O zmianie nastrojów społecznych i potrzebie rozumienia historii

Kiedy Rosja rozpoczęła pełnoskalową wojnę, napadając na Ukrainę 24 lutego 2022 roku, 94 procent Polek i Polaków popierało przyjmowanie uchodźców z Ukrainy. Dziś, jak pokazują ostatnie badania CBOS-u, ten odsetek spadł do 48 procent. Ponad połowa badanych uważa również, że zakończenie wojny, nawet kosztem ustępstw, byłoby lepsze niż jej dalsze trwanie. Wydaje się, że Polacy i Ukraińcy utknęli gdzieś między zmęczeniem konfliktem a koniecznością zmierzenia się z historią wzajemnej przemocy.

Sam należę do osób, które chciałyby jak najszybszego zakończenia konfliktu, choć wiem, jak wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Jakie rozwiązania są dziś realne? Czy propozycje wysuwane przez Stany Zjednoczone wciąż znajdują się na stole negocjacyjnym? Czy ewentualne ustępstwa mogłyby dać jakiekolwiek gwarancje bezpieczeństwa, także dla Polski? Takie wątpliwości towarzyszą dziś wielu obywatelom, niezależnie od sympatii politycznych.

Zmiana nastrojów społecznych ma jednak także wymiar codzienny, widoczny w relacjach międzyludzkich. Przed moją rozmową w audycji „Świat 4.0” w Polskim Radiu Czwórka, gdzie mówiłem o zmieniających się nastrojach, uważnie wysłuchałem wypowiedzi Wasyla Bodnara, ambasadora Ukrainy w Polsce. W rozmowie z Arletą Bojke ambasador zwracał uwagę na narastający hejt wobec Ukraińców – nie tylko w internecie, ale coraz częściej przebijający się także na ulice – wskazując przy tym na przyczyny socjoekonomiczne oraz trudne dziedzictwo wspólnej historii. Przyznam, że i mnie zdarza się spotykać z przejawami niechęci wobec Ukraińców.

Wspólna historia

Nie jestem zawodowym historykiem – ukończyłem stosunki międzynarodowe i socjologię, a na co dzień pracuję z cudzoziemcami. W minionym roku wspierałem studentów z różnych krajów, studiujących na Uniwersytecie Warszawskim, w tym Ukraińców, w procesach legalizacji pobytu. Zajmowałem się tym również pro bono, jeszcze przed 24 lutego 2022 roku. Moje doświadczenia współpracy z Ukraińcami są jednoznacznie pozytywne, jednak zdaję sobie sprawę, jak historyczne zaszłości wpływają na społeczne nastroje.

Potrzeba uporządkowania wiedzy o wspólnej historii Polski i Ukrainy pojawiła się u mnie tak naprawdę dzięki mojemu nazwisku. Niejednokrotnie stawało się ono punktem wyjścia do rozmów o wydarzeniach, w których splatały się losy naszych narodów. Ukraińcy od razu kojarzą je z legendarnym kozakiem – atamanem koszowym Siczy Zaporoskiej, Iwanem Sirko. Dla Ukraińców jest on symbolem wolności, odwagi i sprytu, a jego postać budzi wyłącznie pozytywne skojarzenia. Rozmowy o pochodzeniu moich przodków skłaniały mnie do refleksji nad tym, jak opowiadać historię tak, by nie upraszczać jej emocjonalnie, a jednocześnie pokazać doświadczenia obu stron.

W wolnym czasie, po pracy, przez kilka miesięcy konfrontowałem swoją szkolną wiedzę i skojarzenia z popkultury z literaturą naukową, źródłami oraz rozmowami z Ukraińcami. Latem 2025 roku pojechałem do Lwowa, co pozwoliło mi spojrzeć na historię z ukraińskiej perspektywy i doświadczyć życia w Ukrainie w czasie wojny. Moim celem było zmierzenie się z tym, co dr Jan Jerzy Milewski nazywał „wspólną historią przemocy”.

Dialog czy monolog

Doktor Milewski, powołując się na koncepcję Aleidy Assmann, wyróżniał dwa sposoby pamiętania historii: dialogowy i monologiczny. Pamięć dialogowa polega na tym, że społeczeństwa rozmawiają ze sobą o przeszłości, uznają udział w cierpieniu drugiej strony i starają się włączyć jej doświadczenia do swojej opowieści. Dzięki temu możliwa jest empatia i zrozumienie. Przeciwieństwem jest pamięć monologiczna, którą już po pierwszej wojnie światowej Marc Bloch nazywał „dialogiem niedosłyszących” – każdy mówi tylko o sobie, nie słuchając drugiej strony. Takie postawy wciąż wpływają na to, jak Polacy i Ukraińcy patrzą na wspólną przeszłość.

Jestem przekonany, że mimo iż w Polsce przebywa obecnie ponad 1,5 miliona obywateli Ukrainy, rzadko podejmujemy z nimi swobodne, nieformalne rozmowy o przeszłości. Pojawiają się głosy, że nie ma sensu rozmawiać o trudnej przeszłości albo że to niewłaściwy moment. Zrozumiałe jest, że wojna zepchnęła na dalszy plan rozmowy o polsko-ukraińskiej historii, ale przeszłość wciąż nas dogania. Widać to w sporach wokół rzezi wołyńskiej oraz napięciach między polskim IPN-em a jego ukraińskim odpowiednikiem. Nikt nie powiedział tego wprost, lecz coraz wyraźniej widać, że utknęliśmy między zmęczeniem przeciągającą się wojną w Ukrainie a próbą przepracowania naszej wspólnej historii przemocy. Poza ekshumacjami i upamiętnieniem ofiar strona polska – społecznie i politycznie – potrzebuje jednoznacznego potępienia tej zbrodni przez stronę ukraińską.

Trudna przeszłość

W debacie publicznej pojawiają się także radykalne opinie o rzekomej antypolskości Ukraińców – niesprawiedliwe uproszczenia, choć czasem wynikające ze strachu, co pokazały między innymi incydenty podczas koncertu białoruskiego rapera w Warszawie. Tym bardziej warto rozmawiać o przeszłości i poznawać jej szerszy kontekst, w tym postaci i tradycje, do których odwołują się Ukraińcy w swoim patriotyzmie. Odwołania do OUN i UPA są dla Polaków trudne do przyjęcia, zwłaszcza w kontekście zbrodni wołyńskiej, ale nie można ich pomijać w rozmowie o historii Ukrainy. Namysł nad wspólną historią – uwzględniający kozaczyznę, ruchy hajdamackie, politykę polskiej szlachty w dawnej Rzeczypospolitej czy działania polskich władz w okresie międzywojnia w Galicji Wschodniej – pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego w naszych relacjach pojawiały się radykalizmy. Nie chodzi bowiem tylko o znajomość faktów, lecz o umiejętność dostrzeżenia ciągów przyczynowych i wyobrażeń kształtujących postawy po obu stronach. Jak przypominał Jacek Kuroń, uczciwy dialog o przeszłości wymaga wysiłku obu stron, a jego fundamentem powinna być szkoła.

Wspólna historia przemocy

Pamięć dialogowa jest jedyną drogą do odpowiedzialnego uporządkowania polsko-ukraińskiej przeszłości. Taki dialog podejmowali już polscy i ukraińscy historycy, między innymi w publikacjach i seminariach organizowanych przez Ośrodek KARTA. Nie oznacza on relatywizowania faktów ani symetryzowania win – taki sposób opowiadania historii nie stawia znaku równości między ludobójczą rzezią wołyńską przeprowadzoną w latach 1943–1945 a komunistyczną czystką etniczną w ramach akcji „Wisła” z 1947 roku. Oznacza natomiast gotowość do uznania cudzej traumy jako elementu własnej historii, bez unieważniania odpowiedzialności sprawców.

Historia i proces narodotwórczy nigdy nie przebiegają w próżni. Polacy i Ukraińcy dzielą niezwykle trudną przeszłość, a określenie jej mianem „wspólnej historii przemocy” dobrze oddaje jej charakter. Ukraińcy mają swoją lekcję do odrobienia w kwestii nacjonalizmu, ale Polacy powinni umieć obalać mity historyczne – w tym także te, które przedstawiają Polskę wyłącznie w pozytywnym świetle na Ukrainie w okresie dawnej Rzeczypospolitej. Przypominają o tym historycy, którzy nie koloryzują przeszłości. Zbigniew Wójcik w książce „Dzikie pola w ogniu” wskazywał, że należy rozumieć także własny udział w historii naszych narodów.

Te wszystkie pytania doprowadziły mnie do napisania eseju „Na polu minowym przeszłości”, który popularyzuje wspólną historię, ale nie jest pracą naukową, lecz próbą uporządkowania własnej pamięci – tej wyniesionej z domu, szkoły i kultury popularnej. Uważam, że rozmowa o przeszłości nie powinna należeć wyłącznie do polityków. To zadanie także dla każdego Polaka i Ukraińca. Musimy umieć mówić o jej trudniejszych fragmentach, starać się rozumieć je z właściwą wrażliwością i jak najbliżej prawdy. Od jakości tej rozmowy zależy trwałość naszej solidarności. Pamięć dialogowa jest sposobem, by naprawdę się rozumieć – i właśnie takie podejście do przeszłości wydaje się dziś konieczne, by utrzymać w Polsce trwałą solidarność z Ukrainą.

* Więcej o relacjach polsko-ukraińskich z perspektywy autora mogą Państwo przeczytać w książce Dariusza Sirko zatytułowanej „Na polu minowym przeszłości”