Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Bez kategorii > REJMER: Ile kina...

REJMER: Ile kina w literaturze?

„KULTURA LIBERALNA – EKSTRA NADWYŻKA”
dodatek świąteczny pod redakcją Katarzyny Kazimierowskiej

* * *

Małgorzata Rejmer

Ile kina w literaturze?

Literacki rok 2010 miał dla mnie postać smoka o dwóch głowach, a były to głowy nie od parady, obie kobiece i młode: Sany Krasikov i Sofi Oksanen. Zbiór opowiadań „Jeszcze rok” Krasikov i powieść „Oczyszczenie” Oksanen zrobiły na mnie piorunujące wrażenie, przypominając kawałek gorzkiej czekolady, który długo rozpuszcza się w ustach, a wspomnienie smaku pozostaje w pamięci jako doświadczenie czegoś wyjątkowego.

Wystarczy przeczytać pierwszy akapit opowiadania „Dla towarzystwa”, by stwierdzić, że Krasikov jest dobrą pisarką, drugi, by stwierdzić, że jej czujność, przewrotność i niewymuszona ironia czynią ją pisarką wybitną, a trzeci – że ma znakomicie opracowany warsztat i jest w pełni świadoma, jak snuć opowieść, by przypominała szybko toczący się kłębek, nieprzerwanie rozwijający nić. W pierwszych zdaniach Krasikov, niczym sprawny reżyser, pokazuje szeroką perspektywę życia Ilony, głównej bohaterki, ale zaraz skupia się na detalu: wizycie pierwszego z szeregu fatygantów. Za pomocą banalnych drobiazgów pokazuje kompletną katastrofę tych zetknięć, nie na poziomie słów i zdarzeń, ale przedmiotów, które charakteryzują bohaterów i ujawniają ich totalną alienację: fatygant nr 1 przybywa w stroju do biegania, a gdy nonszalancko siada, z szortów wysuwa się jądro („wymsknęło mu się”, pisze autorka, i w tym jednym słowie jest cała groteskowość i bezzasadność tego spotkania). W drugim akapicie Krasikov pisze o kolejnym amancie: „na jasnych rzęsach [miał] coś jakby łupież”, i bez trudu można sobie wyobrazić Ilonę, wpatrującą się w pył na rzęsach mężczyzny, zastanawiającą się, cóż to takiego jest, ale nie mającą wątpliwości, że ogląda coś obmierzłego, że ten jeden szczegół przekreśla szansę na jakiekolwiek uczucie. W trzecim akapicie Krasikov pokazuje, jak bardzo zagubiona jest bohaterka i jak nikłą ma kontrolę nad swoim losem, skoro kolejnym amantem jest polecony przez dalekich znajomych gej, który oferuje jej małżeństwo za pieniądze. Trzy akapity, trzy krótkie sceny, i wiemy czym do tej pory było życie głównej bohaterki; nikt nam niczego nie powiedział wprost, ale między wierszami, między rzeczami, między spojrzeniami jest przepaść pustki.

Opisując ulotne emocje, Krasikov używa określeń bardzo precyzyjnych; doskonale wie, co czują jej bohaterowie, nawet jeśli oni sami mają o tym niejasne pojęcie. Bez śladu histerii opisuje całą gamę lęków: od drobnych niepokojów, chwilowych stanów rozdrażnienia i niepewności, po lęki totalne, kleszczowe. Krasikov często obdarza swoje bohaterki rozwiniętą empatią, a jako pisarka potrafi głęboko współodczuwać ze swoimi bohaterami. Ta cecha, wraz z wysyceniem świata szczegółami, drobiazgowym opisem kolorów, zapachów i faktur, daje wrażenie totalności opisu. W podejściu do bohaterów pisarstwo Krasikov przypomina mi wczesne filmy fabularne Krzysztofa Kieślowskiego, a w sposobie pokazywania świata – kino Roberta Altmana.

Oksanen z kolei łączy cechy stylu Alfreda Hitchcocka i Ingmara Bergmana; „Oczyszczenie” to niemalże gotowy scenariusz. Każdy rozdział jest jak osobna, pełna sekwencja, a informacje dawkowane są czytelnikowi z aptekarską precyzją, nigdy mniej, nigdy więcej, Oksanen uchyla czytelnikowi drzwi tyle tylko, by mógł zobaczyć to, co zostaje mu pokazane palcem. Konstrukcja jest żelazna, nie ma tutaj zbędnego zdarzenia. Wszystko w tej książce znaczy, każdy przedmiot jest obciążony historią i ma swoją dwuznaczność wynikłą z konfliktu kiedyś-teraz. Oksanen tak rozsnuła narrację, że napięcie wznosi się na coraz wyższe rejestry, lecz ujawnienie wszystkich zagadek nie przynosi czytelnikowi ulgi – wręcz przeciwnie, gdy historia rozbrzmiewa w pełni, okazuje się jeszcze okrutniejsza i bardziej przewrotna niż można było sądzić. Szczęśliwe zakończenie jest iluzoryczne, bo Oksanen pozostawia czytelnika obarczonego wiedzą, jakiej nie mają bohaterki: obciążonego suspensem, który wywraca narrację i zmienia sens zdarzeń, ale nie znajduje fabularnej kontynuacji, a więc pozostawia czytelnika z niedosytem i w napięciu, w samym środku intrygi, która się „nie dokańcza”. Zostajemy z historią, a historia zostaje w nas jako nasz niepokój.

To, co w obu tych książkach wydaje mi się najbardziej znamienne, i co wyznacza w jakiś sposób drogę literatury, to towarzysząca wnikliwej psychologizacji totalna filmowość: scenariuszowy charakter narracji, cięcia scen według logiki montażowej, budowanie napięcia, przemyślane dawkowanie informacji o bohaterach, którzy są w nieustannym procesie przeobrażeń, płynni i niejednoznaczni, a jednak psychologicznie pełni. W konfrontacji ze słowem Krasikov i Oksanen wyobraźnia czytelnika działa jak kinematograf, który, wprawiony w ruch, odtwarza film. Czy literatura staje się coraz bardziej filmowa? Czy pisarze coraz chętniej wykrajają narrację na podobieństwo cięć montażowych? Czy to sposób literatury na nadążenie za zmieniającym się sposobem myślenia czytelnika, który jest nie tylko widzem, ale przede wszystkim pionkiem przeskakującym na szachownicy internetowych linków? Czy literatura, spychana na margines współczesnej kultury, coraz mniej chce być słowem, a coraz bardziej obrazem?

Książki:

Sofi Oksanen, „Oczyszczenie”, Świat Książki, 2010.
Sana Krasikov, „Jeszcze rok”, Wydawnictwo Czarne, 2010.

* Małgorzata Rejmer, pisarka. Autorka powieści „Toksymia”.

„Kultura Liberalna” – dodatek specjalny z 24 grudnia 2010 r.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 102

(52/2010)
21 grudnia 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj