
James Baldwin to jeden z najważniejszych amerykańskich pisarzy i eseistów XX wieku, a także działacz ruchu na rzecz praw obywatelskich, którego twórczość od samego początku koncentrowała się na nierównościach społecznych, amerykańskiej i afroamerykańskiej tożsamości, a także na kwestiach politycznych i rasizmie. Nakładem wydawnictwa Karakter w październiku 2025 roku ukazał się zbiór jego esejów „Nikt nie zna mojego imienia” w tłumaczeniu Mikołaja Denderskiego i z posłowiem Bartosza Wójcika. To pierwsze polskie wydanie tekstów, które James Baldwin pisał w latach 1954–1961.
Refleksje nad życiem
Jako eseista James Baldwin zadebiutował w 1955 roku zbiorem „Zapiski syna tego kraju”. Wtedy rzeczywiście imię i nazwisko pisarza mogły niewiele mówić szerokiej publiczności. Baldwin miał wówczas na koncie jedną powieść „Głoś to na górze” (która również ukazała się niedawno w wydawnictwie Karakter w tłumaczeniu Krystyny Tarnowskiej), a jego teksty eseistyczne – chociaż przyjęte bardzo pozytywnie – czekały kilka lat na szersze uznanie, by ostatecznie stać się jedną z najważniejszych pozycji w tym gatunku. Gdy w 1961 roku ukazuje się zbiór „Nikt nie zna mojego imienia”, Baldwin jest już ważnym literackim głosem, z głośną książką „Mój Giovanni” w swoim dorobku.
Ważny jest też czas: przełom lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku to okres pełen napięć zarówno w życiu politycznym, jak i prywatnym samego pisarza. Baldwin, który wyemigrował ze Stanów Zjednoczonych w wieku dwudziestu czterech lat, by – jak pisze – nie dać się „furii, która towarzyszy tu kwestii koloru skóry”, postanawia wrócić do kraju, między innymi po to, by po raz pierwszy w życiu udać się na Południe.
To także moment znaczących przemian w amerykańskiej i światowej polityce, zwłaszcza w obszarze segregacji i dyskryminacji Afroamerykanów oraz wyzwolenia politycznego: w 1954 roku Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uznał segregację w szkołach za niekonstytucyjną, a w 1956 roku na paryskiej Sorbonie odbywa się pierwszy Kongres Czarnych Pisarzy i Artystów. To tematy, które zajmują pisarza i które porusza w zebranych w tej książce tekstach. Baldwin nie jest jednak wyłącznie uważnym obserwatorem. W swoich esejach łączy to, co osobiste z celną krytyką i trafnymi komentarzami dotyczącymi świata, który go otacza. Jak pisze we wstępie: „życie, którego nie poddaliśmy refleksji, nie jest warte przeżycia”, a „pytania, które sobie człowiek zadaje, w końcu zaczynają oświetlać mu świat i stają się dla niego kluczem do cudzego doświadczenia”.
Wyjść zderzeniu naprzeciw
Pierwsze pytanie, które zadaje sobie Baldwin, brzmi: „co to znaczy być Amerykaninem?”. Pada ono w tytule eseju otwierającego ten zbiór, w którym pisarz dotyka osobistego doświadczenia emigracji, ale jego rozważania nie kończą się na kwestii własnej tożsamości. Baldwin mierzy się także z „mitem Ameryki”. Ten temat eksploruje szerzej w innym tekście z tego zbioru: „Notatki o hipotetycznej powieści”. Pisze tak:
„Istnieje iluzja na temat Ameryki, mit o niej, którego wszyscy kurczowo się trzymamy, a który nie ma nic wspólnego z życiem, jakie wiedziemy, i nie sądzę, by był w tym kraju ktokolwiek, kto naprawdę się nad tym zastanawiał, chyba niemal nikt z tych, którzy się z tym zetknęli (a zetknęliśmy się w ten czy inny sposób niemal wszyscy)… To zderzenie własnego wizerunku z tym, czym jest się w rzeczywistości, jest zawsze bardzo bolesne i można się tu zachować na dwa sposoby: możecie wyjść temu zderzeniu naprzeciw i próbować stać się tym, czym naprawdę jesteście, albo cofnąć się i próbować pozostać tym, za kogo się mieliście, a jest to ułuda, która niechybnie przyniesie wam zgubę” [s. 169].
Powrót do Stanów Zjednoczonych był dla Baldwina impulsem, by zacząć stawiać jeszcze celniejsze diagnozy dotyczące kraju swojego pochodzenia. „Notatki o hipotetycznej powieści” pierwszy raz zaprezentował studentom i studentkom San Francisco State College (obecnie Uniwersytet Stanowy San Francisco). Znów: dla Baldwina ważna jest nie tylko Ameryka i jej historia, ale diagnoza stawiana jej mieszkańcom, których w eseju nazywa „niespójnymi ludźmi w niespójnym kraju”. I ta niespójność wynika właśnie z niezdolności Amerykanów do zmierzenia się z trudnymi tematami: rasizmem, niewolnictwem, historią przemocy międzyrasowej, którym Baldwin w tych esejach śmiało wychodzi naprzeciw.
Problematyka „iluzji”, w której sidłach tkwią obywatele Stanów Zjednoczonych, szczególnie głośno wybrzmiewa w tytułowym eseju „Nikt nie zna mojego imienia. List z południa”. Baldwin po raz pierwszy udaje się do Charlotte i Atlanty w stanie Georgia, a ta podróż jest okazją do tego, by pisarz mógł spojrzeć na własną historię i napięcia, jakie powstają między Czarnymi z Północy i Południa. To także tekst pełen trafnych uwag na temat edukacji – Baldwin przygląda się oczywiście nierównościom w dostępie do wykształcenia, ale także znaczeniu, jakie dla Amerykanów ma wysiłek intelektualny jako taki. I zdaniem Baldwina, cenią go raczej nisko. Nie krytykuje jednak po to, by wykazać się wyższością intelektualną. Ameryka jest dla niego miejscem, które go ukształtowało i którego nie potrafi porzucić, szuka więc sposobów na to, by zmienić swój kraj na lepsze, bo „iluzja ta na pewno nie pozwala nam zmienić Ameryki w to, czym zgodnie z naszymi deklaracjami chcemy ją uczynić” [s. 114]. Jest to więc nie tyle reportaż z Południa, a tekst płynący z wnętrza samego pisarza i z wnętrza podzielonych Stanów Zjednoczonych, które swoją historię budują na micie wolności.
Reporter, uczestnik, outsider, pisarz
Poza relacjami z powrotu do kraju, które dla Baldwina stają się okazją, by rozliczyć się z samym sobą, w tym zbiorze pojawia się także inne tematy. W eseju „Książęta i władztwa” Baldwin opisuje Kongres Czarnych Pisarzy i Artystów. Wydarzenie to miało być ważnym punktem zwrotnym dla czarnej kultury i miejscem budowania wspólnoty. Baldwin uczestniczy w tym wydarzeniu, jednak nie jako bezstronny kronikarz ani jako strona, czyli reprezentant Stanów Zjednoczonych. Szuka raczej pęknięć, nieporozumień, różnic, a to dlatego, że interesują go, jak sam pisze, zderzenia. Szuka tego, co nie pasuje, co stoi w kontrze do proponowanych postulatów. Świadkuje ludzkim napięciom, które mają od/s/tworzyć historię. Stara się także wyłuskać prawdę z „tego, co niewyrażone” (na kongresie obowiązywał zakaz deklarowania poglądów politycznych). Z jednej więc strony Baldwin pisze o czarnej diasporze, ale równocześnie stoi obok – jest outsiderem wśród swoich. Właśnie ta pozycja pozwala mu widzieć więcej, a nieprzystawalność staje się dla niego ważnym narzędziem krytycznym.
Literatura i inni
W tym zbiorze esejów kilka tekstów poświęconych zostało także literaturze i pisarzom: przybliżenie sylwetek takich autorów jak William Faulkner, André Gide, Norman Mailer czy Richard Wright służy nie tylko temu, by krytycznie spojrzeć na daną postać (Faulkner, Gide) lub by przeanalizować łączącą ich z Baldwinem relację (Mailer, Wright), lecz także temu, by rozłożyć na części pierwsze mechanizmy rządzące literaturą i by spojrzeć na spoczywający na pisarzu moralny obowiązek. Te ostatnie dwa tematy szczególnie mocno wybrzmiewają w eseju „Czarny chłopiec przygląda się białemu”, w którym Baldwin opisuje swoją niełatwą przyjaźń z Normanem Mailerem i rolę, jaką w pisarstwie odgrywa władza. Dla „białego chłopca” – Normana Mailera – władza to zabawa. Dla „czarnego chłopca” – Baldwina – rozgryzienie mechanizmów władzy to kwestia przetrwania. Jak pisze:
„Cóż, ja wiem, jak działa władza. Gdybym tego nie wiedział, już dawno bym nie żył. I być może rozumie się samo przez się, że po prostu nigdy nie byłem w stanie pozwolić sobie żywić iluzji co do manipulacji tej władzy” [s. 253].
To więc nie tylko konfrontacja z Mailerem, ale też próba zdemaskowania systemu, który nie wszystkich traktuje równo, i deklaracja, kim dla Baldwina jest pisarz i jak powinien się zachowywać. Pod koniec eseju przeczytamy:
„[…] spoczywa na nas [pisarzach] odpowiedzialność – nie tylko wobec nas samych i naszych czasów, ale wobec tych, którzy nadejdą po nas. (Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że po nas nie będzie już nikogo). I sądzę, że jeśli chcemy wywiązać się z tej odpowiedzialności, musimy postępować najszczerzej, jak potrafimy, z naszymi losami i naszymi czasami” [s. 262].
Język emocji
Jego język to język emocji – ale nie takich, które rodzą się w przypływie chwili, lecz takich, na zrozumienie których pisarz potrzebował sporo czasu. Pojawiają się więc irytacja i złość, ale także czułość i wyrozumiałość. Baldwin lubi ironizować, czasem wzywa do działania, a innym razem spokojnie wykłada swoją myśl.
Warto też spojrzeć na całość twórczości Baldwina, która w Polsce ukazuje się dzięki wydawnictwu Karakter. Każdej publikacji towarzyszy posłowie, a omawiane w niniejszej recenzji eseje skomentował Bartosz Wójcik, którego tekst „Bliskie notatki o dalszych zapiskach” świetnie śledzi rozmaite wątki poruszone przez Baldwina, a także dogłębnie sytuuje jego pisarstwo nie tylko w kontekście historycznym, lecz także odnosząc je do współczesności.
James Baldwin wierzył w przyszłość i w to, że po nim przyjdą kolejne pokolenia. Z poczuciem misji pisał o ludziach, lęku, władzy, pragnieniu wolności, konfliktach, odpowiedzialności. Jego teksty zachęcają czytelnika i czytelniczkę do konfrontacji, do zderzania się z własnymi myślami, do szukania szczelin w iluzji, w której jesteśmy zamknięci. Pisarz roztaczał przed nami wizję lepszego świata, a ostatnie zdanie w tej książce brzmi: „Tam, gdzie brak wizji, naród ginie”. Pozostaje mieć nadzieję, że jednak nie zginiemy.
Książka:
James Baldwin, „Nikt nie zna mojego imienia”, tłum. Mikołaj Denderski, wyd. Karakter, Kraków 2025.