Szanowni Państwo!
Rok prezydentury Donalda Trumpa to rewolucja ustrojowa, społeczna i międzynarodowa. Skala i tempo zmian są zupełnie inne niż w jego pierwszej kadencji. W związku z tym coraz częściej powtarza się pytanie: czy w Ameryce odradza się faszyzm?
W sobotę w Minneapolis służby odpowiedzialne za ściganie nielegalnych imigrantów po raz kolejny zabiły amerykańskiego obywatela. I podobnie jak w przypadku wcześniejszego zabójstwa Renée Nicole Good 7 stycznia – okoliczności zastrzelenia Alexa Prettiego są kłamliwie opisywane przez Trumpa i jego służby. Mimo że bez trudu można te kłamstwa zweryfikować.
Na licznych nagraniach widać, że Pretti, mimo że legalnie posiadał przy sobie broń, ani razu jej nie dotknął. W ręku trzymał jedynie telefon. To wystarczyło, aby służby Trumpa uznały go za terrorystę.
Prawda za rządów Trumpa przestała istnieć.
Propaganda Białego Domu bez skrupułów kreuje fikcyjny świat. Państwo stosuje przemoc systemową, rasizm, ksenofobię i nakręca nienawiść do przeciwników politycznych. Kryzys przeżywają praworządność, demokracja, porządek międzynarodowy i dotychczasowe zasady relacji między państwami. Bo wybór Amerykanów wpływa na cały świat.
Płać za ochronę, albo porachuję ci cła
W tygodniu poprzedzającym kolejne zabójstwo w wykonaniu agentów ICE świat żył szczytem w Davos, który zdominował, oczywiście, Donald Trump. Swoimi roszczeniami pod adresem Grenlandii i szantażami związanymi z uczestnictwem w Radzie Pokoju zwanej potocznie prywatnym ONZ Trumpa, o czym pisał Konstanty Gebert. Kto nie chce do niej przystąpić, płacąc przy tym miliard dolarów, ten powinien się liczyć z groźbą cłowego odwetu prezydenta USA.
Przypomina to płacenie gangsterom za „ochronę” lokalu, by nie został zdemolowany.
O mafijnych skojarzeniach z polityką Trumpa pisze w „Kulturze Liberalnej” Adam Traczyk.
Zdrowy rozsądek, czyli zamordyzm
Podczas drugiego zaprzysiężenia Trump mówił, że dokona rewolucji „zdrowego rozsądku” w polityce wewnętrznej i międzynarodowej USA.
Zaczął od rewolucji w instytucjach państwa przeprowadzonej przez Elona Muska, najbogatszego człowieka na świecie, który przez kilka miesięcy pełnił funkcję doradcy prezydenta. Za pośrednictwem powołanego – oraz wyjętego spod kontroli Kongresu – departamentu „DOGE” na początku 2025 roku ciął bezwzględnie i demonstracyjnie wydatki administracji. Zamiast zapowiadanego biliona dolarów oszczędności dziś administracja liczy koszty tej operacji. Jednak wpływy i interesy właścicieli bigtechów tylko wzrosły.
Ameryka, a wraz z nią inne państwa stają się coraz bardziej podporządkowane interesom grupy najbogatszych i najbardziej wpływowych osób. Porządku pilnuje systemowa przemoc z orężem ceł i innych mniej lub bardziej bezpośrednich szantaży.
Jednocześnie cięcia funduszy USAID, prowadzące do likwidacji ogromnej większości zagranicznych programów pomocowych, tylko w 2025 roku miały spowodować do 1,7 miliona dodatkowych zgonów.
Jedyną wartością drugiej prezydentury Trumpa jest czysta siła.
Pałka na słabszych
Logika, według której postępują Trump i jego administracja w przestrzeni międzynarodowej, to rodzaj odwróconej doktryny Roosevelta, brzmiącej w oryginale: „Mów łagodnie, ale noś grubą pałkę”. W wersji Trumpa wszelkie oznaki łagodności mają zostać usunięte. Dyplomacja ma zaś polegać na okładaniu zarówno sojuszników, jak i przeciwników po głowach.
Pałką w tym przypadku są wspomniane cła, ale też groźby militarne. Akcje takie jak porwanie prezydenta Wenezueli Nicholasa Maduro czy bombardowanie Iranu, a obecnie zapowiedź interwencji w tym kraju w związku z antyreżimowymi protestami. A cechą charakterystyczną realizowania tych gróźb – bezkarność.
Argument siły to cecha systemu faszystowskiego.
Trump używa dyplomatycznej pałki wobec słabszych, jak wobec Wołodymyra Zełenskiego, prezydenta Ukrainy. Jednak nie stosuje jej wobec Rosji – wprost mówiąc, że strefa interesów USA ogranicza się do zachodniej półkuli.
Kiedy w czasie drugiej wojny światowej mieszkańcy Stanów Zjednoczonych dostawali podobną ofertę polityczną – w postaci doktryny America First i aktywności America First Committee – wybierali między zgodą na zwycięstwo faszyzmu a zaangażowaniem w obronę wolności i demokracji na świecie.
Dziś Trump jest jak popularny wówczas lotnik i polityk Charles Lindbergh, który w wyborze między powinnością a izolacjonizmem nakłaniał do tego drugiego. Tyle że Lindbergh nie został prezydentem. A Trump i jego otoczenie koniec wojny widzi w radykalnych ustępstwach wobec Rosji, czego dowodem był niesławny 28-punktowy „plan pokojowy dla Ukrainy”. Ten, który Steve Witkoff, wysłannik Trumpa do Rosji, konsultował na Kremlu.
Główną cechą amerykańskiego prezydenta i jego otoczenia w relacjach z rosyjskim zbrodniarzem i jego ekspansywną działalnością jest uległość.
A nie zaangażowanie w pokój, jak – znów wbrew faktom – twierdzi.
Jak Trump zmienił Amerykę?
Trump pomija w swoich decyzjach Kongres i rządzi dekretami. Ignoruje wyroki sądów, jak ten w sprawie deportacji nielegalnych imigrantów. Podsyca przemoc na ulicach amerykańskich miast.
To – znowu – nie pierwszy raz, kiedy Amerykanie stają się ofiarami przemocy systemu władzy uzasadnianej ideologią. Komisja Josepha McCarthy’ego oskarżeniami o agenturę komunistyczną doprowadzała do oskarżeń, prześladowań i nagonki na niewinne ofiary. Dziś przemoc służb, na czele z ICE, uzasadniana jest walką z nielegalną imigracją. A ofiary tej przemocy są wskazywane jako winowajcy.
Czy Amerykanie obronią demokrację?
W ostatnim roku prodemokratyczna część amerykańskich wyborców zdawała się tkwić w apatii i bezsilności wobec rewolucji ustrojowej Trumpa. Dziś jednak na ulicach miast trwają protesty, a notowania prezydenta spadły w sondażach do 37–40 procent. To poparcie porównywalne do tego, jakie miał Joe Biden, gdy składał urząd.
Spadek notowań Trumpa może wynikać z tego, że obiecywana poprzez rewolucję poprawa jakości życia Amerykanów nie nastąpiła. W wyborach uzupełniających do Kongresu, które odbędą się w listopadzie, przewiduje się nadejście „niebieskiej fali”, czyli wygranej demokratów.
Amerykanie chcieli zmiany, szczególnie w zakresie walki z nielegalną imigracją. Ale trudno się spodziewać, że miała ona również polegać na wojowaniu z całym światem w imię pokoju oraz strzelaniu do „lewaków” na ulicach.
Jednak Trump już raz pokazał, że ocena i interpretacja wyników wyborów w jego przekonaniu należy do niego. Nie zaakceptował swojej porażki w 2020 roku. I namawiał swoich zwolenników do szturmu na Kapitol, do którego doszło 6 stycznia. Teraz ma do dyspozycji niemal cały aparat przemocy państwa.
I ultraprawicową, rasistowską, ksenofobiczną ideologię, która przemoc nazywa bohaterstwem.
Prezydent w dużej mierze realizuje plan opracowany przez Heritage Foundation, konserwatywny think tank. „Na 920 stronach szczegółowo rozpisano kolejne kroki, jakie należy zrealizować po odbiciu Białego Domu przez konserwatystów. Zarówno w zakresie pozbycia się deep state, konsolidacji władzy prezydenta, jak i radykalnej walki z nielegalną migracją, w tym z użyciem wojska”, pisaliśmy w 2024 roku.
Do tego, aktywny przed dekadami ultraprawicowy ruch John Birch Society znowu zyskuje wpływy wśród republikanów. A w obronie ruchów antyaborcyjnych, które w przeszłości dopuszczały się fizycznej przemocy, staje dziś wiceprezydent J.D. Vance.
W nowym numerze „Kultury Liberalnej” piszemy o tym, w jakie państwo zamieniła się Ameryka po roku rządów Donalda Trumpa.
Jakub Bodziony pisze o wewnętrznym chaosie, jaki zapanował w Stanach Zjednoczonych. Sytuację w Minneapolis, mieście terroryzowanym przez służby ICE, analizuje jako przykład ogólnego schematu działania administracji Trumpa. Na ile przemoc, kłamstwa, zastraszanie charakteryzują te rządy? Na ile wpisują się w logikę działania Trumpa otoczonego dworem, czymś na wzór mafijnej rodziny – i czemu to służy?
Zapraszamy do czytania nowego numeru „Kultury Liberalnej”,
Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin i Kamil Czudej