Zacznijmy od dwóch faktów na temat twórczości Emilii Konwerskiej. Pierwszy z nich, może w gruncie rzeczy mało istotny (ale jakże uroczy!), dotyczy okładek książek pisarki, na których zawsze znajduje się jakieś zwierzątko. Dotychczas gad lub płaz. Po drugie, nie można zapominać, że Konwerska jest poetką i nawet jej debiut prozatorski poezją jest podszyty. „Rzeczy robione specjalnie” – zbiór trzydziestu dziewięciu małych próz – doczekał się niezłej recepcji krytycznej. Co prawda, początkowo Olga Żyminkowska nieco ostudziła zapał czytelników konkluzjami na łamach „Dwutygodnika” [1], ale już recenzja Izabellii Adamczewskiej-Baranowskiej dla „Dziennika Literackiego” udowodniła, że prozy Konwerskiej skrywają więcej, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać, chociażby kontekst neuroqueerowości [2]. Nie będę powielać wątków podjętych przez moje poprzedniczki, wskażę za to kilka dodatkowych tropów, dlaczego dobrze przeczytać „Rzeczy robione specjalnie”.

Nieprzewidywalność

Tym razem fakt z życia Emilii Konwerskiej – poprosiła, aby w dzień jej urodzin przyjaciele wymiauczeli „Sto lat” [3]. Biesiadnicy sprostali zadaniu i efekt był podobno zachwycający. Myślę, że życzenie kociego coveru polskiej zaśpiewki mogłaby mieć również narratorka-bohaterka „Rzeczy robionych specjalnie”, bo chyba ponad wszystko nie cierpi przewidywalności. Bezimienna rozwódka, prowadząca z pozoru zwyczajne życie, niewiarygodnie dobrze bawi się sama ze sobą. Na przykład pewnego razu będzie dotykać ścian podczas stawiania każdego kroku. Czerpie też rozkosz z jedzenia w towarzystwie obcych zwierząt lub w konkretnej sytuacji wyobraża sobie siebie na miejscu kogoś innego. A nawet próbuje odtwarzać dni z życia listownego kochanka swojej przyjaciółki. Jedno jest pewne, gdyby bohaterka Konwerskiej trafiła do filmu „Dziewczyny do wzięcia” na pewno nie musiałaby pytać „mętnego magistra czy inżyniera” dokąd pójść. W przeciwieństwie do nich ona naprawdę wie, że możliwości jest wiele, a nawet bardzo wiele, aby umilić sobie czas w mieście [4].

Kolejny fakt z życia wrocławskiej pisarki – pomysły na pisanie wpadają jej do głowy w komunikacji miejskiej [5]. Świadczą o tym również wpisy z Facebooka Konwerskiej: „dziś w tramwaju widziałam pana w brązowej, skórzanej kurtce z białym kożuszkiem, który przez całą drogę oglądał w internecie brązowe, skórzane kurtki z białym kożuszkiem” [6]. Sama nieraz jeździłam mknącymi po szynach niebieskimi tramwajami i wiem, że przeżyć w nich można wiele. Dobrze więc, że pisarka zdecydowała się wprowadzić codzienny element scenografii ulicznej do swoich jakże miejskich próz. Bohaterka jeździ tramwajem, czeka na tramwaj, spotyka w tramwaju chorego psychicznie mężczyznę, który ją ignoruje (to według narratorki źle). Tramwaje stają się przyczynkiem do historii: 

„[c]zekałam bardzo długo na ten tramwaj i miałam o czym myśleć. Chwilę wcześniej usłyszałam sapanie, nie jakieś bardzo głośne, ale głośne wystarczająco. Byłam przekonana, że to mały, biały piesek. Wesoły i z wywalonym językiem. Ogarnęły mnie czułość i spokój, ale kiedy zorientowałam się, że dźwięk wydobywa się z ust dziwnie ubranej kobiety, od razu poczułam szalony gniew”. 

Innym razem bohaterka jadąc tramwajem, czuje zapach lilii, ale kwiatów obok niej – ku rozczarowaniu – nie było. Zmienne nastroje, które towarzyszą bohaterce prawdopodobnie są symptomem ADHD, o czym pisze w przywołanej już recenzji Adamczewska-Baranowska. Mnie jednak interesuje sposób konstruowania opowieści, a przede wszystkim jeden element, który w zacytowanym wyżej fragmencie wywołał u mnie szczery śmiech.

