Kanał Zero wyemitował w czwartek nowy program publicystyczny – Liga Debat. Pomysł oparty jest na formule debat wyborczych. Teoretycznie powinien więc być nudny. Tymczasem, jak obliczył kolektyw analityczny Res Futura, pierwsza debata z planowanych sześciu, wywołała ponadprzeciętne zaangażowanie komentujących. Jej zasięg to 2 miliony – tyle osób dotychczas mogło ją zobaczyć czy usłyszeć. A dwa najbardziej „nasycone” tematy to negacja komór gazowych (31 procent) i propozycja likwidacji płacy minimalnej (26 procent).

Do obu tematów największy wkład wniósł Roman Fritz, poseł i wiceprezes Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. To on negował w programie istnienie komór gazowych i zasugerował, że należałoby zlikwidować płacę minimalną.

Podsumowując ten wątek – polityk o skrajnych poglądach, łamiący prawo (jest tym negowanie Holokaustu czy zakłócanie pracy szpitala w Oleśnicy, by uniemożliwić wykonywanie legalnych aborcji) przykuł największą uwagę widzów programu o dużej oglądalności. Co z tego wynika?

Festiwal kłamstw

Najpierw podsumujmy, co bliski współpracownik Grzegorza Brauna, uczestnik jego akcji (oprócz najścia na szpital w Oleśnicy zabrał też flagę Unii Europejskiej z budynku  ministerstwa przemysłu w Katowicach) powiedział w programie prowadzonym przez Krzysztofa Stanowskiego.

Jednym słowem? Kłamstwa.

Szczegółowo? Oto kilka z nich (nie wszystkie). Powiedział, że szukał w internecie czegoś na temat komór gazowych w Auschwitz i nie znalazł zdjęć, które byłyby dowodem na to, że istniały. W ogóle nie znalazł dowodów, bo jak twierdzi – ich nie ma. Jest na ten temat natomiast coraz więcej dezinformacji, przy czym z kontekstu wynikało, że dezinformacją są twierdzenia, że komory były.

Fritz mówił też o niskiej dzietności. W związku z nią trzeba od przedszkola uczyć dzieci tego, że największe szczęście to własna rodzina i gromadka dzieci. Może to robić nauczyciel lub katecheta – najważniejszy jest przekaz.

Kłamstwo polega na sugestii, że ludzie nie doceniają tego, czym jest rodzina, czy też nie chcą jej mieć z powodu zmian kulturowych.

To stara teza prawicy skierowana w stronę nieprawicową, krzywdząca, wręcz okrutna.

Przecież jeśli akceptuję to, że ktoś nie chce mieć rodziny, to nie znaczy, że sama nie chcę jej mieć. Jeśli chcę realizować się zawodowo, mieć niezależność finansową, to nie znaczy jednocześnie, że nie kocham swojej rodziny i nie uważam jej za największy skarb. Jeśli nie jestem katoliczką, konserwatystką to nie znaczy, że rodzina jest dla mnie nieważna. Jest najważniejsza.

Jeśli zmiany kulturowe mają wpływ na niską dzietność, to tylko wtedy, kiedy idą za wolno – nie dają możliwości niezależności, równości, bezpieczeństwa. Brakiem zmian jest stygmatyzowanie aborcji, które prowadzi do śmierci kobiet w szpitalach, nieudolna pomoc ofiarom przemocy domowej, luka w płacach kobiet i mężczyzn. Roman Fritz, sugerując, że konserwatywny krąg kulturowy sprzyja dzietności, kłamie.

Polexit i walka z kobietami

Kłamstwo trzecie – polexit. Fritz kilka razy powtórzył w programie, a jego ugrupowanie forsuje tę tezę powszechnie, że Polska powinna wyjść z Unii Europejskiej, bo przynależność do wspólnoty jej szkodzi. Argumentuje, że unijne strategie to tak naprawdę ideologia, która naraża realne dobro polskich przedsiębiorców czy rolników. Jako przykłady podaje Zielony Ład czy umowę z Mercosur. Kłamstwo polega na pominięciu cywilizacyjnego skoku, jaki dzięki członkostwu w UE dokonał się na polskiej wsi, w infrastrukturze i całej gospodarce. Pomija się też fakt, że to właśnie unijne fundusze nadal napędzają rozwój Polski.

Kłamstwo czwarte – aborcja to zabijanie dzieci i trzeba z nią walczyć w imię ratowania ich życia.

Prawda polega na tym, że światopogląd Romana Fritza służy mu do rozwijania kariery politycznej, a nie do ratowania dzieci.

Zakaz aborcji nie ratuje życia dzieci, tylko naraża niektóre z nich na niehumanitarne, bestialskie traktowanie (na przykład doprowadzenie do urodzenia dzieci z nieodwracalnymi wadami uniemożliwiającymi przeżycie i prowadzącymi do nieuniknionej i bolesnej śmierci). Zakaz aborcji naraża też zdrowie i życie kobiet. To zresztą jeden z powodów, dla których kobiety boją się zachodzić w ciążę, a więc jeden z powodów niskiej dzietności.

Kłamstwo piąte – to postawa Friza, jakoby mówił racjonalnie. Fritz nie twierdzi tego wprost, ale jego ton i sposób doboru słów mają przekonać odbiorcę, że ma do czynienia z człowiekiem przekonanym o swojej racji i mającym dla niej mocne podstawy. A, jak już wiemy, są to kłamstwa. Fritz nie mówi racjonalnie, tylko odgrywa racjonalność. A mówi kontrowersyjnie, czyli liczy na rozgłos.

Jego słowa nie ważą tyle, co słowa rzeczywiście racjonalne, ale są tak traktowane, skoro na równi z tamtymi są wypowiadane w debacie.

Na czym polega szkodliwość kłamstw Romana Fritza?

Po pierwsze – na tym, co wynika z wniosków powyżej. Skrajne, kłamliwe, nieracjonalne tezy są traktowane, jakby były poglądem wartym dyskusji. Zyskują w ten sposób na wiarygodności. Załóżmy, że poproszę Groka o zdjęcie Grzegorza Brauna w koszulce z napisem „miałem aborcję”. Grok oczywiście wygeneruje je. Czy mogę go użyć w debacie jako dowodu na to, że Braun popiera aborcję? Czy w ogóle ktoś mnie zaprosi do debaty, żebym dowodziła tej tezy za pomocą zdjęcia z internetu? To, dlaczego zaprasza się Fritza, żeby opowiadał swoje kłamstwa na równi z innymi – może niekoniecznie prawdami, ale wypowiedziami mającymi jakikolwiek kontakt z Ziemią?

Fritz może więc opowiadać swoje szkodliwe bzdury z marsową miną, jakby były godne wzięcia pod uwagę. To jednak szkodzi debacie, bo ta traci na powadze i wiarygodności. I co o wiele gorsze – szkodzi społeczeństwu, bo staje się poglądem, który może zostać wzięty pod uwagę.

Czemu słowa Fritza mają służyć?

I to jest drugi punkt – kłamstwa o Holokauście wypowiedziane przez brawurowego i pewnego siebie antysystemowca nabierają mocy poglądu.

Można sobie je wziąć jako jajko do rzucania w system, albo, co gorsza, potraktować jako opcję.

A kto nam zabroni myśleć? Kłamstwo o polexicie może podnieść nastroje antyunijne i spotęgować korzystny dla Rosji chaos. Kłamstwo o dzietności i aborcji może podbijać lęki związane z równością płci, rozbijając społeczeństwo. Może sprzyjać przemocy, bo siła fizyczna osobom sfrustrowanym i bezsilnym zastępuje argumenty i myślenie.

Kłamstwa Fritza w programie Stanowskiego, a szerzej – polityków Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, prowadzą do tego, że w grze politycznej nawet najbardziej fanatyczne wizje mogą być potraktowane jako fakty, by zdobywać popularność. Na to nie da się odpowiedzieć realnym programem, racjonalnymi argumentami. To odrealnia politykę i prowadzi do stworzenia z polityki świata równoległego.

Co więc można zrobić?

Jaką przyjąć strategię wobec takich kłamstw, wystąpień bardziej scenicznych niż politycznych? Co zrobić, żeby radykalni, cyniczni kłamcy nie potęgowali chaosu w państwie i destrukcji w społeczeństwie?

A przypomnijmy, że Korona Polska ma około 10 procent poparcia – co ewentualnie może jej dać pozycję rozgrywającej mniejszości w przyszłym Sejmie.

Strategia pierwsza – na Tobiasza Bocheńskiego. Czołowy polityk PiS-u z frakcji „maślarzy” w prowadzonym przez Stanowskiego programie zdecydował się obnażyć kłamstwa Fritza w sprawie komór gazowych. W wymianie jeden na jeden, jak sam przyznał, dał mu mówić na ten temat, żeby wszyscy mogli usłyszeć, co Fritz głosi. Uzasadniał, że obecność ludzi z takimi poglądami na prawicy szkodzi jej. A gdyby prawica doszła do władzy – państwu, bo premier musiałby na forum międzynarodowym tłumaczyć się z takich poglądów.

Można docenić intencje Bocheńskiego, ale dał właśnie 2-milionowy zasięg herezjom Fritza. Być może dla części widzów będą one kompromitujące. Ale możliwe też, że część oglądających pomyśli, że Fritz to kozak, bo bez mrugnięcia okiem mówi takie rzeczy, za które zwykłemu człowiekowi zaraz zrobiliby inbę. Lepiej poszukać innego sposobu.

Strategia druga – zmilczeć.

Jeśli nie pomożemy braunowcom szerzyć zasięgów, będzie im trudniej.

Nie będą, oczywiście, odcięci od internetu, a więc zdobędą jakąś publiczność, ale mniejszą, gdy będą działać sami. Jest tu jednak pewien problem – kłamstwa zostaną puszczone w przestrzeń bez sprostowania. Jeśli nikt się do nich nie odniesie, nie zostaną zdemaskowane.

Strategia trzecia – karać. Za kłamstwa w sprawie aborcji, liczby urodzeń czy polexitu się nie da. Ale za negowanie Holokaustu są paragrafy. Za działania, takie jak wtargnięcie do szpitala czy niszczenie flagi unijnej – też. Braunowcy nie mają jeszcze takiego poparcia, żeby sprawne działanie prokuratury i sądów zrobiło z nich męczenników. Wielkich demonstracji pod sądami w ich sprawie nie będzie.

Wydaje się więc, że jedynym możliwym rozwiązaniem jest to, żeby państwo skutecznie egzekwowało wobec nich prawo. A media nie publikowały ich kłamstw bez komentarzy i weryfikacji. Oraz nie traktowały ich na równi z innymi – nieidealnymi przecież, delikatnie mówiąc, ale jednak trzymającymi się pewnych granic – politykami.

Kiedy Fritz czy Braun zostaną jednymi z nich, a więc wejdą do mainstreamu, to przestaną obowiązywać jakiekolwiek zasady.