W ostatnich latach wzloty sondażowe Konfederacji zazwyczaj wywoływały w komentatorach ze strony liberalno-demokratycznej tony apokaliptyczne. Konfederacja sprzed lat – ze swoim odrzuceniem wspólnotowości, jeśli chodzi o sprawy społeczne, i ogólną przemocowością, jeśli chodzi o sprawy światopoglądowe, a jednocześnie anarchią, jeśli chodzi o sprawy obywatelskie – rzeczywiście przerażała. Bladzi komentatorzy nie wykluczali, że PiS może nawet wejść w nią w koalicję po nadchodzących wówczas wyborach i stworzyć rząd. To wydawało się najgorsze.

I to jest już nieaktualne. Nie chodzi o zdolność koalicyjną Konfederacji – ona jest już oczywista.

Nieaktualne jest to, że mówiąc o niej, bledniemy.

W ostatnim czasie wydarzyło się tak wiele, że partia, której jedną z twarzy jest Sławomir Mentzen, stała się zwykłą częścią polskiego krajobrazu politycznego. Sam Mentzen jest jednym z autorów tego sukcesu.

Zwolennicy? Nie, współtwórcy sukcesu

Konfederacja ogłosiła w ostatnich dniach, że tworzy program. Ale nie tak, jak inni, tylko wspólnie ze swoimi zwolennikami. Nadsyłają oni na specjalnie utworzoną platformę propozycje, które eksperci partyjni przedyskutują i wezmą pod uwagę podczas prac nad programem.

Eksperci natomiast, którzy odpowiadają za różne kategorie, typu: imigracja, środowisko, deregulacja czy Unia Europejska, opracowali już wstępne propozycje. Wśród nich likwidacja czy ograniczenia przywilejów na drodze dla aut elektrycznych, pieszych czy rowerzystów, zniesienie zakazu handlu w niedzielę, nocnych zakazów sprzedaży alkoholu czy palenia w restauracjach. No i zniesienie stref czystego powietrza.

To nie są nowe sprawy. Teraz jednak Mentzen odszedł od eksponowania kontrowersyjnego i niepopularnego radykalizmu antyaborcyjnego, a skupił się na tym, co jest atrakcyjne. Ośmiesza i odrzuca nieznośne dla wielu „lewackie” trendy. A za to głośno promuje rozumianą w tym kontekście jako normę niezmienność w sprawach obyczajowych, środowiskowych i gospodarczych. Robi to tak skutecznie, że po część haseł, na przykład gospodarczych, sięgają Koalicja Obywatelska czy PSL.

A więc zachęcając zwolenników do współtworzenia programu, Mentzen tworzy pozytywną wspólnotę. Oczywiście nie w kwestii współodpowiedzialności za obywateli, bo nikt tu nie chce podnosić składki na NFZ! Tylko w kwestii wspólnoty poglądów i wyborców.

Stworzenie poczucia współodpowiedzialności za partię wzmacnia potencjał identyfikacji z nią. Mentzen wyciągnął więc najpierw Konfederację z niszy dla radykałów, a teraz spaja jej zwolenników.

Krzyżowiec Braun

Skrajne poletko zagospodarował Grzegorz Braun i to też sprzyja Konfederacji. Bo wziął na siebie dziwność, obciach, śmieszność, teatralność, odrealnienie w fobiach. Antysemityzm, anachroniczny patriotyzm, wojujący katolicyzm – na to wszystko, jak widać po 10 procentach poparcia dla Konfederacji Korony Polskiej w sondażach – jest zapotrzebowanie. Biorąc takich wyborców, Braun odbiera ich Mentzenowi.

Ale zwolniona z obowiązku dbania o nich Konfederacja Wolność i Niepodległość może szerzej łowić. I dlatego dla części wyborców głos na tę partię nie będzie już zdradą liberalno-demokratycznych wartości. Może to być wolnorynkowy, „zdroworozsądkowy”, w pewnym sensie eksperymentalny, ale jednak dopuszczalny społecznie wybór.

Można sobie wyobrazić, jak zmęczeni ograniczeniami dla aut spalinowych i przymocowanymi na stałe zakrętkami do butelek przedsiębiorcy przymykają oko na sprzeciw Konfederacji wobec aborcji i przenoszą na nią swoje głosy z Koalicji Obywatelskiej. Bo sztandarem z aborcją wymachuje teraz Braun, a nie Mentzen. A Mentzen mówi, jak jest, i się nie boi.

PiS już nie ten

Najnowsze pytania do prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego dotyczą tego, czy wszedłby w koalicję z partią Grzegorza Brauna. To jest właśnie pytanie o gotowość do przekroczenia pewnej granicy. Kiedyś zadawano je w odniesieniu do Konfederacji. Teraz nikogo nie dziwi, że rozważa się wspólne rządy z Konfederacją – czy to PiS-u, czy (o zgrozo – mówilibyśmy jeszcze z pół roku temu) z KO.

A PiS, słabnące w sondażach, pogrążone w walkach frakcji i z ewidentnie słabszym niż zwykle przywództwem, nie jest w stanie zepchnąć Konfederacji na margines, zabierając sobie od niej to, co dla niego dobre, a resztę unieważniając czy demonizując.

PiS nie jest już oczywistym lepszym wyborem dla porządnego prawicowca. Musi walczyć o wyborców z Braunem.

A jawne popieranie Konfederacji nie jest już kłopotliwe. Mimo że partia rośnie w sondażach od dawna i od dawna spędza liberalnym demokratom sen z powiek, teraz dostała pewnej świeżości. Właśnie dzięki temu, że pewne środowiska przyjął do siebie Braun, a PiS osłabło.

MAGA pomaga

Do tego dochodzi jeszcze polska walka Trumpkarzy z anty-Trumpkarzami. Dużo mówi się o tym, że dla polskiej prawicy poparcie dla Donalda Trumpa staje się coraz większym balastem.

Wydaje się, że dopiero zanegowanie przez Trumpa roli nie-amerykańskich żołnierzy w misji NATO w Afganistanie doprowadziło do wstrzymania bezwarunkowej akceptacji części polskiej prawicy dla prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Jednak już nazwanie ofiar funkcjonariuszy federalnych „terrorystami” znalazło apologetów.

Podważanie wszelkich liberalnych świętości przez Trumpa i eksport ideologii MAGA do Europy sprawiły, że teraz wolno więcej. Niewiele jest już słów, których nie wypada powiedzieć, czego przykładem są chociażby brednie Brauna o komorach gazowych.

Na tym wszystkim też korzysta Konfederacja. To, co kiedyś było bezczelne, skandaliczne, niszowe, wstydliwe – stało się normalne. Teraz okoliczności sprawiły, że można ją popierać w zgodzie z ogólnie rozumianym poczuciem przyzwoitości i rozsądku.