Po rewolucji islamskiej w 1979 roku Iran przekształcił się w państwo teokratyczne, w którym wobec kobiet zaczęto stosować surowe reguły, w tym obowiązek noszenia hidżabu. Jednym z mniej znanych, lecz kluczowych środków był zakaz publicznego solowego śpiewu kobiet. Zgodnie z oficjalną religijną argumentacją kobiecy głos jest „uwodzicielski” i może odciągać mężczyzn od wiary. Publiczne występy piosenkarek uznawano więc za „niemoralne”.
Zakaz kobiecego śpiewu w Iranie nie jest jedynie ograniczeniem kulturowym – to wyraźna forma represji ze względu na płeć. Uciszenie kobiecego głosu oznacza odebranie kobietom możliwości uczestnictwa w kulturze zbiorowej, wyrażania emocji, mówienia o niesprawiedliwości. Wymuszona cisza staje się symbolem władzy państwa nad ciałem i duszą kobiet. Jednocześnie jednak każdy wyśpiewany dźwięk, każde wykrzyczane hasło zmienia się w akt polityczny. Głos, który miał być nieszkodliwy, zyskuje siłę, ponieważ rozbrzmiewa wbrew zakazowi.
Googoosh – symbol nowoczesnego Teheranu
Ten zakaz miał dalekosiężne konsekwencje kulturowe. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku irańska scena muzyczna była kosmopolityczna i otwarta, a jej gwiazdą była wówczas Googoosh – nie tylko piosenkarka, lecz także kulturowy symbol nowoczesnego Teheranu. Gdy w 2009 roku spędziłam sześć tygodni na kursie językowym w stolicy, płyta CD Googoosh była jedną z pamiątek, które – obok wielu butelek wody różanej – przywiozłam ze sobą. Od ponad piętnastu lat słuchamy jej z mamą w każde Boże Narodzenie. Jednak po rewolucji islamskiej ta urodzona w Teheranie artystka została uciszona. Przez ponad dwie dekady nie wolno jej było publicznie występować, a jej piosenki krążyły jedynie w podziemiu.
Jednym z kolejnych doświadczeń – obok piosenek Googoosh i pełnych przygód przejażdżek teherańskimi taksówkami – było dla mnie zetknięcie z irańską represją. Pamiętam, jak wybiegłam z mieszkania w centralnym Teheranie, gdzie pokój wynajmowały mi dwie Iranki w moim wieku, bez chusty na głowie. Strach ścisnął mi gardło. Przed policją obyczajową nie schowałabym się nawet za najbliższym drzewem, bo na zamieszkanej, wyschniętej pustyni – zaledwie czterdzieści pięć minut jazdy samochodem od zielonych szczytów pasma Elborz, które otaczają zamożną północ miasta – drzewa rosły najwyżej do wysokości mojego pasa. Na szczęście po kilku krokach uświadomiłam sobie swój błąd, zawróciłam i niezauważona pobiegłam do domu. W 2009 roku, podczas tzw. „zielonej rewolucji”, czyli protestów przeciwko wątpliwemu ponownemu wyborowi Mahmúda Ahmadíneżáda, kobieta bez nakrycia głowy na ulicy była wizją całkowicie nierealną.
„Women, Life, Freedom”
Dziś sytuacja wygląda inaczej. Konserwatywny irański polityk Ali Motahari stwierdził niedawno na targach książki w Teheranie, że obecna polityka państwa wobec hidżabu nie jest już tak restrykcyjna i że policja powinna interweniować jedynie w przypadku rażącego naruszenia zasad. Mimo to hidżab nadal pozostaje obowiązkowy, a sam Motahari w przeszłości wzywał do surowszego karania kobiet, które odstępowały od zasad ubioru.
Po śmierci Mahsy Amini i pod wpływem ruchu „Women, Life, Freedom” kobiety coraz częściej decydują się zostawiać hidżab w domu, a nawet nosić trumny na pogrzebach, co wcześniej było domeną wyłącznie mężczyzn.
