Współczesna baśń przechodzi kolejne metamorfozy: bywa ascetyczna lub przeładowana znaczeniami, sentymentalna albo ironiczna, klasyczna w formie bądź jawnie dekonstrukcyjna. 

Z powodzeniem funkcjonuje zarówno w książce obrazkowej, jak i w narracjach filmowych czy serialowych. Wciąż jednak spełnia swoją podstawową funkcję: opowiada o świecie w sposób symboliczny, skrótowy i emocjonalnie angażujący.

Pieśń wyzwolona

„Tysiąc ptaków” Andrei Peklar otwiera nową serię wydawnictwa Muchomor – ilustrowanych bajek filozoficznych – i robi to z godną podziwu skromnością. To klasyczna w swojej konstrukcji baśń o samotnym królu, który pewnego dnia słyszy piękny ptasi śpiew i postanawia za wszelką cenę zatrzymać jego źródło przy sobie. Ptak schwytany i zamknięty w pałacu nie śpiewa jednak tak, jak oczekiwał władca – wydaje z siebie jedynie żałosne ćwierkanie. Król uznaje więc, że stworzeniu brakuje towarzystwa, i zaczyna gromadzić kolejne ptaki. Bez skutku. Uwięzione, milczą „jak zaklęte”, bo – jak czytamy – „ludzie nie rozumieją ptasiego języka, nawet jeśli są królami” [1]. Dopiero tysięczny ptak, przyniesiony przez małego chłopca, staje się katalizatorem przemiany. Król uświadamia sobie, że pięknej pieśni nie da się wymusić ani posiąść – można ją usłyszeć tylko wtedy, gdy odda się ptakom wolność. Otwarta klatka i otwarte serce stają się warunkiem spełnienia.

Baśń Andrei Peklar – słoweńskiej autorki i ilustratorki książek dla dzieci, wielokrotnie nagradzanej za oszczędny, poetycki styl – jest bardzo prosta, i właśnie w tej prostocie tkwi jej siła. Nie wymaga od czytelnika szczególnej czujności interpretacyjnej ani tropienia intertekstualnych aluzji, choć z pewnością można je odnaleźć. W czasach narracyjnego nadmiaru i ciągłego przebodźcowania taka oszczędność formy działa niemal terapeutycznie: spowalnia lekturę i pozwala skupić się na emocjonalnym rdzeniu opowieści. Jednocześnie baśń otwiera szerokie pole do namysłu – nad wolnością i jej granicami, nad relacją władzy i empatii, nad tym, czego nie da się kupić, posiąść ani zatrzymać przemocą. Filozoficzny charakter serii realizuje się tu nie przez mnożenie znaczeń, lecz przez klarowność przekazu i zaufanie do wrażliwości odbiorcy, co w literaturze dziecięcej wciąż pozostaje wyborem nieoczywistym, a zarazem szczególnie trafnym.

Baśniowa emancypacja

Książka „Narysuj mi bajkę” Oliviera Dupina i Geneviève Després reprezentuje inne podejście do tradycji literackiej, reprezentowanej przez Peklar. Bohaterka francuskojęzycznego duetu (Dupin jest Francuzem, Després – Kanadyjką), Basia, jest zapaloną czytelniczką, a baśnie zna niemal na pamięć. Kiedy sięga po „Czerwonego Kapturka”, spotyka ją jednak niespodzianka: tytułowa bohaterka buntuje się przeciwko swojej historii. Ma dość tego, że za każdym razem kończy w brzuchu wilka. Basia, zamiast biernie przyjąć ten metanarracyjny zwrot, bierze sprawy w swoje ręce – dosłownie. Za pomocą szkolnych przyborów zaczyna rysować nowe wersje znanych opowieści. W jej świecie nie ma chorej babci ani wilka, jest za to wesołe miasteczko. Podobny los spotyka Tomcia Palucha, Trzy Świnki czy Kopciuszka. Co istotne, dziewczynka nie zapomina również o czarnych charakterach – dla nich także zostają napisane alternatywne scenariusze.



Autorzy wpisują się tym samym w dobrze już rozpoznany nurt dekonstrukcji klasycznych baśni, obecny w literaturze dziecięcej od co najmniej kilku dekad – od ironicznych i przewrotnych reinterpretacji znanych historii, przez gry z narracją i konwencją, aż po picturebooki świadomie odsłaniające własną fikcyjność. W tym kontekście można przywołać choćby książki Babette Cole, Anthony’ego Browne’a czy Grzegorza Kasdepkego, w których baśniowe schematy zostają poddane negocjacji, odwróceniu lub rozbrojeniu humorem. W przypadku książki Dupina i Després dekonstrukcja ma jednak charakter szczególnie inkluzywny. Transformacja nie jest tu wyłącznie zabiegiem autorskim ani demonstracją literackiej samoświadomości, lecz zostaje zaproponowana jako gest, do którego zaproszony jest czytelnik. Baśń odzyskuje swoją pierwotną ludyczność: staje się „bajaniem” – swobodnym opowiadaniem, nieustannym ożywianiem i przekształcaniem historii, które nigdy nie są ostateczne. Dziecko nie funkcjonuje tu jako bierny odbiorca gotowych sensów, lecz jako ich współtwórca, ktoś, kto ma prawo ingerować w narrację, zadawać jej pytania i zmieniać jej bieg. To powrót do opowieści rozumianej jako proces – żywy, otwarty i negocjowany – a nie zamknięty artefakt wymagający jedynie poprawnego odczytania.

