W bieżącym numerze „Kultury Liberalnej” Filip Rudnik pisze o tym, jak Europa angażuje się w pomoc Ukrainie po pełnoskalowym ataku Rosji na ten kraj cztery lata temu.

Rudnik obala chętnie powielane tezy, że Europa jest bezwolna, niedecyzyjna, że mogłaby zrobić znacznie więcej dla obrony Ukrainy i osłabienia Rosji. I podaje konkretne argumenty.

Natomiast w ostatnim czasie trwa dyskusja na temat siły i możliwości Europy do obrony samej siebie przed ewentualną agresją Rosji. Jeden pogląd mówi, że słaba militarnie, niezdolna do podejmowania szybkich decyzji wspólnota wielu państw, jaką jest Unia, nie jest w stanie stawić czoła agresywnej Rosji bez wsparcia Stanów Zjednoczonych. I że to na nich musi ona polegać. A drugi – że właśnie z powodu niepewności co do swojego militarnego sojusznika Unia Europejska musi zachowywać się tak, jakby była zdana na siebie. Czyli wzmacniać swoją siłę militarną i zacieśniać wspólnotę.

Tekst Rudnika i te dwie opinie prowadzą do kolejnych wniosków.

Unia świadoma zagrożeń

Rzeczywiście, działania Unii Europejskiej w ciągu ostatnich czterech lat nie są tak nieskuteczne i słabe, jak zarzucają jej krytycy, łącznie z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Ten ostatni na zmianę wyraża wdzięczność za pomoc, jak i oczekiwanie, że będzie ona większa.

Jednak, jak pisze Rudnik, oprócz pomocy militarnej Ukrainie, Unia również skutecznie pozbawia Rosję dochodów. Sankcje, chociażby, wcale nie są nieskuteczne. Faktycznie uderzają w rosyjską gospodarkę i są źródłem jej problemów. I regularnie wprowadzane są kolejne ich pakiety.

Wszystko to dzieje się mimo kosztów, które ponoszą kraje samej Unii Europejskiej. Francji czy Niemcom najwygodniej byłoby prowadzić biznes jak zwykle. Europa jednak w ciągu ostatnich czterech lat przeorientowała się politycznie i handlowo i przestała traktować Rosję jak partnera, a zaczęła jak jawnego wroga.

To pocieszająca diagnoza, w dodatku pozwala na myślenie o Unii Europejskiej jako silnej i dającej poczucie bezpieczeństwa wspólnocie. Tę wizję psuje jednak pewne zastrzeżenie.

Wewnętrzne zagrożenie

Świadoma zagrożenia ze strony Rosji, prowadząca zgodną politykę prowspólnotową, a także proukraińską Europa nie daje gwarancji stabilności politycznej. W najsilniejszych państwach coraz większe poparcie zdobywają partie skrajne, prorosyjskie, antyunijne.

Jeśli niemiecka AfD czy francuskie Zjednoczenie Narodowe zdobędą poważne wpływy na politykę tych państw, działania Unii pod adresem Rosji nie będą takie zgodne ani skuteczne, jak teraz. Już widać, jaką politykę prowadzą prawicowe rządy w Słowacji i na Węgrzech, próbując blokować chociażby kolejne pakiety sankcji czy embarga.

Podsumowując ten fragment, można napisać, że

Unia nie jest wcale słaba ani bezsilna, jednak nie warto przyzwyczajać się do tego stanu.

Siły, które dobijają się w państwach wspólnoty do władzy, zagrażają tej zgodności co do traktowania Rosji jak zagrożenia i konieczności powstrzymywania jej. W dodatku Rosja, a także niezainteresowana silną Europą Ameryka grają na rozbicie jedności wspólnoty za pomocą wspierania jej populistycznych, antywspólnotowych sił.

Silna, ale nie samotna

Drugi spór dotyczy tego, czy Unia powinna budować swoją siłę i zacieśniać wspólnotę, by uniezależnić się od wsparcia Ameryki, czy też dbać jak najbardziej o relacje z potężnym militarnie sojusznikiem.

Spór jest gorący, zwłaszcza między prawicą a resztą sceny politycznej, jednak jedno nie wyklucza drugiego.

Unia może – i jak przekonująco dowodzą zwolennicy tego twierdzenia – powinna dbać o swój rozwój militarny, ale także wspólnotowy i gospodarczy, by inni się z nią liczyli.

Jednocześnie nie może myśleć o niezależności od Stanów Zjednoczonych już teraz. Kiedyś może tak, ale jeszcze nie dziś. Tu z kolei przekonująco brzmią ci, którzy mówią, że teraz nie poradzilibyśmy sobie jako wspólnota z Rosją atakującą któryś z naszych krajów, jeśli nie zadziałałby 5 artykuł Traktatu Północnoatlantyckiego.

Wniosek – wzmacniać się, ale dbać o relację z trudnym partnerem zza oceanu.

Prawico, to do ciebie

Oba te wnioski prowadzą do trzeciego – kluczowego. Wzmocnienie Unii Europejskiej jako wspólnoty politycznej, gospodarczej i kulturowej jest dziś niezbędne, by mogła skutecznie przeciwstawić się Rosji. To swoiste zabezpieczenie na czas, kiedy skrajna prawica – a jak we Francji, także skrajna lewica – czyli siły prorosyjskie i antyunijne zdobędą wpływ na władzę w państwach unijnych. Do tej pory trzeba jak najwięcej zrobić.

Wizja zwycięstw radykałów powinna działać mobilizująco, a nie paraliżująco.

Przykład: program SAFE. Uruchomionych inwestycji nie da się odwrócić tak łatwo. Jeśli Polska, a także inne kraje wzmocnią się militarnie, to już będą silniejsze, nawet jeśli do władzy dojdą populiści, którzy nie będą chcieli wspierać Ukrainy. Silna Europa to inny przeciwnik niż słaba, bez względu na to, kto jest w niej u władzy.

I druga sprawa – konsekwentne budowanie siły Europy to jedyna polisa na czas, kiedy Rosja powie państwom NATO „sprawdzam”. Budowanie siły Europy nie oznacza wrogości wobec Stanów Zjednoczonych. Jeśli w Stanach zmieni się prezydent, będzie miał tylko silniejszego sojusznika.

I warto by było, gdyby taką właśnie perspektywę przyjęła też polska prawica. Czyli siła polityczna budująca swoją popularność na patriotyzmie i dążeniu do suwerenności Polski. Wówczas stałaby się bardziej wiarygodna niż teraz, kiedy działa na osłabienie Polski. Bo właśnie tym jest dążenie do konfliktu z UE i wyłącznego oparcia bezpieczeństwa o sojusz z USA.