Mahsa Amini była młodą irańską Kurdyjką, która zmarła we wrześniu 2022 roku po zatrzymaniu przez policję obyczajową za rzekomo nieprawidłowe noszenie hidżabu. Jej śmierć wywołała masowe protesty w całym Iranie i stała się symbolem sprzeciwu wobec represyjnego reżimu oraz dyskryminacji kobiet. Jej los dał początek ruchowi „Women, Life, Freedom”, w ramach którego kobiety publicznie protestowały przeciwko obowiązkowi noszenia hidżabu i domagały się rozszerzenia praw kobiet. Amini stała się rozpoznawalnym na całym świecie symbolem walki o prawa człowieka.
Mimo to wiele kobiet wciąż pozostaje anonimowych i unika międzynarodowych mediów oraz mediów społecznościowych, by nie narazić się na kolejne represje. Nienoszenie chusty bywa czasem możliwe – pod warunkiem, że nie zauważy tego policja obyczajowa.
„Proszę dać swój paszport, tylko coś sprawdzimy”
Googoosh, najpopularniejsza irańska piosenkarka popowa, znana pod prawdziwym imieniem Faegheh Atashin, jeszcze przed rewolucją islamską słynęła z częstych zmian fryzur i eksperymentowania z wizerunkiem. Długie, ciemne loki raz rozjaśniała do prowokacyjnego blondu, innym razem ścinała je na krótko w fryzurę typu pixie.
Potem nadszedł czas obowiązkowego noszenia chusty dla wszystkich kobiet, zakazu śpiewu, a dla „niebezpiecznych” kobiet także zakaz poruszania się. Doświadczyłam w Teheranie czegoś podobnego, gdy odebrano mi paszport.
„Proszę, niech mi pani pożyczy swój paszport, tylko coś sprawdzimy” – powiedział mi dyrektor szkoły językowej, do której chodziłam, gdy wezwał mnie do gabinetu przed rozpoczęciem zajęć.
Historii Googoosh jeszcze wtedy nie znałam, a moja naiwność, jak się okazało, nie miała granic. Zamiast dać dyrektorowi kopię paszportu, oddałam oryginał. Przez kolejnych sześć tygodni już go nie zobaczyłam. Szkoła w ten sposób zabezpieczyła się przed tym, żebym nie podróżowała i sprawiła, że bardziej się bałam. Tę samą praktykę zastosowano wobec Googoosh, oczywiście z zupełnie nieporównywalnymi konsekwencjami.
Ja poruszałam się jedynie w promieniu pięćdziesięciu kilometrów od Teheranu, na jednodniowe wycieczki, ponieważ bez paszportu nie można zatrzymać się w hotelu. Ostatecznie z duńską koleżanką spróbowałyśmy przynajmniej couchsurfingu w średniowiecznym mieście Kaszan.
Googoosh natomiast przez dwadzieścia lat żyła w areszcie domowym i opuściła Iran dopiero w 2000 roku, kiedy władze w końcu pozwoliły jej wyjechać z kraju. Wyemigrowała do Kanady, gdzie kontynuowała karierę muzyczną: wydała album „Zartosht” i rozpoczęła światowe tournée. Obecnie mieszka na przemian w Los Angeles i Toronto – miastach z liczną irańską diasporą.
W maju 2018 roku Googoosh jako pierwsza irańska artystka wystąpiła w amfiteatrze Hollywood Bowl. Jej relacja z Iranem pozostaje jednak, mimo sukcesów na emigracji, skomplikowana i bolesna. Ze względu na obawy przed ewentualnym aresztowaniem nie wróciła dotąd do swojej ojczyzny.
Represje w praktyce
We współczesnym Iranie kobiecy głos pozostaje pod nieustannym nadzorem, a piosenkarki, które odważą się śpiewać, ryzykują przesłuchania, więzienie, zakaz wykonywania zawodu lub cenzurę w mediach społecznościowych. W marcu 2025 roku Radio Farda informowało o serii represyjnych działań wobec kilku z nich. Bita Sadeghian została oskarżona o naruszanie moralności publicznej. Golsa Rahimzamani oraz Reyhana na pewien czas straciły swoje konta na Instagramie po interwencji policji cybernetycznej. Hiwa Seyfzadeh została nawet zatrzymana bezpośrednio podczas występu w Teheranie. Zara Esmaili zniknęła po tym, jak nagranie z jej śpiewem stało się wiralem. Parastoo Ahmadi została na krótko zatrzymana za występ bez chusty i w towarzystwie męskich muzyków.
