Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > Koncert w „Lokalu”...

Koncert w „Lokalu” na Brzozowej

Jerzy J. Kolarzowski

W Warszawie na Starym Mieście przy ul. Brzozowej 27/29 od trzech lat działa klub i kawiarenka pod eufemistyczną nazwą „Lokal Użytkowy”. Odbywają się tam spotkania z poezją, wieczory artystyczne i teatralne, biesiady sprofilowane pod kątem kuchni wybranego kraju, a także kameralne wieczory muzyczne.

Mniej więcej od pół roku raz w miesiącu organizatorzy goszczą u siebie zespoły kameralne grające muzykę poważną. W „Lokalu” aranżowane są również wizyty młodych kompozytorów prezentujących tajniki swego warsztatu lub omawiających problematykę nowej muzyki. Program tego urokliwego miejsca jest ambitny, wprowadza publiczność w zagadnienia szeroko pojętej kultury prezentowanej w sposób zarazem sympatyczny i przystępny.

14 października w lokalu wystąpiła grupa młodych muzyków pod nazwą „Sonofrenia.10”. Zespół tworzą: Krzysztof Kozłowski, grający na fortepianie i instrumentach klawiszowych; Bartosz Kowalski, używający trąbki, fletu, syntezatorów; Wojciech Błażejczyk, dysponujący elektryczną gitarą, skrzypcami, valija volo (hiszpańską odmianą fletu przypominającą kornet) oraz Anna Karpowicz, także grająca na flecie. Skład zespołu, w którym przeważały flety, określał charakter wykonywanej muzyki, obezwładniającej i nastrojowej zarazem. Motywem przewodnim koncertu, zgodnie z treścią programu, miały być „poetyckie i nostalgiczne improwizacje wokół jesiennej nudy i mokrej kostki bazaltowej”. Improwizacje muzyczne zostały oparte na kanwie filmu przedstawiającego obrazy jesieni. Twórcy filmu skupili się na próbie oddania głębi nastrojów charakterystycznych dla tej pory roku. Stąd też na ekranie pojawiły się brązy butwiejących na ziemi liści i mgliste widoki nieba obserwowanego z okien połaciowych poddasza. Szaremu kolorytowi pogody i zanikającej przyrody towarzyszyła feeria barw mieniąca się ogromną ilością odcieni, od rdzawej czerwieni przez brąz aż do nasyconej wilgocią intensywnie ciemnej zieleni.

Film stanowił temat i nadawał rytm muzycznemu zdarzeniu, wraz z muzyką pogłębiał nastrój skupienia. Ilustracyjne obrazy pochodzące z projektora kreowały motywy, przestrzeń i sens całości nowatorskiego koncertu. Jednak muzykom chodziło nade wszystko o penetrację, korelację i poszukiwanie złożoności brzmieniowej. Każdy dźwięk posiada cztery wymiary: wysokość, głośność, czas trwania i głębię. Wykonywane utwory skupiły się na czwartym wymiarze, stając się, niemal do przesytu, laboratorium głębi. W efekcie otrzymaliśmy ponad godzinny spektakl muzyki spektralnej. Eksperyment, pokazujący istotę muzyki oraz kierunek poszukiwań współczesnych kompozytorów, trzeba uznać za naprawdę udany.

Po koncercie podczas kuluarowych dyskusji niektórzy zadawali sobie pytanie, czy oddając wyłącznie nastrój, można skomponować dobrą muzykę? Ta ostatnia powinna być przecież symboliczna, a jej mniej lub bardziej czytelna symbolika wyrażać treść utworów. W tym przypadku kwestie aranżacji muzycznych całości, ich tempo, dynamikę, części składowe i czas trwania określał obraz filmowy. Zapewne pomogło to młodym wykonawcom w utrzymaniu dyscypliny wewnętrznej tak przecież niezbędnej w zespole kameralnym.

Doświadczenie koncertu wykonanego przez grupę „Sonofrenia.10” było pouczające. Eksploatacja czwartego wymiaru muzyki, dla niektórych może nadmierna, z jednej strony pozwalała zachwycać się wirtuozerią brzmień, z drugiej, jak każda nierównowaga, mogła po pewnym czasie wywołać znużenie. Niuanse pastelowych barw oglądane na rozwieszonym ekranie dobrze uzupełniały muzykę. Tyle tylko, że muzyka, nawet najlepsza, będąc sztuką praktyczną, potrzebuje składników dynamicznych wypełniających czas trwania granego utworu, potrzebuje akcji, potraktowanej mniej lub bardziej symbolicznie. Dotyczy to każdej sztuki przejawiającej się w czasie, zarówno literatury, filmu, jak i muzyki. Intensywny, eksploatujący pełnię nostalgicznych uczuć koncert trwał około godziny. Słuchacze, którzy znieruchomieli na czas jego trwania, poruszyli się, wprawiając w powolny, lecz harmonijny pląs płomienie ustawionych na stołach świec.

Na zewnątrz, skąpana w srebrzystym świetle księżyca ulica Brzozowa zapełniła się wychodzącymi. Niektórzy planowali udać się na spacer, by obejrzeć na wiślanym nabrzeżu wspaniałą fontannę sterowaną elektroniką. Jej uruchomienie o godzinie 21.30 zapowiedziała prasa. Jednak większość gości „Lokalu” przy Brzozowej zdecydowała się skierować w stronę własnych domów, pragnąc unieść ze sobą intensywną nastrojowość muzyki stworzonej dla wydobycia wszelakich aspektów jej głębi.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 145

(42/2011)
18 października 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj