Zapoczątkowana przez Izrael i USA wojna przyniosła eskalację bombardowań i ataków rakietowych, częściową blokadę cieśniny Ormuz, wreszcie nieprzewidywalność tego, co może się dziać na szlakach wodnych wiodących przez Morze Arabskie i Ocean Indyjski. W dalszej perspektywie może prowadzić do rewizji powiązań gospodarczych i politycznych państw Azji Południowej i Południowo-Wschodniej z regionem ogarniętym konfliktem.

Rakiety w Iranie, a w Indiach brakuje gazu

Kraje azjatyckie wprowadzają restrykcje i ograniczenia w zakresie zużycia surowców energetycznych sprowadzanych z regionu Zatoki Perskiej.

Media w krajach Azji Południowej i Południowo-Wschodniej publikują już zdjęcia zamkniętych dystrybutorów na stacjach benzynowych oraz informują o ograniczonej dostępności butli z gazem LPG.

Tylko w Indiach kilkunastokilogramowe butle z LPG podrożały w ostatnich dniach o kilkadziesiąt procent. A warto pamiętać, że gaz w butlach jest powszechnie używany w indyjskich gospodarstwach domowych. Jedna z największych indyjskich firm informatycznych zaapelowała do pracowników, by w godzinach pracy nie korzystali z tak zwanych kuchni socjalnych, ograniczyli korzystanie z kuchenek gazowych i przynosili gotowe do spożycia posiłki z domów.

Ograniczenia i apele w sprawie oszczędności paliw oraz gazu pojawiły się również w krajach Azji Południowo-Wschodniej. W Wietnamie i Tajlandii część firm decyduje się na wprowadzanie pracy zdalnej, by ograniczyć zużycie energii w biurowcach i urzędach. Władze tych krajów rekomendują obywatelom ograniczenie wszelkich podróży. Tajlandia wprowadziła ponadto zakaz eksportu ropy, co uderzy przede wszystkim w sąsiedni Laos, Birmę/Mjanmę i Kambodżę. Z kolei na Filipinach władze zdecydowały o wprowadzeniu czterodniowego tygodnia pracy. Władze Birmy/Mjanmy wprowadziły ograniczenia w ruchu samochodów – pojazdy o parzystych numerach rejestracyjnych mogą wyjeżdżać na ulice w jednych dniach, te o nieparzystych – w inne.

Kiedy zabraknie ropy w Malezji?

Przejawy nadchodzącej sytuacji kryzysowej nie ograniczają się wyłącznie do sfery codziennego życia mieszkańców krajów uzależnionych w dużym stopniu od importu surowców energetycznych z rejonu Zatoki Perskiej. Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, władze indyjskie ograniczyły już częściowo dostawy ropy i gazu dla odbiorców przemysłowych. Tego typu działania, o ile nie zostaną wprowadzone alternatywne dostawy surowców energetycznych, będą wpływały negatywnie zarówno na wyniki gospodarcze poszczególnych przedsiębiorstw, jak i na stabilność indyjskiej gospodarki, tak bardzo związanej z dostawami ropy i gazu z państw Zatoki Perskiej.

Wszystkie te ograniczenia, a także próby uruchamiania w krajach Azji Południowej i Południowo-Wschodniej strategicznych rezerw paliw są pochodną ogromnej zależności krajów regionu od importu węglowodorów z rejonu Zatoki Perskiej.

Cztery kraje Azji Południowo-Wschodniej – Filipiny, Tajlandia, Malezja i Brunei – sprowadzają z Bliskiego Wschodu od 60 do 95 procent potrzebnej im ropy naftowej. Nawet dysponująca własnymi zasobami węglowodorów Indonezja sprowadza z krajów Zatoki Perskiej jedną trzecią ropy potrzebnej dla zaspokojenia krajowych potrzeb. Eksperci z tych krajów informują, że zapasy strategiczne umożliwiające obywatelom codzienne funkcjonowanie, a gospodarce przetrwanie wystarczą, w zależności od kraju, na pięćdziesiąt do dziewięćdziesięciu dni.