Iran próbuje uciszyć kobiecy głos. Dlaczego? Jest przyjemny, wyraża emocje, a śpiew o miłości, relacjach czy cielesności – jak twierdzą władze – może budzić pożądanie seksualne. Ajatollahowie najwyraźniej nie chcą także, by te kobiety inspirowały inne, znajdujące się w podobnej sytuacji. Iran jednak nie tylko próbuje kobiety uciszyć, wiele z nich także więzi.
Szczególną symbolikę ma więzienie Evin w Teheranie, znane jako miejsce, w którym reżim przetrzymuje przeciwników politycznych. Gdy wpisze się „Evin” w wyszukiwarkę Google, pojawia się przy nim na czerwono komunikat: TRWALE ZAMKNIĘTE. Nie jest to jednak prawda. Teherańskie więzienie Evin od dziesięcioleci pozostaje symbolem ucisku. Zostało zbudowane dla przeciwników reżimu za rządów szacha Mohammada Rezy Pahlawiego, a po rewolucji islamskiej rozbudowane do kompleksu, w którym przetrzymuje się co najmniej piętnaście tysięcy więźniów – często intelektualistów lub aktywistów oskarżanych o niejasno sformułowane przestępstwa.
Głosy z Evin
Warunki panujące w więzieniu są brutalne – codziennością są: izolacja, bicie, molestowanie seksualne oraz wymuszanie zeznań. Szczególnie ponurą sławą cieszy się oddział 209, gdzie więźniowie wykorzystywani są jako zakładnicy w politycznych rozgrywkach.
To właśnie tam narodził się fenomen „głosów z Evin”. Uwięzione kobiety wspólnie śpiewają lub skandują hasła, które przenikają z cel więziennych na zewnątrz. Podczas protestów w 2022 roku rozbrzmiewało stamtąd hasło „Kobieta, życie, wolność”. Reżim reaguje na takie przejawy oporu surowymi karami – pobiciami lub umieszczaniem w izolatkach. Mimo to tradycja zbiorowego śpiewu i skandowania stały się częścią kultury oporu, podobnie jak na przykład wspólne pieczenie.
To jeden z tematów książki „The Evin Prison Bakers’ Club” autorstwa dziennikarki i aktywistki Sepideh Qolian, która od 2018 roku była kilkakrotnie więziona w Evin. Jej tekst, przemycony na zewnątrz na grypsach, łączy w sobie elementy pamiętnika, świadectwa tortur oraz książki kucharskiej z szesnastoma przepisami. Pieczenie w Evin staje się aktem solidarności między kobietami i symbolem człowieczeństwa w nieludzkich warunkach. Każdy przepis autorka dedykuje konkretnej więźniarce lub historii, opisuje chwile, w których ból splata się z radością i pokazuje, że nawet w najbardziej okrutnych okolicznościach można odnaleźć przebłyski wolności.
Irańskie piosenkarki się nie poddają
Przez sześć tygodni, gdy uczęszczałam na kurs języka perskiego w północnym Teheranie, przejeżdżałam obok kompleksu Evin współdzielonymi taksówkami. W dzielnicy Farahzad znajduje się kilka ambasad i mieszkają tam zamożni ludzie – zapewne także ze względu na zieleń, która w łagodniejszym klimacie u podnóża pasma Elborz dobrze się rozwija. Najdłuższą ulicę Teheranu, Valiasr, w tej okolicy w sugestywny sposób ogradzają okazałe platany. Evin znajduje się niedaleko autostrady na północnym zachodzie miasta. Za każdym razem jadąc nią, wyczuwałam obecność budynku symbolizującego absolutne zło i przechodził mnie dreszcz grozy.
Irańskie piosenkarki jednak się nie poddają. Wiele z nich działa na emigracji. Googoosh mieszka na stałe w Ameryce Północnej, młodsze artystki w Turcji lub w Europie. Ich twórczość jest dostępna online, a słuchacze w Iranie docierają do niej za pośrednictwem VPN-ów lub nielegalnych kopii. Muzyka staje się w ten sposób zarówno formą oporu, jak i łącznikiem z diasporą. W samym Iranie rozwija się również scena undergroundowa – muzyka nagrywana jest w domowych studiach i rozpowszechniana w internecie. Kobiety nie rezygnują ze śpiewu mimo groźby kar, ponieważ głos jest dla nich narzędziem tożsamości i wolności.
Tekst pierwotnie ukazał się w czeskim magazynie Revue Prostor