Humor i poezja

Ważnym składnikiem tych narracji jest element zaskoczenia. Narratorka „Rzeczy robionych specjalnie” z jednej strony pragnie mieć kontrolę nad swoją rzeczywistością, z drugiej jednak niespodzianka (nie zawsze pozytywna) nadaje sens jej życiu. Konwerska składa opowieść z pozornie niepasujących do siebie elementów, by wprowadzić czytelnika w stan osłupienia, czasami wyprowadzić go na manowce, a całkiem często po prostu rozbawić. O tej grze świadczą również „dziwne” tytuły. Krótkie formy, pozbawione mielizn warsztatowych, zostały skonstruowane z niezwykłą uważnością. Każde słowo znajduje się na swoim miejscu i znaczy właśnie tyle, ile powinno. Ta kondensacja treści jeszcze bardziej potwierdza moje przekonanie, że Emilia Konwerska myśli wierszem. Po pewnych modyfikacjach, choć bez większego wysiłku, narracje te mogłyby się zmieścić w wersach. 

Pisarka była dwukrotnie nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia w kategorii poezja, czyli obie jej książki poetyckie – „112” (papierwdole) i „Ostatni i pierwszy kajman” (Wydawnictwo j) – zostały zauważone i docenione przez środowisko literackie. Operują one elementem zaskoczenia i w kilku wersach opowiadają wielowątkową historię: „chart to kręgosłup i serce / kiedyś pobiegnie przez las i upuści swój patyk / z jakiegoś powodu / a ja kilka dni później podniosę ten sam patyk / jak myślisz / dlaczego?” (O miłości) [7]. Albo: „wszyscy mężczyźni, którzy mnie kochają / albo kochali, / na spacery chodzą z dłońmi splecionymi z tyłu / jak starcy (o niezgodzie lewej strony z lewą) [8]. 

Prozy z „Rzeczy pisanych specjalnie” konstruowane są na podobnej zasadzie, jak wiele wierszy autorki – treść obrasta w konteksty, narracja w trybie ekspresowym przechodzi z wątku na wątek, a pozornie nieważny pretekst pozwala wprowadzić nowe znaczenia. Efekt czasami bywa komiczny, a czasami daje po prostu do myślenia.

Krytyka w prozie Konwerskiej dostrzegła powinowactwa z surrealizmem. Zgoda, wiele zachowań narratorki przypomina zabawy surrealistów. Wydaje się jednak, że źródło tych pomysłów płynie z wyobraźni dziecka. Palec do budki, kto chociaż raz w życiu faworyzował jednej ze swoich stóp, albo wierzył w magię, rzucając klątwy. Bohaterkę Konwerskiej, pomimo diabelskich różek (a może nawet i za nie), da się polubić. Opisane dziwactwa, które inicjuje narratorka, podane są natomiast w sposób pełen wdzięku, przez co zaczynam się zastanawiać, czy twórczość ta nie zasługuje na miano „urokliwej” (choć jeszcze nie wiem, co ta kategoria miałaby oznaczać). Nie jest to może przełomowa lektura, ale na pewno godna uwagi, tym bardziej, że mamy do czynienia z debiutem. 

Cieszę się, że Emilia Konwerska nie rezygnuje również z pisania poezji, bo prawdopodobnie już w przyszłym roku ukaże się jej kolejny tom wierszy. I z tego co wiem, na okładce „Obietnicy” tym razem nie zobaczymy zwierzaka. Tymczasem odsyłam do książki z żabą żonglującą sztyletami, bo żonglerka poprawia refleks, koncentrację i pomaga w redukcji stresu, a przy tym może okazać się kolejnym pomysłem na niezłą zabawę.

 

Przypisy:

[1] O. Żyminkowska, Nic specjalnego, https://www.dwutygodnik.com/artykul/12123-nic-specjalnego.html [dostęp: 7.12.2025]

[2] I. Adamczewska-Baranowska, Syndrom obcej twarzy [recenzja], https://dziennikliteracki.pl/izabella-adamczewska-baranowska-syndrom-obcej-twarzy-emilia-konwerska-rzeczy-robione-specjalnie-miniatury-prozatorskie-wspolczesna-proza-polska-nowa-proza-polska-wspolczesne-opowiadania-polskie-polska/ [dostęp: 7.12.2025]

[3] Drenda i Paśnik w Czwórce [audycja radiowa Olgi Drendy i Jacka Paśnika z gościnnym udziałem Emilii Konwerskiej], https://www.polskieradio.pl/10/11046/Artykul/3608219,emilia-konwerska-–-opowiedziala-o-swojej-debiutanckiej-ksiazce-rzeczy-robione-specjalnie-czesc-ii [dostęp: 7.12.2025]

[4] Dziewczyny do wzięcia, reż. Janusz Kondratiuk, 1972.

[5] Drenda i Paśnik w Czwórce, dz. cyt.

[6] Post z 8 grudnia 2025 [Facebook autorki]

[7] E. Konwerska, 112, Ligota Mała–Dùn Èideann 2021, s. 32.

[8] E. Konwerska, Ostatni i pierwszy kajman, Wrocław 2023, s. 34.

 

Książka:

Emilia Konwerska, „Rzeczy robione specjalnie”, wyd. ArtRage, Warszawa 2025.