Wartość, nie baśń

Na tle dwóch poprzednich książek „Opowieści o wartościach” Zofii Staneckiej wydają się najmniej baśniowe. Nie ma tu magicznych rekwizytów, fantastycznych stworzeń ani rozpoznawalnych archetypów. A jednak zbiór ten funkcjonuje jak współczesny zestaw przypowieści: prostych historii podporządkowanych nadrzędnej idei. Każde z kilkunastu opowiadań dotyczy innej „wartości” – celowo ujmowanej przeze mnie w cudzysłów, bo samo pojęcie bywa przecież problematyczne. Przy okazji jego stosowania otwierają się pola interpretacyjnych sporów: co uznajemy za wartość, a co za ideologiczną deklarację? To obszar potencjalnie drażliwy, dlatego książka najpełniej przemówi do czytelników (i dorosłych pośredników), dla których empatia, otwartość czy troska o środowisko są naturalnymi punktami odniesienia. Nie jest to jednak sprawa oczywista – niestety.

Tematów jest wiele – od problemów w szkole, rodzinie, po troskę o zwierzęta czy osoby marginalizowane społecznie. Każde opowiadanie kończy się pytaniami skierowanymi do czytelnika – rozwiązanie dydaktyczne, ale mogące stać się impulsem do rozmowy i refleksji. Z perspektywy dorosłego odbiorcy jednak szczególnie cenny jest wstęp autorki: wyważony, bezpretensjonalny, zdejmujący z „wartości” ciężar wielkich haseł. Same teksty bywają nierówne i nie zawsze zapadają w pamięć, lecz niemal wszystkie potrafią wzruszyć. Pojawiają się też elementy popkulturowe (Zorro, Kaczogród, Totoro) oraz drobne potknięcia, jak niefortunny tytuł „Oswajanie Kiełbaski”, ale nie burzą one ogólnego wrażenia spójności. Ich siła tkwi w prostocie i próbie niuansowania morału – czego dobrym przykładem jest choćby opowiadanie „Solidna firma”, które z pozoru dotyczy szkolnej zaradności, a w istocie opowiada o radzeniu sobie dziecka z trudnym doświadczeniem. Stanecka proponuje spokojną, dobrze skomponowaną kolekcję opowieści, opartą na solidnym warsztacie. To lektura raczej stonowana niż efektowna, ale konsekwentna i dopracowana. Żeby nie powiedzieć – „wartościowa”. 

Trzema drogami do celu

Omówione książki reprezentują trzy różne strategie uzupełniania współczesnego repertuaru opowieści dla dzieci. Mamy tu baśń z klarownym morałem, dekonstrukcję klasyki oddającą głos wyobraźni czytelnika oraz zbiór przypowieści aspirujących do roli etycznego kompasu. Każda z tych propozycji próbuje dotrzeć do młodego odbiorcy inną drogą, ale wszystkie wychodzą z założenia, że dziecko – podobnie jak dorosły – lubi być literacko zaskakiwane i traktowane poważnie.

Wspólnym mianownikiem okazuje się nie forma, lecz intencja: przekonanie, że opowieść wciąż ma moc porządkowania świata, stawiania pytań i budowania wspólnej przestrzeni znaczeń. W tym sensie współczesna baśń – choć tak różnorodna – pozostaje nieśmiertelna.

Przypis: 

[1] Andreja Peklar, „Tysiąc ptaków”, wyd. Muchomor, Warszawa 2025, s. 15. 

Książki: 

Andreja Peklar, „Tysiąc ptaków”, przeł. Miłosz Biedrzycki, wyd. Muchomor, Warszawa 2025.
Proponowany wiek czytelnika: 6+

Olivier Dupin, Geneviève Després, „Narysuj mi bajkę”, przeł. Patrycja Masłowska, wyd. Nobell, Konstancin-Jeziorna 2024.
Proponowany wiek czytelnika: 4+ (wskazanie wydawcy)

Zofia Stanecka, „Opowieści o wartościach”, il. Aleksandra Krzanowska, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.
Proponowany wiek czytelnika: 6+ (wskazanie wydawcy)

 

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.