, poznaje śmierć i seks (wszechobecne w stolicy), przeżywa rozmaite perypetie. Autor korzysta z utrwalonego w literaturze motywu awansu poprzez edukację, bo to dzięki zgłębieniu chemii bohater jest w stanie wyrwać się z biedy, a później rozwinąć karierę naukową w PRL-u. Poszukując innych nawiązań, warto zwrócić uwagę – choćby w kontekście tropów epickich – że w losy Maćka wpisany jest znany z mitologii i wielkich eposów topos katabazy. W poszukiwaniu zaginionego przyjaciela, pseudo-Puternickiego, Maciek zstępuje do najmroczniejszych czeluści Warszawy – cuchnącej mordowni, gdzie upijają się pracownicy brygad ekshumacyjnych. W dalszej części książki bohater wplątany zostaje w intrygi i akcje, których nie powstydziliby się autorzy thrillerów szpiegowskich. Choć Maćkowi nie udało się okiełznać potęgi atomu, w dorosłych życiu osiągnął coś niemalże równie wielkiego – opatentował płyn hamulcowy o temperaturze wrzenia 480 kelwinów. I tę wiedzę, skrytą w mikrofilmach, będzie chciał przemycić na Zachód. Boczkowski domyka najważniejsze wątki wraz z końcem powieści, ale odnoszę wrażenie, że pozostawia nieco miejsca na potencjalne dalsze przygody protagonisty – sequel nie jest konieczny, ale nie jest też wykluczony.

„Nowy świat” broni się jako powieść sensacyjno-przygodowa czy wojenna (albo powojenna), która odświeża w naszej pamięci liczne skojarzenia lekturowe (wśród nich oprócz „Złego” Tyrmanda, wymieniłbym „Kolumbów. Rocznik 20” i „Losy” Bratnego, a nawet „Boso, ale w ostrogach” Grzesiuka), a ponadto okazuje się opowieścią niezwykle budującą. Okaleczona Warszawa to miasto ludzi bez oka, ręki czy nogi, „którzy mimo to ścierają parkiety w Śródmieściu i na Pradze”. Nie jestem w stanie uniknąć patosu i górnolotnego stwierdzenia, że to książka o triumfie życia nad śmiercią nie tylko dla Warszawiaków, ale to oni – ci, którzy przyswoili miejskie traumy powstańcze, miejską mitologię, a w końcu zaznajomieni są z topografią miasta – z pewnością zbudują z prozą Boczkowskiego szczególnie intymną więź.

Przypisy:

[1] Leopold Tyrmand, „Zły”, Warszawa 2014, s. 65.
[2] Jerzy Boczkowski, „Nowy świat”, Warszawa 2025, s. 408.
[3] W większości, ponieważ linearną narrację zaburzają niekiedy fragmenty przenoszące nas do roku 1969, kiedy świat szykuje się do lądowania Amerykanów na Księżycu, a w Polsce za sprawą moczarowców komunizm spotkał się nacjonalizmem.
[4] To postać historyczna, jednak z powodu braku jednoznacznych dowodów, historycy spierają się co do tego, czy faktycznie brał udział w powstaniu warszawskim.
[5] Jerzy Boczkowski, dz. cyt., s. 253–254.
[6] Leopold Tyrmand, „U źródeł jazzu”, Warszawa 2014.

Książka: 

Jerzy Boczkowski, „Nowy świat”, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2025.