Podobnie sytuacja przedstawia się w Azji Południowej. W tym regionie największymi odbiorcami surowców energetycznych z rejonu Zatoki Perskiej są Pakistan i Indie. Co prawda z New Delhi płyną oficjalne zapewnienia, że Indiom nie grozi kryzys paliwowy, trudno jednak powiedzieć, na czym budowane jest takie przekonanie władz. Indie importują z rejonu Zatoki ponad 70 procent potrzebnej krajowi ropy oraz ponad czterdzieści procent gazu. Władze zapewniają, że indyjski import jest odpowiednio zdywersyfikowany i nie ma powodu do obaw. Eksperci twierdzą jednak, że w przypadku przedłużającej się wojny w Zatoce New Delhi powróci do importu węglowodorów z Rosji.

Czy Donald Trump i Bibi Netanjahu myśleli o tym, kiedy zaczynali wojnę?

Sytuacja Pakistanu również nie jest korzystna, ponieważ kraj ten sprowadza aż 85 procent potrzebnej ropy z rejonu Zatoki Perskiej. Co prawda największym dostawcą jest Arabia Saudyjska, która już omija szlak przez cieśninę Ormuz, jednak niestabilność w rejonie Bliskiego Wschodu może mieć wpływ na dostawy.

W Nepalu nie będzie przelewów

Dla krajów Azji Południowej i Południowo-Wschodniej problemem pozostaje także sytuacja wielomilionowej diaspory pracowników wywodzących się z tych państw i zatrudnionych w krajach Zatoki Perskiej. Dotyczy to przede wszystkim obywateli Filipin, Tajlandii, Nepalu, Pakistanu i Indii.

Na Bliskim Wschodzie, w rejonie Zatoki, pracuje ponad 10 milionów Indusów. Większość z nich to zwykli robotnicy budowlani, żyjący w trudnych warunkach i niemogący liczyć na pomoc krajów, które ich zatrudniają. W przypadku przedłużania się konfliktu ich życie i zdrowie mogą być zagrożone, a powrót do macierzystego kraju utrudniony lub wręcz niemożliwy.

Jednocześnie pieniądze, które Indusi zarabiają w Emiratach czy w Arabii Saudyjskiej, są ważną częścią budżetów rodzinnych.

Przekazy pieniężne, które trafiały rocznie do Indii w ostatnich latach, to ponad 130 miliardów USD. 38 procent tej sumy pochodziło właśnie od pracowników przysyłających pieniądze z rejonu Zatoki Perskiej. Równie istotne znaczenie mają przekazy przesyłane przez zatrudnionych w krajach Zatoki dla mieszkańców Nepalu czy Filipin. W przypadku tych krajów – może nawet i większe. Wystarczy przypomnieć, że od 26 do 30 procent nepalskiego PKB do właśnie remittances.

Wspaniale jest myśleć

Wojna w Zatoce Perskiej skierowana przeciw Iranowi to doskonały przykład na to, jak wydarzenia w jednym regionie świata wpływają niemal natychmiast na to, co dzieje się setki lub nawet tysiące kilometrów dalej, w innym zakątku świata. Współczesny glob powiązany jest bowiem milionami połączeń, jest swoistą siatką milionów nitek. Zerwanie części tych nitek rodzi natychmiast konsekwencje w innych częściach globu. Dla jednych te konsekwencje są łatwe do przewidzenia, dla innych nie.

Wydaje się, że dla amerykańskich strategów decydujących o ataku na Iran konsekwencje nie były w pełni przewidywalne. Trudno się temu dziwić – skoro atak miała przeprowadzić wspaniała armia pod wspaniałym dowództwem wspaniałego prezydenta, to wszystko miało się zakończyć po tygodniu kolejnym wspaniałym zwycięstwem i kolejną wspaniale zakończoną wojną. Użycie słowa „wspaniały” nie jest tu przypadkowe.

Wszak to ulubione słowo prezydenta Donalda Trumpa.

I właśnie w tym słowie tkwi pewna nadzieja. Amerykański prezydent może zupełnie niespodziewanie i bez związku z realną sytuacją orzec, że wspaniała armia pod wspaniałym przywództwem odniosła wspaniałe zwycięstwo i dlatego we wspaniały sposób zakończyła wojnę. Otwarte pozostaje pytanie, jakie będą długofalowe efekty tej wojny.