Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > Zaniedbane elektoraty [Po...

Zaniedbane elektoraty [Po pierwszej debacie prezydenckiej]

Rafał Wonicki

„Komorowski i jego sztab zrobili, co mogli. Jednak zaniedbań z kampanii w ten sposób nie nadrobią”. Komentarz do niedzielnej debaty prezydenckiej.

Niedzielna debata pokazała, że Bronisław Komorowski  ma pazur i jednak potrafi być medialnym retorem, który wygrywa w starciach na słowa i argumenty. Jego adwersarz, Andrzej Duda, był bardziej stonowany i nie tak spontaniczny, co może mieć znaczenie dla osób, które wciąż się wahają, na kogo zagłosować 24 maja. Uśmiech kandydata PiS-u sugerował zresztą, że sam nie wierzy w to, co mówi. Wizerunkowo to starcie wygrał więc prezydent Komorowski, umiejętnie atakując i pokazując, że jest, że działa – a nie tylko teoretyzuje. Do historii debat prezydenckich przejdzie wypomniane Andrzejowi Dudzie blokowanie etatu na Uniwersytecie Jagiellońskim i wręczenie mu przez urzędującego prezydenta pewnej kartki. Co na niej było, to dla widza jest w gruncie rzeczy nieistotne, ważny jest PR-owy gest.

Komorowski i jego sztab zrobili więc, co mogli. Jednak zaniedbań z kampanii w ten sposób nie nadrobią. Gdyby prezydent jej nie przespał i od początku jawił się jako bardziej dynamiczny, troszczący się o sprawy młodych oraz wrażliwy na postulaty antysystemowych wyborców, dziś miałby większe szanse na wygraną. A tak wciąż pozostaje zagadką, ile osób z elektoratu Pawła Kukiza w drugiej turze może oddać głos na Komorowskiego albo przynajmniej zdecyduje się zostać w domu i nie głosować na Dudę. Częścią tego elektoratu mogą być ludzie sympatyzujący z PO, którzy chcieli  jedynie zamanifestować swój sprzeciw wobec polityki rządu i w drugiej turze poprą obecnego prezydenta. Wątpliwe jednak, by cześć ta stanowiła chociaż połowę ze słynnych już 20 proc., o które walczą kandydaci. Jeśli nawet hurraoptymistycznie przyjmiemy, że co trzeci wyborca z grupy głosującej za Pawłem Kukizem w drugiej turze odda głos na Komorowskiego, to prezydent ma jeszcze sporo punktów procentowych do zebrania. Zadanie jest więc niesłychanie trudne, a wydaje się, że pan prezydent nie znajdzie już więcej amunicji przeciwko kandydatowi PiS.

Samą debatę przespał z kolei Andrzej Duda. Na ataki reagował mało dynamicznie, a argumenty mogące zaszkodzić Komorowskiemu wypowiadał w tak nieemocjonujący sposób, że przeciętny widz mógł już po chwili zapomnieć, o co chodzi. Dla niego to niewątpliwie strata.

Jak przejąć cudzy elektorat…

Jednym z największych zaniedbań urzędującego prezydenta było w tej debacie niepodjęcie próby pozyskania lewicowego elektoratu – poza in vitro nie wybrzmiały prawie zupełnie kwestie społeczne, ekonomiczne i światopoglądowe. Może zaważył na tym słaby wynik kandydatki SLD z 10 maja, ale ludzi o lewicowym światopoglądzie jest znacznie więcej i z pewnością ich oczekiwania, od których uzależniali głosowanie w drugiej turze, były spore. Komorowski, poza podnoszeniem kwestii JOW-ów, nie bardzo zawalczył także o wspomniany już elektorat Pawła Kukiza. Główną trudnością była zapewne jego mozaikowość oraz to, że z założenia uprzedzony jest do establishmentu, może więc uznano, że nie ma o co walczyć? To, co prezydent mógł jednak ugrać w tej debacie, to zniechęcenie elektoratu Kukiza do samego Andrzeja Dudy. Jeśli bowiem główną osią jednoczącą zwolenników rockmana jest negacja mainstreamowych partii politycznych, to Duda jako kandydat PiS-u także mógłby stać się ofiarą tych wyobrażeń. Nadzieją dla obecnego prezydenta jest więc to, że jeśli jeszcze zmobilizuje elektorat PO, SLD oraz osoby niezdecydowane, a jednocześnie zniechęci do Dudy jakąś część wyborców Kukiza, może wygrać z minimalną przewagą.

…i nie stracić własnego

Nie obyło się również bez wpadek, które mogą przesądzić o porażce lub zwycięstwie każdego z kandydatów. Po stronie Bronisława Komorowskiego można z pewnością zapisać niezbyt przekonujące uzasadnienie jego nagłej miłości do referendów. Po stronie Andrzeja Dudy największym błędem było niewątpliwie wyciągniecie sprawy Jedwabnego. I nie chodzi tutaj tylko o etyczny wydźwięk tego argumentu, który nie powinien był się w ogóle pojawić i o którym od razu stało się głośno w mediach, ale o dwie dodatkowe kwestie z tym faktem związane. Po pierwsze, ważna jest przytomna odpowiedź prezydenta, którą – dzięki przypomnieniu listu biskupów z 1965 r. – mówiąc delikatnie, „zmasakrował” kontrkandydata. Po drugie, chodzi o odkrywaną dzięki poruszaniu tak kontrowersyjnych tematów niespójność wizerunku Andrzeja Dudy. Nie może on bowiem jednocześnie grać dwóch ról: kandydata umiarkowanego i radykalnego. Kwestia Jedwabnego zapewne miała wynagrodzić niemożność wspomnienia o katastrofie Smoleńskiej i służyć przyciągnięciu elektoratu bardziej prawicowego niż umiarkowani zwolennicy PiS, ale taktyka spaliła na panewce i może przeważyć szalę zwycięstwa na korzyść obecnego prezydenta.

Jeśli więc Bronisław Komorowski w podobnym, zdecydowanym stylu poprowadzi drugą debatę, a Andrzej Duda zaliczy więcej potknięć, to możemy obserwować ciekawą i zaciętą końcówkę kampanii prezydenckiej, w której o zwycięstwie lub przegranej zdecyduje nawet 1 proc. wyborców, czyli przysłowiowy włos.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 332

(20/2015)
19 maja 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj