Białoruś jest jednym z krajów, które pod względem czytelnictwa przodują w Europie. Za pierwszą białoruską książkę uznaje się Biblię w języku staro-cerkiewno-słowiańskim wydaną 500 lat temu w Pradze przez Franciszka Skarynę. To jednak dziwne – Skaryna urodził się ponad pół tysiąca lat temu, a najważniejsza dla nas literatura ciągle ukazuje się poza granicami kraju.

Nie zapominajmy: prawie wszystko, co robi się na Białorusi, dzieje się wskutek polityki. Wystarczy przypomnieć „451 stopni Fahrenheita” Raya Bradbury’ego czy „My” Jewgienija Zamiatina. Dyktaturze nie są potrzebni ludzie czytający, a tym bardziej czytający książki w języku ojczystym i miłośnicy wolnego słowa. Ofiarą takiej polityki padło kilka lat temu wydawnictwo Łogwinow (Логвинов).

Łogwinow powstał w 2000 r. Z początku małe wydawnictwo specjalizujące się w drukowaniu literatury alternatywnej, dziś jest liderem przemysłu kulturalnego, który nie tylko dba o rozwój literatury niezależnej, ale również kreuje gusta szerokiej rzeszy czytelników. Tworzy przestrzeń współpracy kulturalnej, dzięki projektom, organizacji spotkań i wspieraniu młodych artystów. Publikuje dzieła znanych białoruskich pisarzy i poetów, a także przekłady literatury europejskiej na język białoruski.

Wydawnictwo reprezentuje Białoruś na targach książki w Europie: w Lipsku, Frankfurcie, Pradze, Warszawie i innych miastach. Ministerialny kułak w pewnym momencie spada jednak i na taką instytucję. Dlaczego mała sieć księgarni wydaje więcej literatury niż instytucje państwowe? Jak to możliwe?

W 2013 r. sąd pozbawił Łogwinow licencji. Co było powodem? Oficjalnie opublikowanie w 2011 r. albumu „Press Photo Białoruś 2011”, w którym według oszmiańskiego sądu rejonowego można dopatrzyć się treści ekstremistycznych. Szef oficjalnego białoruskiego związku pisarzy, gen. Nikołaj Czerginiec, rzekł przy okazji, że to całkowicie słuszne i że „skoro nie chcą publikować normalnej literatury, niech drukują swoje parszywe pisemka w domu”. Na początku 2015 r., po nieplanowanej kontroli podatkowej, przeprowadzonej na wniosek Ministerstwa Informacji, sąd orzekł, że wydawca musi zapłacić około miliarda rubli grzywny za dystrybucję książek bez zezwolenia. Majątek wydawnictwa podlega konfiskacie.

Polskiemu czytelnikowi nie trudno będzie zrozumieć, dlaczego taka sytuacja wydarzyła się na Białorusi. Historia Łogwinowa jest przykładem walki o wolność słowa i prawo dostępu do literatury, która nie jest tylko uwłaczającą inteligencji propagandą. Uczy nas, że jest w Europie jest kraj, w którym dyktatura nie tylko pozwala na niszczenie kultury, ale sama ten proces inicjuje.

 

Rubrykę „Putinada” redaguje i tekst z języka rosyjskiego przełożył Łukasz Jasina.