Szanowni Państwo!

Donald Trump odbił Putinowi strategicznego partnera handlowego? W piątek prezydent Stanów Zjednoczonych zniósł dodatkowe 25-procentowe cła na towary z Indii w zamian za to, że Indie nie będą sprowadzać ropy z Rosji, tylko z Wenezueli. A ropą z Wenezueli handluje Trump. 

Kilka dni wcześniej amerykański prezydent zapewniał, że Putin jest jego przyjacielem i dlatego nie będzie ostrzeliwał Ukrainy (co ten chwilę później zrobił). Czy przyjaciel walczy jawnie o wpływy i rywalizuje ze swoim partnerem, wprowadza w błąd i ośmiesza? A mówiąc poważnie – jakie są granice rzekomej przyjaźni amerykańsko-rosyjskiej?

Spór o bezpieczeństwo

Relacje Trumpa z Putinem budzą poważny niepokój Europejczyków, a szczególnie Polaków. Propozycje rozwiązań pokojowych korzystne dla Rosji, podawanie w wątpliwość pomocy w razie ataku militarnego, transakcyjna polityka wobec Europy – to zasadnicza zmiana formy polityki, jaką prowadziła Ameryka przed Trumpem. 

A jednocześnie Trumpa popiera polska prawica, ignorując czerwone lampki. Prawicy nie zniechęciło nawet to, że ambasador USA w Polsce Tom Rose dyscyplinował publicznie marszałka polskiego sejmu, komunikując, że zrywa z nim kontakty. 

Przeciwnicy PiS-u uważają to wręcz za działanie zagrażające suwerenności Polski.

Czy Rosja zyskuje na przyjaźni z Ameryką?

Lęk – idąca przez pokolenia Polaków trauma przed utratą suwerenności, o której pisze Jarosław Kuisz – uzasadnia obie postawy wobec Ameryki. Zarówno tę uległą, która charakteryzuje prawicę,  jak i tę, która opiera się na umacnianiu relacji europejskich. Za każdym razem chodzi o szukanie sojusznika, który powstrzyma Rosję od ewentualnego ataku albo przed nim obroni.

Czy jednak Rosja ma prawo się czuć dzięki Trumpowi silniejsza? 

Czy agresor, zbrodniarz wojenny przywitany na czerwonym dywanie ma prawo czuć się partnerem amerykańskiego prezydenta? Czy Ameryka i Rosja są w stanie przełamać historyczną rywalizację? O tym piszemy w nowym numerze „Kultury Liberalnej”. 

Kuba Benedyczak, analityk do spraw Rosji w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, autor książki „Oddział chorych na Rosję”, oraz eseju o tym, na co nastawia się obecnie Kreml, pisze:

„Trump, choć rozkłada przez Putinem czerwony dywan i urządza z nim telefonicznie pogaduszki, daje Rosjanom dokładnie te same powody do „przeciwstawiania się globalnej hegemonii Stanów Zjednoczonych”, co wcześniej: zmiana reżimów i przywódców, wtrącanie się w wewnętrzne sprawy sojuszników Rosji, ignorowanie rosyjskich interesów, lekceważenie «potęgi Rosji».

Putin póki co milczy, a wraz z nim łagodny ton przyjmuje większość establishmentu politycznego. Dopóki trwają trójstronne negocjacje, może zbyt wiele zyskać. Do ugrania wciąż jest rozbicie NATO i Unii Europejskiej, legalizacja aneksji Donbasu, zwasalizowanie Ukrainy, dostęp do nowych technologii i czas na militarne zregenerowanie Rosji.

Ale gdy tylko negocjacje utkną w martwym punkcie, Stany Zjednoczone będą podważać globalne interesy Rosji, a Putin powróci do tego, co potrafi najlepiej – walki z amerykańskim demonem”.

Czy to dobra informacja? Benedyczak dodaje: „Dzisiejsza słabość Rosji, spowodowana bezmyślną – z punktu widzenia zachowania wpływów globalnych – decyzją o inwazji na Ukrainę, nie oznacza, że Rosjanie wypadają z gry. Mogą na chwilę zostać odsunięci od stolika, ale nikt nie zajmie ich miejsca. Wybaczcie boomerską metaforę, ale jeśli pamiętacie filmowego Terminatora, który sklejał się w magmę po rozpadzie, to macie przed oczami właśnie Rosję”.

Obawy o to, że nieracjonalna polityka Trumpa może wzmocnić Rosję i osłabić Europę, nadal są aktualne. Warto się jednak zastanowić nad tym, czy możliwe jest partnerstwo dwóch mocarstw nastawionych na dominację. I jaką rolę w diagnozowaniu tego problemu odgrywają polskie traumy. 

Zapraszam do czytania nowego numeru, 

Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin, zastępczyni redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”