W jednym prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi trzeba przyznać rację. „Cały świat patrzy i nie może uwierzyć w naszą wybitność” – powiedział w wygłoszonym dziś orędziu i nie skłamał, świat nie wierzy. Ale Europa mogła po tym orędziu chwilowo odetchnąć.
NATO bez Ameryki?
Tego dnia, kiedy w centrum kosmicznym na Florydzie załoga statku Artemis szykowała się do pierwszego od ponad 50 lat lotu na księżyc, Europa czekała na orędzie prezydenta Stanów Zjednoczonych.
To mógł być dzień, w którym Europejczycy debatują na temat kolejnego kroku ludzkości w eksploracji kosmosu. Mógł to być też dzień, w którym Polacy śledzą i komentują żywo prognozy pogody – czy będzie zimno na święta? To przecież najbardziej zajmuje nas w tym czasie.
Ale był to dzień, w którym wszyscy czekali na to, co Donalda Trump powie o współpracy Ameryki z innymi sojusznikami NATO.
Były powody do poważnego niepokoju po tym, jak zmroził wszystkich swoją wypowiedzią dla brytyjskiego dziennika „The Telegraph”, w której stwierdził, że rozważa wycofanie Ameryki z NATO.
Eksperci skomentowali wprawdzie natychmiast, że prezydent bez zgody Kongresu nie może tego zrobić. Ale, dodawali, może wycofać wojska amerykańskie z Europy. Cały sojusz zresztą opiera się na wzajemnym zaufaniu, które na naszych oczach wyparowuje. Pojawiały się też spekulacje i przecieki, że na przykład ogłosi wycofanie wojsk z Europy zachodniej, ale nie ze wschodniej. W Polsce łączyło się to z oczekiwaniem wielkiego tryumfu PiS-u, europejskiego przyjaciela Trumpa i ruchu MAGA.
Ale Trump nic takiego nie ogłosił. Ci, którzy zamarli mogą odetchnąć.
Chwilowo. Jak wtedy, kiedy cichnie odgłos pioruna w czasie burzy, ale wiadomo, że zaraz może rozlec się znowu.
Coraz groźniej
Trump nie pierwszy raz zakwestionował sens istnienia NATO. Od dawna podważał też pewność sojuszników, że wojska amerykańskie zareagują w razie ataku na któregoś z nich. Wiadomo, że nie można być pewnym reakcji, gdyby na przykład Rosja postanowiła „chronić” mieszkańców przygranicznej estońskiej Narwy, w większości rosyjskojęzycznej. Albo gdyby po prostu otwarcie uderzyła na któryś z północno-wschodnich krajów NATO. Reakcja Trumpa na wtargnięcie rosyjskich dronów do polski była niemal żadna.
Jednak teraz wypowiedź prezydenta zabrzmiała wyjątkowo groźnie. Wiadomo, że może się mścić za odmowę pomocy sojuszników z NATO w rozpętanej przez siebie wraz z Izraelem wojnie z Iranem.
Ta odmowa mogła być powodem do zemsty, ale też pretekstem do czegoś, co chciał zrobić od dawna.
W każdym razie po orędziu mogliśmy obudzić się w rzeczywistości, w której Europejczycy nie mają wsparcia potężnego sojusznika, albo mają je wybrani, co wszystkich osłabia.
Nie stało się tak, ale ta cisza z pewnością jest chwilowa.
Prawico – kto jeśli nie Europa?
Sprowadzanie niebezpiecznej gry do lokalnych gier politycznych tym razem ma sens. Bo ważne jest, jak wobec Trumpa sytuuje się PiS, prezydent Karol Nawrocki czy po prostu polska prawica. Jej wspólną cechą, przy wszystkich podziałach, jest antyeuropejskość.
Czy naprawdę miałaby powody, żeby tryumfować, gdyby Trump wycofał wojska z Europy zachodniej ale nie ze wschodniej, w tym z Polski? A odrzucając spekulacje można zapytać o coś, o co toczy się realny spór – czy osłabienie Europy leży w interesie Polski?
Emocja antyeuropejska po prawej stronie jest nie tylko powszechna ale i silna. Politycy inspirują wyborców, wyborcy inspirują polityków. Wiara w to, że Niemcy są naszymi wrogami, Bruksela nas dusi i ogranicza naszą suwerenność, w europejskość sklejoną z antypolskością jest autentyczna.
Antyeuropejskość ma więc sens z punktu widzenia prawicowych polityków. Jest jednak coraz bardziej prawdopodobne, że trwając w tej emocji prawica będzie musiała poszukać innego, alternatywnego wobec Unii Europejskiej sojusznika.
Teraz są nim Stany Zjednoczone Donalda Trumpa. Wczoraj jednak ta trudna przyjaźń została wystawiona na potężną próbę.
Naprawdę warto rozważyć, co będzie, jeśli USA nie zechcą w ramach NATO bronić Europy. Czy prawica ma pomysł na innych sojuszników? Tym bardziej, że antyeuropejskość w Europie nieco słabnie. Prawicowa premier Włoch Georgia Meloni zdaje się przeciwstawiać interesy europejskie amerykańskim, czego dowiodła odmawiając udostępnienia amerykańskim myśliwcom baz NATO na Sycylii. Węgierski premier Victor Orban najprawdopodobniej wkrótce straci władzę. Nie oznacza to, że zniknie, jednak Trump może stracić wsparcie na froncie Ameryka – Europa.
Prawicowa antyunijna koalicja może okazać się słabsza. Wspólne europejskie zbrojenia jest coraz trudniej przeciwstawić jakiejś realnej sile, bo może okazać się, że jej po prostu nie ma.
To już nie jest spór o wstawanie z kolan, czy o grupę, która mogłaby być mocnym głosem w Unii Europejskiej, jak kiedyś śniono o grupie wyszehradzkiej. To jest realna potrzeba oparcia się na kimś, kto ma wojsko.
A Trump opowiadający o wyjściu z NATO tej potrzeby nie spełnia. W dodatku ośmiela Putina do testowania co by było, gdyby. Nie chcemy tego testu i prawica chyba mogłaby się pod tym zdaniem podpisać.
Udowodnij, że jesteś przyjacielem
Z punktu widzenia Polaka, który nie czuje antyeuropejskiej emocji najlepiej jest, kiedy Europa rośnie w siłę militarną, a Ameryka, nawet, jeśli niepewna i niestabilna, pozostaje jej sojusznikiem. Dlatego do niedawna dobre relacje europejskiej, w tym polskiej prawicy Ameryką wszystkim mogły wydawać się korzystne.
Jednak i ta oczywistość staje się problematyczna po tym, jak Donald Trump zaczął żądać dowodów przyjaźni. Najpierw zapraszając do Rady Pokoju, a potem wzywając do pomocy w walce z Iranem w cieśninie Ormuz. W wojnie, którą rozpętał sam, bez żadnych konsultacji z europejskimi sojusznikami. W Polsce prawicowy prezydent Karol Nawrocki mógł demonstrować związane ręce, bo decyzje w tej sprawie może podejmować premier Donald Tusk. Ale Georgia Meloni musiała aktywnie odmówić.
Znaleźliśmy się w sytuacji, w której dobre relacje z Ameryką nie tylko niczego nie gwarantują, ale i stają się ryzykowne, albo wręcz niebezpieczne. Dla Polski, ale i dla prawicy.
Bo co by powiedzieli jej politycy na to, czy wysłać polskie wojsko na Bliski Wschód, skoro zbili poparcie na powtarzaniu, że nie wysłaliby wojsk do Ukrainy, chociaż nigdy nie było to realną propozycją?