Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > O narodzinach demokracji...

O narodzinach demokracji z ducha muzyki

Andrzej Jarczewski

„Całe te niniejsze wywody zakładają tezę, iż liryka pozostaje w takim samym stopniu niezależna od ducha muzyki, w jakim sama muzyka, w pełni swej nieograniczoności, nie potrzebuje obrazu ani pojęcia, lecz je tylko obok siebie toleruje.”

Nietzsche

Pytanie: Czy istnieją szczęśliwi improwizatorzy?

Odpowiedź: Wyłącznie!

Improwizacja bluesowa od pewnego, niezbyt nawet wysokiego, poziomu biegłości jest dla każdego gitarzysty szczęściem nieustającym. Gdy ma z kim grać, gdy ma gdzie, gdy ma za co – nic innego robić już nie musi ani nie chce. I nawet o niczym nie myśli. Nieustająca nirwana. Palce same biegną po strunach, serce śpiewa, duch ulata…

Bywa też, że nie ma z kim grać, i wtedy nici ze szczęścia. Po głowie chodzą różne motywy, czasem brząkniesz parę dźwięków dla sprawdzenia… I czekasz, aż ktoś przyjdzie do garażu i pociągnie temat. No i jest, przyszedł, odpala swój instrument, łapie tonację, prowadzi zasłyszaną myśl… ale trochę inaczej, po swojemu, oddala się od głównego motywu, wymusza zmiany harmoniczne… przychodzą następni i… dzieje się muzyka. Soul!

Imitacja – nieustająca radość każdego improwizującego bluesmana. A wcześniej, przed bluesem – milowy kamień w rozwoju muzyki, od którego Europa zaczynała swą polifoniczną przewagę nad resztą świata. Dla tej sztuki – osiągnięcie epokowe. Dla literatury – natchnienie. Gdy imitacja dotyka państwa… bywa różnie, w zależności, czy gorszy ustrój podciąga się do lepszego, czy też na siłę wprowadzają nam kopię tego, co znają skądinąd. Nie wszystko, co dobre dla sztuki, jest dobre dla polityki, choć w końcowym rachunku, w wielkim koncercie narodów – imitacja jako metoda chyba się opłaca. Ludzie wolą imitować bardziej lepsze niż gorsze, a od tego zaczyna się wspinaczka ku własnym szczytom. Nawet jeśli – jak dziś w Polsce – niezdarna i powolna, to przynajmniej już bez czerwonego kamienia u szyi.

Semper in altum

Mówię o narodzinach i odrodzinach. Genesis demokracji z ducha polifonii, gdzie każdy głos ma prawo do swojej wersji, a wszystkie razem, korzystając z rozszerzającego się zakresu wolności – ale i gwarantującej bezpieczeństwo dyscypliny – harmonijnie dążą do wspólnego dobra i piękna, tolerując obok siebie obrazy i pojęcia. I nie tolerując chaosu.

Teza główna: nowożytna demokracja, poza kilkoma pozorami, nie ma nic wspólnego z jednopłciowym duchem nietrwałej antycznej demokracji greckiej, funkcjonującej przez krótką dziejową chwilę dzięki niewolnictwu, przemocy, gospodarczemu wyzyskowi i dominacji Aten nad archipelagiem słabych państewek po przypadkowo wygranych wojnach perskich.

Trójpodział władz – zapomniany dziś prawdziwy fundament zachodniej demokracji –wymyślił Monteskiusz wcale nie w oparciu o wzory greckie. Równolegle teoretyzował Jean-Philippe Rameau, kompozytor i kodyfikator systemu dur-moll. Efekt? Fantastyczny! Przełomowe idee są rozwijane nie tylko na gruncie, na jakim się zrodziły. Falami o różnej długości i przenikalności promieniują do innych dziedzin sztuki i do odległych nieraz dziedzin kultury. Również do kultury politycznej i do teorii polityki.

Tu mamy do czynienia z konwergencją muzyki i nauki o ustroju. Monteskiusz pierwszy dostrzegł polityczne korzyści ze skodyfikowania harmonii i pierwszy zauważył inspirujące zróżnicowanie ról: kompozytora, wykonawcy i rodzącej się krytyki muzycznej, wydającej sądy o dziele. A to wykombinował właśnie Rameau, szukający jakiegokolwiek myślowego oparcia dla krytyki, bez której nie może być mowy o zdrowym rozwoju jakiejkolwiek sztuki! On – powszechnie krytykowany niemerytorycznie – żądał tylko prawa do krytyki fachowej i szukał dla tego prawa jakiegoś przekonującego uzasadnienia. A to podchwycił jego (prawie) rówieśnik – Monteskiusz.

Muzyka kształtuje obywatela

Dziś też teoretycy ustroju powinni interesować się kulturą, bo wielkie inspiracje – niepojętymi drogami – przychodzą do polityki… spoza polityki. Wewnątrz są zwykle negacją poprzedniej idei lubo tejż lichą reduplikacją. W najlepszym wypadku – imitacją, zmutowanym powtórzeniem na nieco tylko wyższym poziomie.

Na początku zachodniej demokracji była muzyka! Do nowożytnej europejskiej demokracji doszliśmy poprzez europejską polifonię – nie przez Ateny. Stamtąd wzięliśmy tylko terminologię, przydatki i pozory. To duch muzyki na różnych poziomach swej organizacji kształtował w nas obywateli, by – po odrzuceniu wizji dionizyjskich i apollińskich, które przestały opisywać jakikolwiek wycinek cywilizacji – domagać się nowych mitów globalnych i lokalnych. Mity epoki postmitycznej powoli się reformatują. Bez nich nie zdołamy pojąć istoty siebie, a z nimi… tysz.

„Dopowiedz jednak i to, osobliwy cudzoziemcze:  ile lud musiał wycierpieć, nim mógł stać się tak pięknym!”. Tako rzecze Nietzsche w zakończeniu swego dzieła.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ
(10/2013)
12 marca 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj