„Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji!”, mówią bohaterowie mojego ulubionego skeczu Latającego Cyrku Monty Pythona i wtedy do ich domu wpada hiszpańska inkwizycja. „Nasze metody to strach, zaskoczenie, skuteczność i fanatyczne oddanie papieżowi” – wołają ubrani w czerwone szaty z epoki komicy odgrywający inkwizytorów. Następnie torturują swoje ofiary. Jedną z nich jest starsza pani, którą porywają do swoich lochów. „Pieśćmy ją miękką poduszeczką!” – wołają, wydając sadystyczne odgłosy i dotykają ją poduszką.

A ponieważ ofiara nie cierpi, przynoszą jeszcze „okrutniejsze” narzędzie tortury, wygodny fotel, na którym ją sadzają. Starsza pani jest wyraźnie zadowolona, a cieszy się jeszcze bardziej, kiedy słyszy „groźbę”, że będzie tu siedzieć aż do obiadu i nie dostanie w tym czasie nic oprócz kawy.

Nikt się nie spodziewa amerykańskiej inkwizycji.

Zwłaszcza Włodzimierz Czarzasty

W takim skeczu ubrany na czerwono byłby ambasador Stanów Zjednoczonych Tom Rose. Na tym stroju kończy się różnica między fikcją a prawdą. Metody Rose’a to zupełnie serio strach, zaskoczenie i fanatyczne oddanie prezydentowi Donaldowi Trumpowi, zgodne z dworską logiką, o której pisaliśmy niedawno.

Wpada na X i ogłasza, że zrywa kontakty z marszałkiem Włodzimierzem Czarzastym, w reakcji na jego „oburzające i nieprowokowane obelgi” pod adresem amerykańskiego prezydenta.

Te obelgi to publiczna odmowa poparcia wniosku przewodniczącego amerykańskiej Izby Reprezentantów o pokojową Nagrodę Nobla dla Trumpa. Czarzasty nie tylko odmówił. Dodał, że Polska nie może polegać w polityce międzynarodowej na USA, bo mocarstwo to uprawia politykę transakcyjną, posługując się siłą.

W tym układzie Czarzasty to starsza pani torturowana przez inkwizycję. Mój ulubiony mem komentujący zerwanie przez Rose’a kontaktów z nim przedstawia Czarzastego siedzącego (naprawdę!) w wygodnym fotelu i z uśmiechem palącego cygaro. Na tej awanturze najbardziej zyskał politycznie.

Natychmiast wydał pełne patosu oświadczenie, że nie zmieni stanowiska, bo broni honoru polskich żołnierzy – Trump insynuował, że sojusznicy USA stronili od walki w Afganistanie. Oświadczenie Rose’a wobec niego komentują amerykańscy kongresmeni – krytykują je nawet republikanie. Niezaangażowany w politykę międzynarodową z Ameryką marszałek znalazł się nagle w centrum uwagi po obu stronach Oceanu.

W kraju w jego obronie stanął premier Donald Tusk, co spotkało się z ponowną szarżą amerykańskiej inkwizycji, czyli z odpowiedzią Rose’a. I nadal wszystko kręci się wokół Czarzastego.

W dodatku marszałek sprowokował sytuację, w której prawicy trudno wprost bronić przedstawiciela prezydenta Trumpa, bo słowa Rose’a można interpretować jako ingerencję w suwerenność Polski.

Czarzasty, który nie lata samolotami i niechętnie prowadzi politykę po angielsku, raczej nie wybierał się do Stanów Zjednoczonych. W relacjach z Ameryką praktycznie więc nie istniał. Do wczoraj.

Aż dostał od Rose’a mięciutką poduszeczkę i wygodny fotel.

Latający cyrk Donalda Trumpa

A co ma z tego amerykańska inkwizycja? W tej sprawie niewiele się zmieniło. Tom Rose nie jest jedynym przedstawicielem amerykańskiego establishmentu, który bierze udział w latającym cyrku Donalda Trumpa.

Bo jak inaczej nazwać publiczne zabiegi o nagrodę Nobla, której Trump sam się domaga? Jakby to był puchar w zawodach dla dzieci, którego rozczarowany przedszkolak nie dostał i teraz tupie nogami.

Tyle tylko, że to nie pierwszy raz, kiedy zachowanie prezydenta wielkiego mocarstwa wywołuje zażenowanie, którego nie można wprost po sobie pokazać, bo jest to prezydent wielkiego mocarstwa. O czym nie waha się przypominać.

Reakcje europejskich przywódców na kolejne „wyzwania”, które stawia przed nimi Trump, przypominają właśnie próby uspokojenia gwałtownego w swych emocjach dziecka. Nieraz opisywano to jako zdziecinnienie polityki. Lepiej jednak oddaje to inne określenie – polityka bezczelnieje.

Trump wymusza poważne traktowanie swoich niepoważnych propozycji zakończenia wojny, jaką Rosja prowadzi w Ukrainie. Sam się ośmiesza? Owszem, jak ostatnio, kiedy cieszył się, że Putin nie będzie bombardować Ukrainy w czasie mrozów, a Kijów w tym czasie ostrzeliwały rosyjskie rakiety i drony. Jednak innym nie wolno się z niego śmiać. Trzeba obradować nad kolejnymi skandalicznymi punktami porozumień, żeby sojusznik się nie wycofał z sojuszy, arbitralnie oceniając, czy europejskim liderom zależy na zakończeniu wojny.

Nie wolno głośno mówić, że Trump cokolwiek wymusza, nie wolno wprost odmówić udziału w jego kuriozalnych propozycjach. Nie dlatego, że jest dziecinny, tylko dlatego, że jest bezczelny. Nie czuje zażenowania, posługując się wprost argumentami siły.

Ani wtedy, kiedy żąda jawnie dowodów najwyższego uznania, jak nagroda Nobla.

Dlatego udział Rose’a w tym przedstawieniu nie dziwi. Ale i nie dodaje mu powagi.

Zwłaszcza kiedy wzorem swojego mocodawcy na krytykę odpowiada groźbą wycofania wojsk amerykańskich z Europy. Na krytykę, dodajmy, przypadkowego użytkownika portalu X.

Tyle że to nie jest w telewizji

Problem w tym, że ten skecz dzieje się naprawdę. Ambasador USA ogłasza zerwanie kontaktów z drugą osobą w państwie. To, oczywiście, formalność, bo wiadomo, że politykę sprawuje premier i to do niego lub do prezydenta Karola Nawrockiego udałby się ambasador w ważnej sprawie.

Kłótnia oczywiście nie będzie trwała w nieskończoność. Znajdzie się jakieś rozwiązanie. A ponieważ biorą w niej udział dwie nierówne strony, to będzie go szukać ta słabsza, chociaż to Rose rano skasował swój najbardziej impertynencki wpis. Jednak taki Władimir Putin już swoje ma – od wczoraj w kontekście ingerencji w suwerenność Polski mówi się o Ameryce, a nie o Rosji.

Oczywiście Czarzasty mógł mówić o prezydencie Tumpie i jego wymarzonym Noblu językiem dyplomacji. Szczwanym lisem może być jako lider Lewicy. Jako marszałek jest przedstawicielem państwa i właśnie w tej roli odmówił poparcia dla Trumpa jako noblisty.

Jednak Tom Rose jest ambasadorem, czyli polskim gościem, a nie „namiestnikiem”. Powinien więc liczyć się z konsekwencjami ogłoszenia zerwania kontaktów z jedną z najważniejszych osób w państwie. I z tym, że coraz mniej Polaków wierzy w to, że Ameryka jest naszym wiarygodnym sojusznikiem.

Z tego też pewnie cieszy się Putin.