Szanowni Państwo!
Czy Grzegorz Braun, negujący istnienie komór gazowych, oraz aktywista, badacz czy publicystka nazywający politykę Izraela wobec Palestyńczyków kolonializmem zasługują na to samo określenie – antysemita?
Czy stawanie po stronie słabszych, prześladowanych jest uprawnione w niektórych przypadkach – czy zawsze?
Czy przedstawianie różnych punktów widzenia na politykę Izraela definiuje kogoś jako antysemitę albo osobę wspierającą ludobójstwo?
To ostatnie pytanie tylko brzmi jak przesadna figura retoryczna, ale w rzeczywistości dotyczy sytuacji, która się wydarzyła. Latem ubiegłego roku „Kultura Liberalna” została publicznie oskarżona o to, że jawnie wspiera ludobójstwo w Gazie. Dlaczego? Bo publikujemy teksty Konstantego Geberta, których argumentacji nie podzielał autor tego oskarżenia. Zaznaczmy, choć powinno to być oczywiste, że nie były to teksty popierające czy negujące zbrodnie Izraela. Tłumaczyły ich genezę, ustawiały ją w perspektywie dla niektórych polemistów nieakceptowalnej – ale nie popierały zbrodni Izraela.
Dokąd prowadzą nas oskarżenia o antysemityzm
Podobna sytuacja dotyczy pierwszego pytania tego tekstu. Potępianie polityki Izraela wobec Palestyńczyków, zwracanie uwagi, że konflikt nie zaczął się od aktu terroru 7 października, bywa publicznie nazywany antysemityzmem. Nie zmienia to faktu, że antysemityzm pozostaje realnym i groźnym zjawiskiem – w Polsce, Europie i na świecie. Wystarczy otworzyć dowolną sekcję komentarzy pod materiałem o Izraelu.
Ale nie chodzi tu tylko o zapalczywość czy brak kontroli emocji. Za tym przekonaniem stoją różne przyczyny. Czasem rzeczywiście pozorna obrona Palestyńczyków bierze się w rzeczywistości z antysemityzmu, jak właśnie u Grzegorza Brauna.
Jednak często bierze się ona z wrażliwości na krzywdę słabszych i prześladowanych. A ta wrażliwość bywa dziś nazywana antysemityzmem.
Podobnie jak na przykład głoszenie poglądów, że naród izraelski nie ma prawa zajmować terytorium między Morzem Śródziemnym a rzeką Jordan. Ta sama etykieta dotyczy tu skrajnie różnych poglądów.
I stąd kolejne pytanie z początku tego tekstu – czy można stawać po stronie słabszych wybiórczo? Czy można podziwiać odwagę Sprawiedliwych, a jednocześnie surowo traktować wrażliwość na krzywdę tych, wobec których Izrael stosuje przemoc? Odpowiedź, choć powinna, nie jest oczywista.
Mentalne zakorzenienie polskiej inteligencji
W nowym numerze „Kultury Liberalnej” zwraca na nie uwagę Ludwika Włodek, socjolożka, pisarka zajmująca się między innymi Bliskim Wschodem. A także prawnuczka odznaczonych tytułem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów. Pisze: „Wydaje mi się, że naczelną wartością, jaką kierowali się Sprawiedliwi, było właśnie pomaganie słabym i prześladowanym. Dziś słabi i prześladowani są Palestyńczycy”.
W osobistym, jak podkreśla, tekście opisuje pewien fenomen polskiej inteligencji, który wiąże się z tym dylematem. „W PRL-u przyzwoity inteligent był za Izraelem. W antysemickiej nagonce specjalizował się aktyw partyjny. Duża część polskiej inteligencji nadal traktuje Izrael jako «ostoję cywilizacji» na Bliskim Wschodzie i rozgrzesza jego władze z dyskryminacji Palestyńczyków. Ja tego nie robię, więc nazywają mnie antysemitką i zwolenniczką Hamasu, mimo że atak z 7 października nazywam terrorystycznym. Dyscyplinują mnie nawet pamięcią moich pradziadków”.
Podobny dylemat zasadności oskarżeń o antysemityzm rozważa w dzisiejszym felietonie Marek Matusiak, ekspert z Ośrodka Studiów Wschodnich, który specjalizuje się w polityce Izraela. „Nie ma takiego życiorysu ani dorobku, który mógłby dziś całkowicie ochronić przed oskarżeniem o antysemityzm tego, kto nie wpisuje się w aktualną linię polityczną. Po 7 października 2023 roku brzmi ona następująco: «albo jesteś z nami, albo z terrorystami». Status «nie-antysemity» trzeba bowiem regularnie odnawiać – demonstrując poparcie dla polityki państwa Izrael, nie zaś wobec jakiegokolwiek trwałego zestawu wartości”.
Matusiak opisuje zjawisko od strony polityki Izraela i narracji jego władz. Włodek – ukazując mentalne osadzenie polskiej inteligencji w rzeczywistości, którą można już było zweryfikować. Jedno i drugie ze sobą współgra.
Benjaminowi Netanjahu tak łatwo jest formułować oskarżenia o antysemityzm właśnie dlatego, że mogą one padać na korzystny grunt u zachodnich odbiorców.
Do tego dochodzi jeszcze jeden paradoks – odbiorcy ci raczej dalecy są od nacjonalizmu, a Netanjahu jest przedstawicielem skrajnej, narodowej prawicy. A jednak wciąż niektórym łatwiej jest zaakceptować jego słowa niż tych, którzy stają w obronie jego ofiar.
A ponieważ krytycy Izraela nie zamilkli, a jego ostatnie działania wojenne prowadzone wspólnie z Amerykanami dają kolejne powody do tej krytyki, w Europie powstaje pytanie.
Czy nadchodzi czas, w którym Izrael straci w końcu swój status państwa wyjątkowego i jednocześnie gwaranta liberalno-demokratycznych wartości na wschodzie? Status, dodajmy, który wielu uznaje za dawno utracony.
Zachęcam Państwa do czytania tekstów z nowego numeru i refleksji nad nimi. Zapraszam także do czytania pozostałych tekstów i do zapoznania się z naszymi najnowszymi widepodkastami.
Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin,
zastępczyni redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”