Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba wziąć pod uwagę układankę geopolityczną, w której funkcjonują politycy z Islamabadu. Bez kontekstu, w jakim działali pakistańscy mediatorzy, trudno bowiem zrozumieć, co sprawiło, że ich mediacja przyniosła ten choćby krótkoterminowy sukces.
Na tę układankę składa się kilka krajów. Do najważniejszych z nich należą Chiny, Stany Zjednoczone, Arabia Saudyjska i właśnie Iran. Ze wszystkimi Islamabad miał i ma dobre, a nawet przyjacielskie relacje.
Z Ameryką od czasów radzieckich
Zacznijmy od Stanów Zjednoczonych. Pakistan był od lat uważany za ważnego sojusznika USA w Azji Południowej. Tak było już w okresie silnych wpływów sowieckich w sąsiednich Indiach, czyli w czasach premiera Jawaharlala Nehru, jego córki Indiry, a częściowo także w czasach rządów Rajiva Gandhiego. Waszyngton widział wówczas w Pakistanie państwo, które nastawione niechętnie, czy wręcz wrogo do Indii, może być naturalnym sprzymierzeńcem Zachodu w blokowaniu sowieckich wpływów w Azji Południowej.
Czas sowieckiej inwazji na Afganistan w roku 1979 jeszcze bardziej utrwalił polityczno-militarne powiązania Pakistanu z USA. Mudżahedini walczący z sowieckimi okupantami operowali z terenów przygranicznych w Pakistanie, tam mieli swoje bazy i ośrodki szkoleniowe. Tam też byli zaopatrywani w broń przez wspierające ruch mudżahedinów Stany Zjednoczone.
Relacje Waszyngtonu z Islamabadem uległy jednak pogorszeniu w latach po wycofaniu się Sowietów z Afganistanu. Najzwyczajniej w świecie Pakistan przestał być już tak bardzo potrzebny Amerykanom po wypchnięciu wojsk sowieckich w roku 1989.
Osobno wobec Chin i talibów
W tym samym czasie, czyli w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, Pakistan intensywnie rozwijał współpracę w sferze militarnej z Chinami. Tym bardziej że cały czas postępowało zbliżenie polityczne i gospodarcze pomiędzy krajami. Owocowało ono między innymi chińskim wsparciem dla tworzonej w Pakistanie energetyki nuklearnej oraz przekazywaniem Pakistanowi nowoczesnych technologii wojskowych. Z punktu widzenia Pekinu relacje z Pakistanem tworzyły most dla chińskiej ekspansji w krajach muzułmańskich, a także pozwalały realizować interesy polityczne w niełatwych stosunkach z Indiami.
Budziło to niepokój w Waszyngtonie, a efektem były pogarszające się relacje amerykańsko-pakistańskie. Tym bardziej, gdy okazało się, że więzy pomiędzy ludnością Pakistanu i Afganistanu są na tyle silne, iż budzą jej sprzeciw wobec amerykańskiej i szerzej zachodniej obecności militarnej w Afganistanie, datującej się od roku 2001. Zaowocowały one wspieraniem przez pakistański wywiad wojskowy talibów walczących z Amerykanami. Kulminacyjnym punktem pogorszenia się relacji na linii Islamabad–Waszyngton był fakt, iż to na terenie Pakistanu ukrywał się poszukiwany przez siły amerykańskie Osama bin Laden.
Ale razem wobec Iranu
W ostatnich latach jednak relacje amerykańsko-pakistańskie ulegają poprawie. Ocieplenie relacji nastąpiło wraz z objęciem prezydentury przez Donalda Trumpa. Amerykański prezydent już na początku swej drugiej kadencji uznał, iż pozwoli mu to umocnić wpływy amerykańskie w Azji Południowej. Nie bez znaczenia było też zaostrzenie konfliktu USA z Iranem, sąsiadem Pakistanu.
Tak więc Islamabad, którego relacje z Waszyngtonem przechodziły burzliwe koleje losu, stał się ostatnio ważnym partnerem Stanów w południowoazjatyckiej i bliskowschodniej układance.
Z Chinami na dobre i na złe
O umacniających się relacjach pakistańsko-chińskich już wspomniałem. Oba kraje lubią określenie, które być może najlepiej charakteryzuje ich wzajemne relacje.
Otóż Pakistan i Chiny to zdaniem polityków z obu krajów all weather friends.
Nie dotyczy to wyłącznie wspomnianej już współpracy w sferze militarnej, energetyki jądrowej, ale także wzajemnego wsparcia na światowej scenie politycznej.
Wystarczy przypomnieć, że to Pakistan oraz Kuba były jedynymi państwami, które udzieliły Chinom poparcia politycznego po masakrze na Placu Tiananmen. Pakistan otwarcie wspiera stanowisko Pekinu wobec kwestii Tybetu, Sinkiangu, indyjsko-chińskiego sporu o przebieg granicy w Himalajach, chińskich pretensji do panowania nad szlakami żeglugowymi na Morzu Południowo-Chińskim, czy wreszcie statusu politycznego Tajwanu.
Pakistan często występuje w imię chińskich interesów, wtedy gdy Pekin woli pozostać w cieniu i z tylnego siedzenia kierować przebiegiem wydarzeń.
Chiny, Iran, Arabia Saudyjska
W układance politycznej związanej z wojną USA oraz Izraela z Iranem pozostaje jeszcze Arabia Saudyjska oraz sam Iran.
Relacje Pakistanu z Iranem naznaczone były przez lata sporami dotyczącymi Beludżystanu, terytorium podzielonego pomiędzy oba kraje.
Jest to obszar bogaty w złoża ropy naftowej oraz minerałów ziem rzadkich. W ostatnich miesiącach dochodziło nawet do wymiany ognia pomiędzy obu krajami. Powodem były płynące z obu stron zarzuty o wspieranie ruchów separatystycznych w Beludżystanie.
Niemniej jednak sytuacje konfliktowe pomiędzy dwoma sąsiadami nie prowadziły do otwartej wojny, a zarzewia konfliktów były dość szybko gaszone. Wydaje się, że istotne znaczenie miały w tym wypadku zakulisowe działania Pekinu.
W interesie ChRL nie leżało tolerowanie konfliktu pomiędzy obu krajami, z którymi Pekin współpracował militarnie, gospodarczo i politycznie. Nie bez znaczenia była także sprawa inicjatywy Pasa i Szlaku, czyli nowożytnej sieci szlaków handlowych, które miały łączyć Chiny z Bliskim Wschodem, Afryką i Europą. Zarówno Pakistan, jak i Iran mają odgrywać istotną rolę w tej inicjatywie jako państwa tranzytowe.
Interesująca jest również relacja Pakistanu z Arabią Saudyjską. Otóż jesienią 2025 roku oba państwa podpisały dwustronne porozumienie obronne. Dla Pakistanu była to swoista gwarancja wsparcia kraju – przynajmniej politycznego – przez monarchię Saudów w przypadku ewentualnego konfliktu z Iranem. Warto pamiętać, że rywalizacja o przywództwo w tej części świata pomiędzy Arabią Saudyjską i Iranem toczy się od dawna. Oba kraje dzieli ponadto tradycja wyznaniowa – w Iranie dominuje islam tradycji szyickiej, w Arabii Saudyjskiej tradycji sunnickiej. Spory doktrynalne pomiędzy obu kierunkami przekładają się od stuleci na konflikty polityczne, a nawet otwarte wojny.
Współpraca militarna pomiędzy Stanami Zjednoczonymi z Arabią Saudyjską oraz ewentualne wejście monarchii Saudów w gorący konflikt z Iranem w kontekście ataków amerykańsko-izraelskich na ten kraj, byłoby dla Pakistanu, delikatnie mówiąc, kłopotliwe. Oznaczałoby praktyczny sprawdzian dla porozumienia obronnego. Nawet więcej, mogłoby oznaczać próbę wciągnięcia Pakistanu w bezpośrednie starcie z Iranem. Warto przy tym wiedzieć, że w sferze religijnej Pakistan jest domem zarówno dla sunnitów, jak i szyitów. Konflikt z Iranem mógłby prowadzić więc do wybuchu antagonizmów wewnętrznych w Pakistanie. Było tak już zresztą w przeszłości.
Polityczna szansa Pakistanu
Wszystkie te relacje zarówno z Islamabadem, Waszyngtonem, jak i z Pekinem oraz Rijadem i Teheranem dawały negocjatorom z Pakistanu szansę na utorowanie drogi do rozejmu.
Głos Islamabadu był bowiem nie tylko głosem polityków pakistańskich, którzy z niepokojem patrzyli na rozwój sytuacji w Zatoce Perskiej i sąsiednim Iranie, ale także głosem z Pekinu.
Niepokoje na styku Bliskiego Wschodu i Azji Południowej są dla Chin niekorzystne zarówno ze względu na bieżące interesy gospodarcze, jak i ze względu na plany związane ze wspomnianą już inicjatywą Pasa i Szlaku.
Wydaje się, że właśnie impulsy płynące z Pekinu oraz realistyczne postrzeganie przez Pakistan własnych interesów, skłoniło go do zaangażowania się w negocjacje, których celem było i jest uspokojenie sytuacji militarnej i politycznej wokół Iranu.
Pakistan utrzymujący co najmniej poprawne stosunki z największymi, ale i mniejszymi graczami na światowej scenie stara się wykorzystać swoją szansę. Sukcesem polityki Islamabadu jest też widoczna już marginalizacja głosu Indii, które nie bardzo potrafiły odpowiedzieć działaniem politycznym na konflikt, który dziś odczuwa już cały świat. Czy ten sukces, którym z pewnością było wypracowanie rozejmu, będzie trwały, okaże się już wkrótce. W chwili, gdy piszę te słowa, trudno o prognozy.