
W pracy sprzed 25 lat („Autobiograficzny trójkąt”) Małgorzata Czermińska podkreślała funkcję świadectwa spełnianą przez pisarzy, powołanie, które, jak wiemy, zyskało szczególne znaczenie w kulturze i poezji polskiej, gdzie historia głęboko wpłynęła na tożsamość zbiorową. „Wielcy Mistrzowie” tacy jak Miłosz, Różewicz, Herbert i Szymborska podjęli to wyzwanie różnymi stylami, ale zawsze z głęboką refleksją na temat Historii i samych siebie, na temat własnych i cudzych historii, czyli na temat własnego położenia jako istot ludzkich i poetów w świecie.
Wyznanie i wyzwanie
Dąbrowska wpisuje się w ten sam nurt z wrażliwością zarazem odmienną i podobną, która wykracza poza proste świadectwo i obejmuje również dwa pozostałe fundamentalne składniki „trójkąta autobiograficznego”, o którym pisała Czermińska: wyznanie i wyzwanie. Jej poezja nie ogranicza się do rejestrowania zdarzeń, lecz staje się wibrującym, współczującym echem innych egzystencji, uznając godność i świętość każdego indywiduum i każdego szczegółu życia, który zasługuje na uwagę poety. Jest to poezja, która nad życiem osób i rzeczy pochyla się ze szczerą i głęboką empatią.
Użycie zaimków osobowych stanowi jeden z możliwych kluczy do jej odczytania. W poezji Dąbrowskiej współistnieją, przeplatają się, a czasem zlewają zaimki pierwszej, drugiej i trzeciej osoby liczby pojedynczej i mnogiej, rodzaju męskiego, żeńskiego lub nijakiego, tam gdzie „Ja”, które „widzi i opisuje”, może stać się dowolnym elementem świata przedstawionego, łącznie z tym nieożywionym. Staje się to nośnikiem wspólnego doświadczenia, gdzie głosy świata łączą się, tworząc chór, w którym „Ja” dąży do stopienia się z Innym. Ten mechanizm identyfikacji i współuczestnictwa jest widoczny w wielu jej tekstach, gdzie podmiotowość liryczna łączy się z innością. To empatia, która przekracza granice „Ja” i rzutuje na ból, radość, egzystencję innych lub czegoś innego. Poezja Dąbrowskiej jest zatem zaproszeniem do podróży („Biuro podróży” to tytuł jej pierwszego zbioru z 2006 roku) w towarzystwie kogoś lub czegoś, aby móc później wrócić „do domu” i do siebie, wzbogaconym i odmienionym. Jej poznawczą postawę wobec świata można by zatem określić jako rodzaj „ontologii różnorodności”.
I tak, czytając tę poezję, przypomniałem sobie platońskie pojęcie méthexis, przetłumaczone przez Władysława Witwickiego jako „udział” i „uczestnictwo”, które oddaje to, co poezja Dąbrowskiej reprezentuje.
Rozdwojenie i jedność
Jeden z powracających motywów w twórczości Dąbrowskiej to rozdwojenie, które jednak wydaje się zawsze rozwiązywać w ponownym zjednoczeniu, w rekompozycji tożsamościowej. Przykłady tancerza, który kontynuuje taniec w szatach zmarłej siostry („Rodzeństwo”); albo brata i siostry – ona humanistka, on matematyk – którzy wymieniają się zadaniami i zdolnościami („Polski, matematyka”), są emblematyczne. W tych przypadkach pozorna separacja ustępuje miejsca głębokiemu powiązaniu, gdzie dwa elementy są w rzeczywistości nierozerwalnie złączone. Polskie słowo „rodzeństwo”, które łączy pojęcie pokrewieństwa między braćmi i siostrami w jedną neutralną jednostkę, doskonale wyraża tę więź. Nie chodzi o zwykłe pokrewieństwo, ale o głębokie współuczestnictwo, o wspólny korzeń, który zresztą odnajduje się w czasowniku „rodzić” – „generować”, „powoływać do życia”, „dawać życie”.
Poezja Dąbrowskiej sugeruje nam, że życie, podobnie jak jej własne bycie poetką, jest niczym innym jak ciągłym rozdwojeniem i nieustannym ponownym jednoczeniem się z Innym. Śmierć nie jest jego końcem, lecz transformacją, zakrętem na drodze lub „transpozycją” w coś innego i absolutnie nieprzewidzianego, jak sugeruje tragikomiczny, zniekształcony cytat z Pessoi w przepięknym wierszu Dąbrowskiej poświęconym śmierci ukochanej babci („Droga pszczół”): „A morte é a curva da estrada = Śmierć to kurwa na estradzie”.
Ta idea rozdwojenia i zjednoczenia między wewnętrznością a zewnętrznością, między tożsamością a innością, dotyczy także relacji między poetą a tradycją, a w konsekwencji także między poezją a tłumaczeniem, poetą i tłumaczem. W tym przypadku to relacja między Krystyną Dąbrowską a jej rozmówczyniami, którym oddała głos poprzez tłumaczenie. U podstaw tłumaczenia i relacji z innym językiem (na przykład z językiem jej ukochanego Jehudy Amichaja, którego Dąbrowska studiowała latami) leży ewidentnie endiada „rozdwojenie/tożsamość”, cudownie wyrażona w wierszu zatytułowanym „Hebrajski”:
Język, w którym zdarzyło się to, próbują
oddać przekłady: Bóg stworzył niebo i ziemię.
Który najpiękniej nazwał zamęt i bezwład: tohu wa-wohu.
Którego pismo płynie pod prąd
pisma w moim języku,
ćwiczy mi rękę w innych początkach i końcach.
Te „inne początki i końce” przywodzą na myśl cykliczną ideę relacji między życiem a pisaniem, podobnie jak między życiem a śmiercią, w której odkrywa się, że odwracalność tych dwóch terminów – jeśli uda się pójść pod prąd – jest regułą, a nie wyjątkiem.
Od korespondencji do poezji: przypadek Emily Dickinson
Podczas wieczoru promującego „Wiersze wybrane”, który odbył się 28 maja 2025 roku, poetka wskazała dziesięć nazwisk poetów zagranicznych (żartując, ale nie do końca, powiedziała: „żeby nie wzbudzać zazdrości wśród Polaków”), którzy, bardziej niż modelami, są dla niej towarzyszami drogi, a w niektórych przypadkach z pewnością poetyckimi alter ego. Ta sama postawa znalazła echo w postaci Emily Dickinson, innej poetki, z której twórczością Dąbrowska pozostaje w oczywistym dialogu i której poświęciła piękny esej zatytułowany „Rozmawiając przez drzwi”, opublikowany w magazynie „Książki” w sierpniu 2025 roku.
Z drugiej strony, wydaje mi się, że zarówno idea rozmowy, jak i korespondencji nawiązują do pojęcia méthexis (czyli udziału i uczestnictwa) Inności, na którym chciałem skoncentrować moje uwagi. Korespondencja Dickinson, opublikowana przez Harvard University Press w 2024 roku, ujawnia niezwykłe połączenie między życiem codziennym a światem poezji. Jej listy czasem przekraczają granice prozy, by stać się prawdziwymi wierszami in nuce, rytmicznymi i bogatymi w obrazy. W swoim artykule Dąbrowska podkreśla, jak wiele fragmentów korespondencji Dickinson jest przesiąkniętych charakterystycznym rytmem jej poezji, z tym samym metrum i wewnętrznymi rymami, ale bez podziału na wersy.
Postać Dickinson jest zatem trafnym przykładem tego, jak poetyka może być wewnętrznie „epistolarna”, czy być dialogiem ze światem zewnętrznym, który odbywa się poprzez formę pisania intymnego i osobistego. To dialog, który – jak u Dąbrowskiej – toczy się między życiem codziennym a głęboką refleksją, między obserwacją kur na podwórku a wielkimi pytaniami egzystencji. Jest to kolejne i niewątpliwe potwierdzenie faktu, że życie i poezja nie są dwoma oddzielnymi obszarami, lecz wzajemnie się karmią, w ciągłej wymianie i stałym załamywaniu światła. Dickinson nie była eremitką, ale kobietą, która, choć ograniczona do swojego domu w Amherst, była w stałej „korespondencji” ze światem, z samą sobą i ze swoimi wewnętrznymi demonami.
Trop życia
W splocie życia i sztuki poezja jawi się jako trop samego życia i jego innych, czy „nieco innych” czasoprzestrzeni, podobnie jak w relacji między detalem a całym obrazem.
W nierozwiązywalnym splocie między tożsamością a innością – używając terminów zaproponowanych swego czasu przez Małgorzatę Czermińską dla pisarstwa autobiograficznego – poezja Dąbrowskiej staje się świadectwem, ale także wyznaniem i wyzwaniem, aktem głębokiej wrażliwości, która sama ujawnia się innym. Owa potrójna typologia znajduje rezonans nawet w krótkim, bardzo niedawnym utworze, jak „Spalona kawiarka”.
W tym wierszu, codzienne i pozornie banalne zdarzenie staje się pretekstem do głębszej refleksji. Smród spalenizny, syczenie podobne do grzechotnika, konieczność szorowania kawiarki, by zająć ręce i odwrócić uwagę umysłu w jeden z tych dni „zdecydowanie na nie” (kronikarsko rzecz biorąc, utwór datuje się na dni po ostatnich wyborach prezydenckich w Polsce) nabiera konotacji zupełnie innej natury. Od politycznej po egzystencjalną, aż niemal do metafizycznej: uratowanie spalonej kawiarki jest minimalną synekdochą tego, jak należy ratować się, wychodząc od najbardziej prozaicznej codzienności, pomimo katastrof i obrzydliwości świata, aby zbawienna rola kawiarki z jej „zapachem świeżo zmielonych ziaren” pozostała tą, która ma „rozświetlić najciemniejszy zimowy dzień”:
Gdy, mając więcej odwagi ode mnie,
z samego rana sprawdziłeś wiadomości,
zapomniałam o kawiarce
postawionej na gazie
i zapach świeżo zmielonych ziaren
zdolny rozświetlić
najciemniejszy zimowy dzień,
ale nie ten czerwcowy,
zamienił się w swąd spalenizny.
Rzuciliśmy się oboje do kuchni,
całej w lepkich, brunatnych rozbryzgach,
gdzie kawiarka syczała jak grzechotnik,
chwyciliśmy ją przez ręcznik, rozpaloną,
na granicy eksplozji,
i podsunęliśmy pod strumień zimnej wody.
A później szorowanie, szorowanie,
byle zająć ręce, kiedy pęka głowa.
– Patrz, przynajmniej kawiarkę
udało się odratować.
Także tutaj poezja Krystyny Dąbrowskiej zaprasza nas do spojrzenia poza pozory: nie chodzi wcale o relatywizm, lecz raczej o redukcjonizm filozoficzny, podobny do redukcjonizmu Szymborskiego. Nie jest to prosta empatia czy identyfikacja z Innym, ale prawdziwe wzajemne przenikanie się lirycznego „Ja” z resztą świata.
Wystarczy przytoczyć wspaniały wiersz pierwotnie zatytułowany „Kiedy się skończy”, a potem „Skórzana chorągiewka”, gdzie pandemia covid (która nie zostaje nazwana) nagle ukazuje skrajną kruchość ludzkich ciał, które były „jak włączniki światła / na przejściach dla pieszych / przekreślone iksami czarnej taśmy”, podczas gdy na nowo odzyskuje znaczenie twardość i trwałość przedmiotów tej osobistej „Biblioteki Materiałów” (nawiązanie do Materials Library w Londynie) złożonej z drobnych rzeczy i wspomnień – szmatki, szczoteczki, lodowatej wody Bałtyku – które, ze swoją całkowitą innością, reprezentują teraz prawdziwą tożsamość podmiotu lirycznego.
Ostatecznie, centralne w poezji Dąbrowskiej jest uznanie, że nasza egzystencja jest misterną tkanką relacji, gdzie „Ja” nigdy nie jest samo, lecz zawsze w głębokim dialogu i aktywnym uczestnictwie z życiem innych: istotami żywymi (na przykład w liryku „Dom zwierząt”, którego bohaterami są ślepy koń i mały osiołek, który jest jego przewodnikiem ), ale także z rzeczami pozornie mniej poetyckimi, jak para zakurzonych butów („Buty”), plastry („Plastry”), drożdże do chleba („Nigdy nie myślałam, że upiekę chleb”), dziwny metal ind („Miasto z Indu”), który, „kiedy się go zgina, / wydaje ostry dźwięk”, brzmiąc niczym oznaka buntu.
Meteksa Inności
Ten proces, który nazwałem tu „meteksą Inności”, czyni poezję narzędziem do przezwyciężenia izolacji i przyjęcia bogactwa wspólnego świata. Przychodzi tu na myśl Miłosz ze „Świadectwa poezji”, bowiem właśnie w ten sposób Krystyna Dąbrowska ratuje siebie i swoją twórczość przed alienacją. Pisze z potrzeby słuchania i rozumienia głosów bliskich i dalekich, znajomych i egzotycznych, uczestnicząc w nich i komunikując je, dając głos inności, tej ludzkiej i nie-ludzkiej, którą czuje jako istotną część siebie i swojego świata.
Nie inaczej niż w przypadku Emily Dickinson czy Wisławy Szymborskiej, poezja Dąbrowskiej wydaje nam się bliska: głos, który zamieszkuje małe rzeczy, który pielęgnuje skręt i szczelinę, który szuka w słowie nie schronienia, ale przejścia. I w tym wahaniu między intymnością a uniwersalnością, między minimalnym gestem a nieskończonym echem lub – jak powiedziałby Tadeusz Kantor – między śmietnikiem a wiecznością, poezja Dąbrowskiej objawia swoją wysoką wartość.
Książka:
Krystyna Dąbrowska, „Wiersze wybrane”, wyd. a5, Kraków 2025.
