Unia Europejska oraz Indie porozumiały się w sprawie umowy o wolnym handlu. Paradoksalnie politykiem, który przyspieszył zakończenie trwających od 2007 roku rozmów, był Donald Trump. Wojny celne prowadzone przez amerykańskiego prezydenta sprawiły, że politycy w New Delhi i Brukseli zintensyfikowali prace.

Zakończenie negocjacji poprzedziło przybycie do New Delhi António Costy, przewodniczącego Rady Europejskiej, oraz Ursuli von der Leyen, szefowej Komisji Europejskiej. Przedstawiciele najwyższych władz UE byli po raz pierwszy honorowymi gośćmi Dnia Republiki Indyjskiej. Dzień ten, obchodzony 26 stycznia, jest jednym z dwóch najważniejszych świąt państwowych w Indiach. Miało to symbolizować chęć budowy relacji politycznych i gospodarczych nie tylko z wybranymi państwami europejskimi, ale z całą Unią.

Indie są obecnie największym partnerem handlowym Unii Europejskiej

Obroty pomiędzy obu partnerami wyniosły w ubiegłym roku około 120 miliardów euro. Dzięki umowie powstaje częściowo wolny rynek, obejmujący ponad dwa miliardy ludzi. Prognozy wskazują, iż w 2030 roku Indie staną się trzecią, po Chinach i Stanach Zjednoczonych, gospodarką świata.

Trumpowska polityka uderzania cłami w kraje, które nie chcą podporządkować się amerykańskiemu dyktatowi, uświadomiła politykom w Indiach i w Europie, że umowa o wolnym handlu wzmocni odporność obu partnerów na naciski z Waszyngtonu. Głównie wyrażają się one w postaci gróźb kolejnych ceł, a Trump niejednokrotnie już deklarował, iż cła są „pięknym” i jego ulubionym słowem.

Waszyngton nałożył już karne cła na Indie za kupowanie przez ten kraj rosyjskiej ropy oraz rosyjskiego węgla. Jednocześnie zagroził krajom Unii Europejskiej oraz Wielkiej Brytanii podniesieniem ceł na produkty wytwarzane na Starym Kontynencie, jeżeli kraje te nadal będą się sprzeciwiać amerykańskim planom aneksji Grenlandii.

Trump chce szantażować Indie i Europę

Umowa o wolnym handlu ma więc zbliżyć do siebie oba potężne rynki. Przyśpieszenie prac nad indyjsko-unijną umową o wolnym handlu wymusiło na obu stronach negocjacji rezygnację z części oczekiwań. W efekcie umowa wyłącza z wolnego handlu wrażliwe segmenty gospodarki obu partnerów.

Po stronie indyjskiej najwięcej obaw budziła ewentualność otworzenia przed Europejczykami krajowego rynku rolnego. Rolnictwo indyjskie jest rozdrobnione, gospodarstwa mają głównie charakter małych biznesów rodzinnych. Z tego też względu państwo indyjskie obawia się wpuszczenia do Indii wielkich korporacji rolniczych, które z pewnością wywróciłyby dotychczasowy indyjski rynek rolny kontrolowany w dużej mierze przez państwo.

Rolnictwo pod specjalnym nadzorem

Rolnicy indyjscy dzięki takiej ochronie mają zagwarantowane ceny na produkowane przez siebie towary i niespecjalnie muszą się obawiać zagranicznej konkurencji. Importowane produkty spożywcze były i są w Indiach znacznie droższe, aniżeli te wyprodukowane na miejscu. To efekt wysokich ceł na sprowadzaną żywność. W trosce o zachowanie tego stanu rzeczy i zabezpieczenie interesów indyjskich rolników umowa o wolnym handlu jedynie w niewielkim stopniu dotyczy produktów przemysłu rolnego.

Rolnicy stanowią też większość elektoratu indyjskiego i właściwie każde ugrupowanie polityczne chce pozyskać tę wielomilionową grupę wyborców. Tak więc żadna z partii politycznych nie zdecyduje się na ryzyko starcia z elektoratem rolniczym. A tym bardziej nie zdecyduje się na to rządząca obecnie Indiami Indyjska Partia Ludowa, BJP, która swą dominującą pozycję zawdzięcza w dużej mierze elektoratowi wiejskiemu.

Recepta na przełom

Kolejnym obszarem, który budził niepokój strony indyjskiej, była możliwość otwarcia przed producentami z Europy rynku motoryzacyjnego Indii. Umowa o wolnym handlu przewiduje zwiększenie dostępu producentów europejskich do Indii, choć nie otwiera rynku indyjskiego w pełni i natychmiast. Można jednak mówić o przełomie. Wystarczy przypomnieć, że dotychczasowe cło na samochody sprowadzane do Indii z Europy sięgało 110 procent. Wraz z wejściem w życie umowy o wolnym handlu spadnie do 40 procent, z opcją stopniowego obniżenia w następnych latach.

Z punktu widzenia Europy ważnym elementem umowy będzie szerszy dostęp do rynku europejskiego wyrobów indyjskiego przemysłu farmaceutycznego.

Indie są potężnym producentem leków generycznych. Często określane są mianem „apteki świata”. Z jednej strony, otwarcie rynku europejskiego przed generykami produkowanymi w Indiach może przyczynić się do ich większej dostępności w krajach UE oraz większym uniezależnieniem Europy od importu półproduktów farmaceutycznych z Chin. Z drugiej – może skutkować zagrożeniem dla produktów wytwarzanych w Europie.

Główne założenia umowy to przede wszystkim redukcja opłat celnych, a w wielu przypadkach całkowite ich zniesienie. To także otwarcie rynku indyjskiego przed europejskim sektorem usług, a w Europie ułatwienia dla indyjskich pracowników i specjalistów. Zniesiono również indyjskie ograniczenia eksportowe na metale ziem rzadkich i surowce krytyczne. Istotną częścią porozumienia jest też zakaz stosowania odmiennych opłat za koncesje na wydobycie surowców dla podmiotów indyjskich oraz zagranicznych. W praktyce oznacza to, że inwestorzy zagraniczni zyskają dostęp do indyjskich zasobów naturalnych na takich samych zasadach, jak inwestorzy z Indii.

Polityczny sygnał dla USA, Rosji i Chin

Z punktu widzenia Indii chodzi tu przede wszystkim o trudności w ułożeniu sobie relacji handlowych ze Stanami Zjednoczonymi. Zacieśnienie współpracy z Unią Europejską to sygnał dla USA. New Delhi nie jest zdane na kontakty handlowe ze Stanami Zjednoczonymi, ale jest i będzie ważnym partnerem UE.

Indie, podpisując umowę z Unią Europejską, pokazują także swemu azjatyckiemu rywalowi, czyli Chinom, że w czasach gospodarczego, ale i geopolitycznego wyścigu z Pekinem, zacieśniają swe kontakty z blokiem państw o istotnym znaczeniu na światowej scenie.

Przypominają także Rosji, swemu wiernemu partnerowi handlowemu od lat, iż w dalszym ciągu realizują politykę wielowektorową zapewniającą Indiom znaczący margines swobody w wyborach geopolitycznych.

I właśnie ten aspekt wydaje się obecnie najistotniejszy. Zarówno Indie, jak i Unia Europejska, zacieśniając więzy, że to, co do tej pory było jedynie pomysłem na rozwój współpracy, stało się faktem. Takim, którego żadna potęga nie może zignorować.