
„Miłość najpiękniejsza jest wtedy, gdy dopiero zaczyna się wydarzać” – tak Maja Wolny, pisarka, dziennikarka, reportażystka, kuratorka wystaw, pisze o romansie jednego z najsłynniejszych Polaków w historii. Człowieka, który „wstrzymał słońce, ruszył ziemię”, ale o którym – poza typowo szkolną wiedzą – niewiele wiemy.
„Ciała niebieskie” to powieść, w której autorka „Pociągu do Tybetu” tworzy historię intymną, skupioną na kobiecej perspektywie. Mikołaj Kopernik jest oczywiście bardzo ważną postacią fabuły, ale to kobiety są centralnym punktem tej opowieści, a narratorka – Anna Schiling – pozwala spojrzeć na Kopernika nie tylko jako na genialnego uczonego, lecz także na mężczyznę, człowieka zanurzonego w sieci lokalnych zależności, targanego namiętnościami i wątpliwościami, który „jeszcze nie wie, jaki los ma zapisany w gwiazdach, choć zwykle przeczucia go nie mylą. Ostatkiem sił próbuje się swojemu losowi przeciwstawić. Ukochana kobieta pojawia się w życiu mężczyzny jak kometa: obie zwiastują wielkie zmiany. Nic nie będzie już takie jak przedtem” [s. 71].
Kopernik staje się figurą symboliczną: kimś, kto patrzy w niebo, ale jednocześnie żyje w świecie pełnym lęków, przesądów i przemocy wobec kobiet. Z jednej strony, reprezentuje przełom myślowy, odwagę kwestionowania porządku świata, z drugiej jednak – funkcjonuje w epoce, w której kobiety traktowano jak podejrzane istoty, łatwo oskarżane o czary i pozbawiane prawa głosu. To czas wielkich odkryć i okrutnej opresji, w którym nauka i humanizm potrafiły iść w parze z przemocą i ślepotą społeczną.
Zostawmy jednak Niklasa – tak nazywany jest w powieści – a skupmy się na kobietach. Proza Wolny jest bowiem przede wszystkim feministyczna. Astronom, który przesuwa Ziemię z centrum wszechświata, jest nie tylko bohaterem, ale i tłem dla historii kobiet, których życia nie miały żadnej wartości w oczach ówczesnej społeczności.
Kobieta „gorsząca lud”
Anna Schiling pochodziła z zamożnej rodziny mieszczańskiej, związanej z lokalnym patrycjatem i handlem bałtyckim. W młodości wyszła za mąż za Arendta von der Schillinga, przedstawiciela znanego gdańskiego rodu kupieckiego, z którym miała kilkoro dzieci (w książce pięcioro). Powieściowa Anna szybko przekonuje się jednak, że ślub był dużym błędem – mąż pije, bije i dręczy psychicznie kobietę. W rzeczywistości jej małżeństwo z Arendtem nie przetrwało – w dokumentach pojawia się jako kobieta żyjąca w separacji, a później jako wdowa.
W powieści natomiast Arendt zostaje przekonany do wydania zgody na wyjazd żony do Fromborka, zwłaszcza że Annę łączyły z Kopernikiem więzy pokrewieństwa, co czyniło jej obecność w jego domu społecznie akceptowalną. Anna objęła więc funkcję gospodyni w domu kanonika i astronoma. Jej pobyt we Fromborku stał się jednak, i w powieści, i w rzeczywistości, przedmiotem kontrowersji – biskup warmiński Jan Dantyszek uznał, że jej bliska relacja z Kopernikiem narusza obowiązujące normy obyczajowe i wielokrotnie nakazywał jej oddalenie, argumentując, że jej obecność „gorszy lud” i narusza zasady obowiązujące kanoników.
W listach nie ma jednak dowodów na relację o charakterze intymnym – są natomiast ślady napięcia między biskupem a kapitułą oraz próby wzmocnienia dyscypliny kościelnej. Pod naciskiem władz kościelnych Anna opuściła Frombork w 1539 roku. Jej dalsze losy pozostają nieznane – znika z zapisów miejskich i kapitulnych, a brak źródeł uniemożliwia ustalenie miejsca i daty jej śmierci. W historiografii pozostaje zatem postacią niejednoznaczną, z jednej strony realną uczestniczką życia Kopernika, z drugiej – symbolem obyczajowych napięć i społecznych ograniczeń epoki. Pokazuje, jak wrażliwa była granica między tym, co dopuszczalne, a tym, co uznawano za gorszące, oraz jak łatwo osobiste decyzje mogły stać się przedmiotem politycznych rozgrywek. W „Ciałach niebieskich” Maja Wolny idzie o krok dalej, dając Annie nie tylko własny głos i miejsce w historii, ale wyposaża ją też w całkiem prawdopodobne losy, twierdząc, że Annę i Mikołaja połączyła wielka miłość i tajemny romans.
Zależność kobiet
„Dzięki Niklasowi zaczynam żyć jako ktoś osobny, niesklejony z innym istnieniem lepikiem zależności. Czuję przyjemne mrowienie w brzuchu i ramionach, jakby moja krew dopiero teraz zaczynała krążyć. To wszystko jest takie nowe i takie ekscytujące!” [s. 110] – mówi w książce Anna.
Losy głównej bohaterki idealnie oddają losy ówczesnych kobiet, powieść Wolny to bowiem książka zanurzona w XVI wieku, ale jednocześnie bardzo współczesna w sposobie, w jakim mówi o kobiecej podmiotowości, cielesności i wolności. Anna żyje w epoce, w której kobiece ambicje i pragnienia były skrępowane konwenansami, a ciało kobiety traktowano jako własność społeczeństwa, rodziny, mężczyzny. „My, kobiety, nie należymy do siebie. Zawsze jesteśmy czyjąś własnością, żyjemy dla kogoś lub dzięki komuś” [s. 210].
Anna żyje także w świecie, w którym nauka dopiero zaczynała podważać religijne dogmaty, a nowoczesna medycyna dopiero się rodzi, a jednocześnie ludzkie ciało pozostawało obszarem tabu. Autorka pokazuje, jak silnie kultura i nauka kształtowały sposób myślenia o kobiecości: od biologii po moralność. W tym sensie „Ciała niebieskie” są również powieścią o emancypacji – nie tej spektakularnej, politycznej, lecz cichej, wewnętrznej, dokonującej się w świadomości jednostki.
Anna – religijna i wierna dogmatom, w jakich ją wychowano – zaczyna coraz lepiej rozumieć obłudę otaczającego ją świata. W konfesjonale ksiądz przekonuje o konieczności posłuszeństwa wobec męża i nie obchodzi go, że Arendt regularnie bije i gwałci żonę. „Gwałt przedłuża się na całe życie niewiasty. Piekło trwa […] Teraz już wiem, że Biblia nie ocali mnie przed złem. Muszę sama się ocalić. W Biblii jest mowa o srebrnikach, umowie i karze. Kobiecy ból wycenia się w Biblii tanio. Właściwie nie ma on wartości. Wartość mają wielbłądy i srebrniki. Godność – mężczyźni” [s. 141] – stwierdza w końcu Anna.
Szybko przekonuje się także, że co innego, gdy chodzi o samego biskupa oraz jego liczne kochanki i rozsiane po świecie potomstwo. „W księżowskiej logice wygląda to inaczej. Nie jest żaden duchowny związany z jedną kobietą, może więc mieć ich wiele. Romans księdza okazuje się mniej grzeszny niż zdrada małżeńska. Niektórzy robią jeszcze coś innego: wybierają łóżko mężczyzn, choć nasza wiara tego zabrania. Cóż ja jednak mogę powiedzieć o krętych ścieżkach miłości… Kimże jestem, bym kogokolwiek mogła pouczać lub strofować za uczucia i porywy serca? Największym grzechem jest brak miłości. Wiem, co mówię, bo sama tak długo nie kochałam…” [s. 119]. Dla Anny ratunkiem jest Kopernik i jego miłość, ale co z kobietami, które takiej pomocy nie miały? Najczęściej ginęły na stosach. Zapomniane, wyszydzane, samotne.
Wiedźmy
Niezwykle ważną i ciekawą postacią jest w powieści przyjaciółka Anny – Johana Bracke. Johana, która „próbowała żyć życiem swoim, z nikim niedzielonym, i dlatego ją tego życia pozbawiono” [s. 210]. W XVI wieku w wielu krajach Europy narastała fala lęku, przesądów i religijnej gorączki, która dotknęła kobiety oskarżane o czary. Najczęściej były to osoby samotne, ubogie, wdowy lub kobiety wykraczające poza ówczesne normy obyczajowe – łatwo stawały się kozłami ofiarnymi dla społecznych napięć i niewyjaśnionych zjawisk.
Procesy o czary były brutalne i niesprawiedliwe: oskarżenia opierały się na plotkach, wymuszonych zeznaniach lub irracjonalnych przekonaniach, a tortury stosowano jako „narzędzie dochodzenia prawdy”. W efekcie wiele kobiet skazywano na śmierć, najczęściej przez spalenie na stosie, co miało symbolicznie „oczyścić” społeczność z rzekomego zła. Na Johanę doniósł jej własny syn, oskarżając ją o przyłożenie ręki do śmierci męża. Kobietę zamknięto w lochu, w Baszcie Kotwiczników, z góry wiedząc, jak będzie przebiegał jej proces. Wyrok zapadł dużo wcześniej. Kopernik mówi do Anny: „W wielu miastach odbywają się podobne procesy. Można rzec, że każdy szanujący się ratusz musi mieć w lochach choćby jedną wiedźmę. To ciemnota i zabobon, ale dzięki temu włodarze odciągają od siebie gniew ludu. Jest na co skierować uwagę gawiedzi. W takich czasach przyszło nam żyć” [s. 151]. To mroczny fragment historii, który pokazuje, jak łatwo strach i uprzedzenia mogą prowadzić do tragedii, gdy brakuje wiedzy, empatii i sprawiedliwości.
Siostrzeństwo
Bohaterki Wolny żyją w świecie pełnym pęknięć – próbują odnaleźć siebie, zrozumieć własne pragnienia i zmierzyć się ze światem, który ma je za nic ze względu na ich płeć. „Ciała niebieskie” dzięki temu stają się powieścią nie tylko o miłości, ale i o samotności, bliskości, o kobiecej przyjaźni i solidarności, o tym, jak trudno czasem nazwać własne emocje, a jeszcze trudniej je przeżyć. To również opowieść o kobiecej sile – nie krzykliwej, lecz cichej, dojrzewającej w bólu i wątpliwościach. To powieść o kobietach z XVI wieku, ale przecież i z XXI. Historia Johany i decyzja, którą ostatecznie podjęła, to także opowieść o dojrzewaniu do akceptacji – siebie, innych i tego, co nieuchronne. Warto dodać, że nie po raz pierwszy Wolny sięga po wątek czarownic i płonących stosów, wcześniej zrobiła to także w „Klątwie” [2022].
Znaczna część twórczości Mai Wolny charakteryzuje się przede wszystkim umiejętnością splatania historii osobistych z historią zbiorową oraz wyczuciem tematów, które często pozostają na marginesie. Autorka konsekwentnie eksploruje losy osób stojących na marginesie wielkich narracji, zwłaszcza kobiet, których głosy przez wieki były pomijane lub zagłuszane. Tworzy prozę wielowarstwową: z jednej strony mocno zakorzenioną w faktach historycznych, z drugiej – pełną emocji, subtelności i psychologicznej głębi, jak choćby w „Czarnych liściach” [2016].
Jej bohaterki często mierzą się z traumą, wykluczeniem, przemocą symboliczną i społeczną, a jednocześnie zachowują siłę, która pozwala im szukać własnej drogi. W „Ciałach niebieskich” prowadzi czytelnika przede wszystkim przez świat kobiet, których głosy przez wieki były tłumione, a doświadczenia pomijane lub wypaczane. Bohaterki powieści zmagają się z opresją, przedmiotowym traktowaniem i narzuconymi rolami. Wolny przypomina o dramacie kobiet oskarżanych o czary – o ich bezsilności wobec systemu, który wykorzystywał strach i przesądy, by karać inność, niezależność czy zwykłą samotność. I choć minęły stulecia, mechanizmy wykluczenia i uprzedzeń wcale nie zniknęły. Współczesne kobiety nadal muszą walczyć o prawo do własnego głosu, o szacunek i o możliwość decydowania o sobie. Historia splata się z teraźniejszością, a dawne stosy – choć dziś symboliczne – wciąż rzucają długi cień. „Ciała niebieskie” to opowieść, która uświadamia, że zmieniły się dekoracje, ale nie wszystkie schematy. I że wciąż potrzebujemy odwagi, by je rozpoznawać i przełamywać.
Książka:
Maja Wolny, „Ciała niebieskie”, wyd. Marginesy, Warszawa 2026.
