Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Polska] Zmienił Polskę,...

[Polska] Zmienił Polskę, nie zmienił polskiego Kościoła. O „Tygodniku Powszechnym” na 70-lecie

Michał Matlak

W ciągu 70 lat pismo Turowicza udzieliło wielu przełomowych odpowiedzi. Wiele zaproponowało pismo Bonieckiego. Czy tak samo będzie z pismem Mucharskiego?

Żadne z pism powojennej Polski nie osiągnęło w okresie PRL tego, co „Tygodnik Powszechny”: zarówno, jeśli chodzi o rząd dusz wśród polskiej inteligencji, jak i jakość publikowanych tekstów. Paradoksalnie, prawdziwy czas próby dla środowiska „Tygodnika” przyszedł dopiero po roku 1989 wraz z dwoma wyzwaniami: kryzysem wewnątrzkatolickiego dialogu i lustracją. O ile sprawę lustracji „Tygodnika” można uznać za zamkniętą, to kwestia dialogu z resztą Kościoła wydaje się w dalszym ciągu bardzo problematyczna.

Po przełomie demokratycznym wielu ludziom Kościoła nie podobała się m.in. wstrzemięźliwość pisma względem projektów państwowej rechrystianizacji przestrzeni publicznej, w tym wprowadzenia religii do szkół. Rozdźwięk między „Tygodnikiem” a dużą częścią Kościoła nie był jednak specjalnym zaskoczeniem – wiadomo było, że pismo oferuje pewną szczególną wersję katolicyzmu, silnie inspirowaną francuskim personalizmem, która dla wielu ludzi Kościoła była trudna do zaakceptowania.

Apogeum kryzysu na tym polu miało miejsce w 1995 r., kiedy Jan Paweł II skrytykował linię redakcji w liście do Jerzego Turowicza z okazji 50-lecia „Tygodnika”. Obok wskazania pozytywnej roli pisma i podkreślenia własnych związków z nim (od roku 1958 był jego współpracownikiem), pisał, że „odzyskanie wolności zbiegło się paradoksalnie ze wzmożonym atakiem sił lewicy laickiej i ugrupowań liberalnych na Kościół, na Episkopat, a także na papieża. (…) Mnożyły się oskarżenia czy pomówienia o klerykalizm, o rzekomą chęć rządzenia Polską ze strony Kościoła, czy też o hamowanie emancypacji politycznej polskiego społeczeństwa. Pan daruje, jeżeli powiem, iż oddziaływanie tych wpływów odczuwało się jakoś także w «Tygodniku Powszechnym»”.

Według relacji ks. Adama Bonieckiego spór ten miał swój finał w roku 1997, kiedy Jan Paweł II spotkał się z poważnie już chorym Jerzym Turowiczem, by osłabić wrażenie konfliktu między gazetą a papieżem. O ile jednak między „Tygodnikiem” a Janem Pawłem II miał miejsce intensywny dialog, w przypadku relacji ze znaczną częścią polskiego Kościoła było dokładnie odwrotnie – niezgoda prowadziła do wstrzymania dyskusji. Dla wielu kościelnych hierarchów rozmowy o religii w szkołach, skandalach pedofilskich, celibacie wśród księży były mniej lub bardziej zakamuflowaną próbą ataku na Kościół, dla redakcji – próbą jego uzdrowienia. To największa klęska środowiska ukształtowanego przez Jerzego Turowicza: względnie mały wpływ na polski Kościół. Jednym z ostatnich przejawów braku dialogu jest zakaz występów w mediach poza „Tygodnikiem” nałożony na Adama Bonieckiego przez przełożonego księży marianów.

*

Jeszcze do niedawna za największą porażkę „Tygodnika” chciano jednak uznać coś zupełnie innego: kwestię rozliczenia się z własną peerelowską przeszłością. Ostatnie lata to gorący spór o współpracę ludzi pisma z tajnymi służbami PRL, spór już dzisiaj w zasadzie jałowy, bo prawda jest mniej lub bardziej znana: choć kontakty ludzi „Tygodnika” ze służbami były, to jednocześnie pismo w zasadniczy sposób przyczyniało się w tamtym okresie do poszerzenia obszarów wolności. Dowody można znaleźć w archiwalnych numerach „Tygodnika”, są nimi teksty Herberta, Kisielewskiego, Kołakowskiego, Miłosza, Słonimskiego, Turowicza, Wojtyły i wielu innych „obrońców” PRL.

Dlatego też rozgorzały przed kilku laty spór między starym „Tygodnikiem”, przeciwnym uczestnictwu w lustracji, a nowym „Tygodnikiem” (patrz: tekst Andrzeja Romanowskiego „Wielkość i upadek Tygodnika Powszechnego”), który pod przewodnictwem Adama Bonieckiego razem z Instytutem Pamięci Narodowej starał się rozwikłać niełatwe decyzje redakcji sprzed upadku komunizmu, wydaje się nie mieć dziś szczególnego znaczenia. Boniecki zdecydował się na dość daleko idącą współpracę z IPN-em, co – wbrew przewidywaniom przeciwników tego posunięcia – nie doprowadziło do zmiany statusu pisma. Ci, którzy mieli je za wewnątrzkościelnego konia trojańskiego, umocnili się w swoim przekonaniu, natomiast ludzie darzący „Tygodnik” szacunkiem mogli się przekonać, jak skomplikowane było jego prowadzenie w okresie PRL-u.

*

Utrzymanie prestiżu nie oznacza jednak, że „Tygodnik” tak jak dawniej dzierży rząd dusz polskiej inteligencji. Nakład pisma, które na początku lat 90. było w czołówce sprzedaży tygodników opinii, bardzo spadł i znajduje się bliżej końca niż początku tabeli: sprzedaż w styczniu tego roku wyniosła ponad 18 tys. egzemplarzy, podczas gdy np. „Polityka” miała 124 tys. sprzedanych egzemplarzy. To zresztą tylko część problemu, równie ważne jest, że mniej się dziś o „Tygodniku” rozmawia, rzadziej czyta się w nim teksty, które wpływają na kształt polskiej debaty publicznej (choć się zdarzają – jak choćby ostatni esej o. Ludwika Wiśniewskiego).

Pojawiały się wewnątrz „Tygodnika” głosy, by zrezygnować z przymiotnika „katolicki” w nazwie i przejść do wyłącznie świeckiej rzeczywistości. Sekularyzacja „Tygodnika” byłaby jednak złą decyzją z dwóch powodów: po pierwsze, pismo straciłoby swój wyróżniający je spośród innych status pisma łączącego świat wiary ze światem kultury i polityki; po drugie, znikłaby z pejzażu polskiego katolicyzmu znacząca intelektualna tradycja.

Ta tradycja była przede wszystkim wynikiem działalności bardzo różnorodnego środowiska intelektualnego, którego pismo było ośrodkiem. Dziś, choć łamy „Tygodnika” otwarte są w dalszym ciągu dla ludzi wielu światopoglądów, trudno mówić o środowisku porównywalnym choćby z tym z początku lat 90. Szkoda, bo donioślejszy głos „Tygodnika” byłby znów potrzebny. Ciągle potrzebujemy poważnej rozmowy o kształcie polskości w świecie zmieniającego się pojęcia narodu, ciągle ważna jest refleksja o znaczeniu chrześcijaństwa w epoce świeckiej, kiedy religia przestaje być oczywistością. Wiele przełomowych odpowiedzi na te pytania udzieliło pismo Turowicza, wiele ważnych odpowiedzi zaproponowało pismo Bonieckiego. Czy tak samo będzie z pismem Mucharskiego?

 


 

Polecamy także:

Adam Michnik, Jarosław Kuisz, Piotr Kieżun:
Ile jest miejsca dla Kościoła w liberalnej demokracji? [ZAPIS DEBATY]

Jarosław Kuisz, Piotr Mucharski, Stanisław Obirek, Janina Ochojska:
Ile jest miejsca dla Kościoła w liberalnej demokracji? Batalie Turowicza

 


 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 324

(12/2015)
27 marca 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj